Między nami dobrze było

Między nami dobrze było

Wszelką rewolucję kulturalną wywołują kawiarnie – mawiał Tadeusz Kantor. A żadna władza nie lubi rewolucji. Urzędnicy stołecznego Śródmieścia podnieśli czynsze najemcom, w tym słynnej klubokawiarni Między Nami. Czy to koniec knajpy?
To tutaj można spotkać Massive Attack. Grupa urządziła sobie w Między Nami party przed warszawskim koncertem. Członkowie zespołu wmieszali się w tłum i bawili z resztą gości. Do lokalu zawitał też MalcolmMcLaren, słynny menedżer Sex Pistols. Nic dziwnego – mieszcząca się przy ulicy Brackiej klubokawiarnia była jednym z pierwszych miejsc w Polsce, które łączyły gastronomię z działalnością kulturalną. „W czasach, kiedy pojęcie animatora kultury kojarzone było pejoratywnie z tzw. KO-wcem, Między Nami przecierało szlaki dla przyszłych spontanicznie zawiązanych ruchów społeczno-kulturalnych, które przejmowały rolę mecenasów młodych twórców" – napisała właścicielkaEwa Moisan w petycji przeciw podwyżce czynszu o 300 proc., która grozi likwidacją lokalu. Protest podpisało już 1200 osób.

W Między Nogami, jak żartobliwie określa to miejsce Michał Witkowski w powieści „Margot", zorganizowano już 200 wystaw. Odbywały się tam także wieczorki literackie i pokazy filmów. Klubokawiarnia wydaje własny magazyn poświęcony fotografii. Przede wszystkim jednak lokal jest miejscem spotkań warszawskiej śmietanki towarzyskiej: aktorów, pisarzy, projektantów mody, dziennikarzy. W  Między Nami można spotkać Macieja Zienia, Beatę Sadowską i Mariusza Trelińskiego, którego atmosfera lokalu i jego bywalcy zainspirowali do  nakręcenia filmu „Egoiści”. Krzysztof Pieczyński napisał tam tomik poezji. „Dla mnie zamknięcie Między Nami oznacza to, co dla pokolenia Holoubka i Konwickiego oznaczałoby zamknięcie Czytelnika” – powiedziała aktorka Magdalena Cielecka. – Bez Między Nami moje życie w Warszawie będzie puste. To jedno z nielicznych miejsc, gdzie się czuję nieobco –  mówi Rafał Bryndal, dziennikarz i satyryk. – To nie meble i jadłospis, ale klienci sprawili, że Między Nami stało się miejscem kultowym. Klimat wokół klubu tworzył się latami, więc tego zjawiska nie da się tak łatwo odtworzyć gdzie indziej – dodaje.

Protest przeciw zamknięciu Między Nami przypomina pospolite ruszenie wywołane likwidacją warszawskiego klubu Le Madame w 2006 roku. Lokal istniał zaledwie trzy lata, ale zdołał się zapisać w zbiorowej świadomości na tyle skutecznie, że zajął pierwsze miejsce w tegorocznym plebiscycie „Gazety Wyborczej" na symbol Warszawy ostatnich 20 lat . Pokonał nawet rekordzistę frekwencji – Muzeum Powstania Warszawskiego. Wobec groźby zlikwidowania klubu 300 obrońców przykuło się łańcuchami do  drzwi, by nie wpuścić komornika. W sprawę zaangażował się nawet John Malkovich, który był wtedy w Polsce. „Le Madame to bastion wolności. Takie miejsca są ważne, bo na świecie jest dostatecznie dużo komercji” –  apelował słynny aktor. Usytuowany przy ulicy Koźlej lokal przyciągał artystów i lewicowych aktywistów. Debaty organizowały tam takie stowarzyszenia jak Zieloni 2004, Porozumienie Kobiet 8 Marca czy Mistrzowska Szkoła Andrzeja Wajdy. Dziś środowiska postępowe znalazły sobie nowe miejsce: kawiarnię Nowy Wspaniały Świat firmowaną przez „Krytykę Polityczną”. Działa tam Uniwersytet Krytyczny, który ma być odpowiedzią na kryzys uczelni. W Nowym Wspaniałym Świecie toczą się dyskusje na tematy od współczesnego liberalizmu po założenia ekologii, a  do współpracy udało się pozyskać naukowców takich jak Andrzej Friszke, Przemysław Czapliński czy Andrzej Mencwel.

– Klubokawiarnie reaktywowały zjawisko klubów dyskusyjnych. Nie są tylko lokalami, w których można coś zjeść i napić się alkoholu. To miejsca skupiające ludzi o określonej mentalności, którzy mającele społeczne i polityczne. Fenomen klubokawiarni to coś, czego trzeba bronić, bo one tworzą miasto i  kulturę. Więcej, przyczyniają się do kształtowania społeczeństwa obywatelskiego – uważa Maciej Żakowski, socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Podobnego zdania jest Grzegorz Lewandowski, właściciel klubu Chłodna 25, który przekonuje, że to właśnie animacja kultury w takich miejscach zmieni nasz kraj. Sam Lewandowski zainicjował przy Chłodnej cykl debat z miejskimi urzędnikami. Jest też przewodniczącym Komisji Dialogu Społecznego do spraw Kultury przy stołecznym ratuszu. O obywatelskiej aktywności środowisk skupionych wokół klubokawiarni świadczyć może inicjatywa lokalu Powiśle. Jego współwłaściciel Bartłomiej Kraciuk i artysta Tomasz Saciłowski zebrali kilkaset podpisów pod petycją o wpisanie warszawskiej Rotundy na listę zabytków. Mieszczący się w niej bank planuje bowiem zburzenie budynku. Akcja Powiśla najprawdopodobniej okaże się skuteczna – wiadomo już, że PKO BP pomału wycofuje się z decyzji. Klubokawiarnie przejmują rolę, którą kiedyś odgrywały domy kultury. Odbywają się w nich koncerty, projekcje ambitnych filmów, alternatywne przedstawienia czy slumy poetyckie. W poznańskim Starym Kinie powieści z  podziałem na role czytali Dorota Masłowska, Marcin Świetlicki, Krzysztof Varga i Krzysztof Grabaż Grabowski. Można było posłuchać artystów takich jak Wojciech Waglewski, Tymon Tymański czy zespół Pustki. W innej poznańskiej klubokawiarni Pod Pretekstem gościli już Stanisław Soyka, Leszek Możdżer i Grzegorz Turnau. W łódzkich Owocach i Warzywach trwa cykl wykładów o architekturze, a przy krakowskiej Pauzie działa galeria, o której ostatnio było głośnoza sprawą wystawy fotografii Katarzyny Widmańskiej „Alicja w Krainie Czarów". Jednak klubokawiarnie prezentują nie tylko dorobek artystów już uznanych – dają też szansę tym początkującym, którzy nie mają możliwości pokazać się w dużych galeriach czy salach koncertowych. Maciej Żakowski uważa, że to właśnie klubokawiarnie są w stanie zainteresować kulturą młodzież.

– W Polsce system edukacji i promocja kultury szwankują, ich rolę przejęły klubokawiarnie – podkreśla. Rafał Bryndal zna zbawienny wpływ tych lokali na młodzież z autopsji. – Mój siedemnastoletni syn po szkole chodzi do klubokawiarni. Widzę, że te miejsca go inspirują. Często wystarczy rozmowa podsłuchana w klubie, by zainteresować się jakimś zespołem czy ideą – opowiada. W Polsce przez lata brakowało miejsc, jakimi w kulturze brytyjskiej są puby, integrujących lokalne społeczności. Klubokawiarnie wypełniają tę lukę. – Wcześniej była tu kulturalna pustynia. Staramy się zaspokajać potrzeby różnych grup i  dzięki temu integrować lokalną społeczność. Niezobowiązująca atmosfera klubokawiarni sprzyja wielogodzinnym rozmowom – mówi Marta Dunajko, animatorka kultury z Coco de Oro na warszawskim Żoliborzu. W urzędzie miasta jeden wydział co prawda podnosi klubokawiarniom czynsz, ale inny, doceniając ich społeczne znaczenie, motywuje do zakładania takich lokali. Warszawscy urzędnicy zachęcali mieszkańców Mariensztatu do  otwarcia „kulturalnej" kawiarni, oferując niskie opłaty, jeśli powstanie miejsce z artystyczną atmosferą. W ten sposób powstała kawiarnia Ogrody. – Na przekór dzisiejszym apatycznym czasom, w których przyjęło się myśleć, że każdy spędza czas głównie w towarzystwie własnego komputera, klubokawiarnie są cały czas pełne. Te miejsca powinny mieć gigantyczne ulgi od miasta – mówi Maciej Żakowski. „Dziś takich miejsc jak Między Nami powstaje wiele. I jest to naturalny, fantastyczny proces. Małe społeczności skupione wokół tych miejsc budują tożsamość, określają charakter miasta i w konsekwencji definiują pojęcie metropolii. My  dokonaliśmy wyboru, żyjemy w tym mieście: pracujemy, płacimy podatki, zakochujemy się, zakładamy rodziny – bo między nami dobrze jest. I nie zmieniajcie nam tego” – apeluje Ewa Moisan, właścicielka Między Nami.

Okładka tygodnika WPROST: 13/2010
Więcej możesz przeczytać w 13/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0