Uniwersytet z przeceny

Uniwersytet z przeceny

– czyli co zrobić, żeby polskie uczelnie stały wyżej w rankingach
Nie warto powtarzać, że znaczną część naszych „szkół wyższych" należałoby zaliczyć do kategorii pomaturalnych szkół zawodowych, aby nie deprecjonować pojęcia wyższego wykształcenia. Warto natomiast zająć się sposobem, który mógłby doprowadzić niektóre polskie uczelnie blisko czołówki światowych rankingów.

Uznawany za najlepszą niemiecką uczelnię uniwersytet w Heidelbergu zajmował odpowiednio miejsca 45., 54., 71. i 217. w czterech niedawnych międzynarodowych rankingach. Natomiast prestiżowa paryska uczelnia École Polytechnique w tychże rankingach plasowała się na miejscach 10., 123., 203., 300. i 801. Ta różnica ocen ilustruje starą prawdę, że odpowiedź zależy w znacznym stopniu od rodzaju pytania.

W naszych mediach furorę robi szanghajski ranking uczelni, który w 2005 r. ogłosili Ying Chong i  Nian Cai Liu z Uniwersytetu Jiao Tong w Szanghaju. Eksperci zajmujący się zawodowo naukometrią uznali ten ranking za bardzo nietrafny, co nie przeszkadza temu, że w Polsce w debatach o edukacji to on właśnie jest cytowany na poparcie lamentu, że nasze uczelnie bardzo odstają od  światowej czołówki. Odnoszę wrażenie, że dyskutanci – włączając minister Barbarę Kudrycką – zdają się wiedzieć niewiele o zasadach rankingu szanghajskiego, jak i o tym, że nie jest on ani jedyny, ani najlepszy. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że Uniwersytet Warszawski zdobył w nim sporo punktów dlatego, że niegdyś studiowali na nim laureaci nagród Nobla – Menachem Begin oraz Leonid Hurwicz, a Uniwersytet Jagielloński, do którego wróciła medycyna, zawdzięcza punkty licznym cytowaniom artykułów z tej właśnie dziedziny (a to dlatego, że medycy zwykli się cytować dużo częściej niż np. matematycy czy historycy). Inne osiągnięcia obu uczelni odegrały w klasyfikacji szanghajskiej niewielką rolę.

O niekompetencji dyskutantów świadczy to, że przyczyny niepowodzeń upatrują tylko w niedostatku środków, a czasem wraca również zdanie, że  to wszystko przez zbyt długą i trudną drogę kariery naukowej w Polsce. Gdyby tak zwiększyć finansowanie uczelni i dodatkowo znieść habilitację, od razu moglibyśmy wskoczyć do czołówki. W rzeczywistości chodzi o coś zupełnie innego. Od czołowych uczelni świata dzieli nas przepaść w  dziedzinie prawa, zwyczajów i sposobu myślenia. Tymczasem postępowanie części środowiska akademickiego, a także plany reform polskich uczelni, zamiast zbliżać, oddalają nas od światowej czołówki.

W różnych rankingach zlicza się na przykład publikacje naukowe, a osobno prace szczególnie często cytowane, artykuły wspólne z autorami z zagranicy, prace z autorami z sektora prywatnego, stopnie doktorskie nadawane przez uczelnię, patenty uzyskane przez pracowników, prestiżowe nagrody dla  kadry nauczającej oraz wychowanków. Jeśli szczególnie wyróżnia się publikacje w poczytnych czasopismach, jak „Nature" czy „Science", to  przegrywają liczne dyscypliny, w których nie ma zwyczaju publikowania w  tych periodykach. Średnia liczba cytowańjednej pracy z danej uczelni faworyzuje uczelnie o mocnych naukach biomedycznych, bo w tych dziedzinach cytowania są kilka lub kilkanaście razy liczniejsze niż np. w matematyce, naukach technicznych i humanistycznych. Liczba patentów promuje oczywiście wydziały techniczne i ścisłe. Z kolei zliczanie nagród Nobla działa na niekorzyść dziedzin humanistycznych, technicznych i matematyki, w których Nobla się nie przyznaje. Bierze się też pod  uwagę odsetek studentów z zagranicy (im więcej, tym lepiej) oraz liczbę studentów przypadających na profesora – im mniejsza, tym więcej punktów dostaje uczelnia (w Polsce nazwano by to nieuzasadnioną rozrzutnością).

Smutne jest to, że żadna z polskich uczelni nie plasuje się w pierwszych trzech setkach w żadnym z licznych rankingów. Powodem jest to, że nasze rozdrobnione i wąskotematyczne uczelnie nie mają szans na dobre miejsca w jakimkolwiek rankingu i muszą przegrywać z uczelniami wielotematycznymi, które kształcą we wszystkich dziedzinach i zbierają punkty rankingowe ze wszystkich wskaźników. Sportowym odpowiednikiem rankingu uczelni jest dziesięciobój, w którym – jak wiadomo – nie można wypaść dobrze, startując tylko w paru konkurencjach.

Inność i potęga uniwersytetów zagranicznych polegają właśnie na tym, że  są one wielobranżowe. Na przykład Uniwersytet Harvarda ma poza wydziałami nauk ścisłych, humanistycznych i społecznych także potężną Szkołę Medycyny (Harvard Medical School) wraz ze stomatologią. Na tej uczelni jest też weterynaria, Szkoła Nauk Technicznych (School of Engineering) wraz z architekturą, wydział sztuk pięknych, a nawet wydział teologii.

Bostoński Massachusetts Institute of Technology (MIT) – z uporem przedstawiany w naszych mediach jako uczelnia techniczna – jest w  istocie wielobranżowym uniwersytetem, w którym na kierunkach technicznych kształci się mniej niż połowa studentów. Obok silnych specjalności technicznych skupionych w School of Engineering oraz  architektury i urbanistyki są w MIT nauki ścisłe (biologia, chemia, fizyka i geofizyka) oraz humanistyczne i społeczne. Jest tam ekonomia i  zarządzanie, a w School of Humanities, Arts and Social Sciences możnastudiować antropologię, filozofię, historię, języki obce i  literaturoznawstwo, a nawet teatrologię i muzykologię.

Uniwersytet w  Oksfordzie ma oprócz świetnych wydziałów nauk ścisłych, humanistycznych i społecznych mocne wydziały nauk technicznych i medycznych. Taka struktura zachodnich uczelni pozwala się im plasować wysoko w rankingach nawet przy znacznych różnicach stosowanych kryteriów. W Polsce i w wielu krajach europejskich wyższe szkoły techniczne powstawały niezależnie od  uniwersytetów. Po II wojnie światowej zrodziła się jednak w Europie tendencja do przekształcania uczelni technicznych w wielobranżowe uniwersytety. Na przykład Uniwersytet Techniczny w Akwizgranie prócz kierunków ścisłych i technicznych ma obecnietakże historię, pedagogikę, politologię, nauki społeczne i medycynę. W Wielkiej Brytanii w latach 90. wszystkie politechniki przemianowano na uniwersytety i nie była to  zmiana sztuczna, bo politechniki brytyjskie od dawna oferowały studia w  dziedzinach humanistycznych i społecznych. Na świecie oczywiście istnieją prestiżowe uczelnie o wąskiej tematyce (np. London School of  Economics – w trzeciej setce rankingu szanghajskiego), ale to są wyjątki.

Polskie uniwersytety zostały strasznie okaleczone przez reformę, którą przeprowadzono w latach 1952-1954 w myśl maksymy „dziel i rządź". Na  przykład Uniwersytet Warszawski stracił wtedy połowę wydziałów: medycyna, stomatologia i farmacja utworzyły Akademię Medyczną, weterynaria przeszła do SGGW, a wydziały teologiczne przekształcono w Akademię Teologii Katolickiej oraz Chrześcijańską Akademię Teologiczną.

Przełom polityczny 1989 r. stworzył możliwość zerwania ze złą przeszłością. Udał się jednak tylko powrót krakowskiej akademii medycznej do UJ. Wtedy rektorem akademii był prof. Andrzej Szczeklik, znakomity uczony i wielki człowiek. Oświadczył on, że woli być prorektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego niż rektorem osobnej uczelni. Niedawno także Akademia Medyczna w Bydgoszczy przyłączyła się do Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, dzięki czemu ta uczelnia, i tak stojąca na bardzo dobrym poziomie, zbliżyła się do światowych standardów.

Wielkie uznanie należy się środowisku akademickiemu Zielonej Góry, które potrafiło się porozumieć i połączyć w jedną uczelnię Wyższą Szkołę Pedagogiczną i Politechnikę Zielonogórską. Uniwersytet Zielonogórski – chociaż nie ma jeszcze medycyny – jest obecnie jedynym w  Polsce uniwersytetem zbliżonym do standardów strukturalnych amerykańskich uczelni. Wróżę tej uczelni szybki rozwój i życzę, aby  także pod względem osiągnięć prędko zbliżyła się do uczelni w krajach rozwiniętych. Natomiast zaprzepaszczono szanse utworzenia kilku innych niezłych uniwersytetów: w Białymstoku, Kielcach, Opolu i Rzeszowie.

Zamiast rozsądnych reform w Polsce włożono wiele energii, zwłaszcza w  ostatnich latach, w zmiany nazw. Zaroiło się obecnieod uczelni mających w nazwie „uniwersytet". Pojawiły się „potworki": uniwersytety przyrodnicze, pedagogiczne, ekonomiczne, medyczne, muzyczne itd. To nas nie tylko oddala od standardów światowych, lecz także naraża na  śmieszność. Równie dobrze można by przemianować nasze licea na  uniwersytety i zamiast matury nadawać doktoraty. Byłoby jeszcze zabawniej.

Niektórzy ministerialni urzędnicy, a także znaczna część polskiego środowiska akademickiego nie wiedzą, że w USA nie ma ustawy o  szkolnictwie wyższym, nie ma ministerstwa edukacji w polskim znaczeniu (Department of Education zajmuje się innymi sprawami, np. sprawozdawczością). I nie ma tam centralizmu, który wiąże ręce organom zarządzającym uczelnią i bardzo wydłuża wszelkie próby modernizacji. Na  przykład władze uniwersytetu amerykańskiego mogą uruchomić nowy kierunek studiów, nie pytając o zdanie władz stanowych ani federalnych. W Polsce od pomysłu do realizacji prowadzi droga przez mękę konsultacji, uzgadniania, rozporządzeń, zezwoleń itd. Ponadto niektóre posunięcia MNiSzW wprawiają w osłupienie środowisko akademickie. Oto przykład z  własnego podwórka: według zaleceń z wiosny 2008 r. na studiach fizyki II stopnia należy przekazywać studentom treści tylko z fizyki teoretycznej, fizyki kwantowej i fizyki fazy skondensowanej. To tak, jakby minister sportu zalecił uprawianie tylko sportów drużynowych, sportów z piłką i  koszykówki.

Studia na uczelniach amerykańskich są odpłatne, co ogromnie zwiększa motywację studentów. Jednocześnie rozbudowany system stypendiów sprawia, że tylko niewielki odsetek studiujących musi pokrywać koszty z  własnej kieszeni. Znacznie większe jest zaangażowanie nauczycieli akademickich w nauczanie. Nie do pomyślenia w USA jest, aby wykładowcy pojawiali się na uczelni tylko „na dyżury". Znam te sprawy z autopsji, gdyż wykładałem jako visiting professor na University of Washington w  Seattle, a podczas wyjazdów studyjnych zapoznawałem się z systemem zarządzania i organizacją różnych uniwersytetów. Wykładowca musi tam być dostępny dla studentów co najmniej kilkanaście godzin w tygodniu. Zadaniem nauczycieli akademickich w USA jest nauczyć studentów. Zbyt masowe wystawianie ocen niedostatecznych oznacza, że wykładowca nie  wypełnił swoich obowiązków. Zostaje ostrzeżony, a potem może być nawet zwolniony.

Stany Zjednoczone są krajem demokratycznym, ale tamtejsza dojrzała demokracja nie polega na tym – jak u nas – że o większości spraw mają się wypowiadać ciała zbiorowe, nie biorąc za to praktycznie żadnej odpowiedzialności. Na przykład rektora (prezydenta) uczelni w USA nie wybiera się przez głosowanie elektorów (podobnie nie ma wyborów rektora w Oksfordzie czy Cambridge). Wyszukiwaniem odpowiedniego kandydata zajmuje się specjalny komitet, który powołuje rada nadzorcza uniwersytetu.

Zarządzanie amerykańską uczelnią to niemal władza absolutna prezydenta. Oczywiście odpowiada on przez radą nadzorczą i  musi przestrzegać ogólnych praw. Jeśli działa źle, to zostaje odwołany lub zmuszony do rezygnacji. Natomiast tak zwany głos środowiska nie jest brany poważnie pod uwagę. Na przykład tamtejsze senaty wypowiadają opinie w takich sprawach jak akademicki kalendarz czy kandydatury na  doktorów honoris causa, ale nie wtrącają się do zarządzania uczelnią.

Nasza obecna ustawa o stopniach naukowych jest bardzo liberalna i wbrew częstym w prasie narzekaniom frustratów umożliwia wspinanie się po  szczeblach kariery naukowej łatwiej niż w krajach wysoko rozwiniętych. Warunkiem jest posiadanie wyników badań. Aby uzyskać habilitację, nie  trzeba pisać specjalnej rozprawy, bo może ją stanowić cykl opublikowanych artykułów, zrealizowane oryginalne osiągnięcie projektowe, konstrukcyjne, technologiczne lub artystyczne, a nawet część pracy zbiorowej. Potem potrzebny jest tylko duży spinacz, żeby wyniki spiąć i złożyć w odpowiedniej radzie. Oczywiście nie można awansować, nie mając żadnych wyników. Chyba to rozwiązanie rozsądne.

W USA i innych krajach, gdzie nauka stoi wysoko, system awansów naukowych stawia kandydatom znacznie większe wymagania. Obowiązują tam bardzo ostre kryteria, powoływani są recenzenci z zagranicy – sam występowałem niejednokrotnie w takiej roli. Nikt z naszych pracowników naukowych, tak bardzo protestujących przeciw utrzymaniu habilitacji, nie mógłby zapewne w tych krajach uzyskać żadnego awansu.

Polską specyfiką jest nadawanie doktoratów również przez instytuty pozauczelniane – PAN i resortowe. To  pozostałość dążenia do wprowadzenia w Polsce systemu obowiązującego w  ZSRR, gdzie uniwersytety były od nauczania, a instytuty badawcze od  prowadzenia badań. Na szczęście w Polsce nie udało się – jak na Węgrzech czy w Czechosłowacji – odebrać uniwersytetom prawa nadawania doktoratów. Ale nasza obecna sytuacja drastycznie osłabia szanse polskich uczelni w  rankingach.

Zapytałem rektora uniwersytetu w Heidelbergu, jak mogą tam nadawać parokrotnie więcej stopni naukowych niż Uniwersytet Warszawski, uczelnia o niewiele mniejszym potencjale. Odpowiedział zdziwiony, że  przecież w Heidelbergu i okolicy jest kilka mocnych instytutów Maksa Plancka, a wszyscy pracujący tam doktoranci otrzymują stopnie na  uniwersytecie. Innego rozwiązania prawo niemieckie nie zna.

Chcąc, by  nasze uczelnie znalazły się blisko czołówki światowej, musimy gruntownie zmienić nasze prawa i obyczaje i przekształcić polskie uczelnie na wzór przodujących w nauce krajów zachodnich. Jeśli chcemy mieć w Warszawie uczelnię porównywalną zakresem do Harvardu, to trzeba przeprowadzić daleko idące scalanie obecnych rozdrobnionych uczelni. W Warszawie jest pewnie miejsce na tylko dwa uniwersytety spełniające wysokie standardy światowe. Jeden można by  budować, stwarzając warunki do połączenia z Uniwersytetem Warszawskim przynajmniej części niegdyś od niego oderwanych. Drugi liczący się w  świecie uniwersytet mógłby powstać wokół Politechniki Warszawskiej. Przypomnijmy, że w znacznie większym Berlinie są trzy uniwersytety: Humboldta, Freie i Technische.

Jeśli chcemy gonić czołowe uczelnie amerykańskie, to należy ponadto przekształcić Ministerstwo Nauki i  Szkolnictwa Wyższego, tak aby nie wtrącało się do działalności przynajmniej najlepszych polskich uczelni. Trzeba też zlikwidować ustawę o szkolnictwie wyższym albo bardzo znacznie ją „odchudzić", aby nie przeszkadzała w rozwoju czołowych uczelni. Na wzór amerykański lub  brytyjski można wprowadzić sprawne zarządzanie na uczelni, bardzo ograniczając „rozbuchaną demokrację". Powinno się także ograniczyć nadawanie stopni naukowych do uczelni wyższych,przy zachowaniu prawa promotorstwa dla pracowników instytutów pozauczelnianych. Wszystkie doktoraty w Polsce powinny być przypisywane wyłącznie uczelniom, jak jest niemal na całym świecie. Wreszcie muszą znacząco się zwiększyć nakłady na szkolnictwo wyższe i trzeba wprowadzić odpłatność za studia –  przy jednoczesnym rozbudowaniu systemu stypendiów.

Obawiam się, że te postulaty wykraczają poza wyobraźnię naszych polityków, a także części środowiska akademickiego i naukowego. Dlatego patrzę pesymistycznie na  szanse rychłego dołączenia najlepszych polskich uczelni do światowej czołówki.

Andrzej Kajetan Wróblewski
Emerytowany profesor na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. W  latach 1989-1993 był rektorem tej uczelni.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2010
Więcej możesz przeczytać w 4/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 35
  • MM IP
    Myślę, że najważniejszym przesłaniem autora artykułu była kolejność w której należy reformować szkolnictwo wyższe w Polsce. Najpierw należy zacząć od reformy samych uczelni, żeby przestały bać się jak ognia słów \"efektywność\", \"jakość\", \"zarządzanie\", itp. a dopiero później całość systemu zasilić większymi środkami, tak aby nie zostały zmarnowane. Przypadek zastosowania kolejności odwrotnej mamy np. w górnictwie.
    • Ewa IP
      To co przeczytalem przypomina mi wywiad z radia Erewan - zbior prawd i polprawd - prawda jest ze w AngloSaskich uczelniach wladze sprawuje prezydentale jego wladza wlace nie jest absolutna - podlaga on calemu zbiorowi praw i obowiazkow i moze duzo ale nie wszystko - nie moze sprzedac calej uczelni za pol darmo albo ofiarowac jek kosciolowi co z pewnoscia uczyna panowie \"przudenci\" uniwersytetow w Polsce zaraz po dojsciu do wladzy.
      Co do nauki - dlaczego autor nie zaproponowal ewaluacji obecnie istniejacych profesur \"belwederskich\" i upublicznienie ich wspanialego dorobku. Zdumiewa mnie ze nawej nie wspomnial ze prawdzimym curiozum jest sama instytucja prowesora tytularnego ktory chyba rowniez byl ustanowinym stopniem przez Idi Amina - moge sie mylic nie jestm pewen co do tego faktu. Dlugo by to pisac - caly ratykow przypomina mi wywody malo logiczne pomijajace celowo szereg bardzo waznych punktow.
      • [email protected] IP
        Nie podzielam opinii autora artykułu jak rowniez dziwi mnie naiwnośc ,być może zamierzona autorów rankingów.Jaki ma sens liczenie ilosci zagranicznych studentów,porónywanie ilosci funduszy na badania,stosunek ilosci studentow do prof.itp.Rowniez liczba cytatow -przy dostepnosci publikacji,wszystko da sie opublikowac,a desperaci chcacy otrzymac pozycje stala,wrecz kompulsywnie cytuja siebie nawzajem.Tego rodzaju ranking oczywiscie plasuje uczelnie USA na samym przedzie.jak to sie ma do rzeczywistosci? Sa uczelnie bardzo dobre -Harvard,Carnegie mellon (lepszy od Harvardu w dziedzinach komputerowo -technicznych ) itp.MIT ale calosc szkolnictwa wyzszego w stanach reperzentuje katastrofalny pozimo.
        Jestem prof.na uczelni w NY,uznanej za jedna z lepszych i prestiżowych.Wydzial Matematyki-jadac samolotem wpadla mi w rece gazeta ,ktora zamiescila tekst egzaminu maturalnego z matematyki jak rowniez pytania z litereatury itp.Z pozycji specjalisty stwierdzam,ze mgr matematyki z tej -zaznaczam \" best on the east \' uczelni nie zdali by matury z matematyki .Nigdy nie musieli myslec -na zadnym poziomoe...
        • Redzuzanka IP
          Ponizej uczelnie berlinskie.

          Technische Universität Berlin
          Strasse des 17. Juni 135
          10623 Berlin
          Tel. +49 (0)30 31 42 2919/3922
          Fax +49 (0)30 31 42 3909
          http://www.tu-berlin.de/

          Technische Fachhochschule Berlin
          Luxemburger Strasse 10
          13353 Berlin
          Tel. +49 (0)30 4504 0
          Fax +49 (0)30 4504 2284
          http://www.tfh-berlin.de/

          Fachhochschule für Technik und Wirtschaft Berlin
          Treskowallee 8
          10318 Berlin
          Tel. +49 (0)30 5019 0
          Fax +49 (0)30 5090134
          http://www.fhtw-berlin.de/

          Freie Universität Berlin
          Kaiserswerther Strasse 16/18
          14195 Berlin
          Tel. +49 (0)30 83 87 31
          Fax +49 (0)30 83 87 31 87
          http://www.fu-berlin.de/

          Humboldt-Universität zu Berlin
          Unter den Linden 6
          10099 Berlin
          Tel. +49 (0)30 20 93 29 46
          Fax +49 (0)30 20 93 27 70
          http://www.rz.hu-berlin.de/

          ESCP-EAP Eoropäische Wirtschaftshochschule Berlin
          Heubnerweg 6
          14059 Berlin
          Tel. +49 (0)30 32 007 0
          Fax +49 (0)30 32 007 111
          http://www.escp-eap.de/

          Fachhochschule für Wirtschaft Berlin
          Badensche Strasse 50-51
          10825 Berlin
          Tel. +49 (0)30 85789 0
          http://www.fhw-berlin.de/

          Fachhochschule für Verwaltung und Rechtspflege Berlin
          Alt-Friedrichsfelde 60
          10315 Berlin
          Telefon +49 (0)30 90 21 40 05
          Fax +49 (0)30 90 21 40 06
          http://www.fhvr.berlin.de/

          Hochschule für Schauspielkunst \"Ernst Busch\" Berlin
          Schnellerstrasse 104
          12439 Berlin
          Tel. +49 (0)30 63 99 75 0
          Fax +49 (0)30 63 99 75 75
          http://www.hfs-berlin.de/

          Universität der Künste Berlin
          Einsteinufer 43-53
          10587 Berlin
          Tel. +49 (0)30 31 85 24 50
          Fax +49 (0)30 31 85 26 35
          http://www.udk-berlin.de/

          Hochschule für Musik \"Hanns Eisler\" Berlin
          Charlottenstrasse 55
          10117 Berlin
          Tel. +49 (0)30 90 269 700
          Fax +49 (0)30 90 269 701
          http://www.hfm-berlin.de/

          Kunsthochschule Berlin Weißensee
          Bühringstrasse 20
          13086 Berlin
          Tel. +49 (0)30 477 05 0
          Fax +49 (0)30 477 05 290
          http://www.kh-berlin.de/

          Alice Salomon
          Fachhochschule für Sozialarbeit und Sozialpädagogik Berlin
          Alice-Salomon-Platz 5
          12627 Berlin
          Tel. +49 (0)30 99 245 0
          Fax +49 (0)30 99 245 245
          http://www.asfh-berlin.de/

          FOM Berlin
          Fachhochschule für Ökonomie & Management Berlin
          Bismarckstrasse 107
          10625 Berlin
          Tel. +49 (0)180 1810048
          Fax +49 (0)180 1810049
          http://www.fom.de/

          Berufsakademie Berlin
          Neue Bahnhofstrasse 11-17
          10245 Berlin
          Tel. +49 (0)30 293 84 300
          Fax +49 (0)30 293 84 301
          http://www.ba-berlin.de/

          Steinbeis-Hochschule Berlin (SHB)
          Gürtelstrasse 29a/30
          10247 Berlin
          Tel. +49 (0)30 29 33 09 0
          Fax +49 (0)30 29 33 09 20
          http://www.stw.de/

          Evangelische Fachhochschule Berlin
          Teltower Damm 118-122
          14167 Berlin
          Tel. +49 (0)30 84582 0
          Fax +49 (0)30 84582 450
          http://www.evfh-berlin.de/

          Katholische Fachhochschule Berlin
          Köpenicker Allee 39-57
          10318 Berlin
          Tel. +49 (0)30 5010100
          Fax +49 (0)30 501010 88
          http://www.kfb-berlin.de/
          • [email protected] IP
            Uniwersytet z przeceny - niestety, instynktownie czułam, że zmierzamy w tym kierunku po odwiedzeniu 1995 roku jednego z większych amerykańskich uniwersytetów - Ohio State University w Columbus.