Mistrz klasy S

Mistrz klasy S

Mistrz klasy S Rozmowa z Andrzejem Klesykiem, prezesem PZU, jednym z pierwszych Polaków z dyplomem Uniwersytetu Harvarda.
Wprost: Uniwersytet Harvarda uznawany jest za najlepszą uczelnię na  świecie. Co dają harwardzkie studia?
Andrzej Klesyk:
Oprócz wiedzy i umiejętności argumentacji dają wiarę we  własne możliwości. W Harvard Business School po pierwszych miesiącach zawsze odpada 10 proc. studentów. Strach przed oceną i porażką początkowo mnie paraliżował. Wydawało mi się, że moi koledzy znacznie lepiej radzą sobie w czasie dyskusji, ich argumenty są ciekawsze, są inteligentniejsi. Dopiero po kilku tygodniach stres związany z udziałem w zajęciach minął. Okazało się, że to, co mam do powiedzenia, interesuje moich kolegów. Po ukończeniu uczelni nie bałem się nowych wyzwań. Dlatego składałem aplikacje do najlepszych firm, m.in. McKinsey & Company.
Co wyróżnia absolwentów Harvarda?
Uczelnia poszukuje nie tylko prymusów, lecz także ludzi z pasją. I nie jest ważne, co to jest – możesz być najlepszy w sporcie albo założyć organizację pozarządową. Kiedy w jednej z firm, w której pracowałem, prowadziłem rekrutację studentów z HBS, zgłosiła się do nas dziewczyna, która w czasie studiów dwa razy w miesiącu pracowała charytatywnie w  szpitalu.

Po kilkunastu latach spędzonych na Zachodzie wrócił pan do Polski z  dyplomem najlepszej uczelni świata. Po co?
Mężczyzna w pewnym wieku potrzebuje nowych wyzwań. Jedni kupują sportowy samochód, inni szukają nowej żony. W moim wypadku ani jedno, ani drugie nie wchodziło w rachubę. Szukałem nowego doświadczenia, czułem, że w  Stanach Zjednoczonych i Londynie osiągnąłem już to, co chciałem. Dlatego wróciłem do Polski i założyłem własną firmę. Poza tym w Polsce dyplom Uniwersytetu Harvarda jest nadal wyróżnikiem. Lepiej grać na boisku, gdzie ma się niewielu przeciwników, niż tam, gdzie są ich tysiące. Sadzę, że absolwenci tej uczelni mają też pewne poczucie misji i po zdobyciu doświadczenia na Zachodzie chcą wrócić do kraju, by tutaj robić coś dalej.

Czy bycie harwardczykiem pomaga w życiu?
Często spotyka pan swoich dawnych kolegów? Po ukończeniu uczelni między absolwentami pozostają bardzo silne więzi. Mimo że pochodziliśmy z różnych krajów i mieliśmy różne doświadczenia, potrafiliśmy z sobą rozmawiać. Kiedy jestem w Nowym Jorku czy Bostonie, zawsze staram się spotkać z kolegami. Znajomości z uczelni na pewno przekładają się też na życie zawodowe. Absolwentów po Harvard Business School spotykam np. na forum ekonomicznym w Davos.

Jeśli nie Harvard, to co?
Nie wiem, co bym robił bez Harvardu. Wiem natomiast, co bym robił, gdyby nie upadł komunizm. Na pewno zostałbym zawodowym tancerzem, mieliśmy z  żoną najwyższą klasę taneczną S [Andrzej Klesyk wygrał 50 turniejów na  120 startów – red.]. Taniec zawsze był moim hobby.


Fot. A. Jagielak

Okładka tygodnika WPROST: 13/2010
Więcej możesz przeczytać w 13/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Marek IP
    Prosiłem premiera aby nie zatrudniał idoty na moje miejsce... żenada Panie Klesyk!