Sędzia pozywa sędziego

Sędzia pozywa sędziego

Maciej Strączyński, prowadzący proces tzw. mafii paliwowej, został pozwany przez sędzię Marlenę Kluk, córkę oskarżonego w tym procesie Mieczysława Kluka Wkrótce będziemy świadkami pierwszego w Polsce procesu o ochronę dóbr osobistych, w którym przeciwko sobie stanie dwoje sędziów. W tle sprawy – mafia paliwowa i najwyższy rangą policjant, jaki kiedykolwiek został osadzony w polskim więzieniu.
Rola pozwanego przypadnie Maciejowi Strączyńskiemu, prezesowi Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia" prowadzącemu najważniejszy w  Polsce proces z udziałem tzw. mafii paliwowej. Urażona jego wypowiedziami czuje się Marlena Kluk z IV Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Częstochowie, prywatnie córka oskarżonego w tej głośnej sprawie karnej Mieczysława Kluka, byłego szefa śląskiej policji. Sędzia Kluk uważa, że sędzia Strączyński poważnie naruszył jej dobra osobiste. Podczas kilku rozpraw w obecności wielu osób miał bowiem sugerować, że  Marlena Kluk celowo komplikuje przebieg procesu ojca, działając – w jego interesie – na granicy prawa. Wprawdzie pełnomocnik pani sędzi, który już złożył w sądzie stosowne dokumenty, liczy na ugodę, ale żeby do niej doszło, Maciej Strączyński musiałby przeprosić Marlenę Kluk w  ogólnopolskim wydaniu „Gazety Wyborczej". – Nie mam kogo ani za co przepraszać – ucina rozmowę o ewentualnej ugodzie sędzia Strączyński. –  Nigdy w życiu nie rozmawiałem z tą panią. Jak można się obrażać na  orzeczenia sądu? – pyta retorycznie, pozostawiając sprawę bez komentarza.

„W ocenie Marleny Kluk sformułowania użyte przez sędziego mają na celu całkowite zdyskredytowanie jej osoby. Są one tym bardziej szkalujące i dotkliwe, że wnioskodawczyni sama wykonuje zawód sędziego" – czytamy we wniosku pełnomocnika pani sędzi. – Znam moją córkę, jest konsekwentna w tym, co robi, ona sprawy nie odpuści – mówi „Wprost" generał Mieczysław Kluk.

Wydarzenia, od których wszystko się zaczęło, rozegrały się w Sądzie Okręgowym w Szczecinie, gdzie od trzech i pół roku toczy się proces baronów paliwowych z firmy BGM Petrotrade Poland, funkcjonariuszy policji i służb specjalnych oraz najwyższego rangą policjanta, jaki kiedykolwiek trafił do polskiego więzienia. Wydawało się, że uwaga opinii publicznej będzie się skupiać na barwnej postaci, jaką jest oskarżony Arkadiusz G. ( jego firma miała uszczuplić skarb państwa o 290 mln zł), oraz jego byłym wspólniku Janie B. (którego zeznania przeciwko mafii paliwowej miały być tym, czym zeznania Masy przeciwko mafii pruszkowskiej; przed sądem się jednak z nich wycofał.). Ale to były szef śląskiej policji okazał się postacią pierwszoplanową. Za sprawą Mieczysława Kluka bowiem po 31 rozprawach proces toczy się od początku, a dwoje sędziów wdało się w bezprecedensowy spór.

Pod koniec lat 90. Kluk był jednym z najbardziej wpływowych policjantów w kraju. Rekomendowany na stanowisko komendanta wojewódzkiego w Katowicach przez wojewodę Marka Kempskiego, piastował je prawie pięć lat. Miał spore szanse na fotel szefa całej polskiej policji, ale zaszkodziła mu niefortunna umowa na dostawy paliwa dla śląskiego garnizonu. Podłej jakości benzyna zrujnowała silniki radiowozów, ale przede wszystkim karierę generała. W październiku 2002 r. komendant złożył dymisję. Prokuratura już wtedy podejrzewała, że jest on sprzymierzeńcem grupy przestępczej. Generałowi postawiono zarzuty korupcji i współpracy z  mafią paliwową. Fatalna w skutkach okazała się dla niego znajomość z  Arturem K., zwanym śląskim baronem paliwowym, oskarżonym w wielu procesach, m.in. o kierowanie gangiem i liczone w milionach wyłudzenia podatku VAT. Mieczysław Kluk konsekwentnie twierdzi, że spotkania z nim były operacyjnym rozpracowaniem, do którego namówił go sam gen. Marek Papała, ale żadnych raportów z tego rozpracowania nie ma. – W 2001 r. Artur K. miał wręczyć komendantowi pół miliona złotych za zwolnienie z  aresztu dyrektora rafinerii w Trzebini. Prokurator twierdzi, że kolejna łapówka od bossów paliwowych dla generała wynosiła 800 tys. zł. Tym razem chodziło o zdjęcie policyjnej obserwacji z cystern wyjeżdżających z rafinerii – przypomina zarzuty wobec generała jego obrońca mecenas Włodzimierz Łyczywek. Generał miał także przekazać śląskiemu baronowi, tym razem gratis, tajny dokument z nazwiskami funkcjonariuszy ze  specjalnej grupy powołanej przez ówczesnego szefa MSWiA Marka Biernackiego i komendanta głównego Jana Michnę do walki z mafią paliwową. Taki dokument oficjalnie otrzymało jedynie osiemnastu najważniejszych policjantów w kraju. Dziwnym trafem kserokopia egzemplarza gen. Kluka trafiła do siedziby paliwowych baronów ze  Szczecina. Oficerowie ABW przyszli po niego w maju 2005 r. Generał powitał ich z bronią w ręku, ponieważ – jak twierdzi – myślał, że to  bandycki napad.

W procesie Kluka córka oskarżonego skorzystała z prawa do odmowy składania zeznań przysługującego najbliższej rodzinie oskarżonego. Jak zatem doszło do jej sporu z sędzią przewodniczącym? Kiedy podczas jednej z rozpraw odtajniono podsłuchy sprzed kilku lat, okazało się, że jeden z kontrolowanych numerów nie należał dogenerała, lecz do jego córki. Marlena Kluk zaskarżyła zarządzenie krakowskiego sądu, który pozwolił prowadzącemu śledztwo prokuratorowi Markowi Wełnie na podsłuchiwanie i nagrywanie jej rozmów. To samo zrobił ojciec pani sędzi, chociaż to oczywiste, że właśnie on był celem policyjnego rozpracowania. – Oboje mieli do tego prawo – kategorycznie stwierdza mecenas Włodzimierz Łyczywek. – To nie ich wina, że Sąd Okręgowy w  Krakowie zwlekał z rozpatrzeniem zaskarżenia dziewięć miesięcy. Szczecińska sprawa tkwiła w miejscu, ponieważ akta były na drugim końcu Polski.

W końcu sąd w Krakowie uznał podsłuchy za legalne, ale proces paliwowych baronów i generała przed Sądem Okręgowym w Szczecinie, który był już na finiszu, w styczniu tego roku rozpoczęto od nowa. Jedną z  przyczyn była wielomiesięczna przerwa między rozprawami.

Sędzia Maciej Strączyński ma zwyczaj wyrażania opinii bez owijania w  bawełnę. W procesie generała i paliwowych baronów zirytował się parokrotnie, np. gdy jedna z rozpraw spadła z wokandy z powodu nieobecności pełnomocnika sędzi Kluk i gdy pismo złożone przez jej adwokata zawierało braki formalne, zatem posiedzenie po raz kolejny należało odroczyć. – Sędzia wprost zasugerował, że Marlena Kluk celowo utrudnia postępowanie, aby proces toczył się od nowa i żeby jej ojciec uniknął odpowiedzialności. Zarzucił jej, że składa wnioski dowodowe, do  czego ma przecież prawo. Użyte przez niego sformułowania miały na celu całkowite zdyskredytowanie pani sędzi. Przedstawiały Marlenę Kluk jako osobę bezwzględną,działającą na granicy prawa – mówi pełnomocnik córki generała, który prosi, by nie wymieniać go z nazwiska. W styczniu Marlena Kluk złożyła do sądu pozew w tej sprawie. Jeżeli pomiędzy sędziami nie dojdzie do ugody (a wiele na to wskazuje, bo Maciej Strączyński nie zamierza przepraszać córki generała), o tym, kto ma  rację, będzie musiał zadecydować sąd. – Byłaby to pierwsza taka sprawa w  Polsce – mówi „Wprost" Agnieszka Ławnikiewicz z biura prasowego Krajowej Rady Sądownictwa. – Ale nie chcemy tego komentować,ponieważ jest to  prywatna sprawa pana Strączyńskiego i pani Kluk.

Niezależnie od sporu pomiędzy sędziami oskarżony Mieczysław Kluk poskarżył się na opieszałość Temidy, twierdząc, że naruszono jego prawo do „rozpoznania sprawy z jego udziałem bez nieuzasadnionej zwłoki". Sąd Apelacyjny w Szczecinie przyznał mu rację. 10 tys. zł odszkodowania to połowa kwoty, jakiej domagał się od skarbu państwa były szef śląskiej policji. Kolejne 13 tys. zł przyznał mu Trybunał w Strasburgu za zbyt długi, bo 2,5-letni areszt. Na tym nie koniec: 17 lutego zasądzono kolejne 10 tys. zł odszkodowania za opieszałość sądu w procesie paliwowym, tym razem dla  byłego policjanta Andrzeja Ł., na którym ciąży zarzut korupcji. – Trzeba się liczyć z tym, że wszyscy oskarżeni w tej sprawie złożą wnioski o  odszkodowanie – mówi Janusz Jaromin, sędzia Sądu Apelacyjnego w  Szczecinie. Na razie więc skarb państwa dokłada do mafii paliwowej, którą już kilku ministrów obiecywało puścić w skarpetkach.

Okładka tygodnika WPROST: 12/2010
Więcej możesz przeczytać w 12/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 13
  • Ben Eleazar IP
    Jejciu,jejciu,a jeśli zarzucane stronniczości odczuwają tysiące podsądnych w błahych i poważniejszych sprawach,no może w innych wydziałach,ale stronniczośc sędziów można odczuc na własnej skórze;\"Pan przyszedło tu tak elegancko ubrany.......\",\"Milczec,bo ukarzę grzywną....\",\"Sąd jest do zadawania pytań,a nie Pan....\",\"Jak powoła się Pan na wyrok w podobnej sprawie jako precedens ,to dołożę Panu grzywnę.W Polsce nie ma precedensu.......Cisza!!!!!!!....\" itd,itd.
    Nie każdy ma pani Sedzię,ani generała milicji.....sorry-policji,W rodzinie!!!
    • gregor IP
      Panie Sedzio dziwi mnie fakt stronniczosci jaka jest z panskiej strony.
      • sędzia IP
        M. Strączyński jest sędzią ,który zbyt często popada w megalomanię i to czyni go \"złym\" sędzią i jako prawnik nie jest poważany.
        • studentka IP
          sytuacja komiczna niczym z Monty Pythona
          • kruk IP
            Ornacka znow na lamach Wprost - i bardzo dobrze!