Domy z przeszłością

Domy z przeszłością

Domy z przeszłością Włoski rząd za pieniądze Unii Europejskiej przekształca dawne rezydencje szefów mafii w hotele. Wille polskich przestępców popadają w ruinę, a w najlepszym razie świecą pustkami.
W rezydencjach zarekwirowanych przez państwo szefom sycylijskiej cosa nostry i neapolitańskiej kamorry powstają hotele, zajazdy i pensjonaty. Za kilkadziesiąt euro można się przespać w łóżku skazanego na dożywocie capo di tutti capiToto Riiny. „Duży wiejski dom z kamienia stojący na  działce o powierzchni czterech hektarów został przystosowany do celów agroturystycznych przez wolontariuszy z Pio La Torre, antymafijnej organizacji z siedzibą w Palermo, nazwanej tak na cześć pierwszego włoskiego parlamentarzysty zabitego po wojnie przez mafię. Hotelik oferuje pokoje w cenie 60-70 euro za dobę oraz posiłki w restauracji na  88 miejsc" – donosi „The Independent”. Kilkadziesiąt innych nieruchomości skonfiskowanych mafii przekształcono w obiekty użyteczności publicznej: place zabaw, centra edukacyjne, ośrodki dla  trudnej młodzieży, a jeden nawet w siedzibę... lokalnej policji. Działania włoskiego rządu wspiera finansowo Unia Europejska. Z  Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego przeznaczono na ten cel 64  mln euro (na lata 2007-2013).

W Polsce większość nieruchomości z  mafijnym rodowodem oficjalnie należy do rodziców, dalszych krewnych lub  konkubin przestępców. W praktyce trudno wykazać, kto jest ich rzeczywistym właścicielem. Dlatego domy mafiosów nie podlegają konfiskacie. – Przepisy o przepadku korzyści majątkowych pochodzących z  przestępstwa są skuteczne wobec „białych kołnierzyków", ale nie członków groźnych gangów – komentuje Marek Biernacki, były szef MSWiA, obecnie poseł PO. Włosi poradzili sobie z tym problemem, wprowadzając tzw. konfiskatę rozszerzoną. Jeśli przestępca nie udowodni, że dorobił się legalnie, państwo konfiskuje cały jego majątek w myśl zasady domniemania, że pochodzi z nielegalnych źródeł.

Chociaż polskiej mafii daleko do sycylijskiej, to rezydencje szefów „Pruszkowa", grupy ożarowskiej czy mokotowskiej nie ustępują domom członków cosa nostry. Niektóre przypominają warowne twierdze. Posiadłość słynącego z  okrucieństwa Jana R., ps. Kulawy, w Kisielicach na Mazurach otacza wysoki na ponad dwa metry szczelny mur. Policja i prokuratura nie  wykluczają, że w ukrytej za nim masarni zmielono ciała dwóch ofiar gangu. Willa Andrzeja G., ps. Nerwowy, z grupy wołomińskiej, oficjalnie należąca do jego matki, została naszpikowana kamerami. Przezorny gospodarz umieścił je nawet w ptasich domkach na drzewach. Prawdziwą legendą otoczone są jednak domy dwóch mafijnych szefów: Nikosia i Pershinga, oraz świadka koronnego Masy. Sława byłych gospodarzy ciąży na nich niczym klątwa.

Jarosław S., ps. Masa, w połowie lat 90. kupił tysiąc metrów działki w  Komorowie pod Warszawą. Postawił na niej dom swoich marzeń: na 440  metrach kwadratowych znalazły się m.in. cztery sypialnie, spory salon, basen i pokój kąpielowy wielkości średniego mieszkania. – W tamtych czasach nasze zarobki przeliczaliśmy na reklamówki wypchane banknotami o  grubych nominałach – wspomina gangsterskie czasy dzisiejszy świadek koronny. – Koledzy wszystko przepijali, a ja budowałem. Miałem wizję i  rozmach. „Dynastii" się naoglądałem – mówi. Atrakcją domu było gigantyczne akwarium o pojemności 1700 litrów. Pływały w nim piranie i  pielęgnice pawiookie z dorzecza Amazonii. Jarosław S. karmił je  polędwicą.

Jego dom wyróżniał się zielono-pomarańczową elewacją. We  wnętrzach królowały pastele, na podłogach – marmury i granity. W holu stała siedmiometrowa fontanna. Można ją było podziwiać z każdej z trzech kondygnacji. Podczas jednej z rozpraw przeciwko szefom gangu pruszkowskiego to właśnie ona zrujnowała wiarygodność pewnego świadka. Mężczyzna opowiadał o spotkaniu w domu Masy, w którym rzekomo uczestniczył. Opisywał rozkład mieszkania, ale twierdził, że żadnej fontanny nie widział.

Dumą gospodarza był barek. – Trunki z mojej kolekcji warte były jakieś 200 tys. Senator Aleksander Gawronik, częsty gość w moich progach, zawsze prosił o koniaczek. Sam chętnie nalewałem sobie niebieskiego johnnie walkera – opowiada Masa.

Mieszkańcy Komorowa domyślali się, że mają sąsiada gangstera. Przed jego domem pojawiały się najdroższe w okolicy auta. Zatrzymywały się na wyłączonej z ruchu ulicy, z której Jarosław S. zrobił sobie prywatny parking. Z samochodów wysiadali rośli faceci z ogolonymi karkami. Elżbieta, żona Masy, nie  życzyła sobie ich wizyt, dlatego interesy załatwiano na parkingu. Jarosław S. mieszkał w Komorowie zaledwie trzy lata. W 2000 roku został świadkiem koronnym. Od tamtej pory willa przez długi czas stała pusta. Bezskutecznie próbowało ją sprzedać kilka biur nieruchomości. – Nad tym domem ciążyło jakieś fatum. Pomimo atrakcyjnej ceny przez siedem lat nie  można było znaleźć kupca. Nie wiem, czy to wina legendy Masy, czy jakieś zakulisowe działania – mówi warszawski prawnik, który usiłował pomóc koronnemu w sprzedaży domu.

W 2006 roku Masa miał poważne problemy finansowe. Fundusze od państwa starczały mu – jak twierdzi – wyłącznie na piętrzące się opłaty za dom, gdzie ukrywał się z rodziną, oraz  utrzymanie posiadłości w Komorowie. Aby ograniczyć koszty, postanowił wrócić na stare śmieci. – Wystawisz siebie i swoich bliskich na pewną śmierć – ostrzegali policjanci z ochrony. Kilka miesięcy później wyceniony na 2,6 mln zł dom sprzedano za 1,4 mln zł.

„Gdzie w Ożarowie jest były dom Pershinga? Pokazywali go w ostatnim odcinku ?Alfabetu mafii? jako zniszczoną rezydencję. Podpowiedzcie, jak go odnaleźć" – prosi internautów osoba podpisująca się nickiem ~sVZX. „Można go poznać po nieco widocznym basenie oraz korcie do tenisa” –  odpowiada ~RAFAU. „Jeśli się nie mylę, to jest do kupienia, na stronach z nieruchomościami jest parę zdjęć tej niegdyś pięknej willi” – dodaje ~koda285.

W latach 80. dom Andrzeja K. w Ożarowie Mazowieckim naprawdę robił wrażenie. Pershing wybudował go z rozmachem i przepychem. Fortuny dorobił się w pierwszym w Warszawie nielegalnym kasynie. Willę z basenem i kortami tenisowymi uważał za fundament luksusu. Lubił grube dywany, pozłacane klamki, mosiężne ozdoby i drogie meble. Mieszał style i epoki. Niektórzy twierdzą, że przesadzał z liczbą obrazów na ścianach – podobno zawieszał, co mu wpadło w ręce, a najchętniej w grubych ramach. Gości podejmował w przypominającym muzeum salonie. Był tam niegdyś Krzysztof Jackowski, jasnowidz z Człuchowa. Poznał Andrzeja K., gdy Pershingowi skradziono czarne bmw. Zrobił mu wizję: „Kradzież zorganizował człowiek, którego dobrze pan zna. Ma na dłoni tatuaż pająka" – powiedział. Pershing zaklął siarczyście, bo znał Rosjanina z takim rysunkiem na  ciele. Andrzej K. wielokrotnie prosił później o kolejne wizje, dotyczące także jego prywatnego życia, np. gdy pewna kobieta przekonywała, że jest z nim w ciąży. Ale zdaniem jasnowidza żadnej ciąży nie było, a kobiecie chodziło wyłącznie o pieniądze. Nie mylił się. Wdzięczny Pershing zaprosił Jackowskiego do domu. Uprzedził, że będzie też paru jego kumpli. Jasnowidz spodziewał się biznesmenów, bo za takiego uważał Pershinga, ale znajomi nie wyglądali na przedsiębiorców. Mieli blizny, mocne karki, prymitywnie się wysławiali. – Szybko zmęczyło mnie ich towarzystwo. Chciałem już wychodzić, gdy pojawił się niewysoki człowiek o pseudonimie Słowik. Bardzo elegancki, z manierami. Towarzyszyła mu atrakcyjna kobieta w czerwonej krótkiej sukience. „Witam towarzystwo” –  ukłonił się nisko. „Oj, smętnie tu u was. Moja koleżanka zrobi wam zaraz atrakcję!” – mrugnął do kobiety. – Wtedy po raz pierwszy w życiu widziałem striptiz” – opowiadał mi Krzysztof Jackowski podczas jednego z  wywiadów.

Strefą prywatną, niedostępną dla gości, był gabinet usytuowany na parterze, obok kuchni. Pershing wprowadzał tam tylko nielicznych, rozmowy odbywały się przy zamkniętych drzwiach. Podobno najczęściej bywał tam przyjaciel gospodarza domu, młodszy od Pershinga o ponad 20  lat Robert B., ps. Bedzio. To on w grudniu 1999 roku odbierał z kostnicy podziurawione kulami zwłoki pruszkowskiego bossa. Towarzyszył wówczas córce Pershinga. Skromna, wykształcona dziewczyna nigdy nie należała do  świata, w którym królował jej ojciec, nie mieszkała też w jego słynnej willi. Bedzio obiecał jej wówczas, że żaden fotograf nie zrobi zdjęcia nieżyjącemu, żaden dziennikarz nie dowie się o pogrzebie. Słowa dotrzymał. Dziś przyjaciel Pershinga siedzi w areszcie. W procesie tzw. młodego Pruszkowa odpowiada za kierowanie gangiem. Dom w Ożarowie razem z  długami odziedziczyła córka Andrzeja K. Zdewastowana przez nieuczciwego najemcę willa od lat świeci pustkami.

Nikodem S., ps. Nikoś, z trójmiejskiej mafii miał trzy żony (pierwsza umarła) i dwa domy. Oba przy tej samej ulicy w Gdańsku- -Jelitkowie, niedaleko hotelu Marina, jakieś kilkaset metrów od morza. Do pierwszego domu wprowadził się po ślubie z Haliną – energiczną bizneswoman. Willa należała do niej, więc po rozwodzie Nikoś spakował walizki. Przeniósł je parę metrów dalej do domu odkupionego od wspólnika w interesach i przyjaciela Wojciecha K., jednego z założycieli znanego towarzystwa ubezpieczeniowego. Nikoś w ogóle nie chciał słyszeć o  przeprowadzce do innej dzielnicy. Miał wyraźną słabość do tego miejsca. Znajomi namawiali go na zakup rezydencji w Kamiennej Górze, ekskluzywnej dzielnicy Gdyni, ale on był sentymentalny. Mówił: „Wolę sąsiedztwo rybaków niż nuworyszy". Jakiś czas później do Nikosia wprowadziła się Edyta, jego trzecia żona. – Wiedziałam, że obok mieszka była żona Nikodema, i nie widziałam w tym problemu. Od ich rozwodu minęło kilka lat, a ja nie byłam powodem rozstania – mówi „Wprost” wdowa po Nikosiu.

Jednak to pierwsza willa, w której mieszkał z Haliną i córką Natalią, kojarzy się z nim do dziś. Dom wygląda jak każdy inny „kwadraciak" wybudowany w czasach PRL-u, chociaż wyraźnie nad nimi góruje. Dawni bywalcy twierdzą, że wnętrza urządzono ze smakiem, bez nowobogackiego przepychu: włoskie meble, skórzany wypoczynek, ciepłe oświetlenie. Gospodyni dbała o porządek, często robiła remont. Dół willi zajmowała restauracja Caravelle, nazywana przez taksówkarzy „knajpą u Nikosia”. Przyszły boss trójmiejskiego półświatka osobiście pilnował, by żaden z  gości po opuszczeniu lokalu nie zakłócał ciszy nocnej. Zaparkowane pod  domem ciemnogranatowe porsche gospodarza (podobno pierwsze w Polsce) budziło większy respekt niż obecność radiowozów. Zresztą milicja rzadko tam zajeżdżała. – Nie jest tajemnicą, że już w latach 70. Nikoś był agentem, więc mundurowi dawali mu spokój. Czasami tylko wpadali, żeby z  nim pograć w ping-ponga – opowiada były policjant KWP w Gdańsku.

Drugi dom, ten odkupiony od przyjaciela, kojarzy się głównie ze stypą po  szefie trójmiejskiej mafii. W kwietniu 1998 roku, po uroczystościach pogrzebowych na jelitkowskim cmentarzu, zajechał tu sznur czarnych bmw. Kilkunastu żałobników w ciemnych okularach i garniturach od Armaniego przekroczyło próg domu. Był wśród nich Ryszard Bogucki, ten sam, który półtora roku później strzelał w Zakopanem do Pershinga. Pozostali to  elita półświatka z Trójmiasta i Wrocławia. Nikt nie płakał po Nikosiu. –  Już tam nie mieszkam – mówi Edyta. – Tamte czasy to dla mnie rozdział zamknięty. Od jego śmierci trzymam się z dala od wszystkiego, co miało związek z tą historyczną znajomością.

Domy wielu polskich gangsterów popadają w ruinę, jak choćby podwarszawska rezydencja Marka K., ps. Oczko, czy posiadłość Kulawego na Mazurach. Inne, jak dawne królestwo Pershinga, długo czekają na nowych właścicieli. W pustych basenachodpada farba, w ogrodach zalega gruz, sypie się tynk z elewacji. Jedynie w  willi poprzedniej żony Nikosia wciąż jest jasno i gwarno. Są tu pokoje do wynajęcia, letnicy chwalą sobie miłą atmosferę i porządek. Kilka lat temu mieli się tam wprowadzić oficerowie łącznikowi z Niemiec. Przyjechali do Polski służbowo, ale pod przykryciem, nie afiszując się legitymacjami. Właśnie finalizowali formalności, gdy ktoś im doniósł, że  mieszkał tu Nikoś. Tamtejsza policja dobrze go znała: w Niemczech kradł na potęgę, a gdy wreszcie został schwytany – brawurowo uciekł z  więzienia. Tajniacy w popłochu przenieśli się ulicę dalej. Woleli wynająć dom od pasera, niż przespać się w pokoju Nikosia.
Okładka tygodnika WPROST: 20/2010
Więcej możesz przeczytać w 20/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 4
  • mickey IP
    Pani Ewo, zróbcie z p.Piotrem nowy Alfabet Mafii!!!!!!Please!!!!
    • kornel IP
      fajne historie, napiszcie więcej
      • jedrek IP
        a co sie dzieje z tymi domami szychuw partijnych jak gomulka mial przeciesz ogromna wille w warszawie a z cyrankiewicza domami i palacami

        Czytaj także