Homo wchodzi na salony

Homo wchodzi na salony

Obecny dyrektor Muzeum Narodowego ze świątyni sztuki chce uczynić wychodek. Dlaczego ogranicza się tylko do „dzieł” odnoszących się do homoseksualizmu, dlaczego chce dyskryminować twórczość nekrofilów, pedofilów i zoofilów? – pyta w interpelacji do ministra kultury poseł PiS Stanisław Pięta. To reakcja na rozpoczynającą się 11 czerwca w Muzeum Narodowym wystawę „Ars Homo Erotica”. Czy to będzie ostatni, w końcu zwycięski etap wchodzenia kultury homoseksualnej na rodzime salony? Czy po 20 latach od uzyskania niepodległości geje mimo protestów zdobędą prawo do pełnej obecności w przestrzeni publicznej?
Ekspozycja będąca największą dotychczas w Polsce wystawą twórczości homoerotycznej (obejmuje okres od antyku do współczesności) zaczęła wywoływać dyskusje, zanim jeszcze ktokolwiek ją obejrzał. Kontrowersje wzbudza nie tylko temat, ale też miejsce wystawy: nie awangardowe centrum sztuki, ale konserwatywna instytucja kultury, jaką z założenia jest narodowe muzeum sztuki. Twórcy ekspozycji nie tylko nie wypierają się polityczno-społecznego kontekstu przedsięwzięcia, ale wręcz go  akcentują. – Ludziom trzeba pokazywać sztukę w takich właśnie momentach. Na początku lipca do Warszawy przyjadą tysiące ludzi, by uczestniczyć w  EuroPride – paradzie, wielkim festiwalu, ale też akcie politycznym –  uważa kurator wystawy w Muzeum Narodowym Paweł Leszkowicz. – Mniejszość homoseksualna korzysta u nas tylko z części praw, muzeum może się włączyć w ich poszerzenie. Muzea mogą sprzyjać procesom demokratyzacji społeczeństwa. Nie ma bowiem wątpliwości, że dyskusja o prawach mniejszości homoseksualnych w Polsce trwa. My w tę dyskusję wchodzimy –  podkreśla w rozmowie z „Wprost" Piotr Piotrowski, dyrektor Muzeum Narodowego.

Takie stanowisko budzi sprzeciw nie tylko wśród polityków PiS. – Muzeum Narodowe nie powinno się angażować w takie inicjatywy –  ocenia Jarosław Gowin, poseł PO. – To promowanie wątków marginalnych i  kontrowersyjnych z punktu widzenia dominującej moralności w Polsce. Taka placówka powinna raczej pielęgnować kanon polskiej kultury – podkreśla. Politycznego kontekstu wystawy jak ognia unika minister kultury Bogdan Zdrojewski. – Ani nie popieram, ani nie neguję decyzji dyrektora Muzeum Narodowego o zorganizowaniu tej wystawy. To jego autonomiczna decyzja, którą szanuję – ucina.

Ale zdaniem przedstawicieli organizacji gejowskich wystawa i później największa w Europie manifestacja mniejszości seksualnych nadchodzą w idealnym momencie. – Wierzę, że rok 2010 zapisze się pozytywnie w historii emancypacji polskich gejów i lesbijek. Charakterystyczne, że ani wystawa, ani EuroPride nie wywołują zasadniczych protestów. Tymczasem jeszcze cztery lata temu mielibyśmy na  głowie narodowców – komentuje Tomasz Szypuła, wiceszef Kampanii przeciw Homofobii i członek zarządu ILGA-Europe, międzynarodowej organizacji broniącej praw mniejszości seksualnych.

– Pod względem szacunku dla  mniejszości seksualnych jesteśmy trzydzieści lat za Zachodem, ale  przynajmniej go gonimy. I to coraz szybciej: z truchtu przechodzimy do  sprintu – cieszy się Agata Engel-Bernatowicz, psychoterapeutka, współautorka książek „Coming out" o procesach ujawniania orientacji psychoseksualnej oraz „Kiedy kobieta kocha kobietę”

Według najnowszego raportu o sytuacji mniejszości seksualnych w Polsce pt. „Naznaczeni", przygotowanego w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego pod  kierunkiem prof. Ireneusza Krzemińskiego, jest co nadrabiać. Według badań aż 10 proc. polskich gejów i lesbijek doświadcza przemocy fizycznej, a 47 proc. – psychicznej ze względu na swą orientację. –  Wiele wskazuje na to, że w rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Udało nam się przecież dotrzeć tylko do części środowisk, na ogół do osób lepiej wykształconych, zajmujących wyższe pozycje społeczne, raczej z dużych miast – mówi prof. Krzemiński.

Zresztą jeśli dziś wygląda na to, że  ostatecznie zmienia się pozycja osoby homoseksualnej w polskim społeczeństwie, to trzeba przypomnieć, że ten sukces nie przyszedł bez kłopotów.

Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie zasadnicze znaczenie w zmienianiu negatywnych stereotypów dotyczących osób homoseksualnych miał proces ujawniania swojej orientacji przez osoby publiczne. Początki tego zjawiska wiązały się z rewolucją seksualną lat 60. W Polsce siłą rzeczy te procesy nie zachodziły: choć formalnie w PRL homoseksualizm nie był zakazany, przedstawiciele mniejszości seksualnych traktowani byli niemal jak przestępcy. Przeprowadzona w 1986 r. przez Służbę Bezpieczeństwa akcja „Hiacynt" miała na celu zewidencjonowanie i  zastraszenie gejów. Osoby podejrzane o homoseksualizm aresztowano, zmuszano do wypełnienia tzw. karty homoseksualisty (wzorowanej na karcie werbunkowej). Trzeba było też podpisać oświadczenie o braku zainteresowania osobami nieletnimi.

Pierwsze polskie coming outy (ujawnienie swojej orientacji przez gejów i lesbijki) nie należały do  zbyt szczęśliwych. Gdy w 1988 r. o swojej orientacji opowiedział publicznie aktor Jerzy Nasierowski, skazany za współudział w zabójstwie dokonanym przez swego partnera, w zasadzie pogłębiło to tylko PRL-owski stereotyp homoseksualisty – osoby z półświatka mającego kontakty z  szemranym światem przestępczym. Taki też był gej w pierwszej polskiej telenoweli „W labiryncie", która biła rekordy popularności na przełomie lat 80. i 90. Podejrzany o zabójstwo paser o pseudonimie Myszorek pojawia się niemal we wszystkich kryminalnych wątkach filmu, w końcu okazuje się, że ma skłonności do molestowania nieletnich.

Przedwczesne okazało się też ujawnienie orientacji seksualnej przez Sławomira Starostę, lidera popularnej na początku lat 90. grupy popowej Balkan Electrique. Choć w jego tekstach, a nawet teledyskach pojawiały się treści homoerotyczne, większość odbiorców nawet ich nie odczytywała. A  gdy Starosta wprost ujawnił swe preferencje, został wygwizdany przez publiczność w Jarocinie, a wkrótce potem zakończył karierę muzyczną.

Później przez długie lata żaden z celebrytów nie zdecydował się pójść w  jego ślady. Przełom nastąpił w 2006 r., kiedy o swym homoseksualizmie opowiedział w prasie popularny aktor Jacek Poniedziałek. W ciągu kilkunastu miesięcy na podobny gest zdecydowali się popularny tancerz i  choreograf Michał Piróg, reżyser Krystian Lupa oraz dziennikarz Tomasz Raczek. Temu ostatniemu ujawnienie preferencji seksualnych przyniosło sukces w postaci niespodziewanej fali popularności i powrotu do  showbiznesowego mainstreamu. Dziś wspomina, że w dniu, w którym o jego homoseksualizmie napisała prasa, w skrzynce pocztowej znalazł list w  kopercie bez znaczka. Spodziewał się, że to paszkwil. Ale autorką była nieznana mu wówczas sąsiadka, która chciała mu w ten sposób wyrazić wsparcie i szacunek. – Polacy są bardziej otwarci, niż nam się wydaje. Jesteśmy narodem, który lubi ludziodważnych – przekonuje Raczek. Podobnego efektu doświadczył pisarz Michał Witkowski, autor książki „Lubiewo". Opowiada ona o homoseksualnym półświatku w czasach PRL, bohaterów nazywa „pedałami”, „ciotami”, „pedrylami”. Wprawdzie wydawca nie zarobił na książce tyle, ile oczekiwał, ale Witkowski został zauważony. Dziś jest wziętym pisarzem i felietonistą. Sam przyznaje, że  gdyby napisał książkę o miłości kobiety do mężczyzny, nie byłby tak popularny.

Zdaniem specjalistów każde ujawnienie się znanej osoby homoseksualnej to młot na stereotypy. – Człowiek jest istotą społeczną i  potrzebuje wzorców. Tymczasem młody gej czy lesbijka znajdują się pod  tym względem w Polsce na pustyni. W rodzinie i otoczeniu nie znają zwykle żadnego otwartego homoseksualisty, nie zetknęli się z żadnym jawnym homoseksualnym związkiem. Osoby publiczne w jakimś sensie mogą zastępczo takich wzorów dostarczyć – przekonuje psychoterapeutka Agata Engel-Bernatowicz.

Ale skupianie się na coming outach w świecie show-biznesu buduje wtórny stereotyp geja – jako bogatego przedstawicielabranży artystycznej lub medialnej, dobrze ubranego, bogatego, spędzającego pół życia w modnych klubach. Dlatego tak wielkie znaczenie mają wzorce spoza tego świata, jak chociażby prof. Michał Głowiński, znany językoznawca, który w wydanej przed kilkoma tygodniami książce „Kręgi obcości" po raz pierwszy ujawnił swój homoseksualizm.

Dziennikarce Dominice Buczak, współautorce książki „Gejdar" będącej zbiorem anonimowych wywiadów z polskimi homoseksualistami, zależało, by  pokazać, że świat homo jest tak samo zróżnicowany jak hetero. Dlatego dała w książce głos osobom w różnym wieku i pochodzącym z różnych środowisk. Na rozmowę udało się jej namówić m.in. profesora medycyny, ucznia liceum, pracownika telefonu zaufania, byłego więźnia i  niedoszłego księdza. – Kiedy rozpuściliśmy wici, że szukamy bohaterów, zgłosiło się do nas tyle osób, że materiału starczyłoby na cztery książki. Niestety, prawie wszyscy okazywali się mieszkańcami wielkich miast, dobrze sytuowanymi bywalcami drogich klubów. Mieliśmy poważny problem ze znalezieniem ludzi starszych oraz tych z prowincji. Osoby z  małych miasteczek decydowały się opowiedzieć o sobie dopiero wtedy, gdy przeprowadzały się do dużych miast – opowiada Buczak. – Okazało się, że  z punktu widzenia gejów mamy dwa różne kraje: Polskę wielkich miast i  modnych klubów, w których znajomość z gejem może być nawet trendy, i  Polskę prowincjonalną, gdzie o przyznaniu się do swej orientacji nie ma  mowy, a jedyną receptą na walkę z całkowitym wyobcowaniem jest internet – dodaje.

Potwierdza to prof. Krzemiński. – Kontrast między Warszawą, Krakowem i  Wrocławiem a powiatową Polską małych miasteczek i wsi jest straszliwy. Na prowincji ciągle bardzo silny jest element hipokryzji i pruderii, który bardzo utrudnia jakąkolwiek emancypację – tłumaczy. Tomasz Szypuła z Kampanii przeciw Homofobii sprawdził to w praktyce. – Sam pochodzę z  niewielkiej miejscowości na Podkarpaciu i wiem, że życie geja nie jest tam łatwe. W dużych miastach pieniądze budują tolerancję. Kiedy wraz z  partnerem kupowałem mieszkanie, nikt nas o nic nie pytał. Nikt się nie  dziwił, że dwóch facetów przychodzi razem do notariusza. A jeśli nawet się dziwił, to tego nie ujawniał, bo klient to klient – dodaje.

Według autorów wspomnianego raportu o sytuacji mniejszości seksualnych w Polsce przygotowanego przez Instytut Socjologii UW, proces otwartego traktowania swej orientacji seksualnej przybiera w Polsce na sile także na prowincji, choć dzieje się to dosyć wolno. – Byłem szczerze zaskoczony, że nawet na prowincji młodzi geje i lesbijki znajdują bardzo silne wsparcie w rodzinach. Wprawdzie najczęściej nie decydują się na  ujawnienie swej orientacji poza domem, ale ze strony rodziców znacznie rzadziej niż jeszcze kilka lat temu spotyka ich już odrzucenie –  podkreśla prof. Krzemiński. – To chyba najbardziej optymistyczny wniosek z naszych badań, bo daje nadzieję na trwałą zmianę postaw społecznych w  przyszłości – dodaje.

Rzeczywiście, aż 53 proc. respondentów uznaje, że  rodzina „zdecydowanie" albo „raczej akceptuje” ich homoseksualizm. Z  całkowitym odrzuceniem wśród najbliższych spotkało się tylko 5 proc. ankietowanych. Tendencję potwierdza psychoterapeutka Agata Engel-Bernatowicz. – Kiedy dwanaście lat temu zaczynałam pracę z osobami homoseksualnymi, jakieś 60 proc. pacjentów postrzegało swoją orientację jako życiową tragedię. Popadali w rozpacz, nie widzieli perspektyw na  szczęśliwe życie. Teraztakich osób już właściwie nie spotykam, nikt nie  traktuje swojego homoseksualizmu jak choroby – mówi Engel-Bernatowicz. –  Oczywiście, w trakcie pracy terapeutycznej uwewnętrzniona homofobia daje o sobie znać, bo wdrukowywane przez lata stereotypy tkwią głęboko, także wśród samych gejów i lesbijek – dodaje. Wszyscy eksperci zgodnie też podkreślają, że zasadnicza rewolucja w podejściu do osób homoseksualnych zachodzi w pokoleniu dwudziestokilkulatków. – Ich już nawet nie śmieszą homofobiczne żarty – zauważa Engel-Bernatowicz.

Jedyną dziedziną życia, w której pod tym względem w ciągu ostatniego dwudziestolecia nie zaszły większe zmiany, jest polityka.Kiedy w 1991 r. wiceminister zdrowia Kazimierz Kapera w „Wiadomościach" TVP nazwał homoseksualistów „grupą, która w naszym pojęciu jest zboczona”, ówczesny premier Jan Krzysztof Bielecki natychmiast go zdymisjonował. Cztery lata temu politycy współrządzącej Ligi Polskich Rodzin najnormalniej w świecie zgłaszali postulaty zbadania przez prokuraturę powiązań organizacji gejowskich z  siatką pedofilów oraz agenturą obcych państw (poseł Wojciech Wierzejski), usuwania z zawodu nauczycieli, którzy przyznają się do  homoseksualnej orientacji (wiceszef MEN Mirosław Orzechowski), a nawet seksualnej lustracji autorów szkolnych lektur (wicepremier Roman Giertych). – Atmosfera powstała w okresie rządów PiS, LPR i Samoobrony przyczyniła się do wyraźnego nasilenia agresji wobec osób homoseksualnych, co  potwierdziły badania ankietowe – twierdzi prof. Krzemiński. – Wygrana Platformy Obywatelskiej poprawiła tę sytuację, ale niestety nie  wprowadziła na forum publiczne rzeczowej debaty na temat postulatów środowisk homoseksualnych. PO, choć uważana czasem za partię liberalną, nie zrobiła w tej dziedzinie nic pozytywnego poza usunięciem języka nienawiści – dodaje profesor.

Rzeczywiście, choć po LPR nie ma już w  polskim Sejmie śladu, w programach wyborczych najważniejszych partii politycznych oraz kandydatów na prezydenta próżno szukać jakichkolwiek elementów odnoszących się do praw mniejszości seksualnych.– Jeśli chodzi o Jarosława Kaczyńskiego, kieruje się on zasadą: „tolerancja tak, afirmacja nie" – tłumaczy Paweł Poncyljusz, rzecznik prasowy sztabu kandydata PiS. Dodając, że jego ugrupowanie nie widzi potrzeby zmian w  przepisach regulujących położenie gejów i lesbijek. Nieco bardziej otwartą postawę prezentuje kandydat PO Bronisław Komorowski.

– W Polsce nie ma społecznego przyzwolenia na adopcję dzieci przez pary homoseksualne, więc dyskusja na ten temat jest jałowa. Jeśli chodzi o  zabezpieczenie materialne osób żyjących w takich związkach, w moim przekonaniu istniejące przepisy dają taką możliwość. Natomiast kwestie takie jak prawo odwiedzin w szpitalu mogłyby się stać się przedmiotem wprowadzenia dodatkowych uregulowań – ocenia w rozmowie z „Wprost" Komorowski.Mniej dyplomatyczny jest jego partyjny kolega, Jarosław Gowin. – Jestem przeciwny przyznawaniu mniejszości homoseksualnej w  Polsce praw, które obowiązują w Europie Zachodniej. Należy utrzymać w  tej dziedzinie status quo – tłumaczy. W Polsce nie ma też ciągle żadnego polityka, który publicznie przyznałby się do orientacji homoseksualnej. Pod tym względem pozostajemy daleko w  tyle za innymi krajami. Niemcy, w których homoseksualizm był przestępstwem jeszcze w 1969 r. (Polska zniosła penalizację homoseksualizmu w 1932 r. jako jeden z pierwszych krajów w Europie!), mają dziś homoseksualnego wicekanclerza i szefa MSZ (Guido Westerwelle), burmistrza Berlina (Klaus Wowereit), chadeckiego burmistrza Hamburga (Ole von Beust). W ubiegłym roku fotel szefa islandzkiego rządu zajęła Jóhanna Sigurðardóttir, pierwsza otwarta lesbijka na tak wysokim stanowisku. A kilka tygodni temu w pierwszej zorganizowanej na Litwie paradzie gejów i lesbijek Baltic Pride wziął udział Rokas Žilinskas z  konserwatywnej Partii Wskrzeszenia Narodowego, który przy okazji ujawnił, że jest gejem. – Dziwne, że na Litwie jest to możliwe, a w  Polsce ciągle nie – mówi Tomasz Szypuła. Jego zdaniem to się jednak niedługo zmieni. – Przypuszczam, że pierwszy polityk, który otwarcie powie o sobie, że jest gejem, pojawi się w Polsce już w przyszłej kadencji Sejmu – mówi. Zgadza się z nim Robert Biedroń, działacz gejowski, który w 2005 r. bezskutecznie startował do Sejmu z list SLD. –  Z parlamentarzystów będących gejami i lesbijkami można by spokojnie stworzyć koło poselskie, a może nawet klub parlamentarny. Pierwszy coming out w świecie polityki to kwestia paru miesięcy, a najdalej kilku lat – ocenia.

Jacek Kurski (PiS) nie kryje, że wcale za taką sytuacją nie tęskni. – Z prawa wielkich liczb wynika, że w PiS muszą być geje, ale osobiście nie znam żadnego – mówi. Pytany, czy wyobraża sobie, by w  Polsce na wysokim stanowisku pojawił się gej, odpowiada krótko: – Na  szczęście u nas długo tak nie będzie. Współpraca: Iga Nyc
Okładka tygodnika WPROST: 24/2010
Więcej możesz przeczytać w 24/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 16
  • Ludgard IP
    Geje uprawiaja wsciekłą propagande aby zyskac przywileje kosztem reszty spoleczenstwa Wykorzystuja w tym celu wszelkie mozliwosci.Nas nic sie to nie zda bo nie zyskaja akceptacji w Polsce i bedzie tak jak bylo dotychczas przez 20 wiekow i nie ma potrzeby tego zmieniac
    • bez-nazwy IP
      homo woli się kulturalnie przedstawić i zapoznać w muzeum narodowym a nie w jakkimś klubie dla pedziów
      • bob IP
        Pedo inwazja trwa. Niedługo do obiadu będą obowiązkowe lukrowane wielokolorowe czekoladowe penisy - to w ramach uświadamiania głupiego społeczeństwa.
        • homofob IP
          \"normalny\" - normalny to ty nie jesteś. Jeśli nawet Ci \"oni\", \"obcy\", \"ohydni\" homoseksualiści mają uszkodzone geny i część mózgu, to jaka jest w tym ich wina?

          Ano taka, że posiadający mózg i uzywający go np: kleptoman, swiadom swojej inności, swojej wady, nie robi z tego zagadnienia na skalę kosmiczną, tylko siedzi cicho i po prostu jakoś żyje, nie roszcząc sobie żadnych praw do powszechnego uznania i podziwu dla jego przypadłości.
          • mariusz IP
            Świetny tekst. Gratuluję autorom i redakcji. Proszę nie zrażać się szczekaniem pogrobowców Janeckiego.
            • pajak99@interia.pl IP
              Panie Lis jak wielka praca przed Panem, skoro tacy imbecyle szczekaja na forum Wprost. Gdzie jest ta o
              świata społczna ?
              • pajak99@interia.pl IP
                Czy poniżsi komentatorzy to czytelnicy Wprost?
                Imponujacy debilizm. Nie spełniaja wymogów dla przedszkolaków.
                Wyraznie posiadaja uszkodzone geny a mózgu widoczny brak.
                • normalny IP
                  to zboczenie jest wbrew naturze.mają oni uszkodzone geny i część mózgu. OHYDAaaaaaa
                  • gdynianka IP
                    Wątek miłości homoseksualnej w sztuce obecny był zawsze i nikt specjalnie nie oburzał się na obrazy w tej tematyce, gdy były częścią ogólnej wystawy. Zebranie obrazów konkretnie na ten temat w jednym miejscu może być ciekawe i jak widać prowokujące. Równie prowokujące byłoby zebranie obrazów ogólnie o tematyce erotycznej. Wszelkie wulgarne komentarze na ten temat są przykre. Jak widać, tolerancja kwitnie..
                    • korek IP
                      jeśli usuniemy z naszej kultury /polskiej/ twórczość homoseksualistów , żydów , Niemców , Litwinów itd ,co nam pozostanie?
                      • septe@poczta.onet.pl IP
                        Interpelacja i komentarz ktosia na tym samym poziomie. nie ma się do czego odnieść. septe zastanawia się jedynie, jak to jest, że homofobom zawsze umyka fakt, że homoseksualizm NIE jest ani zboczeniem, ani chorobą?
                        • ktoś IP
                          Interpelacja jak najbardziej uzasadniona! Skoro promuje się jedno zboczenie, inni zboczeńcy mają prawo czuć się pokrzywdzonymi! Chyba pora na zorganizowanie marszu równości zoofili, pedofili, nekrofili i uroczych, wyjątkowo zgodnych par sado-maso!

                          Czytaj także