Wybrałem! Nie idę na wybory

Wybrałem! Nie idę na wybory

Dodano:   /  Zmieniono: 5
Od kilkudziesięciu lat patrzę na Polskę jak na niezwykłe zjawisko atmosferyczne. Jak na zorzę, tęczę i huragan jednocześnie. Jest to dla mnie obraz fascynujący i niepojęty. Kiedyś się go bałem, teraz mnie hipnotyzuje.
Oto na pewnym terytorium 38 milionów ludzi usiłuje sobie poukładać życie, znaleźć jakiś wspólny alfabet do rozmowy, ustanowić jakieś trzeźwe prawo – i się nie udaje. Stanowimy unikalne stado lemingów, które pędzą to tu, to tam jak natchnione, by odbić się od ściany niczym trafiony Gołota od lin. Ostatnie miesiące pokazują, że można z nami zrobić co się chce.

Za chwilę odbędą się wybory bez wybierania. Taka jest nasza wola. Nikt nie chce słuchać kandydatów, bo i po co. „Przecież każdy ich zna" – żachnęła się pewna polityczka w telewizji, gdy dziennikarz zapytał, czy nie byłoby w porządku, gdyby kandydaci wcześniej odbyli debatę. Podobne słowa usłyszałem niedawno, oglądając znakomity serial „Deadwood" opiewający historię Dzikiego Zachodu. Tam właściciel domu publicznego i szulerni zarekomendował w ten sposób właściciela podrzędnego hotelu na burmistrza.

Więcej możesz przeczytać w 25/2010 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 5

Czytaj także