Jak ugryźć 10 miliardów

Jak ugryźć 10 miliardów

Jan Krzysztof Bielecki, ekonomiczny doradca premiera, działa tak, żeby mało możliwe stało się możliwe. Marian Nickel, właściciel przedsiębiorstwa budowlanego z Poznania, trzyma kciuki za projekt powrotu BZ WBK w polskie ręce.
Z bankiem jest związany od 20 lat, a firma PTB Nickel rosła razem z BZ WBK. Jego wierność została wystawiona na ciężką próbę ponad roktemu – wtedy po raz pierwszy odmówiono mu kredytu. – W szczycie kryzysu nikt nie chciał słyszeć o udzielaniu jakichkolwiek kredytów branży budowlanej. Nawet porządnym firmom wstrzymano finansowanie – opowiada Marian Nickel. Jego firma poradziła sobie dzięki kredytowi z PKO BP. Wielu przedsiębiorców twierdzi,że to właśnie banki kontrolowane przez zagraniczny kapitał były rozsadnikiem kryzysu w Polsce. Setkom tysięcy firm odcięto dostęp do  finansowania, gwarancji bankowych itd., a to zablokowało ich rozwój.

Kłopoty dużych europejskich instytucji finansowych dały jednak okazję do  odbicia działających w Polsce banków z rąk ich zagranicznych właścicieli. Sponiewierany kryzysem Allied Irish Bank, właściciel 70 proc. akcji Banku Zachodniego WBK, by zdobyć pieniądze na przetrwanie, musi sprzedać aktywa w Wielkiej Brytanii i Polsce. Misję specjalną zdobycia środków na wykupienie tego pakietu powierzono Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu, doradcy premiera, który zna świat banków jak mało kto. Zadanie należy do tych trudnych, prawie niewykonalnych, ale  nie niemożliwych. Jako szef Rady Gospodarczej przy premierze i były prezes Pekao Bielecki ma odpowiednie kontakty z biznesem. Musi jednak znaleźć pieniądze, jakich właściwie nie ma nikt w Polsce. Warto szukać? Na pewno, bo BZ WBK to kura znosząca złote jaja. W ostatnich latach bank przynosił 850- -950 mln zł zysku rocznie. Akcje banku na GPW są warte 15 mld zł. Za wystawiony na sprzedaż pakiet 70 proc. akcji AIB należałoby więc zapłacić 10,5 mld zł.

Ale Jan Krzysztof Bielecki, który już rozpoczął negocjacje z Irlandczykami, ma ważny argument. Zgodnie z  prawem transakcje sprzedaży banku będzie musiała zaakceptować Komisja Nadzoru Finansowego. Bez błogosławieństwa polskiego nadzoru finansowego Irlandczycy nieprędko zobaczą tak potrzebne im pieniądze. Szef KNF Stanisław Kluza już zapowiada, że ewentualnym kandydatom będzie się bardzo dokładnie przyglądał. A to dlatego że BZ WBK jest bankiem uniwersalnym, mocno włączonym w system finansowy, m.in. poprzez towarzystwo funduszy inwestycyjnych czy działalność maklerską. Jest też zaangażowany w system emerytalny (PTE Aviva BZ WBK). – Nowy właściciel powinien być instytucją stabilną, bezpieczną i wiarygodną – mówi w  rozmowie z „Wprost" Stanisław Kluza. Zapewnia, że nie ograniczy się tylko do analizy deklaracji potencjalnego właściciela co do przyszłości BZ WBK. Inwestor oceniany będzie pod kątem historii jego obecności na  rynkach finansowych, zwłaszcza w czasie kryzysu. – Nie chcielibyśmy dopuścić do sytuacji, w której jakaś grupa bankowa znajdująca się jeszcze kilka miesięcy temu na garnuszku podatników nabywa świetnie prosperujący bank – dodaje Kluza.

Do czego nam kolejny bank kontrolowany przez państwo? Złośliwi mówią, że Jan Krzysztof Bielecki szykuje sobie ciepłą posadę na czas, gdy już nie będzie doradzał premierowi. Ludzie z  otoczenia rządu zaprzeczają. Analitycy znajdują prostszą odpowiedź.

– Podczas kryzysu nawet dobrze działające firmy stanęły pod murem braku finansowania. Odcięcie środków na kredyty hipoteczne spowodowało zapaść nie tylko wśród deweloperów, ale także w branżach pokrewnych. Dlatego potrzebny jest co najmniej jeden duży bank z większościowym udziałem skarbu państwa, którego działania będzie można podporządkować interesom polskiej gospodarki. PKO BP jak na potrzeby 40-milionowego kraju to  zdecydowanie za mało – odpowiada Krzysztof Oppenheim, prezes firmy doradztwa finansowego Oppenheim Enterprise.

Kiedy na początku lat 90. prywatyzowano polskie banki, liczyły się napływający do polski kapitał i  związane z nim bankowe know-how. Dziś ten argument traci na znaczeniu. W  Polsce 70 proc. sektora bankowego należy do zagranicznych właścicieli (przy średniej dla UE 27 proc.). Odczuliśmy, co to oznacza, gdy zagraniczne firmy matki polskich banków wpadły w tarapaty związane z  krachem w USA i zaczęły gwałtownie ściągać pieniądze z rynku.

Możliwe więc, że transakcja z polskim oferentem zostanie dopięta, nawet jeśli oferta będzie finansowo trochę gorsza niż innych zainteresowanych –  HSBC, francuskiego Société Générale czy Hiszpanów z Santandera. Niektóre banki były bowiem zaangażowane w finansowanie greckiego długu publicznego.

Kto mógłby wyłożyć pieniądze na przejęcia BZ WBK? Główny kandydat to  bank PKO BP kierowany przez Zbigniewa Jagiełłę, dawnego współpracownika Bieleckiego. – Strategia przyspieszenia wzrostu organicznego nakazuje nam z uwagą śledzić procesy konsolidacyjne w polskim sektorze bankowym. Nie jest więc nam obojętne, co stanie się z BZ WBK – mówi Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP. Bank sam mógłby wyłożyć na tę transakcję najwyżej 6-6,5 mld zł. – Zmontowanie konsorcjum z kilkoma dodatkowymi inwestorami nie będzie łatwe – mówi Marcin Jabłczyński, dyrektor Deutsche Bank Securities w Warszawie.

Do zrzutki na BZ WBK nie przystąpi na pewno PZU. Podczas spotkań z  inwestorami zainteresowanymi oferowanymi na giełdzie akcjami PZU prezes Andrzej Klesyk dziesiątki razy mówił, że firma nie będzie zainteresowana kupnem jakiegokolwiek banku. – Wolne środki przeznaczę na rozbudowę głównego biznesu – sprzedaży ubezpieczeń – obiecywał prezes Klesyk. Gdyby teraz złamał słowo dane inwestorom, popełniłby wizerunkowe samobójstwo. Udało nam się też dowiedzieć, że nie są prowadzone rozmowy z innymi spółkami skarbu państwa. Największe spółki, które byłoby stać na taki wydatek, są już notowane na giełdzie i kierują się innymi zasadami niż „polecenie" ludzi z otoczenia rządu. Jako potencjalne źródło kapitału pojawiają się czasem w rozmowach kuluarowych pieniądze z  dywidendy od tych spółek. 7,8 mld zł jest jednak potrzebne – i  zaplanowane – na zupełnie inne cele budżetowe.

Poparcia projektu Jan Krzysztof Bielecki nie znajdzie też u związanych z sektorem finansowym najbogatszych Polaków – Jana Kulczyka czy Leszka Czarneckiego, typowanych przez media jako ewentualni możliwi udziałowcy. Wprawdzie Jan Kulczyk z pewnością doceniłby taką propozycję współpracy, ale obecnie zajmuje się budową prywatnej grupy energetycznej i jest bardziej zainteresowany kupnem Lotosu i Energi. Pytany w rozmowie z „Wprost" o  inwestycje w sektorze bankowym czy ubezpieczeniowym odpowiada krótko: –  Nie. Już byłem w tych branżach.

Według naszych informacji rząd nakłania do udziału w przedsięwzięciu fundusze emerytalne. OFE mogą inwestować w  akcje nawet 40 proc. środków. Większość z nich zadowala się jednak wygodnym i bezpiecznym inwestowaniem w papiery skarbu państwa. –  Otrzymaliśmy już sporo sygnałów z rządu, że albo zaczniemy być do czegoś przydatni, albo składka przekazywana do OFE przez Polaków zostanie zmniejszona o połowę – mówi menedżer jednego z funduszy.

Zainteresowanie OFE udziałem w przejęciu BZ WBK jest niemal zerowe. – Mamy już akcje BZ WBK w portfelu, i to w proporcji adekwatnej do rozmiarów tego banku i  jego wpływu na rynek finansowy. Nie ma rzeczowych argumentów za tym, by  zwiększać ten udział – mówi nasz rozmówca z OFE.

Zakładając jednak, że  transakcja dojdzie do skutku, właściwie nie wiadomo, co ma się dalej stać z przejętymi akcjami. Zdaniem większości ekspertów BZ WBK powinien pozostać odrębnym bankiem, bo jego włączenie w struktury PKO BP ograniczyłoby konkurencję na rynku. Na pewno wielkim problemem przy ewentualnej fuzji byłoby zachowanie klientów BZ WBK. Podczas połączenia PKO z internetowym bankiem Inteligo w 2002 r. część klientów obawiających się pogorszenia standardu obsługi nie zaakceptowała nowego właściciela i zamknęła swoje rachunki.

Może więc Jan Krzysztof Bielecki chodzi z głową w chmurach, a cały projekt to mrzonki? Niekoniecznie, ale  musi się spieszyć. Powody są dwa: pierwszy to taki, że Irlandczycy chcą szybko sprzedać swoje akcje BZ WBK, drugi wymyślił sam Bielecki. Opracował program uzdrowienia systemu zarządzania spółkami skarbu państwa. Podstawowa jego zasada mówi o całkowitym odcięciu polityki od  nadzoru właścicielskiego. Bielecki sam sobie ograniczy możliwość wpływania na państwowe podmioty.

Okładka tygodnika WPROST: 24/2010
Więcej możesz przeczytać w 24/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0