Bomba wirusowa

Bomba wirusowa

Maciej Kozłowski przez ponad pięć lat walczył z wyjątkowo podstępną chorobą, jaką jest wirusowe zapalenie wątroby typu C. Być może, żyłby nadal, gdyby infekcję udało się wykryć wcześniej. Nie jest jeszcze za późno dla setek tysięcy osób przewlekle zakażonych tą chorobą nazywaną cichym zabójcą albo wirusową bombą z opóźnionym zapłonem. „Wprost” rozpoczyna akcję pod hasłem „Żółtaczka – Zbadaj się”.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała wirusowe zapalenie wątroby typu C za jedno najgroźniejszych światowych zagrożeń epidemiologicznych oprócz malarii, gruźlicy i AIDS. To dlatego brytyjski muzyk Bob Geldof przed kilku laty zainicjował na świecie kampanię pod hasłem „Get Tested" (Zbadaj się). Niestety, w Polsce przeszła ona niemal bez echa. W ramach tej akcji na obecność wirusa wywołującego zapalenie wątroby typu C (WZW C) w wielu krajach przebadały się setki tysięcy osób. U wielu wykryto wirusa, dzięki czemu mogli wcześnie rozpocząć skuteczne leczenie.

W Szkocji w 2004 r. wdrożono rządowy program zwalczania zakażenia, dzięki któremu znacznie wzrosła wykrywalność nosicieli wirusa. Podobny program jak najszybciej powinien być wprowadzony również w Polsce, gdzie wirusem HCV wywołującym WZW C przewlekle zakażonych jest co najmniej 700 tys. osób. Prof. Waldemar Halota, szef Polskiej Grupy Ekspertów HCV, podejrzewa nawet, że jest ich jeszcze więcej. Przyjęto bowiem najostrożniejsze założenie, że zainfekowanych jest 1,9 proc. społeczeństwa. Najczęściej to ludzie w wieku 30-44 lata, najbardziej wydajni i aktywni ekonomicznie. Aż 95 proc. z nich nie wie, że jest zakażonych, bo wirus HCV rzadko wywołuje jakiekolwiek objawy. Tylko u nielicznych zakażonych stwierdza się żółtaczkę. Symptomy takie jak żółtawe zabarwienie skóry i  białek oczu to rzadkość. Najczęściej pojawiają się jedynie tzw. nieswoiste objawy, zupełnie niekojarzone z WZW C: osłabienie, zmęczenie, senność czy depresja. Czasami pojawiają się bóle stawów, mięśni oraz  zmiany skórne. I nic więcej, co mogłoby wzbudzić podejrzenie.

Jedynym sposobem wykrycia zakażenia jest test na oznaczenie przeciwciał anty-HCV w surowicy krwi. Pozwala dość szybko wykryć wirusa: przeciwciała anty-HCV pojawiają się po 8-10 tygodniach od infekcji. Niestety, takie badania trudno wykonać bezpłatne (prywatnie kosztuje ono 30 zł). Według obecnie obowiązujących przepisów testu anty-HCV nie może zlecić lekarz podstawowej opieki zdrowotnej. Aby wykonać je bezpłatnie, w ramach świadczeń Narodowego Funduszu Zdrowia, konieczne jest uzyskanie skierowania od specjalisty. Tymczasem test anty- -HCV powinien być łatwo dostępny w ramach tzw. badań przesiewowych. Polska Grupa Ekspertów HCV domaga się tego od 2004 r., ale bez rezultatu. A należałoby takimi badaniami objąć co najmniej osoby najbardziej zagrożone: przede wszystkim te, które miały przetaczaną krew przed 1992 r., gdy nie było jeszcze dostępnych testów na obecność wirusa HCV. Wtedy z powodu konfliktu serologicznego przetaczano noworodkom zaraz po urodzeniu krew, czasami zakażoną. Po 1992 r. nie dochodziło już do zakażeń przez transfuzje, ale nadal zdarzały się w placówkach służby zdrowia. Aż 80 proc. nosicieli zastało zainfekowanych wirusem HCV w szpitalach i  przychodniach, najczęściej podczas drobnych zabiegów medycznych, takich jak zastrzyki, zabiegi stomatologiczne, usuwanie znamion czy pobieranie krwi. Wprowadzenie bezpłatnych badań przesiewowych powinno być zatem nie  tyle dobrą wolą, ile moralnym obowiązkiem Ministerstwa Zdrowia i  Narodowego Funduszu Zdrowia.

Tomasz Ignaczak, aktor i przedsiębiorca z Warszawy, o zakażeniu dowiedział się przypadkowo w październiku 2004 r. podczas pobytu w  szpitalu. Jedno z przeprowadzonych wtedy badań sugerowało, że w jego organizmie trwa silny stan zapalny. Wtedy dopiero ustalono, że został zainfekowany wirusem HCV. Podejrzewa, że do zakażenia doszło w 1976 r., gdy trafił do szpitala z mocno poranioną nogą. Przeszedł skomplikowaną operację. – Z powodu licznych krwotoków w ciągu 80 dni przetoczono mi ponad 11 litrów krwi – mówi Ignaczak w rozmowie z „Wprost". Wtedy nikt jeszcze nie wiedział o wirusowym zapaleniu wątroby typu C. Wirusolodzy podejrzewali jedynie, że krąży nowyzarazek, który wywołuje zapalenie wątroby typu nie-A i nie-B. Wirusa HCV zidentyfikowano dopiero w 1989 r., a dwa lata później pojawiły się pierwsze testy na jego obecność we  krwi. Tomasz Ignaczak miał więcej szczęścia niż Maciej Kozłowski. Choć wirus został u niego wykryty dopiero po 28 latach od zakażenia, zastosowane leczenie okazało się skuteczne.

Antoni Styrczula, były rzecznik prasowy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, dowiedział się, że jest zakażony wirusem HCV w 1997 r., gdy w stacji krwiodawstwa chciał oddać krew dla chorej żony. Rutynowe badanie krwi wykazało, że się nie  nadaje na krwiodawcę. Prawdopodobnie zaraził się kilka lat wcześniej, zanim jeszcze w 1992 r. wprowadzono testy na obecność HCV. Niestety, u  niego leczenie nie dało efektu, wirusa nie udało się całkowicie wyeliminować z organizmu. Zbigniew Romanik z Bielawy w pobliżu Wrocławia od trzech lat wie o zakażeniu, do którego doszło 20 lat temu. Walczy o  życie, bo choroba jest już tak zaawansowana, że zapalenie doprowadziło do marskości wątroby. – Jedyną nadzieją dla mnie jest przeszczep wątroby. Zostały mi jakieś dwa lata życia – mówi.

69-letni Tadeusz Gwiazda z Katowic w 1992 r. z powodu zaawansowanej choroby wieńcowej przeszedł operację bajpasów, czyli tzw. pomostowania aortalno-wieńcowego. O zakażeniu dowiedział się w 2006 r. – Od jakiegoś czasu byłem osłabiony i czułem się źle – mówi w rozmowie z „Wprost". –  Gdy zrobiłem badania, okazało się, że jestem nosicielem HCV. Ale  zaprzyjaźniłem się z wirusem. Nie miałem wyboru. Przeszedłem dwie kuracje lekami, ale żadna nie dała efektu – mówi.

Podobnych historii jest wiele, a we wszystkich powtarza się jedno: zakażenie wykryto przypadkowo i niemal zawsze zbyt późno. Tak było w wypadku zmarłego niedawno Macieja Kozłowskiego, znanego z ról w takich filmach, jak „Psy", „Kiler", „Lista Schindlera” czy „Ogniem i  mieczem”. Aktor dowiedział się, że jest zakażony wirusowym zapaleniem wątroby typu C w 2005 r., choć zarażony był od wielu lat. Przed pięciu laty jego kolega, aktor Radosław Pazura, zainicjował akcję promującą honorowe oddawanie krwi pod hasłem „Krewniacy”. Kozłowski chciał zostać dawcą, ale po oddaniu krwi dowiedział się, że jest zakażony wirusem WZW C. Przeżył szok, jednak najbardziej szokujące było to, że jego choroba była już mocno rozwinięta. Zbyt mocno: miał zaawansowaną marskość wątroby. Wkrótce powstał u niego wywołany infekcją rak pierwotny wątroby. Aktor walczył do końca. Mówił, że jest z chorobą na  „ty”, i wierzył, że uda mu się ją pokonać. Brał udział w marszach Narodowej Koalicji Walki z Rakiem i poddawał się uciążliwemu leczeniu. W  wywiadzie dla programu „Tomasz Lis na żywo” w listopadzie 2009 r. powiedział, że „wcześniej czy później tę wojnę wygra – to jest tylko kwestia czasu”. Ale też świadomy zagrożenia dodał, że w ostatecznym rachunku liczy się nie tylko zwycięstwo, bo na to czasami nie mamy wpływu. Liczy się też walka. Walka o jego życie mogła być skuteczniejsza, gdyby leczenie rozpoczęło się co najmniej kilka lat wcześniej. Zmarł przed dwoma tygodniami, mając zaledwie 52 lata.

Wirus HCV niszczy wątrobę stopniowo, już od chwili wniknięcia do jej komórek. Do pierwszego jej uszkodzenia dochodzi już po tzw. okresie wylęgania, który trwa od 15 do 150 dni. Świadczy o tym wzrost aminotransferaz w surowicy, enzymów wątrobowych (AlAT, AspAT). Wtedy chory nie odczuwa jeszcze żadnych poważnych dolegliwości. – Jedynie u  nielicznych osób stwierdza się osłabienie, złe samopoczucie, pogorszenie łaknienia, a także stany podgorączkowe, nudności i łagodne bóle brzucha – mówi prof. Robert Flisiak, szef Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Wykrycie wirusa w tym stadium daje niemal stuprocentową gwarancję, że leczenie będzie skuteczne. Do  samoistnego wyleczenia dochodzi rzadko. Organizm jedynie co piątej zakażonej osoby potrafi samoczynnie zwalczyć wirusa HCV. Zapalenie wątroby ma wtedy tzw. ostry przebieg i trwa zwykle nie dłużej niż pół roku. Choroba ustępuje, a pacjent nabywa naturalną odporność. U  pozostałych 80 proc. zainfekowanych osób dochodzi do przewlekłego i  bezobjawowego zakażenia. W tej fazie choroby może się pojawić zmęczenie, rzadziej pogorszenie łaknienia, dyskomfort odczuwany w jamie brzusznej, nudności, objawy grypopodobne i ogólne osłabienie. Tomasz Ignaczak przypomina sobie, że jakieś trzy lata po wielokrotnym przetaczaniu krwi czuł się zmęczony, apatyczny i ospały. Najgorsze samopoczucie miał jesienią i zimą, ale podobnie jak inne zakażone osoby sądził, że jest to  zmęczenie sezonowe. Podobnie czuła się Grażyna Sabik z Zabrza. – Miałam bóle mięśni i stawów, podwyższoną temperaturę, ciągle byłam senna i  zmęczona – mówi.

Tak można żyć nawet 20-30 lat. Stan zapalny na skutek ciągłej replikacji wirusa długi Kto powinien się badać w pierwszej kolejności? osoby, u których przetaczano krew bądź preparaty krwiopodobne przed rokiem 1992 pacjenci, u których wykonywane były zabiegi chirurgiczne, dializy, badania endoskopowe pracownicy służby zdrowia, straży pożarnej, policji, którzy zranili się i mogli mieć kontakt z krwią zakażoną HCV lub HBV osoby wielokrotnie hospitalizowane osoby przyjmujące narkotyki drogą dożylną osoby korzystające z usług salonów tatuażu, piercingu kobiety w ciąży czas powoduje niewielkie lub umiarkowane bliznowacenie wątroby. Dlatego chory nadal nie odczuwa poważnych dolegliwości. Z czasem tkanka bliznowata zaczyna się nawarstwiać i  zastępować zdrową tkankę wątroby, co wywołuje zaburzenia jej funkcjonowania. Ale nawet w tej fazie choroby jest szansa na  powstrzymanie całkowitej destrukcji organu.

W następnym etapie u 20-30 proc. chorych dochodzi do marskości wątroby. Te zmianysą już nieodwracalne. Rokowania zależą od tego, w jakim wieku doszło do  infekcji. Gdy zdarzy się ona przed 21. rokiem życia, marskość wątroby w  ciągu 40 lat rozwija się u co czwartej zakażonej osoby. Po 50. roku życia w ciągu zaledwie 15 lat włóknienie powstaje u wszystkich zakażonych. Jest to stan rozległego zbliznowacenia, w którym uszkodzenie komórek zachodzi szybciej niż procesy ich regeneracji. W tej fazie pojawiają się zagrażające życiu powikłania, takie jak nadciśnienie wrotne (zwiększenie ciśnienia w żyle wrotnej), powodujące zastój krwi w  jamie brzusznej, wodobrzusze i krwawienia z przewodu pokarmowego, zwłaszcza z żylaków przełyku. Dochodzi do encefalopatii wątrobowej, czyli uszkodzenia mózgu przez toksyczne substancje, których niewydolna wątroba nie jest w stanie usunąć z organizmu. Jedyną szansą jest przeszczep narządu.

U 5 proc. chorych na podłożu tkanki bliznowatej powstają guzy złośliwe. Tego rodzaju pierwotny rak wątrobowokomórkowy rozwinął się u Macieja Kozłowskiego. Do niedawna była to wyjątkowo rzadka choroba nowotworowa. Przed II wojną światową jednym z nielicznych w Polsce takich przypadków był rak, na jaki 12 maja 1935 r. zmarł Józef Piłsudski. Dziś na ten typ raka cierpi 5 tys. osób, wiele z nich na  skutek przewlekłego zakażenia wirusem HCV.

W Polsce fala zachorowań i zgonów z powodu zakażenia wirusem HCV jest dopiero przed nami. – W najbliższych 20 latach dojdzie do manifestacji późnych następstw WZW typu C, takich jak marskość wątroby i rak wątrobowokomórkowy – zapowiada prof. Waldemar Halota. Polska już teraz ma jeden z najwyższych wskaźników występowania tego zakażenia (wśród 17 badanych krajów wyprzedza nas tylko Rumunia i Kazachstan). W  najbliższych latach liczba zgonów zwiększy się kilkakrotnie. Jeśli w  diagnostyce nic się nie zmieni, najczęściej będą to trudne do leczenia zaawansowane fazy choroby. Skutkiem tego będą ogromne koszty terapii. Według tzw. białej księgi dotyczącej WZW C, wydatki rządu polskiego na  leczenie tej choroby w latach 2008-2015 r. mogą sięgnąć nawet 8,2 mld zł euro. Jest to czwarty najwyższy wskaźnik w Europie Środkowo-Wschodniej, łącznie z krajami WNP. Wdrożenie badań przesiewowych, mających na celu wczesne wykrywanie zakażeń i wprowadzenie kompleksowego leczenia może te  koszty zmniejszyć nawet o 7,7 mld zł. Trzeba tylko zacząć się badać.
Okładka tygodnika WPROST: 22/2010
Więcej możesz przeczytać w 22/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • ajerd@50gmail.com IP
    28 grudnia miałam wyk,sondowanie ślinianki przyusznej z powodu ostrego jej zapalenia.Juz 20 styczna zaczełam gorączkowac38-39,8 stopni.Nie udawało mi sie obnizyc temp.śr,p/goraczkowymi.po tygodniu poszłam do lekarza-diagnoza:zap.płuc.Otrzymałam antybityk.Nie kaszlałam,nie dusiłam sie.Bolał mnie zoładek i brzuch,byłam apatyczna,nie mogłam spac.7.02 nadal goraczkowałam i zżółkła mi skóra i oczy.Wyladowałam w szpitalu.ALAT miałam 1640,ALSPAT 1478!!!Stwierdzono wirusa typu ,,c\"Teraz jestem juz w domu.ALAT mam221,ASPAT98.Zalecenia:PROURSAN,CONTROLOC,HEPATIL.Pisze o tym gdyz obawiam sie ze zostałam zainfekowana zab.sondowaniem slinianki.Martwie sie (jesli tak było)ile ludzi jeszcze zostanie zainfekowanych??Jak moge to sprawdzic kiedy zostałam zarażona??Wczesniej nigdy nie miałam problemów z wątroba.Bardzo prosze o poradę
    Łącze pozdrowienia .