Jak wykończyć „Vogue’a”

Jak wykończyć „Vogue’a”

Anna Wintour, legendarna redaktor naczelna amerykańskiego „Vogue’a”, ma powody do obaw. Niedługo jej miejsce zajmą nastoletni blogerzy, którzy już teraz są gwiazdami modowego dziennikarstwa.
Świat zdziecinniał, a dzieci przejęły władzę. Zawładnęły już przemysłem modowym. Ze zdaniem 13-letniej Tavi Gevinson liczą się najwięksi projektanci. Na ich pokazach dziewczynka zawsze dostaje miejsce w  pierwszym rzędzie, obok Anny Wintour i innych osobistości świata mody. Trafiła też do elitarnego grona jurorów Council of Fashion Designers of America wybierającego co roku najlepszego amerykańskiego projektanta. Spektakularna kariera Tavi zaczęła się od blogu StyleRookie.com, na  którym dziewczynka umieszczała swoje zdjęcia w wymyślnych kapeluszach i  wielu warstwach ubrań, wyglądających jak wyjęte z szafy mamy. To i parę słów dziecięcego komentarza wystarczyło, by Tavi stała się ikoną stylu. Wkrótce pojawiła się na okładce „Pop Magazine" zaprojektowanej przez Damiena Hirsta, jednego z najsłynniejszych współczesnych artystów awangardowych. Od tego czasu regularnie gości na łamach kolorowych pism.

Prowadzenie blogów to od kilku lat najszybszy sposób na zaistnienie w  świecie mody. Ich autorzy wygryzają krytyków i dziennikarzy piszących dla najważniejszych magazynów branżowych. – Wszystkie tradycyjne pisma modowe dostosowują się do tej nowej siły, jaką są blogi – mówi Géraldine Dormoy, która zaczynała od pisania w internecie, a dziś jest redaktorką francuskiego magazynu „L’Express". To blogerzy są dziś ekspertami w  sprawach mody i to ich opinii kreatorzy obawiają się najbardziej. –  Pierwsze, co robię po każdym pokazie, to sprawdzam opinie w internecie. To one bywają najbardziej interesujące. Po moim pokazie w Paryżu blogerzy zauważyli rzeczy, które umknęły dziennikarzom – mówi znana polska projektantka Ewa Minge.

Powód, dla którego to internauci dyktują dziś warunki, jest prosty: są szybsi od magazynów ukazujących się zazwyczaj raz w miesiącu. Nie każą czytelnikom czekać na relację z  pokazu, nieraz już w jego trakcie za pomocą laptopa lub komórki wrzucają na stronę komentarze i zdjęcia. Inna przyczyna sukcesu blogerów to ich niezależność. – Anna Wintour nie może obiektywnie ocenić kolekcji Armaniego, jeśli ten dom mody wykupił u niej reklamę – tłumaczy Minge. Jednym z pionierów internetowego pisania o modzie jest Scott Schumann, twórca strony Thesartorialist.blogspot.com, na której publikuje zdjęcia niebanalnie ubranych przechodniów. Schumann zaczynał od fotografowania mieszkańców Manhattanu, ale wraz z rosnącą popularnością blogu jego działalność rozszerzyła się na cały świat. Jako jeden z nielicznych samozwańczych ekspertów rzeczywiście zna się na modzie. Ma odpowiednie wykształcenie, a przed założeniem strony pracował w przemyśle modowym przez 15 lat, m.in. dla Jeana Paula Gaultiera i Valentino. Istniejący od  2005 r. The Sartorialist przyniósł Schumannowi ogromną popularność (na stronę codziennie zagląda 140 tys. osób) i uznanie. Bloger współpracuje dziś m.in. z magazynem „GQ" i z internetowym wydaniem „Vogue’a”, czyli Style.com. Schumanna doceniono nie tylko za wiedzę, ale też za aparycję – w 2008 r. był twarzą marki Gap. To nie koniec korzyści z prowadzenia The Sartorialist: trzy lata temu bloger poznał na pokazie mody koleżankę po fachu, Francuzkę Garance Doré. Dziś uchodzą za jedną z najbardziej wpływowych par w branży. Nawet jeśli nie każdy autor internetowych zapisków o modzie zyska taką sławę jak Scott Schumann, większość może liczyć przynajmniej na zarobek. Producenci odzieży, zwłaszcza ci z tzw. średniej półki (np. H&M, Gap) chętnie się u nich reklamują. Michelle Madhok w 2004 r. założyła poradnik zakupowy SheFinds.com, który rocznie generuje dochód w wysokości 400 tys. dolarów. Najlepiej zarabia anonimowy twórca Manolo’s Shoe Blog – jego strona przynosi rocznie 700  tys. dolarów zysku. Blogerzy zarabiają jednak nie tylko na  reklamach. – Coraz częściej słyszy się, że po wizytach na tygodniach mody nie mogą domknąć walizek, bo dostają tyle darmowych ubrań od  projektantów. Ale jeśli jedni dadzą się przekupić, znajdą się kolejni, którzy przynajmniej przez jakiś czas zachowają niezależność – mówi Ewa Minge. Największy zaszczyt spotkał BryanBoya z Filipin. Marc Jacobs nazwał jego inicjałami jeden z modeli torebek. Na szczęście jeśli BryanBoy straci popularność, zawsze będzie można powiedzieć, że BB to  skrót od Brigitte Bardot.

Ale BryanBoy jak na blogera jest już sędziwy –  ma 22 lata. Większość jego konkurentów to nastolatki. 18-letnia Jane Aldridge z Teksasuprowadzi kultowy blog Sea of Shoes, na którym oprócz butów prezentuje starannie dopracowane własne stylizacje. Jej pomysły zostały docenione: Jane ma na koncie dwie kolekcje obuwia dla marki Urban Outfitters i udział w słynnym balu debiutantek, na który zapraszane są córki milionerów i polityków. O strój Amerykanki na tę okazję zadbał bezpłatnie dom mody Chanel. Do niedawna Tavi Gevinson była najmłodszą blogerką modową – gdy zaczynała, miała 11 lat. Teraz może się okazać, że będzie musiała ustąpić miejsca pięcioletniej Katie, która zabłysnęła podczas Nowojorskiego Tygodnia Mody. Portal modowy Racked.com poprosił dziecko o skomentowanie pokazów. Uwagi sprowadzały się do tego, że modelki miały zmierzwione włosy i że te same dziewczyny prezentowały różne stroje. – Wkrótce okaże się, że dorośli są zbędni. Traktowanie dzieci jak ekspertów od mody jest niebezpieczne – uważa Tomasz Jacyków, stylista. Podobnego zdania jest Ewa Minge. – Nikt nie pyta dzieci o  zdanie na temat medycyny czy finansów. Panuje przekonanie, że moda to  niepoważna dziedzina, a przecież to branża, w której tak samo chodzi o  wielkie pieniądze. Presja w tym środowisku jest ogromna. Najlepszym dowodem jest niedawne samobójstwo projektanta Alexandra McQueena. Wciąganie w to dzieci jest chore – oburza się projektantka. Rzeczywiście, oglądając blog przefarbowanej na siwo Tavi, trudno się oprzeć wrażeniu, że mamy do czynienia z popisami starej malutkiej, która przedawkowała kolorowe magazyny. Rodzice próbowali jej zabronić pisania, ale dziewczynka tak długo płakała, że jej ulegli.

Tavi miała o co walczyć – na Zachodzie blog otwiera drzwi do wielkiego świata. W Polsce jest inaczej. Pisanie o modzie i umieszczanie w sieci swoich zdjęć w starannie przemyślanych kreacjach rzadko jest czymś więcej niż hobby. Szafiarki, jak określają się polskie blogerki, nie  rywalizują z sobą i nie liczą na wielką sławę. – Od zachodnich koleżanek odróżnia nas to, że stanowimy zintegrowaną społeczność. Jesteśmy też bardziej autentyczne. Pozostałyśmy zwykłymi dziewczynami, których nikt nie stylizuje i które nie mogą liczyć na darmowe ubrania od wielkich projektantów – mówi Ryfka, autorka pierwszego polskiego bloga o modzie Szafa Sztywniary (Szafasztywniary.blogspot.com). Nasze szafiarki muszą się wykazywać pomysłowością i spędzają godziny na szukaniu „perełek" w  sklepach z używaną odzieżą. Nie mogą liczyć na pomoc mamy, jak Jane Aldridge, córka właścicielki luksusowego butiku vintage. Czy jednak strojenie się w ubrania od mamy i mizdrzenie w internecie należy uznać za spektakularny sukces? 

Okładka tygodnika WPROST: 12/2010
Więcej możesz przeczytać w 12/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 4
  • polonezjusz@interia.pl IP
    Polecam bloga, który jest dla mnie tegorocznym odkryciem i codzienną inspiracją :) http://anetstyle.blogspot.com/
    • marta IP
      Anna Wintour już na to wpadła :)))
      http://sophistifashion.pl/artykuly/artykuly/blog.html
      • .xd IP
        Ha ha ha ! Wykończyć Vogue i zastąpić Anne Wintour ? W jakim w świecie żyjecie?
        • anna t. IP
          naprawdę mnie wciągnęło, gratuluje!

          Czytaj także