Kamiński: przeciek w "Pędzącym króliku"

Kamiński: przeciek w "Pędzącym króliku"

Dodano:   /  Zmieniono: 
fot. WPROST 
Mariusz Kamiński, były szef CBA zeznał we wtorek przed komisją ds. wyjaśnienia afery hazardowej, że na przełomie sierpnia i września 2009 r. miał już pewność, że doszło do przecieku ws. działań CBA związanych z aferą hazardową. "Do przecieku doszło późnym popołudniem 24 sierpnia 2009 r. w kawiarni "Pędzący królik", na spotkaniu Marcina Rosoła i Magdy Sobiesiak" - powiedział. Dodał również, ze jego zdaniem 19 sierpnia 2009 roku odbyło się spotkanie premiera Donalda Tuska, wicepremiera Grzegorza Schetyny i ministra sportu Mirosława Drzewieckiego, na którym zapadły pewne decyzje m.in. w jego sprawie.

"Moim zdaniem kluczowe jest spotkanie 19 sierpnia z udziałem Schetyny, Drzewieckiego i premiera Tuska. (...) Wydaje mi się, że wszystkie następne wydarzenia układają się w logiczny ciąg, że tam zapadły pewne decyzje. Nie wykluczam, że również co do mojej osoby i możliwości dalszego pełnienia funkcji jako szefa CBA. Taka jest logika wydarzeń i wydaje mi się, że jest to wysoce prawdopodobne" - powiedział Kamiński.

Z kalendarium prac premiera wynika jednak, że 19 sierpnia 2009 roku premier spotkał się tylko z ministrem Drzewieckim prosząc o wyjaśnienie zmiany jego stanowiska w sprawie dopłat w trakcie prac nad zmianami w ustawie o grach losowych i zakładach wzajemnych. Wcześniej, pytany przez Beatę Kempę (PiS) o śledztwo, które przeciwko niemu toczyło się w prokuraturze okręgowej w Rzeszowie, powiedział, że informacja o tym była dla niego "czymś całkowicie niezrozumiałym". "W sposób naturalny zarówno dla mnie jak i moich współpracowników, którzy byli wprowadzeni w temat, było oczywiste, że to musi mieć związek ze sprawą afery hazardowej" - dodał.

Przeciek pochodził od premiera?

Były szef CBA Mariusz Kamiński nie wyklucza, że to premier Donald Tusk lub sekretarz Kolegium ds. służb specjalnych Jacek Cichocki mogli powiedzieć Mirosławowi Drzewieckiemu o działaniach CBA w sprawie afery hazardowej; Drzewiecki mógł przekazać informację swojemu współpracownikowi Marcinowi Rosołowi, a ten córce biznesmena Ryszarda Sobiesiaka, Magdalenie. O źródła przecieku dopytywali Kamińskiego we wtorek posłowie z komisji śledczej badającej tzw. aferę hazardową."Miałem pewność, że figuranci sprawy operacyjnej zostali uprzedzeni, że są rozpracowywani przez CBA" - dodał były szef CBA.

Kamiński powtórzył, że "logika wydarzeń jednoznacznie wskazuje, że przełomowym momentem, jeśli chodzi o przeciek, jest spotkanie Marcina Rosoła z córką Ryszarda Sobiesiaka, Magdaleną". "Wszystko wskazuje na to, że to był moment przecieku" - podkreślił były szef CBA. Pytany przez Bartosza Arłukowicza (Lewica), od kogo o akcji CBA mógł dowiedzieć się Rosół, Kamiński odparł: "Tylko od ministra Drzewieckiego, jeśli Drzewiecki został o tym poinformowany przez premiera 19 sierpnia 2009 roku".

Dopytywany, czy jest przekonany, że Drzewiecki mógł dowiedzieć się o akcji CBA tylko i wyłącznie od premiera, odparł: "Mógł się dowiedzieć od pana premiera, że CBA interesuje się tą sprawą, CBA zna tę sprawę". Dodał, że sam premier dowiedział się o sprawie od niego 14 sierpnia. Arłukowicz pytał od kogo jeszcze Drzewiecki mógł teoretycznie się dowiedzieć o działaniach CBA. "Od ministra Cichockiego" - odpowiedział Kamiński.

"Teoretycznie jeszcze od pracowników CBA?" - dopytywał Arłukowicz. "Teoretycznie tak" - odparł Kamiński. Zapytany przez śledczego, czy można wykluczyć tezę, iż Sobiesiak dowiedział się o akcji CBA od byłego szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego lub jego współpracowników, Kamiński powiedział, że żadnej tezy nie można wykluczyć.

"Straciłem funkcję,  bo wykryłem aferę"

"Nie mam wątpliwości, że zostałem pozbawiony funkcji, dlatego że ujawniłem i wykryłem tę aferę, ale jestem przekonany, że było to moim obowiązkiem" - powiedział były szef CBA Mariusz Kamiński kończąc we wtorek swoją swobodną wypowiedź przed komisją śledczą badającą tzw. aferę hazardową. Podkreślił też, że premier Donald Tusk nie zrobił nic, aby tę aferę wyjaśnić.  W ocenie Kamińskiego zarzuty w sprawie afery gruntowej postawione mu przez prokuraturę w Rzeszowie to był jedynie pretekst do odwołania go ze stanowiska szefa CBA, ponieważ - według niego - "był prowadzony scenariusz, by do końca września sprawa (afery hazardowej) mogła być zamieciona pod dywan".

Kamiński podkreślił, że ma satysfakcję z ujawnienia tzw. afery hazardowej. "Ujawniłem tę aferę przed premierem, poinformowałem - aby nie zamieść tej sprawy pod dywan - naczelne organy władzy państwowej" - dodał był szef CBA. Jak podkreślił, "niezależnie do tego, co stało się później, było warto i trzeba było to zrobić, w imię standardów, że nikt nie stoi ponad prawem". "Postanowiłem, że tak nie będzie. Że jeśli jest scenariusz zamiecenia sprawy pod dywan, to ja do tego nie dopuszczę" - podkreślił Kamiński. Jak dodał, postanowił w związku z tym poinformować o tej "nadzwyczajnej i bezprecedensowej" sytuacji prezydenta oraz władze Sejmu i Senatu.

"Premier nie powiedział mi prawdy"

Kamiński powiedział w swobodnej wypowiedzi przed komisją śledczą, że uważał, iż jego obowiązkiem było przestrzec te instytucje, które będą dalej brały udział w procesie legislacyjnym nad ustawą hazardową przed tym, że może do nich trafić projekt powstały "w wyniku działań nielegalnych". Dodał, że uznał też, że jego obowiązkiem było poinformowanie tych organów władzy państwowej "o braku działań ze strony premiera w tej sprawie". Zdaniem Kamińskiego, szef rządu mógł podjąć "wszelkie działania" wyjaśniające tę sprawę, nie ujawniając w niej roli CBA. Jak dodał, po rozmowie z Tuskiem 16 września nie miał jednak żadnej informacji, aby premier podjął jakieś działania wyjaśniające. Były szef CBA podkreślił, że wiedział natomiast, iż rząd przewidywał, że ustawa jeszcze we wrześniu zostanie skierowana do prac w parlamencie. "Więc zakładałem, że w tym zlobbowanym kształcie trafi (ona - przyp. re.) do parlamentu" - tłumaczył Kamiński.

Kamiński zeznał również, że jego zdaniem premier Donald Tusk 16 września 2009 roku nie powiedział mu prawdy, twierdząc, że nie czytał jego pisma z 11 września 2009 roku. "Jeżeli chodzi o spotkanie 16 września, wydaje mi się, że premier nie powiedział mi prawdy na temat tego, czy zapoznał się z pismem, czy nie" - zaznaczył Kamiński. Były szef CBA wyjaśnił po raz kolejny, że o swoim piśmie z 11 września 2009 roku, które dotyczyło m.in. przecieku na temat działań CBA w sprawie tzw. afery hazardowej, dwukrotnie informował szefa kolegium ds. służb specjalnych Jacka Cichockiego i prosił o przekazanie tej wiadomości szefowi rządu. "Mija pięć dni i premier w rozmowie ze mną twierdzi, że nie czytał tak ważnego pisma. Wydaje mi się to mało prawdopodobne, a gdyby jednak uznać, że premier nie czytał tego pisma, to jestem zszokowany takim lekceważącym podejściem do sprawy" - dodał.

Według Kamińskiego premier "na użytek tej sprawy, żeby w jakikolwiek sposób nie nawiązywać do afery hazardowej" za najbardziej wygodne uznał stwierdzenie, że nie zna treści tego pisma. "Tak to interpretuję" - powiedział. Kamiński powiedział ponadto, że tylko raz rozmawiał z premierem na temat afery hazardowej. "Tak naprawdę ku mojemu zaskoczeniu tylko raz rozmawiałem z panem premierem w tej sprawie - 14 sierpnia. Próba nawiązania do tego na spotkaniu 16 września zakończyła się tym, że on tego pisma nie czytał" - powiedział.

Jak dodał, 16 września miał też pewność, że "figuranci sprawy operacyjnej zostali uprzedzeni, że są rozpracowywani przez CBA". Były szef CBA zaznaczył, że pozycja Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego - o których mówił premierowi, że są uwikłani w ten proceder - w żaden sposób się nie zmieniła. "Brylują w mediach, występują na spotkaniach z premierem, biorą udział w konferencjach prasowych" - podkreślał Kamiński. I - jak dodał - w takiej sytuacji jemu "nagle" zostają postawione zarzuty, których konsekwencją może być odwołanie go z funkcji szefa CBA. "Jest to bardzo dobry pretekst dla premiera, aby odwołać mnie z funkcji szefa CBA" - mówił Kamiński.

Były szef CBA - jak mówił - uznał wówczas, że należy przyspieszyć prace nad karno-prawną oceną działań osób, które zostały opisane w analizach i polecił sporządzenie formalnego wniosku do Prokuratora Generalnego o ściganie w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa. Poinformował też, że 18 września w kancelariach tajnych trzech instytucji: Sejmu, Senatu i prezydenta zostały złożone pisma w tej sprawie oraz również został złożony stosowny wniosek do Prokuratora Generalnego. 

"Mirek jest jakiś wystraszony"

Kamiński powiedział też, że 22 września Ryszard Sobiesiak otrzymuje telefon od wspólnego znajomego jego i Drzewieckiego z prośbą o pilny przyjazd do Warszawy. Jak opowiadał b. szef CBA, kolega daje do zrozumienia Sobiesiakowi, że osobą proszącą o ten pilny przyjazd jest ówczesny minister sportu. Według relacji b. szefa CBA, kolega mówi Sobiesiakowi, że jest problem, że "Mirek jest jakiś wystraszony". Kiedy Sobiesiak przyjeżdża do Warszawy - opowiada Kamiński - otrzymuje informację, że ma się stawić w hotelu Radisson, w pokoju 607, gdzie na miejscu jest Drzewiecki. Jak mówił b. szef CBA, rozmawiają oni kilkanaście minut i to jest ich ostatnie spotkanie bezpośrednie. Dodał, że Drzewiecki niedługo później wyjechał na jakiś czas do USA, a Sobiesiak "znika z Polski i do tej pory go nie ma".

"CBA zainteresowało się biznesmenem z branży hazardowej Ryszardem Sobiesiakiem, bo istnieje podejrzenie jego udziału w "bardzo poważnych przestępstwach korupcyjnych" - zeznał Kamiński. "U źródeł zainteresowania Centralnego Biura Antykorupcyjnego ustawą hazardową jest tak naprawdę osoba Ryszarda Sobiesiaka. (...) Kim jest Ryszard Sobiesiak? Otóż człowiek ten na początku lat 90. związał się z branżą hazardową, stał się współwłaścicielem, właścicielem głównym firmy hazardowej Golden Play, która odgrywa istotną rolę na rynku automatów do gier, czyli tzw. jednorękich bandytów" - powiedział w poniedziałek Kamiński. Zaznaczył, że Urząd Ochrony Państwa zaczął interesować się Sobiesiakiem w połowie lat 90. i był on wtedy podejrzewany o "pranie brudnych pieniędzy i korupcję". W drugiej połowie lat 90. interesowała się nim policja w związku z jego "intensywnymi" kontaktami ze zorganizowanymi grupami przestępczymi. Kamiński dodał, że "wymiar sprawiedliwości "dopadł" Sobiesiaka w 2005 roku", kiedy został on skazany za przestępstwa korupcyjne.

CBA interesowało się Sobiesiakiem

Kamiński relacjonował dalej, że CBA zainteresowało się Sobiesiakiem ze względu na podejrzenie udziału w "bardzo poważnych przestępstwach korupcyjnych". "Sprawy, w których Ryszard Sobiesiak był rozpracowywany przez CBA, nie są znane opinii publicznej do tej pory" - powiedział i dodał, że "musi przy tym być bardzo oszczędny w słowach".

Jak zaznaczył, CBA zaczęło się interesować się Sobiesiakiem w lipcu 2008 roku i bardzo szybko okazało się, że ma on niezwykle rozbudowane kontakty wśród funkcjonariuszy publicznych. "Można powiedzieć, że Ryszard Sobiesiak jest przyjacielem wszystkich. Od prostych urzędników w gminie do ministrów i wicepremierów naszego rządu. Wśród jego przyjaciół są posłowie, ministrowie, burmistrzowie, radni, ale też wysokiej rangi policjanci, prokuratorzy, w tym prokuratorzy Prokuratury Krajowej" - powiedział Kamiński.


PAP, mm, dar