Nasz mord założycielski

Nasz mord założycielski

Przed Pałacem Prezydenckim nieprzebrany tłum. Ojciec bierze kilkuletniego syna na ramiona. – Co widzisz? – Ludzi. – A dalej? – Znicze, kwiaty. – Coś jeszcze? – O, Kaczogród! – Cicho! – syknął ojciec i jednym energicznym ruchem – może nawet zbyt energicznym – zrzucił go z ramion na ziemię. – Cicho, cicho, nie wolno tak mówić.
Ale właściwie dlaczego nie wolno? Przecież było wolno przez ostatnie pięć lat. A tak naprawdę było wolno przez ostatnie dwie dekady. Jak wytłumaczyć tę zmianę? Jak wytłumaczyć, że ktoś, z kogo powszechnie kpiono, mógł spocząć na Wawelu? Ten proces trąci jakimś upiornym paradoksem, jakąś nieznośną ironią historii. Skoro Lech Kaczyński był tak wielkim przywódcą, dlaczego nie dostrzegaliśmy tego wcześniej? Dostępne analogie niczego nam nie wyjaśnią. Nie można porównywać jego śmierci ze śmiercią Jana Pawła II czy Diany. Lady D. była ubóstwianą przez wszystkich ikoną popkultury. Gdy zmarła, popkultura świętowała samą siebie. Jan Paweł II zaś w powszechnym odczuciu stanowił uosobienie świętości. Jego piękna śmierć stanowiła jedynie jej ostatni akord. Zarówno jego śmierć, jak i śmierć Diany, przy wszystkich różnicach między tymi postaciami, ukazały w głębszym stopniu to, kim były one wcześniej. Śmierć Kaczyńskiego zaś pokazała, że był kimś zupełnie innym. Że nie był pociesznym Kaczorem, ale patriotą, mężem stanu, Panem Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej.

A jednak, jak pokazał francusko-amerykański antropolog René Girard, tego typu transformacja –  przeobrażenie symbolu zła w symbol świętości – dokonywała się nieustannie od początku ludzkiej historii, stanowiąc podstawę pierwotnych kultur. Paradoks polega na tym, że zdarzyła się ona właśnie na naszych oczach, że oto my, nowocześni Polacy, nagle wbrew sobie staliśmy się nieświadomymi uczestnikami rytualnego mordu, mordu, którego nie chcieliśmy popełnić.

Ludzkie pożądanie ma charakter mimetyczny – głosi pierwsze założenie teorii Girarda. We wszystkich społeczeństwach ludzie pożądają rzeczy nie  ze względu na ich samoistną wartość, lecz ze względu na to, że naśladują pożądanie innych. Pieniądze, władza, sława są dla nas ważne tylko dlatego, że już wcześniej były ważne dla innych. Ten podstawowy mechanizm wiedzie do  nieustannego konfliktu. Ponieważ dóbr, do których dążymy, jest zawsze za  mało, musimy zwracać się przeciw sobie. Musimy nieustannie usuwać tych, którzy stają na przeszkodzie naszemu pożądaniu. Jeśli życie społeczne nie zamieniło się jeszcze w niekończącą się walkę wszystkich przeciw wszystkim, to tylko dlatego, że istnieje jeden mechanizm, który przywraca mu pokój i równowagę: mechanizm kozła ofiarnego. Przeciwnicy nigdy nie pogodzą się sami z siebie, bo walczą o to samo, połączą się jednak szybko we wspólnym działaniu przeciwko ofierze, w rytualnym mordzie. Kiedy naszą wzajemną agresję skupiamy na wspólnym unicestwianiu ofiary, na powrót odzyskujemy utraconą jedność. Gdy patrzy się z tej perspektywy, widać bardzo jasno, że Lech Kaczyński doskonale nadawał się do roli kozła ofiarnego i że na nim zbudowała się nasza narodowa wspólnota.

Pierwszym etapem mechanizmu ofiarniczego jest naznaczenie. Chociaż wszystkimi kieruje to samo pożądanie, należy pokazać, że ofiara w jakiś sposób od nas odstaje, że jest inna. Jak wywodził René Girard, często zdarza się, że chwilę przed rytualnym mordem ofiary tłum ją wywyższa. Wywyższenie bowiem oddziela ją od grupy, a stosunek do niej, jeśli jest już zawiązany, łatwo przechodzi z przyjaźni do wrogości. Droga wiodąca do nienawiści od miłości jest znacznie krótsza niż droga od obojętności. Wywyższenie odegrało podobną rolę w przypadku Kaczyńskiego, którego wybór na prezydenta oddzielił od reszty, a jednocześnie uczynił widocznym i łatwym obiektem ataku.

Dana osoba, jak pokazuje dalej Girard, staje się ofiarą na mocy arbitralnej decyzji. Wystarczy jakiś drobny defekt ciała, zmyślony czy też mało znaczący incydent, żeby rzucić na nią podejrzenie. Krok następny to oskarżenie. Chociaż w społeczeństwie wszyscy stanowią przeszkodę dla wszystkich, to przyszła ofiara zaczyna być postrzegana jako przeszkoda główna. W tym kierunku zmierzała polityczna strategia przeciwników Kaczyńskiego, której głównym celem było przedstawić go jako tego, który cały czas przeszkadza: uniemożliwia realizację reform ekonomicznych (tzn. przez Kaczyńskiego nie możemy być bogaci), ośmiesza Polskę na arenie międzynarodowej (tzn. przez Kaczyńskiego nie jesteśmy poważani), zamiast budować sprawne państwo, wymachuje szabelką (tzn. przez Kaczyńskiego nie możemy być silni), zamiast łączyć Polaków, tylko jątrzy (tzn. przez Kaczyńskiego nie możemy wreszcie się pokochać i  jesteśmy podzieleni).

Krok ostatni to unicestwienie ofiary. O ile w  dawnych kulturach przybierało ono formę mordu rytualnego, o tyle w  kulturach współczesnych przybiera formę mordu wyobrażonego, mordu symbolicznego. To, że wobec prezydenta stosowano niezwykle brutalną retorykę, nie było zatem żadnym przypadkiem. Oto następowała nagła, niekontrolowana już przez nikogo eskalacja przemocy. Życzono Polakom, żeby Kaczyński przestał być prezydentem. Mówiono o nim w czasie przeszłym. Odwoływano się nawet do archaicznych toposów, naznaczonych przemocą. Jeden z jego byłych współpracowników nawoływał, żeby „dorżnąć watahę", a konkurent do fotela prezydenckiego w swym słynnym bon mocie „jaka wizyta, taki zamach" sugerował jednocześnie, że na takiego prezydenta nie warto nawet organizować zamachu, że nawet nie warto go zabijać. Przypomnijmy w tym miejscu za Giorgio Agambenem, że w starożytnym Rzymie najniżej w drabinie społecznej stał tzw. homo sacer, tzn. ten, którego życie jest tak mało warte, że nawet nie można go złożyć w ofierze. Wydawało się, że właśnie tak nisko upadł Kaczyński.

Polscy politycy i dziennikarze, którzy przewodzili coraz bardziej agresywnemu tłumowi, nie widzieli, że sytuacja zaczynała im się powoli wymykać spod kontroli. Jeszcze wszyscy się śmiali, jeszcze urządzali happeningi, ale  niepostrzeżenie ich czynami coraz bardziej kierowała przemoc rodem ze  starożytnych mitów. Wszyscy zaczynali przypominać archaiczny, dyszący emocjami, podekscytowany tłum, który znalazł ofiarę, oskarżył i zamierza ją unicestwić. Upiorność dramatu, który rozegrał się w Smoleńsku, polegała na tym, że słowa, które wypowiadano nie do końca serio, naraz stały się prawdą. Naraz to, co wszyscy chcieli zrobić, ale przecież nie chcieli, stało się rzeczywistością. Kaczyński przestał być prezydentem i stał się byłym prezydentem, a razem z nim spłonęła cała wataha. Wydawało nam się, że żyjemy w erze nowoczesnej i że możemy mówić, co chcemy, a tutaj słowa w przedziwny sposób zaczęły splatać się z rzeczywistością.

Zgodnie z mechanizmem ofiarniczym tragiczna śmierć Kaczyńskiego przywróciła wspólnocie jedność. Paradoksalnie dopiero teraz nastały powszechne rządy miłości. Co więcej, jak pokazuje Girard, razem z odzyskaną jednością wspólnota nagle zmienia opinię o ofierze. Zaczął się proces uświęcenia ofiary. Nie może być zatem przypadkiem, że ciało prezydenta spoczęło w najważniejszym polskim sanktuarium. Gdzie bowiem możemy pochować świętych? Podobnie jak wszelkie dyskusje o tym, kto był odpowiedzialny za śmierć Kaczyńskiego, nie mają sensu, bo jego unicestwienia domagał się tłum, tak też nie musimy się pytać, kto chciał jego pochówku na Wawelu. Nie jest to bowiem kwestia personalnych decyzji, ale niekontrolowanej przez nikogo dynamiki społecznej. Jeśli nawet konkretne osoby dokonują jakichś wyborów, to nie czynią tego w pojedynkę, lecz przemawia przez nie wspólnota.

W Smoleńsku byliśmy świadkami mordu założycielskiego. Kłopot polega na tym, że nie wiemy, jaka wspólnota zostanie na nim ufundowana. Mimo że nieustannie trwa utajona wojna wszystkich przeciw wszystkim, to na chwilę nasza agresja została skierowana na zewnątrz. Na chwilę wydaje się, że skoro Kaczyński „już nie przeszkadza", wreszcie staniemy się bogaci, silni, poważani i zjednoczeni. Już powoli tłumaczymy sobie, że to Kaczyński był winien, że „naciskał na pilota", „niepotrzebnie organizował alternatywne obchody", że ta tragiczna śmierć zostanie wykorzystana w politycznej kampanii – i powracamy jak gdyby nigdy nic do  codziennej walki. Taka chwilowa jedność jest jednością wspólnoty archaicznej, pogańskiej, gdyż prowadzi tylko do ugruntowania naszych postaw; zamiast do ujawnienia przyczyn agresji – do ich zakrycia. W  końcu „nie mamy sobie nic do zarzucenia” i „nie będziemy zmieniać zdania o Kaczyńskim”.

Okładka tygodnika WPROST: 19/2010
Więcej możesz przeczytać w 19/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 39
  • PISIOR IP
    PObolszewia tego nie przezyje. Kobiecy glos w kabinie pilotow a przeciez rozplotkowali, ze to napewno Preydent wydal rozkaz rozbicia Ziemi samolotem. Biuro Polityczne PO twierdzi, ze Prezydent dyktowal, mowila Pani Maria Kaczynska.
    • Jan IP
      do niny:Nie wiedziała, kto przydziela samoloty na podróże?A kto zawsze chytrzył samolotów, a dla siebie wyczarterował z Rumunii i jeszcze Case dołożył, gdyby coś. Najpierw sobie poczytaj, przypomnij, to może przestaniesz głupoty pisać.
      • Warszawianki IP
        A jutro Polacy o 17 zbieraja się o godzinie 17 przed Pałacem Prezydenckim aby zapalić znicze i dać swój wyraz pamięci o najporżadniejszym Prezydencie Polski, bez agenturalnej przeszłosci, stojacym na strazy Polskich interesów a nie ruskich, co robia ci z PO na czele z Komorowskim.
        • Mirek IP
          Wyjaśnienie proste i logiczne.Prawdziwy Polak nie mówi źle o zmarłych.I jest to oczywista oczywistość.Nie ma co doszukiwać się czegoś,czego nie było.
          • polak IP
            tylko dlaczego nie wiemy kto zadecydowal o pochowniu
            takiej miernoty jak sp prezydent na panteonie.Ta decyzja obraża wszystkich polaków.
            a propo w najnowszej historii tylko hitler dzielił niemców na prawdziwych i nieprawdziwych,a polacy to byli dla niego podludzie.Pisowcy nie idzcie tą drogą.
            • nadzieja IP
              Mam nadzieję że nakład tego szmatławca się skurczy do minimum ,a naczelny z Jarusiem i Pospieszalskim palną sobie w łeb!
              • Chomczur IP
                Ja też po wielu latach żegnam się z WPROST. Właściwie już bez żalu. Co oni zrobili z tą gazetą?
                • Janek IP
                  WPROST był tygodnikiem, który kupowałem do kilkunastu lat. A teraz po zmianie dziennikarzy i jakości artykułów odchodzi w niebyt. Bardzo wielka szkoda. Był prawdziwym tygodnikiem opiniotwórczym.
                  Janek
                  • Krzyś IP
                    Pan Prezydent został zamordowany za: rewolucję pomarańczową na Ukrainie,za Gruzję, za ostatnie uroczystości na Westerplatte i za Katyń. GRU i SPECNAZ umoczyli w tym dupę.
                    • PAmela IP
                      Kto nie widział wielkości śp Prezydenta Lecha Kaczyńskiego ,to tylko chyba Popaprany-przekrętas! Szkoda komentować takich wypowiedzi!
                      • bez-nazwy IP
                        Kłamstwo POwtórzone 100 razy staje się prawdą.
                        List napisany do GW robi szmatą pisarza.
                        • alicja IP
                          Dzisiaj się utwierdziłam,że nie ma co już kupować tego tygodnika, a robiłam to systematycznie od kilku lat. Spróbowałam jeszcze w lutym po odejściu red.Janeckiego. Żegnaj Wprost.
                          • MAJ IP
                            Ani to do smiechu ,ani to do placzu ,jestescie zakłamani tak jak TVN
                            • [email protected] IP
                              PO stosuje Stalinowskie metody dojscia do władzy.Stalin wypracował metode,że opozycja to Trockinizm i wszystko co oni mówia to jest złe dla rosji.A PO paprańcy ,ze opozycja to kaczynizm,Kaczogród,Stalin robił czystki w opozycji,i to samo robi PO na czele z Tuskiem,Komorowski iSikorskim.Wszystko co robi i mówi opozycja to złe dla Polski ,a tylko PO wie najlepij!!!!!!!!!!!!
                              • ELA S. IP
                                Ten artykuł jest przeciwwagą do filmu Pospieszalskiego.I tak jak życie ma wiele barw tak w polityce nie jest wszystko czarne albo białe .Tłumy pod pałacem oddawały hołd wszystkim ofiarom katastrofy.PRZYPISUJĄC to tylko Prezydentowi jest nadużyciem

                                Czytaj także