Figury i pionki

Figury i pionki

Dodano: 
Co wolno politykowi w czasie kampanii wyborczej?
W Stanach Zjednoczonych ubiegający się o reelekcję prezydent zawsze korzysta z przywilejów władzy. Czasami zwraca koszty podróży, kiedy wybiera się na spotkanie wyborcze, ale zbyt często trudno określić, czy jest ono oficjalne, czy ma charakter "spotkania z obywatelami". Bardziej restrykcyjnie rozliczani są wiceprezydent i pierwsza dama. W Polsce wciąż nie wiadomo, co wolno politykom - zwłaszcza zajmującym najważniejsze stanowiska - w trakcie kampanii wyborczej. - Nie ma jasnych reguł, raz na zawsze ustalonych zasad, dlatego przeciwnicy wykorzystują tę sytuację, by się krytykować - zauważa prof. Edmund Wnuk-Lipiński, socjolog.
Prezydent Aleksander Kwaśniewski zarzucił swemu rywalowi w wyborach, Marianowi Krzaklewskiemu, przewodniczącemu Akcji Wyborczej Solidarność, że zaprosił premiera Jerzego Buzka do swojego komitetu wyborczego. Zdaniem Kwaśniewskiego, tworzy to "niedobrą tradycję". Czy jednak gdyby premier nie został powołany, miałby mniejsze możliwości wspierania szefa akcji? Czy premier może przestać być politykiem? Powołanie go do komitetu wyborczego wydaje się naturalne, rzeczywistym problemem może być natomiast podatność szefa rządu na realizację postulatów kandydata Mariana Krzaklewskiego, dotyczących choćby skrócenia tygodniowego wymiaru pracy. Natomiast tradycja, o której wspomina prezydent, została zainicjowana przez sojusz. W kampanii parlamentarnej w 1997 r. na przewodniczącego swego komitetu wyborczego wyznaczył on Włodzimierza Cimoszewicza, ówczesnego premiera.
Z kolei Krzaklewski zarzucił prezydentowi wykorzystywanie środków publicznych do prowadzenia kampanii wyborczej. W podróżach na wyborcze wiece korzysta on bowiem z prezydenckich środków transportu i ochrony. Kwaśniewski zwrócił się więc z prośbą do Państwowej Komisji Wyborczej, by określiła, za co powinien płacić sztab wyborczy, a za co Kancelaria Prezydenta RP. - To jak w szachach, gdzie figury mają inne prawa niż pionki. I obecnemu, i byłemu prezydentowi przysługuje samochód i ochrona. Równocześnie szef rządzącego ugrupowania może sobie do komitetu wyborczego powołać premiera - uważa prof. Lech Falandysz. Zdaniem prof. Andrzeja Rycharda, socjologa, to dobrze, że prezydent zwrócił się do PKW, choć zapewne otrzyma jedynie ogólną odpowiedź.
Prezydentowi przysługuje ochrona, nawet gdy wyjeżdża na spotkanie rodzinne. To prawo jest więc bezsporne. Reszta zależy od przestrzegania przez kandydata i jego sztab zasad kultury politycznej. PKW może wyrazić pogląd w tej sprawie, ale nie będzie on wiążący, ponieważ nie przewiduje tego ustawa. Bo kto potrafi jednoznacznie stwierdzić, czy prezydent spotkał się z powodzianami jako głowa państwa czy jako kandydat zabiegający o reelekcję? Byłoby trudno naśladować premiera Tadeusza Mazowieckiego, który ubiegając się o urząd prezydencki, według relacji współpracowników, starał się w ogóle nie korzystać z przysługujących mu uprawnień. - Na wiece premier nie jeździł służbowym samochodem, korzystał z transportu sztabu wyborczego albo jechał pociągiem. Pamiętam także, że jeśli jechałem z nim, brałem urlop - wspomina Ryszard Wojtkowski, wówczas szef gabinetu Mazowieckiego.
We Francji ubiegający się o reelekcję prezydent korzysta z przysługujących mu przywilejów i - tak jak inni kandydaci - z budżetowej dotacji. CSA, odpowiednik polskiej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, może jednak skrócić prezydentowi czas antenowy przyznany na programy wyborcze, jeśli wykorzystuje on stanowisko do zbyt częstej prezentacji własnej osoby. W Polsce KRRiTV nie jest tak skrupulatna. W konsekwencji we wszystkich programach informacyjnych zdominowanej przez sympatyków SLD telewizji publicznej oglądamy, jak prezydent wręcza świadectwa uczniom, a statuetki przedsiębiorcom, składa wizyty powodzianom, rozmawia ze strażakami i jak jego żona odwiedza niepełnosprawne dzieci. Rzadko natomiast w telewizji pojawiają się przy takich okazjach jego konkurenci. I to jest rzeczywisty problem. Podobnie bulwersujące może być nie to, że prezydent korzysta ze służbowych limuzyn, ale że prezydencka kawalkada, zgodnie z bizantyjską tradycją, zwykła się poruszać całą szerokością jezdni z prędkością "jednego Siwca", spychając wszystkie pojazdy na pobocze.
Prezydent rozpoczyna kolejną kampanię wyborczą tak naprawdę już dzień po zaprzysiężeniu. Dlatego w USA coraz częściej postuluje się, by wybierać go na sześcioletnią kadencję, ale tylko jedną.


Współpraca:

Okładka tygodnika WPROST: 27/2000
Więcej możesz przeczytać w 27/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0