Nabrałem was

Nabrałem was

Janusz Palikot nie wytrzymał długo w swojej nowej roli. Okulary, stonowane koszule – to był pomysł tylko na chwilę. Teraz okulary lądują w koszu, a wraca prawdziwy Palikot. Bo trzeba ratować kampanię Platformy.
TOMASZ MACHAŁA: Po 10 kwietnia zniknął pan z mediów. Wydawało się, że  nieprędko pan wróci. Dziennikarze obawiali się zapraszać pana do  telewizji. I co? Rozmawiamy dwa miesiące po katastrofie i to już przeszłość.

JANUSZ PALIKOT: Zrobiłem dobry numer z tym przebraniem. Dokładnie spełniłem wasze oczekiwania – włożyłem okulary, obciąłem włosy, powiedziałem: „Tamtego Palikota nie ma". I otworzyła się szczelina, i w  tę szczelinę wszedłem.

I jak jest?

Wczoraj byłem u Olejnik, dzisiaj u Piaseckiego, w poniedziałek w „Teraz my", dwa dni temu u Kuby Wojewódzkiego.

Pan mówi: „Zrobiłem numer"…

Oczywiście, że numer, pokazałem obłudę Kaczyńskiego, pokazałem, na czym polega mechanizm przebrania, na co się ludzie nabierają.

Czyli ludzie nabrali się na pana numer?

Nabrali się, nie nabrali. Zobaczyli po prostu PR-owski wymiar tego całego mechanizmu. Jedni uwierzyli, inni nie.

Ale pan ogłosił swoją przemianę zaledwie trzy tygodnie temu, 15 maja! I  już dziś pan mówi, że to był numer, PR-owska sprawa, a wtedy pan mówił o  głębokiej zmianie.

Przecież to był happening dotyczący Jarosława Kaczyńskiego, pokazujący, jaki jest Jarosław Kaczyński.

Wszyscy się nabraliśmy na pana happening?

W pewnym sensie ja naprawdę umarłem, dziennikarze naprawdę nie chcieli ze mną rozmawiać, nie było mnie te parę tygodni. To było prawdziwe, nie  sztuczne.

Dziś – jak rozumiem – jest pan taki jak przed tą „śmiercią"?

Troszkę jestem inny.

Nie... W kolejnych wywiadach widzę i słyszę tego samego człowieka.

Oczywiście, to nie jest prawda, że my się zmieniamy na skutek nawet najbardziej tragicznych wydarzeń. One nas dotyczą, przeżywamy je, przez jakiś czas jesteśmy trochę inni, potem generalnie wracamy do starego wzoru. Ze mną wydarzyło się coś podobnego. Choć jestem bardzo doświadczony i politycznie, i PR-owsko, i to mnie na pewno czegoś nowego nauczyło, wiem więcej, niż wiedziałem kiedykolwiek wcześniej o  polityce, o mechanizmach medialnych. To była dobra szkoła jazdy – te dwa miesiące.

Ile pana ta przemiana kosztowała?

Nic.

Okulary, marynarka, nowe koszule w bardziej stonowanych kolorach.

Ja to wszystko miałem, może wydałem pensję poselską na to wszystko.

Jacyś doradcy mówili, co zrobić?

A gdzie tam. Wtedy nikt nie chciał nic mówić, wszyscy uciekali na drugą stronę, Palikot idzie, morderca Kaczyńskiego, wio, ucieczka.

Teraz, w momencie kiedy rozmawiamy, nie nosi pan okularów.

Akurat nie zdążyłem założyć. Nie muszę ich nosić, to tylko zabieg marketingowy. Dobrze mi robią, jak się okazuje. Dobrze w nich wyglądam, pomijam już efekt, że człowieka w okularach traktuje się jako kogoś o  większej inteligencji, bardziej stonowanego, stabilnego.

Kiedy pan je zdejmie?

Jak już odegrają swoją rolę, to rozwalę je młotkiem. Możemy się umówić: ja rozwalę okulary, a wy to sfotografujecie…

A może się po prostu okazało, że Jarosław Kaczyński potrafi się zmienić, a Janusz Palikot – nie...

Zakłada się pan ze mną?

W porównaniu z Jarosławem Kaczyńskim miał pan łatwe i bogate życie.

Ja miałem łatwe życie? Jarosław Kaczyński cały czas na pensji publicznej, zawsze go państwo utrzymywało, nigdy sam złotówki nie  zarobił.

Nie przeżył pan takiej tragedii, jaką przeżył Jarosław Kaczyński.

Z tą tragedią oczywiście nie da się niczego porównać. Ale wszyscy mamy tragedie, żona mojego brata zginęła w wypadku, wszyscy mamy tego typu przeżycia. Nie uważam, by Jarosław Kaczyński miał trudne życie. Odwrotnie, on miał życie wyjątkowo łatwe, zawsze żył za czyjeś pieniądze, ja muszę swoje zarobić.

Dzisiaj pana obecność w mediach to nieustanne ataki. Na przykład Martę Kaczyńską dość obrzydliwie atakuje pan, wspominając o  odszkodowaniu za śmierć jej rodziców.

Tutaj całkowicie się z panem nie zgadzam. Nikt nie miał odwagi o tym wspomnieć. A Marta Kaczyńska otrzyma 3 mln zł odszkodowania, mimo że  zostało ono zawarte na koszt państwa. To skandal, na to nie powinny iść pieniądze z naszych podatków.

Skąd miał pan informację o odszkodowaniach?

Od jednego z dziennikarzy.

Nie od Bronisława Komorowskiego?

Nie, przysięgam panu, że to było od jednego dziennikarza.

Kiedy pan ostatnio udzielił rady politycznej Donaldowi Tuskowi?

Co kilka dni wysyłam mu jakiegoś SMSa czy rozmawiam z nim.

A Bronisławowi Komorowskiemu?

Z nim jestem w kontakcie codziennie. Oczywiście przekazuję uwagi i co myślę, staram się dać jakąś pozytywną energię.

Jest pan dziś szefem jego kampanii.

Nie. Dzisiaj z całą pewnością szefem kampanii jest Sławek Nowak. Raz na  kilka dni Nowak coś mi zleca, mówi: zrób to, zobacz tamto, znajdź jakieś materiały czy artykuły. To jest taka pomocnicza praca.

Zrób wiec w Lublinie, napisz coś w blogu...

Jeżeli chodzi o wiec w Lublinie, to w sztabie był raczej ostrożny sceptycyzm.

Czyli Sławomir Nowak wiedział o wiecu w Lublinie, zanim pan to ogłosił światu?

Tak. Ja mu to powiedziałem we wtorek.

A to nie był wspólny pomysł?

Nie. To w 100 procentach był mój pomysł. Chciałem wjechać na część placu, gdzie odbywał się wiec PiS. Miałem stanąć na wysięgniku twarzą w  twarz z Jarosławem Kaczyńskim i wyciągnąć do niego rękę. Tak było w  scenariuszu: ja wyciągam rękę, a on jej nie oddaje, to byłoby fantastyczne. Sławek uważał jednak, że to by wyglądało na moją agresję, jakbym najechał tamten wiec, więc z tego zrezygnowaliśmy.

Kto dziś definiuje przekaz kampanii Komorowskiego i Platformy?

Moim zdaniem pan. Moim zdaniem Komorowski i Tusk.

Jaki to jest przekaz?

Że zgoda buduje.

Ale pan to przecież w Lublinie wywalił w powietrze.

Nikt nie ma odwagi, by zmierzyć się z sytuacją, w której Kaczyński wciąż jest świętą krową. On tę śmierć, Wawel i całą resztę cynicznie wykorzystuje w grze politycznej. A z drugiej strony widać, że cały sztab go pilnuje, że on ledwo już daje radę w swojej nowej roli, w swojej masce.

Miał pan na tym wiecu być może jedyną w tej kampanii okazję,żeby maskę z  Kaczyńskiego zedrzeć. I zrobił pan wiele, żeby to osiągnąć. A jednak się nie udało. Efektu nie ma.

To jest ta impregnacja. Zostało wokół niego stworzone akwarium, bo właśnie brat mu umarł. Ludzie przez to żyją w jakimś kokonie.

Czyli przegrał pan?

Ludzie z Platformy w Lublinie tego potrzebowali, by poczuć siłę, energię, że możemy wygrać, i to dostali. Byli pogodni, weseli, energetyczni, przerywali oklaskami. Z całego kraju dostałem od ludzi z  Platformy ogromną ilość SMS-ów: świetnie się biłeś, super to zrobiłeś.

Ale jednocześnie z tego starcia Kaczyński wyszedł uwiarygodniony.

Tak, to jest oczywiście problem. Ale przynajmniej Kaczyński przestał być świętą krową i to jest sukces tego wiecu. Teraz fala się odwróci. Zostało jeszcze osiem czy dziewięć dni do ciszy wyborczej. Dopóki nie  zobaczę badań jakiegoś wiarygodnego psychiatry, że Jarosław Kaczyński jest zdrowy psychicznie, to nie uwierzę, że się zmienił. To jest absolutnie niemożliwe.

Wygrywacie tę kampanię?

Pyta pan, jaki będzie wynik pierwszej tury?

Nie, nie pytam o wynik, ale o społeczną dynamikę. Kto jest teraz na fali? 

Lepszy jest Kaczyński, odrobinę.

Odrobinę? Ja uważam, że przegrywacie tę kampanię.

To prawda. Kaczyńskiego niosła najpierw fala ze Smoleńska, a teraz fala powodziowa. Nie pozwalamy, żeby nas to przelało, i to wszystko, co w tej chwili robimy.

To jest jak ta dramatyczna walka z wielką wodą?

Fala nas nie niesie przez ten brak inicjatyw politycznych.

Samo dryfowanie Bronisława Komorowskiego jest niewystarczająco dobre.

To jest problem jego otoczenia, które nie jest dostatecznie dobre w mojej ocenie. Teraz sytuację na boisku ustawia cały czas Kaczyński. Ale  wytrzymamy wszystko. Wygramy te wybory minimalnie, to będzie gdzieś tak 52 do 48 w drugiej turze. Komorowski więcej by zyskał w mojej ocenie, choć będą się media na to zżymać, gdyby był jeszcze więcej na wałach.

Ale jak jeszcze więcej mógł być na wałach, skoro i tak spędził tam ze  cztery dni?

Można było mocniej zagrać na tych wałach.

Co powinien tam zrobić i powiedzieć?

Powinien być bardziej stanowczy, przywoływać ludzi do porządku. Wtedy lud byłby po jego stronie.

Przywoływać władze do porządku? Premiera Tuska?

A dlaczego nie? Kontrolowany konflikt z Tuskiem dałby mu na pewno wiele, podważyłby zarzuty, że jest na pasku premiera. Pokazałby, że jest z  ludźmi i bierze wszystko twardo.

Jakich politycznych pomysłów brakuje?

Na przykład zawieramy koalicję konstytucyjną z Napieralskim. Napieralski zostaje wicepremierem w rządzie, a my wygrywamy te wybory. Drugi pomysł: Komorowski proponuje kilku ważnym osobom stworzenie paru instytucji wzorowanych na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i jedną z nich oferuje Jarosławowi Kaczyńskiemu. A on nie może odmówić.

Możecie to przegrać. A niedawno byliście monopolistą, byliście tak silni.

Wydarzyły się nieprawdopodobne historie.

Czyli okoliczności, a nie wasze błędy?

Okoliczności. Śmierć prezydenta, zachowanie Kościoła. Rola Kościoła jest bardzo kontrowersyjna. Komorowski jest jakby ideałem dla Kościoła. Kaczyński ma same wady: wywodzi się z lewicowej rodziny, nie ma rodziny, nie ma dzieci. Mimo to Kościół jest gotowy Kaczyńskiego bronić, a  Komorowskiego nie.

Czy na ostatnie trzy tygodnie kampanii, czyli do drugiej tury, nie  powinniście czegoś zmienić?

Nie wiem, czy Bronisław to zaakceptuje. Bo jednak on jest człowiekiem, który po ludzku traktuje ludzi, nie ma w sobie bezwzględności.

A gdyby był bezwzględny?

Powinno być więcej treningu, przekaz powinien być absolutnie perfekcyjnie przygotowany, sztab powinien być wzmocniony. Mam wrażenie, że macie dziś strategię jak zespół Formuły 1, który wyrobił przewagę i ma nadzieję, że tor się skończy, zanim szybszy konkurent go przegoni. Ja się z tą strategią nie zgadzam i uważam, że powinna nastąpić zmiana. Przez ostatnie dwa tygodnie Kaczyński rośnie i to musiało na każdym w  Platformie zrobić wrażenie. Rosną sondaże również PiS, który się zbliżył na 10 punktów. Każdy z działaczy Platformy to czyta i widzi, że coś się stało, i pada pytanie: dlaczego nie walczymy? Ci ludzie, jak mnie spotykają, to mówią: Janusz, róbcie coś.

Co pan będzie robił po wyborach prezydenckich?

Zastanowię się. Kluczem do sukcesu jest to, żeby Komorowski wygrał.

Okładka tygodnika WPROST: 25/2010
Więcej możesz przeczytać w 25/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 6
  • po   IP
    Kogo to obchodzi, czy poseł Palikot ma czy nie ma na nosie okularów?
    • JAN   IP
      kto byl raz oszustem, bedzie oszukiwal zawsze.!!!
      Czy to prawda ze palikot ma ponoc ponad 30 mln. dlugow
      i jak sam twierdzi zadnego majatku w rajach podatkowych?
      Jego majatekkrajowy do ktorego sie przyznaje jest zbyt
      maly do splaty dlugu.
      Czy to prawda ze zlicytuja palikota i pojdzie mieszkac
      pod most w Bilgoraju?
      • bez-nazwy   IP
        CZY NAPRAWDE NIE MA NIKOGO W POLSCE KTO BY UWOLNIL NAS OD TEGO ZERA PALIKOTA !!!!
        • kamp   IP
          W starych dobrych czasach, takiego pajaca jak palikot po prostu harapem by oćwiczono. Niestety, dzisiejsza demokracja ma także swoją ciemną stronę
          • zorro   IP
            Komorowski fristajlo:
            http://www.youtube.com/watch?v=AMDZBawokQk