Operacja Marta

Operacja Marta

Można by o niej powiedzieć: tajna broń, gdyby nie to, że jest wszędzie
Okładki kolorowych magazynów, pierwsze strony tabloidów, wszystko pod  kontrolą ludzi Jarosława Kaczyńskiego. Marta Kaczyńska ociepla wizerunek kandydata PiS, nie daje zapomnieć o smoleńskiej katastrofie, pełni rolę wirtualnej kandydatki na pierwszą damę. Sama jest pierwszą damą człowieka lewicy, który chce zrobić polityczną karierę, choćby pod  szyldem PiS. Oto prawdziwa historia Marty Kaczyńskiej.

Twarz kampanii stryja Po 10 kwietnia córka prezydenta była na pierwszych stronach „Faktu" i  „Super Expressu” dwanaście razy. W zeszłym tygodniu pojawiła się na  okładkach „Gali”, „Show” i „Vivy!”. Kolorowe magazyny oprócz wywiadów opublikowały zdjęcia z jej rodzinnego albumu i sesje zdjęciowe, na  których występuje z mężem i dziećmi. – Zdecydowałam się wyjść do mediów, bo chcę dać świadectwo. Robię to ze względu na pamięć o rodzicach. Nie  chcę milczeć – tłumaczy w jednym z wywiadów.

Ale w tych wywiadach równie istotna co opowieść o zmarłych rodzicach jest opowieść o stryju. W  sensie politycznym to właśnie ta historia jest najważniejsza. Ona bowiem uwiarygodnia wizerunkową przemianę Jarosława Kaczyńskiego. Nie jest on już w tej wersji oschłym samotnikiem, dla którego „stan kawalerski jest zacny i Bogu miły" (tak mówił w wywiadzie dla „Wprost” w 2007 r.). Teraz słyszymy o człowieku ciepłym i rodzinnym. Nie tylko o wspaniałym bracie, ale o czułym wujku i dziadku, a właściwie drugim tacie Marty i drugim dziadku jej córek. Na tym obrazie nie ma żadnych rys. – Stryj dla mnie jest takim autorytetem jak tata. Bardzo się kochamy. A teraz codziennie do siebie dzwonimy. Dużo rozmawia z moimi córkami. To go odpręża. Kiedy urodziła się Ewa, natychmiast przyjechał ją zobaczyć. Widziałam, że był wzruszony – opowiada w „Vivie!” Marta Kaczyńska. Mówi, że dziś to nie tylko Jarosław wciela się w ojca i dziadka, ale i ona zaczyna wchodzić w  nową rolę. – Na ile mogę, staram się nim po kobiecemu opiekować. Musi być ktoś, kto bez skrupułów dba o jego garderobę, powie mu, że rękawy od  garnituru są za długie albo strzepnie paproch z marynarki – opowiada. Identycznie zachowywała się jej mama, która nieustannie poprawiała strój prezydenta.

Czy medialna opowieść o relacjach Marty Kaczyńskiej i jej stryja jest prawdziwa? Dotarliśmy do ludzi, którzy przedstawiają bardziej złożony obraz stosunków w rodzinie Kaczyńskich. Nawet podczas żałoby doszło do poważnego zgrzytu. Chodziło o miejsce pochówku prezydenckiej pary. Na początku oboje, zarówno Jarosław Kaczyński, jak i  jego bratanica, chcieli pogrzebu na Powązkach. Szef PiS szybko jednak dał się przekonać swoim doradcom do Wawelu. Marta wątpliwości miała znacznie dłużej. Kiedy w poniedziałek, dwa dni po katastrofie, rząd już przygotowywał się do scenariusza krakowskiego, a spin doktorzy PiS obmyślali trasę przejazdu pociągu, który początkowo miał wieźć trumny z  Warszawy, córka Kaczyńskich wciąż żaliła się przyjaciołom: – Nie chcę Wawelu. Boję się, że będę musiała stać w kolejce po bilet, żeby odwiedzić grób rodziców.

O tym, jak ważną postacią w kampanii prezesa PiS jest Marta Kaczyńska, świadczy historia wywiadu, którego jej mąż Marcin Dubieniecki udzielił dziennikowi „Polska The Times". Zapowiedział w nim, że jeśli będzie taka potrzeba, jego żona wcieli się w rolę pierwszej damy. Z informacji „Wprost” wynika, że rozmowa była autoryzowana nie tylko przez Dubienieckiego, ale także przez spin doktorów Kaczyńskiego.

Sztabowcy mają też pełną kontrolę nad tabloidowymi fotoreportażami z udziałem córki prezydenta. To oni je  wymyślają i aranżują. Oni piszą scenariusz filmu, Marta Kaczyńska w nim występuje. Ten podział obowiązków dobrze ilustruje historia niedoszłej „ustawki", czyli udającej naturalną zdjęciowej sesji z urodzin Martyny, czteroletniej córki Marty Kaczyńskiej. Na imprezę, która odbyła się 6 czerwca w Gdyni, po raz pierwszy został zaproszony prezes PiS. Spin doktorzy wymyślili, że kandydat ma prezydenta przyleci na nią specjalnie wynajętym śmigłowcem, prosto z mszy beatyfikacyjnej ks. Jerzego Popiełuszki. Całą wyprawę mieli oczywiście relacjonować dziennikarze tabloidów.

Z fotoreportażu nic jednak nie wyszło, bo Kaczyński w  ostatniej chwili zdecydował się polecieć do powodzian z Jasła. Gdyby nie  ta zmiana planów, poniedziałkowy „Fakt" zapewne zaczynałby się od  nagłówka: „Jarosław Kaczyński wynajął helikopter, żeby zdążyć do  wnuczki”. To byłaby kontynuacja historii zapoczątkowanej miesiąc wcześniej. „Super Express” opublikował wtedy zdjęcia ze spaceru szefa PiS z bratanicą i jej córkami oraz zatytułował je „Kaczyński chce być dziadkiem”.

Podobnie jak w wypadku urodzin Martyny i ta „ustawka" była pomysłem sztabu. Tyle że nie całego. Z naszych informacji wynika, że  nominalna szefowa kampanii Joanna Kluzik-Rostkowska córkę prezydenta zna słabo, a za kontakty z Martą Kaczyńską i jej mężem Marcinem Dubienieckim odpowiada Adam Bielan. Reszta sztabu często nie jest nawet informowana o  kolejnych akcjach z ich udziałem. Stąd początkowe nieporozumienie, gdy Kluzik-Rostkowska zapowiedziała, że „pani Marta chce być zaangażowana w  tę kampanię”, co później prostował Bielan. – Córka tragicznie zmarłego prezydenta wesprze stryja prywatnie. Nie sądzę, aby pojawiła się w  spotach czy na wiecach – tłumaczył. Prawda była jeszcze inna. Marta Kaczyńska rzeczywiście zadeklarowała chęć pomocy w kampanii. W sztabie nikt jednak nie myślał o zaangażowaniu jej w spotach. Spin doktorzy od  razu wiedzieli, że lepiej pójść drogą okrężną, przez tabloidy i magazyny.

Bratanica Marta

Właśnie w tabloidach i magazynach przedstawiany jest dziś idylliczny obraz wzajemnych stosunków Jarosława i Marty. Kłopot w tym, że  niezupełnie zgodny z rzeczywistością.

Najstarsze wspomnienia Marty Kaczyńskiej dotyczące stryja to, jak czytamy w wywiadach z nią, strach przed opowiadanymi przez niego bajkami o wielkim kocurze mieszkającym w  piwnicy dziadków i o Babie Jadze. W jednym z wywiadów Marta opowiada też o wakacjach spędzanych ze stryjem w Borach Tucholskich. Zapewne ma na  myśli dom letniskowy przyjaciół rodziców: Inki i Zdzisława Foryckich, do  którego jeździła co lato. Siostra Inki, Hanna Foltyn-Kubicka, wspomina: – Spędzaliśmy tam od czterech do sześciu tygodni. Oprócz Marylki z Martą zabieraliśmy tam też i inne dzieci. Leszek dojeżdżał z doskoku ­– dodaje. W malowanym przez nią obrazku nie ma jednak słowa o Jarosławie Kaczyńskim.

Relacje Marty ze stryjem nigdy nie były bliskie. W jej czasach licealnych – praktycznie żadne. Właściwie było to naturalne: dla  Marty Kaczyńskiej był to okres buntu. – To był czas, kiedy się myśli, że  rodzice są starszakami i na niczym się nie znają – opowiada Foltyn- -Kubicka. – Zdarzały się też i wagary, ale nie bardziej niż innym. Jak większość osób w tym wieku Marta ulegała otoczeniu. Podobnie jak koleżanki nosiła glany, ubierała się na czarno. Na lekcjach często podkreślała własne zdanie, nawet wbrew reszcie klasy – dodaje w rozmowie z „Wprost" Joanna Rześniowiecka, wychowawczyni Marty Kaczyńskiej z V Liceum im. S. Żeromskiego w Gdańsku. Fakt, że jej ojciec był politykiem, na nikim nie robił wtedy wrażenia. Tę samą szkołę kilka lat wcześniej skończył syn prezydenta, Jarosław Wałęsa.

Bunt to nie tylko wagary, glany i agrafki w uszach. To także punkrockowa muzyka, która drażniła tatę. Marta chciała nawet jechać do Jarocina. – Rodzice jej jednak nie  puścili, a ona to uszanowała – opowiada Foltyn-Kubicka. Wyjazd na  festiwal zrekompensowała sobie udziałem w manifestacjach przeciwników noszenia futer i proteście przeciw tuczeniu gęsi.

Jak na córkę profesora prawa i dobrą uczennicę przystało, Marta bez problemów dostała się na  studia prawnicze na Uniwersytecie Gdańskim. Po nich rozpoczęła aplikację w znanej sopockiej kancelarii, w której partnerem przez długi czas był Adam Jedliński, jeden z najbliższych przyjaciół ojca. – Można się domyślać, że dostała się tam po znajomości, ale w prawniczym światku inaczej się nie da. Inna rzecz, że była naprawdę pilna. Czuć było profesorską rękę ojca. Egzamin zdała na czwórkę. Podejrzewam, że  gdyby nie nazwisko, postawiliby jej nawet i piątkę – opowiada nasz rozmówca z kancelarii.

Marta Kaczyńska wcześnie założyła rodzinę. Już na  drugim roku studiów wyszła za mąż za Piotra Smuniewskiego. Rok później urodziła pierwsze dziecko. O tamtym małżeństwie opowiada niechętnie. –  To nie był dobry okres. To było bardzo niedojrzałe. Nie byliśmy z sobą szczęśliwi – mówi dziś. O Smuniewskim wiadomo niewiele: prawnik, spokojne usposobienie, lubiany przez rodzinę i przyjaciół. Cała Polska dowiedziała się o nim podczas kampanii prezydenckiej w 2005 r., kiedy sztab Lecha Kaczyńskiego pokazał billboardy kandydata z żoną, córką, jej mężem i wnuczką.

Rok po wyborach Marta Kaczyńska rozwiodła się. – To był szok. Pamiętam, że byłem z Kaczyńskimi w Juracie. Razem z Leszkiem patrzyliśmy, jak młodzi chodzą objęci po plaży. Trzy tygodnie później dowiedziałem się, że to koniec. Nie mam pojęcia, co się stało – twierdzi znajomy rodziny. O tym, co naprawdę się wydarzyło, wie tylko kilka osób. Rozwód odbył się błyskawicznie, według naszych informacji Marta walczyła jednak ostro i skutecznie o wyłączne prawa do opieki nad dzieckiem. Ostatnie medialne informacje o Piotrze Smuniewskim pochodzą z jesieni 2006 r., kiedy media podały jego miejsce pracy: dział monitoringu i  kontroli zaprzyjaźnionych z PiS SKOK-ów.

Tu dochodzimy do sprawy, która na długi czas poróżniła Martę i Jarosława Kaczyńskich. Według naszych rozmówców Jarosław nie akceptował rozwodu bratanicy. Do otwartego sporu doszło w kwietniu 2007 r., gdy Marta będąca w zaawansowanej ciąży ponownie wyszła za mąż. Jej wybrankiem był Marcin Dubieniecki, działacz „Ordynackiej" i syn znanego na Pomorzu działacza SLD. Jarosław na ślubie się nie pojawił. Oficjalna wersja mówi, że nie mógł, bo opiekował się chorą mamą. Nieoficjalna, relacjonowana przez media – że nie chciał, bo  ojciec Marcina, adwokat Marek Dubieniecki, to postkomunista i były współpracownik organów bezpieczeństwa. Jego nazwisko w 1999 r. pojawiło się na liście publicznych funkcjonariuszy, którzy przyznali się do  współpracy.

Lody puściły ponoć dopiero po narodzinach drugiej córki Marty, Martyny. – Poznałem stryja, gdy był premierem. Przyjął nas na  kolacji z żoną i dziewczynkami. Była tam też babcia Jadwiga. Długo rozmawialiśmy o polityce. W większości kwestii mieliśmy różne spojrzenia, ale w jednym była zgoda. Mamy takie same poglądy w sprawach gospodarczych – mówi „Wprost" Marcin Dubieniecki.

Love & PiS

Rola Marcina Dubienieckiego w obecnej kampanii, a także w reżyserowaniu niedawnych medialnych wystąpień Marty wydaje się zresztą kluczowa. Wszyscy nasi rozmówcy zgodnie twierdzą, że to on jest dziś głównym łącznikiem między Martą Kaczyńską a sztabem PiS i mediami. Łącznikiem niepozbawionym własnych politycznych ambicji.

Dubieniecki robi dziś wszystko, by Jarosław Kaczyński zaakceptował jego rodzinę. W szukanie punktów stycznych z prezesem PiS zaangażował się nawet jego ojciec, który zapewnia, że ma wiele wspólnego z prawicą. – Pochodzę z rodziny o  poglądach prawicowych. Ojciec był lotnikiem RAF, mama – żołnierzem AK, powstańcem warszawskim – zaznacza w rozmowie z „Wprost".

Marcin Dubieniecki, który już przy pierwszym spotkaniu z Martą Kaczyńską powiedział jej, że chce być premierem, choć ma poglądy lewicowe i  deklaruje, że nie wierzy w Boga, w wyborach do Sejmu lub europarlamentu miałby wystartować z list PiS. – Koncentruję się na pracy zawodowej i w  najbliższym czasie nie mam w planach żadnych przedsięwzięć politycznych. Moja deklaracja byłą czystą hipotezą i nie była z nikim konsultowana. Nigdy nie rozmawiałem ze stryjem na temat żadnych planów politycznych –  mówi. Co innego można jednak wywnioskować z niedawnego wyjazdu do  Batumi, gdzie nadawano jednej z ulic imię Lecha i Marii Kaczyńskich. W  uroczystości uczestniczyli urzędnicy Kancelarii Prezydenta i  przedstawiciele rodziny z Dubienieckim na czele. – Pan Marcin wygłosił tam przemówienie. Jego część polityczna była zaskakująco trafna, odnosiła się do spraw gospodarczych i energetycznych. Był też fragment bardziej osobisty o tym, że Jarosław i Marta Kaczyńscy w tym czasie opiekują się chorą mamą – opowiada wiceszef Kancelarii Prezydenta Jacek Sasin.

Podczas całego wyjazdu Dubieniecki rezon stracił tylko na  kilka godzin, gdy zadzwonił do niego dziennikarz „Gazety Wyborczej". Według dziennika miał on namawiać komorników, by nie zwracali wyłudzonych pieniędzy prawowitym właścicielom (Dubieniecki w rozmowie z  „Wprost” zapowiada prywatny akt oskarżenia przeciw autorowi tekstu). –  Chodził wtedy jak struty, nie chciał nawet przyjść na obiad. Podczas samej uroczystości jednak brylował. W przemówieniu zaprezentował się jako główny dziedzic idei Lecha Kaczyńskiego, a potem przepychał się, by  w kadrze stać koło prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego. Zachowywał się, jakby już był politykiem – śmieje się jeden z członków delegacji. Tę ocenę potwierdzają nasi rozmówcy w PiS.

– Jemu się marzy start w  wyborach do Parlamentu Europejskiego. W tym małżeństwie to on ma ciąg na  bramkę, a nie Marta. Ona jest spokojna i nie szuka rozgłosu, on ewidentnie poczuł bluesa – twierdzi czołowy polityk PiS. Blues bluesem, ale trudno uwierzyć, by Dubieniecki, który w 2002 r. kandydował z list SLD do rady miasta Kwidzyna (uzyskał 34 głosy), dziś stał się pełnokrwistym sympatykiem PiS. – Ja go znam jako zdrowego i  pragmatycznego socjaldemokratę o społecznej wrażliwości – mówi o nim były poseł SLD Andrzej Różański. Dubieniecki w jego biurze poselskim udzielał kiedyś społecznie porad prawnych. Obaj panowie znają się też z  pomorskiego oddziału „Ordynackiej". Różański jest jego szefem, a  Dubieniecki – członkiem. – Jest aktywny. Przychodzi nawszystkie posiedzenia – zaznacza Różański. Ostatnio był nawet na spotkaniu z  Aleksandrem Kwaśniewskim. Laurkę wzorowego działacza wystawia mu także szef całego stowarzyszenia Włodzimierz Czarzasty. – To sympatyczny i  poważny facet. Mamy dobry kontakt – mówi „Wprost”.

Dubieniecki nie  pasuje do konserwatywnego, tradycjonalistycznego PiS z jeszcze jednego powodu. Ciągnie się za nim opinia bon vivanta. – Bon vivant? Byłbym ostrożniejszy. Przed ślubem Marcin po prostu prowadził takie życie jak każdy nieszkaradny kawaler – mówi nam jego kolega ze studiów Tomasz Bojar-Fijałkowski. – To raczej on się podobał kobietom, a nie kobiety jemu – wspomina przyjaciel rodziny Łukasz Rumszek.

Mąż Marty Kaczyńskiej lubi szybką jazdę swoim BMW X6, nosi markowe ubrania i ma słabość do  modnych lokali. W Warszawie, w której jest raz w tygodniu, najczęściej bywa w Wine Bar Mielżyński przy ul. Burakowskiej. Przed 10 kwietnia w  stolicy oko mieli na niego teściowie, u których nocował w Pałacu Prezydenckim. Dziś zatrzymuje się w hotelu.

Kampania prezydencka Jarosława Kaczyńskiego ma dwie twarze. Twarz lidera PiS i twarz jego bratanicy. Marta Kaczyńska, która przez lata konsekwentnie chroniła swą prywatność, dziś otworzyła ją przed publicznością. Ale ta spontaniczność jest reglamentowana i ściśle podporządkowana kampanii. Wiele wskazuje na  to, że nie do Marty należą tu najważniejsze decyzje. Ale ona sama nie  wyklucza wejścia do polityki „za jakiś czas". Czyli kiedy? Za pięć lat? A może już za rok. Ewentualny sukces stryja w realizacji planów jej męża, a może i jej samej, na pewno nie zaszkodzi.

Okładka tygodnika WPROST: 25/2010
Więcej możesz przeczytać w 25/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 88
  • żmija IP
    Mani Marto! Ciemnote to moze Pani wciskac moherom co sluchaja radia Maryja. Sprzedała Pani pamięc rodziców za mamone. To rozumiem. I niech tej wersji Pani sie trzyma , bo reszta jest żałosna.
    • Al IP
      Ale szuja z tego autora bez etyki i moralności.
      • xmx IP
        Takich bzdur dawno nie czytałam. Wydawao mi się, że chodziłyśmy z Martą razem do klasy w liceum. Po artykule dochodzę do wniosku, że może jednak nie... Bzdura na bzdurze, artykuł na zamówienie. Gratulacje za rzetelność dla autora.
        • OLA IP
          DZIWIĘ SIĘ CO ZWOLENNICY PISU ROBIĄ W GAZECIE WPROST PRZECIEŻ TO ZA TRUDNA GAZETA DLA WAS WYBIERAJCIE NASZ DZIENNIK RYDZYKA.
          • OLA IP
            DLA SMUTEK NIE MUSISZ CZYTAĆ WPROST ,JEST DLA CIEBIE NASZ DZIENNIK RYDZYKA!