Lewica w socjalhamaku

Lewica w socjalhamaku

Kryzys powinien być eldorado dla lewicowych polityków. Tymczasem podczas największego od stu lat kryzysu gospodarczego lewica w Europie i w Polsce przegrywa. Lewicowe media tracą odbiorców – w Polsce padła „Trybuna”. Karol Marks przewraca się w grobie.
Marks twierdził, że postęp w sposobie produkcji tworzy nowe grupy społeczne, które jednak – choć coraz liczniejsze – z początku są wykorzystywane przez stare, silniej zakorzenione w strukturach władzy grupy. Rolą postępowych, lewicowych polityków od początku miała być ochrona tych słabszych, ale dynamicznie rosnących klas społecznych przed wyzyskiem zasiedziałych grup. Niepomna tych nauk współczesna lewica w reakcji na pojawienie się rzesz „nowego proletariatu" konserwuje zastane układy i dominację dawnego establishmentu. Sam Marks zamierzał zostać apostołem dynamicznie rozwijającej się w XIX wieku klasy robotników przemysłowych. Mamy już wiek XXI, a lewica nadal apostołuje przemysłowej klasie robotniczej. Tylko że po 150 latach niewiele ma to wspólnego z postępowością.

Dziś robotnicy wielkoprzemysłowi korzystają z wielu przywilejów – dotacji dla ich gałęzi przemysłu, wcześniejszych emerytur na koszt podatnika, prawa do akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw, o których inni mogą tylko marzyć, choć państwowy majątek był ponoć wspólny. Lewica nie zauważyła, że troski wymagają już inne środowiska – rzesze pracowników call centers, hipermarketów, sortowni śmieci, kierowcy. W ogóle tradycyjnie lewicowa troska o najsłabszych i wykluczonych odeszła do lamusa.

Działacze współczesnej lewicy – na wzór niegdysiejszej szlachty i kleru – żyją z dotychczasowego porządku społecznego i są jego podporą. Czołowi ideolodzy lewicy zazwyczaj mają swoje przytuliska na państwowych uczelniach, na posadach finansowanych przez coraz bardziej opodatkowaną pracującą mniejszość. Lewicowa socjolożka Kinga Dunin pisała w „Gazecie Wyborczej", że podatki są fajne. Pewno, że są fajne! Zwłaszcza gdy płaci je plebs, a autorzy tych i podobnych stwierdzeń cieszą się przywilejem 50-procentowego kosztu uzyskania przychodu, bo zajmują się publicystyką bądź sztuką.

Lewica broni związków zawodowych, zamiast dbać o najsłabszych, niezrzeszonych w tych związkach. Poseł Ryszard Kalisz broni korporacyjnych przywilejów prawników, a w oświacie ważniejsze pozostają przywileje nauczycieli niż dobro uczniów.

Związkowi Nauczycielstwa Polskiego nie przeszkadza gorsza niż w mieście jakość oświaty na wsi. Sztandarowym hasłem lewicy w tym obszarze jest za to ochrona emerytalnych przywilejów nauczycieli. Lewicowcy protestują też m.in. przeciw możliwości łączenia szkolnych bibliotek z innymi gminnymi placówkami kultury. Nie pytają przy tym, czy na łączeniu bibliotek z ośrodkami kultury i wynikających z tego na przykład dłuższych godzinach otwarcia biblioteki skorzystają dzieci. Lewica jest przeciw, bo woli dbać o etaty bibliotekarzy cieszących się przywilejami Karty Nauczyciela, którzy lubią być w domu już wczesnym popołudniem.

Projekty, które lewica powinna mieć za swoje, nie budzą już takiego zainteresowania jej działaczy. Ot, chociażby utworzenie sieci powszechnych przedszkoli dostępnych od najwcześniejszych lat. To wciąż najlepszy sposób wyrównywania szans dzieci pochodzących z różnych środowisk. Wymarzony pomysł dla lewicy. Podobnie jak pomysł pożyczania uczniom podręczników przez szkołę, który od lat funkcjonuje w krajach wilczego ponoć anglosaskiego kapitalizmu. U nas rodzice kolejnych roczników muszą je kupować sami i na ogół co rok inne, żeby przypadkiem dzieci starsze nie odsprzedały ich taniej młodszym. Są i inne zacne pomysły, które powinny być bliskie lewicowym sercom. Na przykład taki, że w społeczeństwie, w którym oboje rodzice pracują, szkoły nie powinny się zamykać wczesnym popołudniem, i to w każdy dzień o innej godzinie. Ale lewicowe feministki z kółek krytycznej analizy literackiej wolą tropić dyskryminację w języku i narzekać, że bez parytetów nie będzie lepiej.

Lewica broni też modelu szkolnictwa wyższego, w którym państwo płaci za darmowe studia najlepiej przygotowanych – a zatem często najzamożniejszych – studentów. W Polsce lewicy udało się to nawet wpisać do konstytucji. Skutek jest taki, że dzieci z bogatszych domów chodzą na darmowe państwowe studia, a ich biedniejsi koledzy na płatne. Co to ma wspólnego z ideami lewicy? Nie wiadomo. Studia muszą jednak pozostać formalnie bezpłatne, bo gdyby student płacił, to stałby się klientem i mógłby – nie daj Boże – mieć coś do powiedzenia. A to zakłóciłoby spokój profesorom, zwłaszcza tym o lewicowych poglądach.

Dziś to prawica ma postępowe i rewolucyjne pomysły na naprawę stosunków społecznych: od uwolnienia młodych spod ciężaru postprzemysłowych przywilejów po ratowanie państwowej wspólnoty przed nadmiernym zadłużeniem. Jedyny współczesny wynalazek lewicy to udawanie prawicy, jak to się udawało Tony’emu Blairowi. Gdy spytać polskiego lewicowca o lewicowość, potrafi jedynie odpowiedzieć wytartymi hasłami o prawach homoseksualistów i niesłusznej dominacji Kościoła. Tyle że do przekazania Kościołowi poza wszelką demokratyczną kontrolą licznych majątków (nawet zabranych przez zaborców w XIX wieku) przyczynił się nie kto inny, tylko klęcząca przed Kościołem lewica.

We współczesnym świecie nie ma już miejsca dla lewicowego zwiększania wydatków. Dziś państwa rozwinięte są tak zadłużone, że prawie wszystkie otrą się o niewypłacalność, a młodzi i nienarodzeni spłacać będą obecne długi jeszcze przez wiele pokoleń. Już dziś na obsługę zadłużenia publicznego wydajemy więcej niż na oświatę i wychowanie, szkolnictwo wyższe, ochronę zdrowia i pomoc społeczną łącznie! I koszt ten będzie rósł. Jeśli lewica zamierza się stać znaczącą siłą polityczną, to zamiast proponować kolejne wersje socjalhamaka, w którym wygodnie żyje się za pieniądze innych, samemu niewiele robiąc, musi zaproponować skuteczną i tanią siatkę bezpieczeństwa dla tych, którym powinęła się noga.





Ilustracja: D. Krupa


Okładka tygodnika WPROST: 5/2010
Więcej możesz przeczytać w 5/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 3
  • no pasaran IP
    mozna czuc do Marksa odraze, ale podejrzewam, ze byl lepiej wyksztalconym niz p. Dobrowolski. Lewica ma sie za to nienajgorzej w Ameryce Poludniowej, ale to daleko od Polski.
    • Jakuba IP
      Cały problem w tym, że w Polsce Lewicy nie ma ale nie ma też Kapitalizmu. To co nam zafudowano to zupelnie nowy system, który z całkowitą odpowiedzialnościa możemy nazwać ZŁODZIEIZMEM na dodatek oszukańczym podpartym pseudo- samorządami i korporacjami.Pracownika, przedsiębiorcę upominającego sie o uczciwe zasady gry - nazywa się POPULISTĄ a spekulanta, złodzieja pomimo że wszyscy wiedzą kim on jest KAPITALISTĄ. Tenże ma na usługach tzw polityków, którzy w znacznej większości uważają, że przekręty,szwindle to właśnie polityka.Ot i cała nasza piszcząca bieda polityczna.A przecież już Jan Paweł II nawoływał do wypracowania systemu służącego człowiekowi i społeczeństwu - tylko nie tak jak to Wania zobaczył tego człowieka NIE JEDNEMU.Tu właśnie potrzeba nowoczesnej LEWICY bez lumpenproletariatu /prawdę mówiąc jest on we wszystkich dzisiejszych partiach/.

      Czytaj także