Smoleńskie wdowy

Smoleńskie wdowy

Smoleńskie wdowy Mają żal. Najbardziej do losu. Czują się opuszczone, choć nie zostały bez pomocy. Liczyły na więcej niż sprawnie przeprowadzone pogrzeby i zapomogi. Nie wykluczają pozwów o odszkodowanie, ale na razie nie chcą o tym rozmawiać. Jeszcze nie minął ból.
– Przez miesiąc nie włączałam telewizora – mówi Marta Potasińska, wdowa po generale dywizji Włodzimierzu Potasińskim, dowódcy wojsk specjalnych.

Ewa Kochanowska, wdowa po rzeczniku praw obywatelskich Januszu Kochanowskim, niczego nie zmieniła w gabinecie męża, nawet gazety leżą na biurku tak, jakby wyszedł przed chwilą. Małgorzata Szmajdzińska nie  może patrzeć na wspólne zdjęcia z mężem Jerzym Szmajdzińskim. Wciąż stoją odwrócone. Krystyna Kwiatkowska ciągle nie wierzy w to, co się stało. Czeka na powrót męża,generała Bronisława Kwiatkowskiego, który był dowódcą operacyjnym sił zbrojnych.

Alicja Zając chce zastąpić męża w  Senacie.

Katastrofa
Zuzanna Kurtyka 10 kwietnia rano jechała na konferencję naukową. Była w  drodze, gdy zadzwoniła jej matka.

– Wróciłam szybko do domu i włączyłam telewizor. Z pokoju wyszło moje młodsze dziecko, które w ten sposób dowiedziało się, że tata nie żyje. Nikt z rządu nigdy mnie o tym oficjalnie nie poinformował – opowiada wdowa po prezesie IPN Januszu Kurtyce.

Krystyna Kwiatkowska, żona dowódcy operacyjnego sił zbrojnych, w  sobotę rano wybierała się do Warszawy. Po powrocie męża z Katynia mieli wspólnie pojechać na pogrzeb znajomego do Hajnówki. Do pokoju weszła córka i zapytała: – Mamusiu, czy wiesz, co się stało z samolotem prezydenta? Dziecko, nic się nie stało. A co się mogło stać? Tata pięć tysięcy godzin spędził w samolotach, był w Iraku, Afganistanie. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz – przekonywała. Nawet gdy do domu zaczęli przychodzić wojskowi i składać kondolencje, myślała: czego oni ode mnie chcą? Do dziś nie może uwierzyć.

Alina Wojtas, żona posła PSL Edwarda Wojtasa, zobaczyła na pasku na  ekranie telewizora: „nikt nie przeżył katastrofy". To był szok. Przyjechali przedstawiciele władz, pani wojewoda, rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego; gdy składali kondolencje, nie bardzo wiedziała, co się dzieje.

– Przez kolejne dni, podczas uroczystości żałobnych czułam się, jakbym uczestniczyła w jakimś spektaklu, w którym gram główną rolę – opowiada pani Alina. Nawet po pogrzebie nie wierzyła, że straciła męża. – Nie widziałam go przecież w trumnie – mówi.

Pogrzeb
Wdowy podkreślają pomoc władz w przygotowaniu uroczystości pogrzebowych. Doceniają też wsparcie przyjaciół.

– Spotykam się z ogromną życzliwością i troską nawet ze strony obcych mi ludzi. Pomoc przy organizacji uroczystości pogrzebowych była tak duża, że wypada mi za nią serdecznie podziękować – mówi Barbara Dolniak, żona wiceprzewodniczącego klubu PO Grzegorza Dolniaka.

Ewa Kochanowska ma jednak żal, że podczas mszy żałobnej rodziny ofiar siedziały w kościele w dalszych rzędach, a  pierwsze krzesła zajmowali oficjele. – Nawet ci spóźnieni szli przed ołtarz, gdzie dostawiano im krzesła – opowiada żona rzecznika praw obywatelskich. Podobnie było na mszy na placu Piłsudskiego. Rodzinom kazano przyjść o ósmej rano. Cztery godziny siedzieli w chłodzie, nikt się nimi nie zajmował. Tymczasem oficjalne delegacje rządowymi samochodami podjeżdżały na miejsce za pięć dwunasta – wspomina.

Zuzannie Kurtyce trudno ukryć rozgoryczenie: – Psychologa dla młodszego syna musiałam znaleźć sama. Pani, która została polecona czy znaleziona przez rząd, nie miała czasu poza poniedziałkowymi wieczorami, a wtedy akurat ja też do późna pracuję – opowiada. Spotykamy się w Wieliczce, w  kawiarni niedaleko ich domu. – Ludzie mówili, że jesteśmy z mężem bardzo do siebie podobni, nic dziwnego, byliśmy z sobą 33 lata – mówi, widząc, że uważnie ją obserwuję. Sprawia wrażenie bardzo spokojnej, ale  momentami z trudem powstrzymuje łzy.

Od miesiąca nie może się doczekać odpowiedzi, czy do Smoleńska razem z archeologami może pojechać ich starszy syn, student archeologii.

Ale najbardziej bolesna była dla niej sprawa pogrzebu męża. Decyzję o pochowaniu Janusza Kurtyki w krypcie w  kościele Piotra i Pawła cofnął niespodziewanie kardynał Stanisław Dziwisz. Pani Zuzanna kilka razy pytała, dlaczego. Nie dostała odpowiedzi.

Ostatecznie msza miała się odbyć w kościele św. Piotra i  Pawła, natomiast pochówek na cmentarzu Rakowickim. Między jednym a  drugim miejscem jest spora odległość. Władze miasta nie zgodziły się zablokować ruchu na skrzyżowaniach z powodu konduktu.

– To było smutne, bo jakieś dwa, trzy tygodnie temu były zablokowane ulice z powodu parady równości. W paradzie uczestniczyło niewiele osób, a na pogrzeb mojego męża spontanicznie przyszły tłumy. Jeśli nie było złej woli ze strony władz miasta, to na pewno zabrakło dobrej – mówi Zuzanna Kurtyka. Pogrzebem prezesa zajmowali się głównie pracownicy IPN. Ma poczucie, że  zainteresowanie władz lokalnych i państwowych było prawie żadne. No, może poza obecnością ministra Bogdana Zdrojewskiego. – Nawet mój kolega ze studiów i z AZS Boguś Klich nie przyjechał, mimo że dobrze znał się z  moim mężem. Minął mnie jak powietrze, gdy do Warszawy przyleciały trumny z ofiarami katastrofy z Moskwy. Nie było to miłe – wspomina pani Zuzanna.

Pomoc władz Krakowa i wojewody małopolskiego przy organizacji pogrzebu bardzo docenia z kolei Halina Wassermann, żona posła PiS Zbigniewa Wassermanna. – Wojewoda znał i lubił mojego męża, czułam, że  traktuje tę sprawę jak przyjaciel – mówi pani Halina. – Po katastrofie władze państwowe bardzo starały się nam pomóc we wszystkim, w czym tylko mogły, pokryły wszystkie koszty. Były bardzo serdeczne.

Żałoba
Od katastrofy minęły dwa miesiące. Dla rodzin to jednak wciąż tak, jakby tragedia wydarzyła się wczoraj. Wdowy obawiają sięo swoje dzieci. Jak ten dramat odbije się na ich dorosłym życiu? Marta Kochanowska, córka rzecznika praw obywatelskich, nie może się zebrać, by wrócić do Londynu. Ostatni raz widziała ojca na płycie lotniska Okęcie, jak machał do niej ręką na pożegnanie. Ten obraz z nią zostanie. Nie może się przełamać, by  wsiąść do samolotu. Na ręku nosi złoty zegarek na czarnym pasku, który oczyściła ze smoleńskiego błota.

Ewa Kochanowska niczego nie zmieniła w  gabinecie męża, nawet gazety i notatki leżą na biurku tak, jakby Janusz Kochanowski wyszedł stąd przed chwilą.

Małgorzata Szmajdzińska odwróciła tyłem wszystkie zdjęcia męża. – Każde spojrzenie w ich stronę jest dla  mnie szalenie bolesne – mówi. – Opróżniliśmy z synem gabinet męża. Wszystkie jego rzeczy złożyliśmy w jednym miejscu, ale do dziś nie  jesteśmy w stanie ich przejrzeć – dodaje. Może liczyć na prawdziwych przyjaciół, codziennie dzwonią, starają się pomóc, jak tylko mogą, nawet gotują dla niej pierogi.

Zuzanna Kurtyka: – Nie sądziłam, że  kiedykolwiek w życiu będę żałować, że nie jestem historykiem. Teraz żałuję, bo Janusz zostawił po sobie ogromny dorobek, który trzeba uporządkować. To będzie wyzwanie dla naszego syna.

Krystyna Kwiatkowska, żona generała Bronisława Kwiatkowskiego, dowódcy operacyjnego sił zbrojnych, wiele lat czekała na jego emeryturę. Miał odejść z wojska 5  maja, był już na urlopie. Były już wydrukowane zaproszenia na  uroczystość pożegnania z mundurem. Lot do Smoleńska miał być jego ostatnią służbową podróżą i pierwszą w życiu do Rosji.

Edward Wojtas, poseł PSL, miał niebawem lecieć do Brukseli. Został 51. polskim europosłem. – Poleciał w odwrotnym kierunku, ostatni raz – mówi jego żona Alina.

Żona posła Wassermanna rzuciła się w wir pracy. – Tylko po  to, żeby jakoś zabić czas i odciągnąć swoje myśli od męża. Straszliwie tęsknię za nim i prawdę mówiąc, żyję dla dzieci – mówi.

Alicja Zając, wdowa po senatorze Stanisławie Zającu (PiS), postanowiła kontynuować działalność polityczną męża. Jest szefową rady powiatu w Jaśle, działa charytatywnie, jest prezesem podkarpackiego PCK. Kandyduje w wyborach uzupełniających do Senatu. Nie prowadzi kampanii wyborczej. – Mamy teraz w Jaśle powódź, ludzi trzeba ewakuować – mówi, spiesząc się na  posiedzenie sztabu kryzysowego.

– Staszek by poparł moją decyzję –  twierdzi z przekonaniem. – Wie pani, co zdecydowało o moim kandydowaniu? Kilka dni po katastrofie jechałam przez centrum Jasła, deszcz, zimno, a  tu przedszkolaki pod parasolkami składają kwiaty przed zdjęciem mojego męża. Pomyślałam, że to zobowiązanie i wobec niego, i tych dzieci. Dziewięć dni po jego śmierci urodziła się nam wnuczka Konstancja. Zdążył jeszcze zaakceptować dla niej imię – opowiada pani Alicja.

Wdowy powtarzają, że najbardziej brakuje im informacji na temat przyczyn katastrofy. Czytają stenogramy z czarnych skrzynek TU-154. W gazecie, oczywiście. – Bo w jaki inny sposób mogłybyśmy się o nich dowiedzieć? –  mówią z żalem. I ból powraca z nową siłą. Wczytują się we fragmenty zdań, by znaleźć w nich odpowiedź na najważniejsze dla nich pytanie: dlaczego?

– Najbardziej zależy mi na prawdzie. Nie wiem nic więcej ponad to, co słyszę w telewizji czy wyczytam w internecie – mówi wdowa po  Zbigniewie Wassermannie.

Pomoc
Część kobiet nie ukrywa, że spodziewały się czegoś więcej niż sprawnie przeprowadzonych państwowych pogrzebów i czterdziestotysięcznej zapomogi. A opieka państwa nad rodzinami? Odszkodowania zostały przyznane, tak jak deklarował rząd. Premier m.in. przyznał renty specjalne uczącym się dzieciom do 25. roku życia, 1600 zł netto miesięcznie. Dorosłe dzieci i pracujące żony nie mogą jednak liczyć na  szczególne wsparcie.

Małgorzata Sadurska, posłanka PiS, w imieniu swojego klubu złożyła interpelacjędo premiera w sprawie pomocy rządu dla  ofiar katastrofy. – Trzeba przyznać, że ZUS dość sprawnie przeprowadził wypłatę zasiłków i przyznał renty. Ale mamy pytania do rządu – mówi. Dokładnie 14 pytań, m.in. czy oprócz wypłaconego jednorazowego zasiłku w  wysokości 40 tys. zł przewiduje jeszcze możliwość wypłaty innych odszkodowań dla ofiar katastrofy? Jeżeli tak, to jakich?

Po zwolnieniu lekarskim i urlopie żona i córki Edwarda Wojtasa wróciły do pracy. To  najlepsza terapia – mówi Alina Wojtas. ZUS naliczył jej rentę, ale  została zawieszona ze względu na jej pracę zawodową. Córki niedawno skończyły studia, zarabiają niewiele. – Jakoś ciułamy grosz do grosza, ale brakuje tej drugiej pensji – przyznaje. Życie zaczęło się toczyć własnym rytmem. Poza 532-Wprost-210x125_2.indd 1 10-04-30  rodziną i przyjaciółmi coraz mniej instytucji interesuje się ich losem. Dlatego starają się trzymać razem. Być może niebawem powstanie Rodzina Smoleńska wzorowana na Rodzinach Katyńskich.

– Żona prezydenckiego lekarza, gen. Wojciecha Lubińskiego, wyszła z inicjatywą, żebyśmy trzymały się razem – opowiada wdowa po generale Potasińskim. – Z  inicjatywy pani Ewy Komorowskiej [wdowie po wiceministrze obrony narodowej – red.] podpisałyśmy list, apelując, aby nie wykorzystywano tej tragedii w kampanii politycznej. Dla nas to jest cierpienie. Mam wrażenie, że nasz apel odniósł skutek – dodaje.

Ewa Kochanowska utrzymuje kontakt z mniej więcej trzydziestoma osobami. – Bardzo nam zależy na żonach pilotów. Przeżywają ogromną traumę. Tym dziewczynom należy się pomoc i opieka – mówi.

Odszkodowania
Rządowy samolot, który rozbił się pod Smoleńskiem, nie był ubezpieczony. Rodziny ofiar nie wykluczają, że pozwą skarb państwa do sądu o  odszkodowania. Być może pozwy będą wspólne. – Nie zamierzam się procesować, natomiast jeżeli ktoś te pieniądze zdecyduje się nam wypłacić, to je przyjmę. Jeżeli będzie propozycja pozwu zbiorowego, to  się zgodzę. Ale sama tego nie zrobię – deklaruje wdowa po generale Potasińskim. – Teraz, w okresie powodzi,nawet nie śmiałabym zresztą prosić o państwowe pieniądze – dodaje.

Gdyby rodziny zdecydowały się na  wspólne wystąpienia o odszkodowanie, to czeka je wieloletni proces, którego finał może się rozegrać przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu.

– W Polsce nie ma odszkodowań za śmierć. To  raczej kwestia utraconych dochodów, pozbawienia rodziny źródła utrzymania, które gwarantowała ta osoba – tłumaczy mecenas Ryszard Kuciński. Sprawy odszkodowawcze, zwłaszcza te przeciwko skarbowi państwa, w opinii prawników są skomplikowane i niejednoznaczne. Dopiero w sierpniu 2008 r. wprowadzono do kodeksu cywilnego nowy przepis o tzw. zadośćuczynieniu za śmierć. – Ma ono wyrównać krzywdę po stracie najbliższej osoby i nie pozostaje w związku z sytuacją materialną rodziny. Sądy nie traktują jednak śmierci równą miarą dla wszystkich, stąd różnice w zasądzanych kwotach – mówi mecenas Józef Forystek.

Mecenas Rafał Rogalski, który reprezentuje kilka rodzin, w tym rodzinę pary prezydenckiej, podkreśla, że kwestia ewentualnych odszkodowań jest w tym momencie drugoplanowa – rodziny są pogrążone w głębokiej żałobie. Nie wyklucza, że z czasem będą rozważały złożenie pozwów. Mam nadzieję, że dojdzie do ugody.

Wdowy nie chcą dzisiaj rozmawiać o procesach. – Mój mąż 41 lat służył wiernie ojczyźnie. Przeszedł wszystkie szczeble wojskowej kariery. Pracował w NATO i ONZ. Jako jedyny polski generał trzy razy był na misji w Iraku. 14 razy odwiedzał tam swoich żołnierzy, 16 razy wizytował kontyngent w Afganistanie, cztery razy w Czadzie. A ja i dzieci czekaliśmy i baliśmy się o niego – mówi Krystyna Kwiatkowska, wdowa po generale Bronisławie Kwiatkowskim. – I teraz też czekam. Ciągle wydaje mi się, że wróci i stanie w drzwiach.



Fot. A .Jagielak (na zdjęciu Ewa Kochanowska)

Okładka tygodnika WPROST: 24/2010
Więcej możesz przeczytać w 24/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 27
  • rockmen IP
    bezczelnosc nie ma granic dostaliscie 70 miljonow zl po tylu latach 5 bredzicie o waszych mezach niejedna sobie wziela gacha ktory ma wielkiego naganiacza
    • Olimpu IP
      Dajcie już spokój z tym smolenskiem i wdowami
      • emeryt IP
        Ile jeszcze będziemy płacić!!!!!!A po jaką cholerę lecieli za nasze podatki.A co to  ,te krowy nie mogą iść do pracy!!! Co dlanich są inne przepisy i tak pogrzeb,zapomoga,renty specjalne na bachory i jeszcze im mało.To do pracy niech zap.....
        • Faja IP
          Jeśli się jedzie lub leci na wycieczkę to trzeba być przezornym i zabezpieczyć byt swojej rodziny i ubezpieczyć się indywidualnie na wypadek jakiegoś nieszczęścia.Wszyscy w tym kraju podlegają takim samym prawom.Nikt ich nie zmuszał do tej wycieczki lecieli z własnej woli. Więc dlaczego teraz ich rodziny żądają ekstra odszkodowań i to od skarbu państwa?? Jeszcze im mało? trzeba było wykupić ubezpieczenie tak jak to robią przezorni.
          • bez-nazwy IP
            co to znaczy WDOWY SMOLEŃSKIE????a wdowy młode ,stare,z miast i wsi,wykształcone lub nie....czy to jakiś podgatunek? WSZYSTKIE JESTEŚMY JEDNAKOWO DOŚWIADCZONE PRZEZ LOS-PAMIĘTAJMY O TYM...A TYM KTÓRZY ZGINĘLI TYLKO WSPÓŁCZUĆ BO ANI CHWILI NIE MOGĄ ZAZNAĆ WIECZNEGO SPOKOJU....wywlekanie,kłótnie...ŻENADA!!!!!!
            • MILAGROS IP
              Zgadzam się z Cegiełką....to smutne ale prawdziwe...a Ci co jechali na jabłka...czy dzisiaj ktoś pamięta ,o ich rodzinach,że nie mają na chleb...ZWYKŁY SZARAK MA POD GÓRKĘ ALE W OBLICZU ŚMIERCI WSZYSCY JESTEŚMY RÓWNI...U PANA BOGA KOŃCZĄ SIĘ ZNAJOMOŚCI-NA CAŁE SZCZĘSCIE...
              • bez-nazwy IP
                Cegielka,ty jestes paskudna prostaczka.
                • [email protected] IP
                  Ja też jestem wdową. Mój mąż zmarł 30 września 2010 r. Po 3 m-cach choroby.Rak.Wszędzie nas \"olewano\" w całej słuzbie zdrowia.Opisywałam każdy dzień choroby mojego męża i to jak nas traktowano. A nie chodziliśmy tam wybielć sobie zęby. Nawet w chwili śmierci męża, nikt nie chciał przyjechać- pogotowie, hospicjum, najbliższa przychodnia. Leżałm przy nim i krzyczałam-dlaczego nikt nam nie pomoże! Gdzie my żyjemy? Płaciliśmy prawie 80 lat na służbę zdrowia i nikt nam nie chce pomóc. Mąż /65/ na emeryturze od 5 lat i dalej dorabiał - ja na czarno/56/, bo kto mnie zatrudni?
                  Odkładaliśmy na małą działkę pod Warszawą i kupiłam działkę na Wólce Węglowej- koszt pogrzebu 17 tys. ZUS dał 6 tys. Przepracowałam ponad 30 lat i moje składki poszły na WDOWY SMOLEŃSKIE. Ja dostanę 85% męża emerytury, a gdzie te 15%. Po opłatach zostanie mi 600 zł na życie.Nawet nie mam zniżki na komunikację, aby pojechać na cmentarz- w chwili, kiedy czuję taką potrzebę.
                  A im mało i mało. Niech Pani Gosiewska, Kurtyka i inne PIS-owskie wdowy zamienią się ze mną. Są takie nieszczęśliwe, a czym ich strata męża różni się od mojej straty-ukochanego męża. Tylko tym,że One nie muszą martwić się o przyszłość, ja muszę dalej pracować po 10 godz. dziennie - za 1500 zł, aby \"zrobić\" grób i
                  jakoś przeżyć.A ile tych pomników ma powstać za nasze pieniądze? Może, któraś z TYCH Pań pojechała by choć raz w tygodniu na Wólkę Węglową i zobaczyły te wszystkie wdowy.Biedne, skromne,młode, stare-płaczące i modlące się nad grobami- z darni.Bo ich nie stać na nagrobki. Potem idziemy do baru na zupkę za 4 zł.
                  Ich pozwy przyjmą, a czy ktoś przyjmie mój pozew-gdzie są moje pieniądze, które ZUS zabierał przez ponad 30 lat + 15% mojego męża. Mam w d.... taką demokrację.
                  • waldek IP
                    Bardzo współczuję wszystkim, którzy utracili bliskich w tym wypadku ale czytając wypowiedzi p.Kurtyki szlag mnie trafia!!! Szanowna pani... Wielu z nas traci kogoś bliskiego w wypadkach i naszym dzieciom sami załatwiamy psychologów za ciężkie pieniądze i sami organizujemy pogrzeby za ciężkie również pieniądze i tłumy też przychodzą na pogrzeby i nikt też nie zatrzymuje ruchu drogowego itp!!! KIm był pani mąż? dla mnie napewno większą wartość stanowili moi śp. moi rodzice, którzy zmarli jak to się ładnie mówi \"od błędu w sztuce lekarskiej\". Pozdrawiam i życzę wytrwałości i SKROMNOŚCI w żałobie...
                    • Patriot IP
                      Czyim interesom sluzy ten artykul? Czy Rosji Putina, ktora powinna wyplacic odszkodowania, za brak zabezpieczenia samolotowi do ladowania na ich lotnisku? Czy \"WPROST\" otrzymalo odpowiednie finanse, aby takie artykuly publikowac? Jesli chodzilo o sklonienie rodzin do odstapienia od roszczen odszkodowawczych, to pewnie cos zostalo osiagniete. Srednio na rodzine wg. standardow swiatowych trzeba liczyc okolo 15 milionow $US na rodzine. Jest o co powalczyc. Dziwacznym jest tylko, ze napisano tu cos, co brzmi, jak manipulacja. Czy lot byl ubezpieczony, czy nie, dla ofiar nie ma to zadnego znaczenia. Ewentualne ubezpieczenie moze chronic odpowiedzialnych za katastrofe. Dla ofiar, nie ma to zadnego znaczenia, czy placi im towarzystwo ubezpieczeniowe, czy odpowiedzialne organy panstwa.
                      • magdalena IP
                        Bo 1600zł na każde uczące się dziecko miesięcznie to rzeczywiście mało....... połowa Polaków tyle nie zarabia w ciągu miesiąca. A dorosłe dzieci? Do pracy, a nie na łaskę ludzi czekac i z takiej tragedii tylko sciagac korzysci materialne! Śmierc śmiercią, ale trzeba się pozbierac i życ dalej, mimo wszystko.
                        • bez-nazwy IP
                          Ja nie wiem, skad bierze sie ten jad w tym naszym spoleczenstwie. Komentarze w wiekszosci sa po prostu nieprzyzwoite i swiadcza nie najlepiej o autorach. Anonimowosc internetu robi z was po prostu frajerow.
                          • mam IP
                            czy pomyśleliście co czują rodzice wszystkich młodych osób,które zginęły.Ten jad w komentarzach jest jak szpila wsadzana między oczy,wiem coś na ten temat,gdyż do tej pory po 5 latach od straty syna (21 lat)nie godzę się z tym.Nie dziwię się wszystkim bliski , gyż długo będą w żałbie
                            • nona IP
                              Bezczelność i pazerność tych bab przekracza wszelkie granice .
                              • lafin IP
                                Mają w d.... żałobę. Będą walczyć o odszkodowanie od nas , Polaków z budżetu za wycieczkę ich mężów. TFU!!!!!

                                Czytaj także