Belka, kampania i Carla Bruni

Belka, kampania i Carla Bruni

- Hipokrytą jest ten, kto twierdzi, że po wygraniu prezydentury nie będzie dążył do zwycięstwa parlamentarnego – mówi były prezydent Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z Barbarą Hrybacz.
Barbara Hrybacz: Już panu gratulować?

Aleksander Kwaśniewski: Czego?

Funkcji prezesa PKOl.

To tylko wizje Władysława Frasyniuka. Gdyby miał on taką siłę sprawczą jak marszałek Komorowski w sprawie kandydatury Marka Belki na prezesa NBP, ale nie ma…

Pan patronował „operacji Belka" – jak to nazwał Leszek Miller.

Mogę się tylko cieszyć, że w tylu opowieściach jestem centralną postacią, a to znaczy, że politycznie jeszcze żyję. A mówiąc poważnie, owszem, rozmawialiśmy przy różnych okazjach z premierem, marszałkiem Sejmu, ministrami, doradcami, kto może być pomocny, np. przy obsadzie prezesa NBP. Nazwisko prof. Belki też się wtedy pojawiało. Ma świetne kwalifikacje – był premierem, ministrem finansów, ostatnio dyrektorem MFW odpowiedzialnym za Europę, czyli bezpośrednio zajmował się kryzysem w Grecji i zagrożeniami w Hiszpanii czy Portugalii. Ale decyzję, by to  jemu zaproponować kandydowanie na prezesa NBP, podjął samodzielnie marszałek Komorowski, co świadczy o jego dużej odwadze. 

A nie o kalkulacji politycznej?

Odwadze, bo wiem, że nie wszystkim w PO to się spodobało. Podtekst wyborczy oczywiście jest. Chodzi o poszerzenie elektoratu Komorowskiego o centrolewicę. Taki sam ruch zrobił we Francji Sarkozy, gdy sięgnął po  socjalistę Kouchnera jako szefa dyplomacji. I Leszek Miller, gdy zaprosił do współpracy Andrzeja Celińskiego czy Katarzynę Piekarską. Lewica powinna mieć satysfakcję, że bierze się jej ludzi na ważne stanowiska i wymagające czasy.

Marek Belka ostatnio był w Partii Demokratów, a nie w SLD.

Partia Demokratów to epizod, z którego Belka nie jest chyba najbardziej zadowolony. Nowy prezes NBP to świetny polityk i menedżer ekonomiczny, ale mizerny partyjny polityk – o czym wie, bo wielokrotnie o tym mówiliśmy. Doceniam marszałka, że podjął taką decyzję. Rozmawiał o niej z premierem, ze mną…

…ale nie z Grzegorzem Napieralskim.

Bo Napieralski nie pracował z profesorem tak jak ja. Belka był moim doradcą, przedstawicielem w Iraku, to ja go przeprowadzałem z wielkim trudem przez Sejm, by został premierem. Kto mógł więcej wiedzieć i  powiedzieć o profesorze?

Ryszard Kalisz mówi, że to zaszczyt dla lewicy.

To dobry interes dla partii o kilkuprocentowym poparciu. Kiedy w 1991 r. przywracałem lewicę do życia i udziału w życiu państwowym, największym sukcesem było uzyskanie stanowiska członka KRRiT dla Marka Siwca. Jak to  porównamy z funkcją prezesa NBP, to robi wrażenie…

Nie na Leszku Millerze, dla którego to wyborczy koń trojański.

Zawracanie głowy. A z głosowaniem, przepływem głosów w wyborach na  Napieralskiego nie ma to bezpośredniego związku albo ma bardzo niewielki.

Ale wyborca lewicy może sobie pomyśleć: po co mam marnować głos na  Napieralskiego, skoro Komorowski dostrzega dobrych fachowców z lewicy?

Po pierwsze, lewica powinna się policzyć i wypracować mocniejsze pozycje przed kolejnymi wyborami. Dlatego należy głosować na kandydata SLD. Po  drugie, niewątpliwie Komorowski chciał pokazać, że jako konserwatysta kojarzony z prawicą i środowiskami liberalnymi, gotów jest otwierać się także na środowiska centrolewicowe.

I wygrać już w pierwszej turze?

Pewno chciałby, ale te kalkulacje są mało prawdopodobne.

Pana sukces z 2000 r. jest nie do powtórzenia?

Wtedy zwycięstwo w pierwszej turze było możliwe, bo miałem za sobą udaną prezydenturę, popularność i coraz mocniejsze zaplecze polityczne – SLD. Dzisiaj mamy dwóch silnych kontrkandydatów, za nimi stoją dwie silne partie, które od pięciu lat prowadzą w sondażach.

Kampania prezydencka się panu podoba?

Jest dziwna i to zrozumiałe. Nikt nie spodziewał się katastrofy i  wcześniejszych wyborów. Początek tej dziwnej kampanii to decyzja Donalda Tuska, że nie startuje. To może mieć wpływ na wynik wyborów, bo Tusk rozczarował wielu wyborców, którzy przez pięć lat – kiedy liderował w  sondażach – cieszyli się, że to on będzie kolejnym prezydentem. Prezydent, którego czekałaby bardzo trudna walka, jest teraz otoczony czcią, a kandyduje jego brat bliźniak. To trudne dla pozostałych rywali. Lewica traci kandydata. Do tego doszła powódź. Kampania jest więc emocjonalna i nieprzewidywalna.

W ostatnim tygodniu możemy się spodziewać niespodzianek w stylu dziadka z Wehrmachtu?

Przy tym stanie emocjonalnym brudna kampania spowodowałaby jedynie spadek frekwencji. Ludzie są już zmęczeni. Bo ile można wytrzymać –  katastrofa, czarne skrzynki, powódź. Za dużo tego.

Haki wyszły z mody po łzach posłanki Sawickiej?

Sprawa Sawickiej utopiła PiS. Gdyby ktoś próbował to powtórzyć, to  będzie strzał kulą w płot, wielki błąd.

Wiele się zmieniło od 1995 r., kiedy pan jeździł z kampanią czerwonym autobusem?

Brakuje personalnego kontaktu z wyborcami. Teraz całodobowe stacje informacyjne śledzą każdy krok. Jesteśmy zdominowani przez media, które mogą kogoś wykreować i obalić. Brakuje poważnych dyskusji o tym, co  naprawdę ważne.

Można zignorować tabloidy w kampanii?

Już chyba się nie da.

Jak pan patrzy na magazyny dla kobiet z Martą Kaczyńską na okładkach?

Pani Marta dobrze się prezentuje – jest ładna i zgrabna. PR jest skuteczny, bo te pisma nastawione są na wątki łzawe i emocjonalne…

To nie jest cyniczne?

Przypomina mi się film Wajdy „Wszystko na sprzedaż" i sam siebie pytam, czy naprawdę wszystko jest na sprzedaż? Czy uznajemy jednak, że pewne strefy prywatności są tylko nasze?

Jakie drzewo w kampanii jest ciekawsze – czereśnia czy dąb?

Oba odwołują się do ciepła, tradycji, rodziny. Bronisław Komorowski ma  tu naturalną przewagę. Widać, że to człowiek stabilny wewnętrznie. Może nawet bez wyrazistości politycznej, ale przyjazny. Bez problemu kupilibyśmy od niego używany samochód i zostawili mieszkanie pod opieką.

Udane są hasła wyborcze?

Są banalne. Nie chce się chwalić, ale żadne nie dorównuje mojemu z 1995 r. – „Wybierzmy przyszłość", które doskonale oddawało istotę tamtej kampanii.

„Zgoda buduje" Komorowskiego.

Oddaje naturę kandydata, ale jest nieprawdziwe wobec wyczynów posła Palikota.

I konferencji komitetu honorowego w Łazienkach.

Formuła komitetów honorowych chyba się już wyczerpuje. Jeżeli starsze uznane, wybitne osoby mają komplikować kampanię, to lepiej uważać. Ponadto z całym szacunkiem dla tych osób, to i nieznany kucharz, i  bardzo znany reżyser wrzuca do urny tylko po jednym głosie.

Czyja kampania najbardziej się panu podoba?

Wyróżniłbym. PO, bo jest trudna, i PiS, bo konsekwentnie prowadzona, i  SLD, ponieważ jest inna. PiS najlepiej wpisuje się w tę dziwną atmosferę. Wykorzystanie nastroju zadumy po katastrofie, ucieczka od  haseł IV RP, zmiana wizerunku kandydata.

Wierzy pan w przemianę Jarosława Kaczyńskiego?

Ważniejsze jest – czy zmienia się PiS. Jak powie, kto będzie szefem partii, kiedy zostanie prezydentem, wtedy zacznę się zastanawiać. Dziś to jest kampania, a nie polityczna trwała transformacja.

Ale wtedy będzie „prezydentem wszystkich Polaków" i partią nie będzie się zajmował.

Dopóki tak mówi, mam ograniczoną wiarę w tę zmianę. Skąd mam wiedzieć, że po „kampanii miłości" nie zostaną odkurzone idee IV RP z całą jej brutalnością. Ale doceniam manewr PiS, który próbuje poszerzyć swój elektorat. Zdobywają centrum,utrzymując ten emocjonalny nastrój, gdzie mało jest słów, a wiele gestów. A to blokuje innym kandydatom możliwość prowadzenia normalnej kampanii.

Palikotowi to nie przeszkadza. Organizuje w Lublinie happening o  macierzyństwie, gdy obok odbywa się wiec Kaczyńskiego.

Popełnił błąd, takie akcje nie przynoszą nic dobrego.

Komorowski powinien go powstrzymać?

Palikot nie może być znakiem PO, ale to osobny temat. PO ma  najtrudniejszą kampanię. Przecież marszałek pełni obowiązki prezydenta.

Dobrze pełni?

Tak. Decyzje o prezesie NBP i powołaniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego były dobre. Ale w kampanii nie jest mu łatwo.

Stąd te wpadki?

Nikt nie jest doskonały. A poza tym natłok obowiązków, pośpiech i  nerwowość. Stres narasta, kiedy myślimy, by tylko nie popełnić gafy, i  wtedy sypią się następne.

Wpadki się skończą wraz z kampanią?

Znam wielu kandydatów, którzy świetnie prowadzili kampanie i fatalnie pełnili funkcje, o które się starali. I odwrotnie.

Czemu miało służyć spotkanie Rady Gabinetowej, gdzie premier meldował, jak wygląda sytuacja powodziowa?

Wizerunkowo chodziło o demonstrację woli współdziałania. Przesłanie, że  wspólne rządy Komorowskiego i Tuska to nie będą konflikty, tylko praca.

To PR.

Tak, ale dobry PR. Dobrze, że PO nie daje się szantażować jednym z  najbardziej zakłamanych haseł o rzekomej hegemonii władzy jednej partii. Komorowski słusznie zrezygnował z udawania, że będzie całkowicie niezależny. To uczciwy sygnał dla społeczeństwa. Hipokrytą jest ten, kto twierdzi, że po wygraniu prezydentury nie będzie dążył do zwycięstwa parlamentarnego. PiS mówi o idealnym tandemie Tusk – Kaczyński. Nie wierzę, że Kaczyński po wygranych wyborach prezydenckich będzie wzywał do głosowania na PO i SLD, by uniknąć „władzy absolutnej" jednej partii. Co więcej, bardzo szybko zacznie myśleć o przyspieszonych wyborach parlamentarnych, by na fali jednego zwycięstwa odnieść kolejne.

Komorowski odmówił udziału w debacie czterech w TVP. To błąd?

Lepiej, gdyby ta debata odbyła się na neutralnym gruncie. Jeśli organizuje ją TVP 1, to może oznaczać, że Kaczyński staje się gospodarzem, a to dla Komorowskiego niezręczne.

Pozostawienie pustego krzesła to dobry pomysł?

Niepotrzebna demonstracja. Premier Tusk też zostawił puste krzesła dla stoczniowców, którzy na  spotkanie nie przyszli. To średni pomysł. Przewaga formy nad treścią. A wracając do debat prezydenckich, to dobrze byłoby stworzyć w Polsce stałą formułę jak w  USA. Powinny być między pierwszą a drugą turą dwie obowiązkowe debaty: jedna o sprawach wewnętrznych, druga o zagranicznych, a kolejne – w  zależności od woli kandydatów. Tak jak to było, gdy wygrałem z Wałęsą… Przed pierwszą turą powinny być zaproszenia dla zarejestrowanych kandydatów z różnych organizacji, uczelni, miast, ale bez formalizowania kto, gdzie, kiedy, z kim.

Jak to było wtedy z tym spóźnieniem na debatę?

Ja się nie spóźniłem, to Wałęsa przyszedł za wcześnie (śmiech).

Kampania SLD jest dobra?

Dobra, ponieważ się odróżnia, jest kierowana do młodych wyborców. Ale to  właściwie kampania wizerunkowa Grzegorza Napieralskiego.

Dlatego w spotach widzimy tylko jego twarz?

Celem jest zbudowanie wizerunku silnego lidera. Jako spec od wyborów doceniam zaangażowanie, poranne wyjścia do robotników, dotarcie do  młodego odbiorcy, który dostaje informacje o polskiej Carli Bruni.

Widział pan Carlę Bruni – jest podobna do Małgorzaty Napieralskiej?

Carlę Bruni znam słabiej niż prezes Belka Jennifer Lopez.

A stanęłaby na głowie na trawie jak pani Małgosia w tabloidzie?

Carla Bruni jako modelka poszła znacznie dalej. Obie są pięknymi kobietami. W kampanii Napieralskiego jednego dnia internauta dostaje polską Bruni, drugiego piosenkę rapera. A potem klip seksownych bliźniaczek i plakaty – tu jeździłem na rowerze… To jest fajne jako uzupełnienie, ta kampania jest mocno tabloidowa, facebookowa, youtube’owa. Może tak teraz tylko trzeba byłoby mocniej zaakcentować, jaki jest pomysł Napieralskiego na Polskę czy na lewicę –  jakie jest przesłanie programowe, ideowe na te i kolejne wybory, na  miejsce SLD.

Trzecie miejsce w sondażach to dość, by zbudować wokół tego lewicę?

Sondażowe 6-7 proc. to raczej średni wynik. Dwucyfrowy byłby dobrą zaliczką na przyszłość.

Kogo lewica poprze w drugiej turze?

20 czerwca o godz. 22 zacznie się czysta polityka. Obu kandydatom, którzy wejdą do drugiej tury, będzie brakowało głosów. Ale samo porozumienie polityczne z liderami nie oznacza automatycznego przejęcia ich wyborców. Ważne będą negocjacje i gesty.

19 grudnia niczym Martin Luter King miał pan sen, że wygra lewica, a  teraz?

Za krótko śniłem. Szkoda. Teraz śni mi się wyrównany wynik w pierwszej turze, twarda walka przed drugą turą i trudny do przewidzenia rezultat.

Łatwiej przewidzieć wynik mundialu?

Zwycięstwa życzę Hiszpanom i to nie dlatego, że ostatnio nas złoili, ale  pięknie grają. No i Argentyna, Messi – geniusz!

Okładka tygodnika WPROST: 25/2010
Więcej możesz przeczytać w 25/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0