To nie jest miasto dla nudnych ludzi

To nie jest miasto dla nudnych ludzi

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. Stock xchng.hu
Kiedy zwiedzisz ostatnie z miejskich muzeów Bazylei, spokojnie możesz wrócić do tego, które obejrzałeś jako pierwsze. I tak w kółko. W tym szwajcarskim mieście jest prawie 40 zbiorów muzealnych. Znudzeni oglądaniem skarbów kultury mogą oddać się szałowi zakupów na targach sztuki i zegarków. Nie można tu uciec od piękna.
Bazylea nie jest tylko miejscem w uroczy sposób historycznym. To idealne miasto na zimowy wypad dla tych, którzy co prawda nie jeżdżą na nartach, ale nie lubią też leżeć pod palmą. Bo Bazylea to kraina zimowej łagodności. Tu śnieg, owszem, pada, ale niewiele i krótko. Dlatego nawet zimowe spacery między Małą i Wielką Bazyleą (tak nazywają się historyczne dzielnice miasta na dwóch brzegach Renu) są przyjemne i nie wymuszają na przybyszu częstych przystanków na grzane wino lub piwo (choć właściwie nie ma się przed czym bronić).

Jedyna dolegliwość, której można się nabawić w Bazylei, to nadwerężenie kręgów szyjnych. Spacerowicza cały czas otaczają miejsca i budynki godne uwagi. Miasto oferuje przegląd epok, stylów i gustów. I to w dobrym stanie. W końcu nie dostaje się nagrody za zasługi w ochronie wyglądu miasta za nic (w 1996 r. Bazylea otrzymała Wakkerpreis – nagrodę Wakkera Szwajcarskiej Organizacji Ochrony Ojczyzny).

Gdy zwiedzamy zabytkowe miasto, a Bazylea liczy sobie prawie 2 tys. lat, hasło „kościół" wywołuje u większości z nas wewnętrzny opór. Bo przecież jedna świątynia przypomina każdą następną. Warto jednak zrealizować przynajmniej program minimum. Musi się w nim znaleźć wzgórze katedralne z romańsko-gotycką katedrą, która jest też miejscem, gdzie odbywają się ciekawe imprezy – koncerty i wystawy. Nieroztropnie byłoby też nie zobaczyć pierwszego zbudowanego w Szwajcarii (w 1920 r.) betonowego kościoła projektu Karla Mosera.

Nie warto żałować czasu na spacer po Starym Mieście. W końcu to jedna z najlepiej zachowanych średniowiecznych starówek w Europie z oryginalnym planem uliczek. Rodziny z dziećmi chętnie zobaczą Muzeum Zabawek i Lalek przy Barfüsserplatz oraz odwiedzą bardzo przyzwoite (dla zwierząt) zoo w centrum miasta. Inni mogą tropić sztukę wszelakich form, opcji i orientacji. I to jest zadanie trudniejsze, bo skalą przekracza możliwości, jakie daje weekendowy pobyt. W końcu to tu tworzył Hans Holbein Starszy, Erazm z Rotterdamu, a Paracelsus był miejskim lekarzem. Na miejscowym uniwersytecie wykładali Fryderyk Nietzsche, Jacob Burckhardt i Carl Gustav Jung (ojciec). W mieście roi się od tabliczek: tu mieszkał, tu urodził się, tu umarł...

Koneserzy sztuki powinni się wybrać do Bazylei w czerwcu. Coroczne targi Art Basel gromadzą śmietankę marszandów i artystów.Wielu z nich zostało tu namaszczonych na sławy, a kolekcjonerzy często dokonywali transakcji życia. Muzea państwowe (w pierwszą niedzielę miesiąca wstęp gratis) dokupują kolejne eksponaty do kolekcji, a wielcy kolekcjonerzy tworzą fundacje i udostępniają prywatne zbiory publiczności. Arystokracja pieniądza, jak angielska szlachta, chodzi w starych (ale dobrych) marynarkach, a bezcenne dzieła oddaje społeczeństwu. Tak powstała kolekcja Fondation Beyeler, eksponowana w muzeum projektu architekta Renzo Piano. Autorskie muzeum Tinguely’ego również jest w designerskiej oprawie architektonicznej. To praca Mario Botty, autora wielu realizacjiw Szwajcarii, mistrza komponowania budynku z pejzażem. W ekspozycji stałej są prace nie tylko założyciela, mistrza awangardy francuskiej połowy XX wieku, ale także twórców mu bliskich, w tym Marcela Duchampa. A kogo zmęczy sztuka, może się oddać kojącej kontemplacji Renu zza panoramicznych okien muzeum.

W sposób zupełnie niekonwencjonalny obcować można ze sztuką w Schaulager. To crźme de la crźme tego, co się dzieje i ceni w sztuce współczesnej. To także znany ośrodek badawczy i naukowy. No i niezwykła architektura. Dzieło pracowni Herzog & de Meuron, zresztą mieszkających na tamtejszej starówce i stamtąd doglądających swoich realizacji na całym świecie.

W Bazylei są też butiki z niebanalnymi ciuchami i dodatkami. A że nazwiska projektantów są mniej znane niż Versace czy Hilfiger, przeto kupujący mają przyjemność przynależności do tajnej sekty wtajemniczonych. Obiecująca jest pod tym względem tzw. Mała Bazylea (KleinBasel). To tu znajdują się eksperymentalne sklepy, bary i centra wystawiennicze. Przy Feldbergstrasse i Clarastrasse są dobre tereny do połowów niebanalnych fantów. Estymą nie tylko tu cieszą się buty od Anity Moser i szaliki Fabii Zindel (najlepiej umówić się na spotkanie w firmie, przy Bechlettenstrasse 10). Założona przez nią 15 lat temu marka Matrix niebawem będzie ceniona tak jak fińskie Marimekko. Tanja Klein projektuje i produkuje akcesoria ze skóry, oryginalne i wykonane po szwajcarsku, czyli starannie i dokładnie. Koniecznie trzeba też odwiedzić modno-niemodny, w stylu lat 60., „Kiosk 18" Cécile Grieder. Pod jej opiekuńczo-marketingowymi skrzydłami znajdują schronienie młodzi projektanci, więc zawsze można znaleźć coś wystrzałowego. A wieczór spędzić na jednym z pokładów statku w starym porcie (Das Schiff na Westquaistrasse 19, połączenie restauracji, klubu i baru).

Czytaj także

 0