Domek z kart

Domek z kart

Prezydent Sopotu twierdzi, że nigdy nie myślał teorią spisku, ale od 2 lat czuje się tak, jakby żył w matriksie. Jedno z największych śledztw w Polsce rozsypuje się tymczasem jak domek z kart. A on złożył skargę na polskich śledczych w Strasburgu.
Popularny na Pomorzu polityk, działacz PO, od czasów opozycji zaprzyjaźniony z najważniejszymi politykami w państwie, prezydent jednego z najprężniej rozwijających się miast, w jednej chwili stał się w Polsce synonimem skorumpowanego samorządowca. Odciął się od niego nawet premier Donald Tusk, mimo że znali się dobrze, nie tylko z boiska. – Mam do niego trochę żal, ale rozumiem, że mógł chłop zwątpić, jak dostał te raporty z prokuratury. Tyle że niewiele z nich teraz zostało –  mówi „Wprost" Jacek Karnowski i przyznaje, że w PO nie wszyscy płakali, gdy wybuchła afera.

Karnowski miał mocną pozycję w partii, potrafił ostro walczyć o dobre miejsca na listach wyborczych dla konserwatywnej części Platformy. Przez 20 lat pracy w samorządzie osiągnął już prawie wszystko. Miał ambicje zaistnieć w ogólnopolskiej polityce.

I nagle wybuchła afera – z dyktafonem w roli głównej. W połowie 2008 roku działacz PO Sławomir Julke, którego można by nazwać pupilem prezydenta Sopotu, poinformował świat o przestępczej działalności Karnowskiego. Jeden z dzienników ujawnił zapis rozmowy, jaką Julke odbył w marcu 2008 roku z prezydentem Sopotu. Wynikało z niej, że Jacek Karnowski domagał się od biznesmena łapówki. Żądał dwóch mieszkań w zamian za pomoc Julkemu w uzyskaniu zgody na rozbudowę pewnej kamienicy (Julke chciał przebudować strych). Prasę obiegły też informacje, że młody biznesmen w  lipcu nagrał również mecz piłki nożnej premiera Donalda Tuska z  politykami PO i rozmowy przed i po nim. Było to dokładnie 6 lipca, czyli w dniu, w którym Julke poinformował premiera o tym, że prezydent Sopotu złożył mu korupcyjną propozycję. Julke następnie złożył zawiadomienie o  przestępstwie, przekazał prokuraturze nagranie rozmowy z Karnowskim oraz  dźwięki z meczu Platformy. Zapisu samej rozmowy z premierem śledczym jednak nie dał.

„Wprost" dotarł właśnie do ekspertyzy wykonanej dla  Prokuratury Krajowej przez biegłego z Politechniki Wrocławskiej. Wynika z niej, że tak dokładne nagranie odgłosów z meczu z udziałem premiera Tuska, jakie przedstawił Julke, było możliwe tylko w przypadku zastosowania mikrofonów kierunkowych.

Skąd nagrywający dysponował tak specjalistycznym sprzętem? Czy w trakcie, gdy nagrywał Tuska 6 lipca, na  stadionie piłkarskim miał jakichś „asystentów"? Te pytania pozostają na  razie bez odpowiedzi.

Karnowski zamiłowanie Julkego do nagrywania swoich rozmówców kwituje krótko: „to człowiek dyktafon". Konkubina Julkego zeznała, że nagrywał on nie tylko Karnowskiego i premiera Tuska, ale też posła PO Jarosława Gowina czy gdańskich adwokatów. Podobno nagrał wszystkich, którzy cokolwiek mu obiecali.

Po wybuchu afery runęła medialna i urzędnicza machina – uruchomiono kontrole, śledztwa, przesłuchania. Skontrolowano niemal wszystkie instytucje podległe miastu i firmy z nim współpracujące. – W pewnym momencie w Sopocie nie udawało się przeprowadzać przetargów. Na  przedsiębiorców padł blady strach. Nikt nie chciał się zgłaszać z  ofertami, bo było pewne, że ściągnie to na firmę kompleksową kontrolę –  opowiada wiceprezydent Sopotu Paweł Orłowski i szacuje, że około 80 proc. sopockich przedsiębiorców zostało skontrolowanych w związku z  aferą. Wszystkie możliwe instytucje przeprowadziły dziesiątki kontroli w  urzędzie miasta. Przejrzano tysiące dokumentów, przeanalizowano setki decyzji. Jeśli wykonawca z powodu nieodpowiedniej pogody opóźnił kładzenie nawierzchni na obiektach sportowych, to zamawiano ekspertyzy w  Instytucie Meteorologii, by sprawdzić, czy rzeczywiście w dniach, kiedy miały być wykonywane prace, padał deszcz. Kontrola gospodarowania nieruchomościami obejmowała okres od 1990 roku. Do obsługi kontrolerów trzeba było zatrudnić na umowy-zlecenia dwu dodatkowych pracowników. Wszystko po dostarczonej przez Julkego kopii nagrania, do której biznesmen nie załączył jednak urządzenia nagrywającego. Efekt? Jak na  tak szeroko zakrojoną akcję, można śmiało stwierdzić: żaden. Pozostaje pytanie: ile kosztowało to podatników? CBA nie podaje kosztów swoich operacji. Prokuratura też ich nie liczy.

W Prokuraturze Apelacyjnej w Gdańsku zamykane jest właśnie ostatnie śledztwo przeciwko prezydentowi Sopotu Jackowi Karnowskiemu. Jednak przedstawione zarzuty, co po cichu przyznają sami prokuratorzy, nie  dotyczą jego działalności w sopockim ratuszu. Związane są raczej z  prywatnymi sprawami prezydenta, takimi jak chęć zakupu mieszkania, kupno i remont prywatnych samochodów czy prace budowlane przy użyciu koparki na jego podwórzu. Gdyby podobne historie przytrafiły się zwykłemu Kowalskiemu, prawdopodobnie nikomu nie przyszłoby do głowy się nimi zajmować. Tu jednak pojawia się w ustach prokuratorów argument: „w  związku z pełnieniem funkcji publicznej".

Jeden z zarzutów dotyczy m.in. rozmowy na temat „przekazania" dwu mieszkań na strychu budynku, który miał zostać rozbudowany przez przedsiębiorcę Sławomira Julkego. To tę  właśnie rozmowę Julke nagrał i przedstawił prokuraturze jako korupcyjną propozycję. Ale – co trzeba podkreślić – do prokuratury doniósł o  korupcyjnej propozycji dopiero po trzech miesiącach. Z ekspertyzy, do  której dotarł „Wprost", wynika też, że nagranie, które przedłożył śledczym Julke, jest nieoryginalne i niepełne. Dyktafon, na którym było zarejestrowane, został zaś zniszczony. Sam biznesmen przyznał też, że  przegrywał rozmowę z Karnowskim najpierw z dyktafonu leżącego na dywanie na MP3, następnie na komputer, a w końcu na płytę. Prezydent Sopotu tak tłumaczy się dziś z „korupcyjnej rozmowy”: – To prawda, że szukałem mieszkania do kupienia i rozmawiałem o tym z moim dobrym znajomym Sławomirem Julkem. Nie chciałem go jednak za darmo. Zanim zorientowałem się, że plan zagospodarowania przestrzennego uniemożliwia nadbudowę, proponowałem udział w pracach projektowych i budowlanych.Było oczywiste, że ich koszt zostanie rozliczony na koniec po normalnych, rynkowych cenach. Pamiętam jak dziś, że pytałem Julkego, czy możliwe jest mieszkanie z widokiem na morze. Ale tego nie ma na nagraniu – dziwi się Jacek Karnowski. Śledczy przyjmują wyjaśnienia Julkego o wyłączeniu dyktafonu w kluczowym momencie nagrania z powodu potencjalnych „pisków”. Jednak każdy, kto posługiwał się dyktafonem, wie, że nie jest to możliwe w przypadku urządzenia elektronicznego. Czy wiedza ta była niedostępna prokuratorom, wspieranym przez biegłych? Karnowski tymczasem wydał majątek na ekspertyzy i opinie prawne. To na jego zamówienie powstała pierwsza ekspertyza, która podważyła nagranie korupcyjnej propozycji. Potem potwierdzili to biegli, działający już na zlecenie prokuratury. Karnowski podkreśla, że w jego opinii przedstawianie prokuraturze takich dowodów to przestępstwo.

Dlatego sam złożył doniesienie w prokuraturze –  na Julkego. Dotyczyło ono kierowania fałszywych oskarżeń i stwarzania fałszywych dowodów przeciwko niemu. Początkowo odmówiono wszczęcia postępowania. Dopiero po zaskarżeniu odmowy do sądu prokuratura wszczęła takowe. Toczyło się ono w sprawie, nikomu nie postawiono zarzutów, a w styczniu 2010 roku zostało zawieszone. – Czekamy na wynik śledztwa Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Postępowania są tematycznie powiązane, nie mogę się więc wypowiadać na jego temat. Jeśli Prokuratura Apelacyjna zakończy swoje postępowanie aktem oskarżenia prezydenta Sopotu, to mamy jasną sytuację – mówi Grażyna Wawryniuk rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Prokurator Krzysztof Trynka z  Prokuratury Apelacyjnej nie chce rozmawiać na temat wiarygodności dowodów ani na temat możliwych decyzji o oskarżeniu Karnowskiego lub  umorzeniu postępowania, które mają zapaść lada dzień. Niczego na tę chwilę nie da się przewidzieć – mówi prokurator Trynka.

Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku przedstawiła Jackowi Karnowskiemu w  sumie osiem zarzutów. Najważniejszy to rzekome żądanie dwóch mieszkań na  strychu, który Julke zamierzał przebudować. Pięć kolejnych dotyczy relacji z przedsiębiorcą działającym w branży samochodowej. Śledczy dopatrzyli się też nieodpłatnych napraw samochodu Karnowskiego. Zakład i salon samochodowy, który miał je przeprowadzać, mieści się na działce dzierżawionej od miasta. – Sam fakt prowadzenia działalności gospodarczej na terenie miasta Sopot i dzierżawienie nieruchomości od miasta nie daje podstaw do twierdzenia, że każda korzyść lub jej obietnica ma charakter korupcyjny. Koniecznym warunkiem zaistnienia łapownictwa jest związek korzyści z pełnieniem funkcji publicznej – zauważa prof. dr hab. Jarosław Warylewski, kierownik Katedry Prawa Karnego Materialnego i Wykonawczego oraz Psychiatrii Sądowej Uniwersytetu Gdańskiego.

Kolejny zarzut dotyczy koparki, za  pracę której prezydent Sopotu nie ma faktury.

Jedno z najpoważniejszych śledztw w Sopocie dotyczyło Centrum Haffnera. Był to program przebudowy centrum miasta, które było niezagospodarowane od 1945 roku. Najpierw powstał tunel dla samochodów pod słynnym sopockim Monciakiem. Umożliwiło to  wyeliminowanie ruchu kołowego z deptaka i jego zabudowę. Obok zabytkowego Grand Hotelu powstał Sheraton z nowoczesnym zapleczem konferencyjnym, galeria sztuki. Dzięki temu mogą odbywać się tu najważniejsze konferencje międzynarodowe – tu między innymi doszło do  spotkania Tuska z Putinem. W Multikinie planowane są pokazy filmowe w  ramach festiwalu w Gdyni. Inwestycja nie powstałaby bez udziału prywatnych inwestorów, w ramach tzw. partnerstwa prywatno-publicznego.A ono pozwalało budować atmosferę „szemranej" inwestycji i stało się pożywką dla podejrzeń. CBA, badając tę sprawę, zebrało 3160 stron dokumentów. Prof. Michał Kulesza, jeden ze społecznych doradców rządu i  autorów reformy samorządowej, nie zostawia suchej nitki na raporcie CBA w sprawie Centrum Haffnera. Przywołując konstytucję i ustawy samorządowe, udowadnia, że kontrole oceniały też celowość inwestycji, a  tę, jeśli jest ona zgodna z prawem, mogą ocenić jedynie wyborcy, inaczej narusza to gwarantowaną konstytucyjnie samodzielność samorządów.

Sprawa trafiła do prokuratury, która po jej zbadaniu umorzyła śledztwo.

Prokuratura dopatrzyła się wprawdzie pewnych nieprawidłowości w procesie podejmowania decyzji, nie miały one jednak wpływu na powstanie jakiejkolwiek szkody – przyznaje prokurator Krzysztof Trynka. Prof. Michał Kulesza też nie dopatrzył się uchybień. Przeciwnie. W swojej ekspertyzie obala kolejne zarzuty, opierając się na konkretnych przepisach, i przekonuje, że działania urzędu miasta były nastawione na  uruchomienie całego ciągu dochodów publicznych. – Urzędnicy z instytucji kontrolnych i organów ścigania nie znają prawa. Wydaje się im, że żyją w  PRL, zachowują się tak, jakby przepisy miały regulować nawet intymne czynności. Nie można robić z ludzi przestępców tylko dlatego, że komuś się coś wydaje. W ten sposób powstrzymuje się rozwój kraju. To skandal, że dzieje się to tak często i tak bezrefleksyjnie. Skuteczny, zdolny menedżer społeczny został wyeliminowany z życia publicznego – nie kryje irytacji prof. Michał Kulesza.

Swoje zdanie o prezydencie Sopotu wyrazili też mieszkańcy miasta w referendum, nie zgadzając się na jego odejście ze stanowiska. – Przekrętów nie robi się na przebudowie strychu! Karnowskiego zgubiła mentalność sołtysa. Wszystkiego doglądał i  pilnował. Sam wystawił się na strzał. Z połową miasta był na „ty", bratał się w SPATiF-ie, ale jak uznał, że ma rację, to potrafił ostro objechać, nie przebierając w słowach, i obstawał przy swoim. To mogło się nie podobać – mówi gdańszczanin obserwujący od lat z bliska sopocką scenę polityczną.

Sławomir Julke dziś zapadł się pod ziemię. Przez ponad trzy tygodnie podczas przygotowywania tego materiału redakcja „Wprost" próbowała skontaktować się z biznesmenem. Nie odbierał telefonów, nie  odpowiadał na SMS-y i e-maile. 

Okładka tygodnika WPROST: 19/2010
Więcej możesz przeczytać w 19/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także