Poduszka finansowa

Poduszka finansowa

Katastrofa pod Smoleńskiem wprowadziła niepewność do polskiego systemu finansowego. Ten negatywny wpływ nie potrwa długo i będzie ograniczony, co charakteryzuje gospodarki stabilne i dojrzałe takie jak Polska – mówią ekonomiści.
Co dalej ze złotym? Kupować walutę na pół roku? – jeszcze w weekend, tuż po tragicznym wypadku w Smoleńsku, Jacek Maliszewski, ekonomista Alpha Finacial Services, odbierał telefony od swoich zaniepokojonych klientów, szefów firm, dla których ewentualne tąpnięcie na giełdzie albo rynku walutowym oznaczałoby poważne kłopoty.

– Gospodarka i rynek finansowy nie znają sentymentów. Nie można więc było wykluczyć, że wobec tego, co się stało, spekulanci będą próbowali zarabiać na złotym. Na szczęście już pierwsze poniedziałkowe minuty notowań GPW czy pierwsze godziny działania instytucji finansowych rozwiały te wątpliwości – mówi Maliszewski. Inwestorzy giełdowi zaangażowani finansowo w akcje notowane naGPW zareagowali z dużym spokojem na doniesienia o wielkiej tragedii. Poniedziałek przyniósł wzrosty indeksów nawet powyżej 2 proc., a po całym dniu notowań indeks WIG zamknął się na plusie 0,6 proc.

A wcale nie musiało tak być. Wystarczy przypomnieć sobie to, co działo się na rynkach finansowych po  podobnych tragicznych wydarzeniach. Po ataku terrorystycznym na World Trade Center amerykańska giełda na tydzień zawiesiła handel. Pierwsze notowanie Dow Jones po zamachu przyniosło spadek wartości indeksu o 7,12 proc. Spadały notowania giełd na całym świecie, przeciętnie o nieco ponad 6 proc. Osłabił się dolar, wzrosły ceny ropy i złota. Po ataku terrorystycznym na pociągi podmiejskie w Madrycie europejskie indeksy szły w dół przez półtora dnia, zaś po ataku na metro w Londynie reakcja rynków ograniczyła się do kilku godzin.

– W naszym wypadku było inaczej. Od początku uważałem, że ta tragedia nie będzie miała wpływu na  zachowanie rynków i rzeczywiście nie miała – mówi Piotr Kuczyński główny ekonomista Xelionu. Powód jest prosty. Struktura państwa polskiego i  jego rząd są nienaruszone, a przecież to rząd jest dla stabilności państwa najważniejszy.

– Widać było, że świat się przyzwyczaił i taki dramat musiałby coś poważnego zmienić w gospodarce albo być zapowiedzią całej serii podobnych wydarzeń, żeby miał duży wpływ na rynkowe nastroje. Tego ostatniego obawiano się właśnie po uderzeniu w WTC.

Zbigniew Jakubas, znany inwestor giełdowy, uważa, że nie można porównywać zamachów terrorystycznych na World Trade Center czy w  Madrycie z katastrofą w Smoleńsku. – Atak na WTC pod względem skali, jak również celu musiał wywołać panikę na całym świecie, gdyż rynek amerykański ma bezpośredni wpływ na notowania wszystkich giełd świata –  mówi Jakubas. Jego zdaniem wówczas obawa przed skutkami gospodarczymi –  zarówno w Ameryce, jak i w innych państwach – była całkiem uzasadniona. Ale już atak madrycki był odebrany lokalnie i z mniejszym skutkiem, dlatego spadki na giełdach były krótkotrwałe.

– Świat w pewnym stopniu uodpornił się na ataki terrorystyczne i tragiczne wydarzenia, a reakcje rynków finansowych są coraz mniejsze. W żaden sposób natomiast nie można porównywać naszej tragedii z atakami terrorystycznymi– dodaje Jakubas.

Tylko krótkotrwałe turbulencje na giełdzie wywołał zamach na  amerykańskiego prezydenta Johna F. Kennedy’ego 22 listopada 1963 r. Indeksy giełdowe, które tego dnia powoli, ale konsekwentnie rosły, zaczęły spadać. Choć jeden z najważniejszych indeksów, Dow Jones Industrial Average, na zamknięciu sesji był wart o 2,89 proc. mniej, to  w dłuższej perspektywie śmierć prezydenta nie miała dla giełdy znaczenia. Pół roku później Dow Jones był na poziomie wyższym o 12 proc. niż w dniu tragedii, a rok później – o 21 proc. – Rynki finansowe nie  mają jednak serca, duszy ani sumienia. Inwestorzy mają za to portfele, które muszą zwiększać objętość. Nie oceniam tego źle, nie krytykuję. Stwierdzam po prostu fakt. Życie musi toczyć się dalej – mówi Piotr Kuczyński.

Jego zdaniem świat się przyzwyczaił i taki dramat musiałby coś poważnego zmienić w gospodarce albo być zapowiedzią całej serii podobnych wydarzeń, żeby miał duży wpływ na rynkowe nastroje.

Według Marcina Duszyńskiego, prezesa Capital One Advisers, firmy doradczej działającej na rynku New Connect, stabilność kursów akcji można nawet uznać za nadzwyczajną. Trudno jest jeszcze ocenić, czy brak gwałtownych reakcji zawdzięczamy faktowi, że do tragedii doszło w sobotę, co dało inwestorom wystarczająco dużo czasu, by racjonalnie ocenić ryzyko i  zagrożenia, czy też faktowi, że rząd wykazał się profesjonalizmem w  zarządzaniu w sytuacji kryzysowej. Jedno jest pewne – zaufanie inwestorów do naszego rynku kapitałowego zostało utrzymane.

Niewątpliwie istotne znaczenie dla rynków finansowych miała informacja o tym, że NBP jest pod kontrolą, a zmarłego tragicznie prezesa NBP zastąpił Piotr Wiesiołek, jego dotychczasowy pierwszy zastępca. Pełniący obowiązki prezydenta RP Bronisław Komorowski określił ramy czasowe wyborów prezydenckich. Teoretycznie to ich zwycięzca przedstawi Sejmowi nowego prezesa banku centralnego. Inwestorzy liczą na to, że wybór nowego szefa NBP zapewni jednolitość opinii na linii Rada Polityki Pieniężnej – NBP –  rząd. Że znikną wcześniej widoczne kłótnie o harmonogram wejścia do  strefy euro, o podział zysku wypracowanego przez NBP czy choćby o to, czy korzystać z linii kredytowej przyznanej Polsce przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Paradoksalnie, tragedia może się przyczynić do tego, że inwestorzy zagraniczni będą jeszcze lepiej oceniać Polskę. Serwis Bloomberg cytował zagranicznych analityków, m.in Prestona Keata z  Eurasia Group w Londynie, którzy twierdzą, że umocnienie władzy rządzącej koalicji i możliwe wygranie przez PO przyspieszonych wyborów prezydenckich oznacza, iż Polskę czekają pozytywne zmiany, przyspieszy prywatyzacja, ruszą oczekiwane reformy.

W opinii dr. Burkharda Varnholta, dyrektora inwestycyjnego Banku Sarasin, katastrofa wprowadziła jednak niepewność do polskiego systemu finansowego. Inwestorzy i konsumenci muszą zrewidować swoją ocenę i przełożyć część decyzji ekonomicznych. – Ten negatywny wpływ nie potrwa długo i będzie ograniczony, co charakteryzuje gospodarki stabilne i dojrzałe takie jak Polska. Kraj poradzi sobie ze stratą nawet najważniejszych polityków i  liderów biznesowych. Wprawdzie nie da się ich zastąpić, lecz inni pójdą w ich ślady, będą służyć krajowi i kontynuować dzieło swoich poprzedników – mówi „Wprost" Varnholt.

Podkreśla, że w okresie smutku i  żałoby trudno jest myśleć o takich prozaicznych sprawach, jak pieniądze, kapitał i gospodarka. Z tego powodu wpływu tragicznych wydarzeń na  gospodarkę nie chcieli też skomentować eksperci Banku Światowego i  Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Pytani przez „Wprost" od oceny wstrzymali się też znawca rynków wschodzących Mark Mobius, szef obecnego na polskim rynku funduszu Templeton, i Peter Schiff, znany amerykański ekonomista i inwestor.

Na warszawską giełdę w najbliższych miesiącach z pewnością będzie wpływać to, co się będzie działo w związku z wyborami prezydenckimi. –  Wszelkie zawirowania polityczne czy nagłe zmiany wyników sondaży przedwyborczych, zwłaszcza te, które mogą sugerować odwrócenie się wyborców od obecnych liderów popularności, z pewnością źle wpłyną na  wartości indeksów – dodaje Marcin Duszyński. Zaplanowane w najbliższych tygodniach giełdowe debiuty PZU oraz spółki energetycznej Tauron nie są w żadnym stopniu zagrożone – zgodnie twierdzą ekonomiści, giełdowi analitycy oraz inwestorzy. Według Marcina Duszyńskiego akcje obu spółek z uwagi na ich wielkość będą się cieszyć zainteresowaniem największych międzynarodowych funduszy inwestycyjnych jako długoterminowe inwestycje portfelowe.

– Akcje zarówno Tauronu, jak i PZU znajdą swoich nabywców, chociaż inwestorzy mogą liczyć na większe dyskonto. Fundusze i inni inwestorzy instytucjonalni takie spółki muszą mieć w swoim portfelu –  dodaje Zbigniew Jakubas.

Co ciekawe, zainteresowanie akcjami Tauronu i  PZU stworzyło parasol bezpieczeństwa dla rynku walutowego. W wypadku PZU na rynek trafią akcje o wartości ok. 10 mld zł. Chcąc je  kupić,zagraniczni inwestorzy wymienią swoje waluty: euro, dolary itd., na złote.

Taka sytuacja na rynku będzie wzmacniać naszą walutę, a tym samym chronić wartość wyrażonych w złotych lokat bankowych czy po prostu naszych pensji. – Dlatego prawdopodobieństwo ataku spekulantów obliczone na osłabienie złotego jest niskie. Takie zagranie byłoby stratą pieniędzy – uspokaja Jacek Maliszewski z Alpha Financial Services. Skupienie się uwagi całego świata na Polsce w związku z naszą tragedią może mieć bardzo pozytywne znaczenie dla postrzegania Polski jako atrakcyjnego rynku inwestycyjnego. – Ci, którzy do tej pory niewiele wiedzieli o naszym kraju, mieli, być może, pierwszą okazję, aby  przekonać się z mediów, że Polska to kraj w pełni europejski – uważa Duszyński.

Testem zainteresowania inwestorów Polską była zorganizowana w  ubiegłym tygodniu aukcja państwowych obligacji sprzedawanych przez Ministerstwo Finansów. Na rynek trafiły obligacje o wartości 3,5 mld zł, a zainteresowanie kupujących znacznie przekroczyło ofertę. Oznaczać to  może tylko jedno – wciąż jesteśmy bezpieczni.
Okładka tygodnika WPROST: 17/2010
Więcej możesz przeczytać w 17/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także