Tortury na kozetce

Tortury na kozetce

Dziesięcioletnia Candace Newmaker poddano leczeniu z powodu zaburzeń więzi. Zastosowano u niej tzw. psychoterapie więzi, bo była niesforna i nie chciała wykonywać poleceń macochy. Zmarła po czterech dniach leczenia, które zamiast terapią, okazało się psychiczną torturą.
Szokujące jest to, że dziewczynka nie padła ofiarą oszustów, którzy o psychoterapii słyszeli jedynie z telewizji. Była leczona przez Connell Watkins, szefową Ośrodka Psychoterapii Więzi w Evergreen w Kolorado, i jej współpracowniczkę Julie Ponder. Kobiety stosowały techniki wymuszonego kontaktu i „ponownych narodzin": zakrywały twarz dziewczynki, potrząsały nią, uderzały ją w głowę oraz krzyczały jej w twarz, by „przełamać mechanizmy obronne i dotrzeć do samego »ja« dziecka". Dziewczynka miała sobie wyobrazić, że jest w brzuchu mamy i wychodzi główką do przodu. Candace takiej terapii nie wytrzymała. Pozostawiona sama sobie udusiła się własnymi wymiocinami.

Według American Psychiatric Association nie ma dowodów potwierdzających skuteczność psychoterapii więzi, której została poddana Candace. Nie ma też dowodów skuteczności wielu innych terapii. „Jednym tchem możemy dopisać do listy »skutecznych« terapii NLP (neurolingwistyczne programowanie), terapię radykalnego wybaczania, kinezjologię edukacyjną, regressing, pracę z karmą, neurotransgresję, numerologię i tarota" – pisze dr Tomasz Witkowski w książce „Zakazana psychologia. Pomiędzy nauką a szarlatanerią".

Tę listę można poszerzyć o pisanie dziennika. Jeszcze niedawno psychologowie przekonywali, że opisywanie traumatycznych przezyć poprawia samopoczucie. Dopiero dr Elaine Duncan z Glasgow Caledonian University i dr David Sheffield ze Staffordshire University wykazali, że „pamiętnikarze" są jeszcze bardziej zestresowani i niespokojni. Bo zamiast rozładowywać traumę, piszący wspomnienia ciągle do niej wracają. Równie wątpliwy jest debriefing, metoda odreagowania stosowana u osób, które przeżyły nagłe i nieoczekiwane zdarzenie, na przykład napad na bank lub zagrażający życiu wypadek drogowy. Te spotkania indywidualne lub grupowe, niebędące psychoterapią, lecz jedynie omówieniem przeżytej sytuacji, u niektórych osób mogą jeszcze bardziej nasilić stres, podobnie jak pisanie pamiętników.

Jeszcze bardziej kontrowersyjna jest metoda Berta Hellingera. Uważa on, że człowiek jest częścią systemu rodzinnego, podobnie jak narząd jest fragmentem organizmu. Nie można leczyć tylko człowieka, czyli chorego organu, konieczne jest też „ustawienie" całej rodziny. To przekonująca argumentacja, mniej przekonuje sama metoda. Polega ona na spotkaniu obcych ludzi, którzy mają odgrywać poszczególnych członków rodziny leczonej osoby. W jakiś przedziwny sposób wytwarza się miedzy nimi „wiedzące pole", pozwalające statystom wejść w rolę członków cudzej rodziny i odczuć emocje, które żywią do leczonego człowieka symbolizowane przez nich osoby. Krytycy tej metody twierdzą, że jest to nacechowane spirytyzmem amatorskie przedstawienie pozbawione podstaw naukowych. Skuteczności tej metody nie potwierdzają żadne badania. Z poważną psychoterapią ma ona tyle wspólnego co astrologia z astronomią.

Od czasów Zygmunta Freuda (który tez był posądzany o hochsztaplerstwo) trwa dyskusja o tym, czy psychoterapia jest skuteczna. W latach 50. XX wieku Hans Eysenck porównał skuteczność freudowskiej psychoanalizy z innymi terapiami opartymi na rozmowie u osób z depresją i lękami. Leżenie na kozetce pomogło 44 proc. badanych, a inne terapie zadziałały u 64 proc. osób. To dobry wynik. Ale poprawa nastąpiła także u 60 proc. chorych, którzy nie poddali się żadnej psychoterapii.

Nie wszyscy psychoterapeuci są hochsztaplerami. Za przydatne są uznawane m.in. terapia poznawczo-behawioralna i systemowa terapia rodzinna, choć nie ma na to dowodów empirycznych, bo trudno ich dostarczyć. Zresztą metody psychoterapii nie są najważniejsze. Podobno, bo na to również nie ma dowodów, o skuteczności decyduje psychoterapeuta. Jeśli nie wiemy, co wybrać, to trzeba wybrać odpowiedniego terapeutę. Bo psychoterapia w znacznym stopniu polega na zaufaniu, którym obdarza terapeutę osoba szukająca pomocy. I zamiast dociekać, jaka metoda psychoterapii jest skuteczna, mamy dylemat: komu zaufać?



Okładka tygodnika WPROST: 9/2010
Więcej możesz przeczytać w 9/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • zeb IP
    Dlaczego nie dziwi mnie fakt że sprawa wydarzyła się w USA? To przecież tam pod zmienionym nazwiskiem swoja praktykę lekarska prowadzi doktor Mengele.

    Czytaj także