Cuda medycyny

Cuda medycyny

Czy z jedną półkulą mózgu można normalnie funkcjonować? Ile musi ważyć płód, by lekarze mogli go uratować? Czy kobieta, u której stwierdzono śmierć mózgu, może urodzić zdrowe dziecko? W medycynie, podobnie jak w życiu, nie wolno mówić, że coś jest niemożliwe. Przekonują o tym zdumiewające przypadki chorych, przeczące dotychczasowej wiedzy medycznej.
Michelle Mack, 38-latka mieszkająca w stanie Wirginia w USA, ma tylko połowę mózgu, ale bez problemu ukończyła szkołę średnią. Już w okresie życia płodowego straciła 95 proc. kory lewej półkuli mózgu, części odpowiedzialnej za koordynację ruchową, a także za czytanie i mówienie. Mogłoby się wydawać, że powinna być głęboko upośledzona. Ale część ważnych funkcji przejęła prawa półkula. Michelle potrafi budować zdania, dobiera właściwe słowa i rozumie polecenia, ma jednak nieco ograniczone zdolności językowe. Łatwo się gubi w nowym otoczeniu, bo ma kłopoty z  orientacją przestrzenną.Nie zawsze panuje nad emocjami, którymi zawiaduje lewa półkula, ale takie trudności ma także wiele osób z w  pełni rozwiniętym mózgiem. Michelle pracuje dla miejscowego kościoła, gdzie zajmuje się przetwarzaniem danych. Michelle Mack nie jest wyjątkiem. We Francji w 2007 r. lekarze podczas rutynowych badań odkryli, że 44-letni wówczas mężczyzna ma mniej niż połowę mózgu. Pozostała przestrzeń w czaszce jest wypełniona płynem mózgowo-rdzeniowym. Ale to nie przeszkadza mu normalnie funkcjonować. Mężczyzna, którego nazwiska nie ujawniono, pracuje, ma rodzinę i dwoje dzieci. Prof. Andrzej Wróbel z Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN w  Warszawie twierdzi, że takie przypadki nie są wcale tak rzadkie, jak by  się mogło wydawać. Człowiek może żyć, nie mając nawet 80 proc. mózgu albo z dwiema oddzielnymi półkulami, stanowiącymi osobne mózgi.

Uszkodzenie mózgu nie musi być destrukcyjne. Czasami wyzwala nowe umiejętności i stany psychiczne. Tzw. sawanci mają uszkodzoną lewą półkulę i niski iloraz inteligencji (40-70 punktów IQ), ale także nieprzeciętne zdolności muzyczne lub pamięciowe. Leslie Lemie, chory na  porażenie mózgowe, potrafi bezbłędnie zagrać kilka tysięcy utworów, nawet te, które usłyszał tylko raz. Zaczął w wieku 14 lat, gdy usłyszał w telewizji koncert fortepianowy Piotra Czajkowskiego. Choć nigdy wcześniej nie grał na pianinie, zagrał cały koncert z pamięci. Kim Peek, opóźniony umysłowo i chory na autyzm, stał się pierwowzorem Raymonda Babbita, głównego bohatera filmu „Rain Man" (zagrał go Dustin Hoffman). Zmarł 19 grudnia 2009 r. na zawał serca w wieku 58 lat. Znał na pamięć 12 tys. książek, historię każdego kraju, każdegowładcy. Rozpoznawał niemal wszystkie utwory muzyczne, na zawołanie wymieniał datę i miejsce ich powstania, a także datę urodzenia i śmierci kompozytora.

Nie tylko wrodzone, ale też późniejsze uszkodzenia mózgu mają wpływ na  zachowanie ludzi. Czasem po udarze mózgu zmieniają się oni nie do  poznania. 70-letni Malcolm Darby z Oakham stracił zdolność mówienia po  francusku, ale znacznie poprawił mu się wzrok. Amerykańska neurolog Jill Bolte Taylor straciła lewą półkulę, ale twierdzi, że teraz jest szczęśliwsza. W książce „My Stroke of Insight" opisuje, jak pozbyła się lęków, stała się lepszym człowiekiem i osiąga stan nirwany. Nancy Ectoff, psycholog z Massachusetts General Hospital w Bostonie, odkryła, że ludzie po udarze wykazują wyjątkową zdolność wykrywania kłamstwa na  podstawie mimiki rozmówcy. Zaskakujące zmiany w psychice powodują czasami także guzy mózgu. Niektórzy chorzy na glejaka, najczęstszy złośliwy nowotwór mózgu, mają wrażenie obcowania z Bogiem. Są to głównie pacjenci z guzem w korze ciemieniowej – twierdzą na łamach pisma „Neuron” Cosimo Urgesi i Franco Fabbro, neurobiolodzy z uniwersytetu w  Udine.

Niezwykłe możliwości ludzkiego ciała i dostosowywania się organizmu do  nietypowych warunków czasem ujawniają się już w życiu płodowym. 40-letnia Niemka, której nazwiska nie ujawniono, straciła przytomność, gdy była u koleżanki. Lekarze stwierdzili rozległy zawał serca, na  skuteczną pomoc było już za późno. Kobieta przeżyła, ale z powodu niedotlenienia mózgu zapadła w śpiączkę, a potem w tzw. utrwalony stan wegetatywny. Pacjentka była wtedy w 13. tygodniu ciąży. Płód był nieuszkodzony, więc lekarze postanowiligo ratować. Matce usunięto zęby, by zmniejszyć ryzyko infekcji, podłączono ją do respiratora i  zastosowano sztuczne odżywianie. Co trzy godziny jej ciało było przekładane, choć nie było to łatwe, bo kobieta ważyła 110 kg. Pielęgniarki mówiły do niej i śpiewały, by do dziecka docierało jak najwięcej bodźców. To bardzo ważne, bo płód reaguje na dotyk, gdy ma  zaledwie miesiąc. Po 156 dniach podtrzymywanej ciąży przez cesarskie cięcie urodził się chłopiec. Ważył 2390 gramów. Prof. Matthias Beckmann, szef kliniki ginekologii i położnictwa w Erlangen, mówi, że dziecko jest zdrowe i nie wykazuje żadnych zaburzeń. Chłopiec ma już dwa lata. Przyszedł na świat na początku 2008 r., ale o jego stanie zdrowia poinformowano dopiero niedawno, by mieć pewność, że wszystko jest w  porządku. Chłopiec trafił do rodziny zastępczej. Jego biologiczny ojciec nie mógł się nim zająć z powodu, jak to określił, „absorbującej pracy wymagającej ciągłej zmiany miejsca zamieszkania". Matka nadal jest w  stanie wegetatywnym.

Lekarze próbują ratować nawet dzieci matek, u których doszło do śmierci mózgowej. Tak było w przypadku 34-letniej Marie Odette Henderson z  Kalifornii. Kobieta była w 26. tygodniu ciąży, gdy w 1986 r. zmarła z  powodu powikłań po operacji usunięcia guza mózgu. Jej partner Derrick Poole postanowił ratować swe nienarodzone dziecko. Poparł go sąd, który nakazał lekarzom szpitala Kaiser Permanente Hospital, by podtrzymywali ciało Marie przy życiu. Michelle Odette urodziła się po cesarskim cięciu w 32. tygodniu ciąży. Matkę odłączono wtedy od aparatury, a jej funkcje życiowe ustały trzy godziny później.

Ten rekord „porodu po śmierci" próbowali pobić specjaliści szpitala uniwersyteckiego w Erlangen, gdy szefem kliniki ginekologii i położnictwa był prof. Johannes Scheele. W  1992 r. z wypadku samochodowego przywieziono tam osiemnastoletnią Marion P. z obrażeniami głowy, które spowodowały śmierć mózgową. Ponieważ była w czwartym miesiącu ciąży, postanowiono zastosować tzw. pozaustrojowe krążenie krwi, sztuczne oddychanie i odżywianie. Pielęgniarki poruszały bezwładnymi kończynami kobiety, nastawiały też nastrojową muzykę, by  płód mógł się w miarę normalnie rozwijać. Niestety, bez powodzenia. Po  kilku tygodniach doszło do poronienia. Dziecko przeszło do historii medycyny jako „Erlanger baby” i stało się niechlubnym przykładem ratowania życia za wszelką cenę.

Kiedy należy zaprzestać uporczywej terapii? To pytanie coraz częściej zadają sobie zarówno lekarze opiekujący się terminalnie chorymi dorosłymi, jak i neonatolodzy zajmujący się wcześniakami. W Miami 24 października 2006 r. przyszła na świat Amillia Sonja Taylor, pierwszy wcześniak, który urodził się przed 23. tygodniem ciąży i przeżył. Amillia ważyła 284 g, miała 24 cm. Jeszcze niedawno się wydawało, że to  rekord nie do pobicia. Tymczasem w czerwcu 2009 r. w klinice uniwersyteckiej w Getyndze 15 tygodni przed terminem urodził się chłopiec ważący zaledwie 250 gramów i mający27 cm długości. To wyjątkowy przypadek, bo przedwcześnie urodzeni chłopcy mają statystycznie o 25 proc. mniejsze szanse na przeżycie niż dziewczynki. Nic dziwnego, że  poinformowano o tym dopiero w marcu 2010 r., gdy lekarze mieli już pewność, że malucha udało się utrzymać przy życiu. Chłopiec pół roku spędził na oddziale intensywnej opieki medycznej. Dziś waży 3,7 kg. Nie  ma jednak pewności, jak będzie się rozwijał.

Dziś lekarze potrafią utrzymać przy życiu wcześniaki, które w łonie matki spędziły zaledwie połowę ciąży, czyli 23-25 tygodni. W ciągu 15 lat w Polsce ich przeżywalność wzrosła z 20 do 60 proc. Wiele takich wcześniaków umiera jednak w ciągu kilku miesięcy od porodu z powodu niedotlenienia, a te, które przeżyją, mają często poważne zaburzenia, m.in. uszkodzenia neurologiczne, porażenie dziecięce, a  także kłopoty z widzeniem i słyszeniem. Amerykańska Akademia Pediatryczna już w 2000 r. uznała, że nie należy ratować noworodków poniżej 23. tygodnia ciąży i ważących mniej niż 400 gramów. W Holandii i  Belgii próg ratowania wcześniaków podwyższono do 700 gramów. Jednak wielu specjalistów wciąż chce przesuwać granice między życiem a śmiercią. Zbigniew Wojtasiński z.wojtasinski@wprost.pl

Okładka tygodnika WPROST: 14/2010
Więcej możesz przeczytać w 14/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • G.Kwiatkowska IP
    Ja w to wierze,bo u mnie tez zdarzyl sie CUD MEDYCYNY,
    ale innego rodzaju.Postaram sie opisac to w skröconym
    komentarzu.Przed 8-miu laty zachorowalam na raka oskrzeli
    czyli raka pluca nie nadajacego sie do leczenia operacyj-
    nego.W Polsce dawano mnie 5-7 miesiecy do zycia.Moja
    rodzina w Niemczech zrobila mnie termin na leczenie
    biologiczne u polskiego lekarza medycyny komplementarnej
    w Düsseldorfie.Przeszlam 15 zabiegöw u dr.Gordona Th.
    Po roku czasu (po przeprowadzonym leczeniu) nie
    stwierdzono zadnych komörek rakowych w organizmie.Po
    powrocie do Polski,lekarze kiwali tylko glowami,po prostu kpili sobie z tego leczenia u dr.Gordona.Ale jak
    rak zaniknal,to nic z tego nie rozumieli.Coprawda dalej
    kiwali glowami,ale ze zdziwienia.Obecnie jestem u mojej
    Rodziny w Niemczech,gdzie spedzilam Wielkanoc.Przy
    okazji odwiedzilam mego doktora Gordona,zanioslam
    kwiaty,bo w inny sposöb nie moglam powiedziec DZIEKUJE
    za moje drugie zycie,ktöre mnie doktor zwröcil.
    Moim zdaniem to byl cud dobrego leczenia i dobrego
    lekarza.Musialam to wszystko tutaj napisac,aby nikt nie
    tracil nadziei,bo wszystko jest w medycynie mozliwe !!