Lewica schodzi z katafalku

Lewica schodzi z katafalku

Grzegorz Napieralski to największy zwycięzca tych wyborów. Teraz chce wspólnego rządu z PO i teki wicepremiera.
Dziś jego największą siłą są głosy zdobyte w pierwszej turze. Rachunek, który zamierza za nie wystawić Platformie, może być wysoki.
22 kwietnia, Grzegorz Napieralski ogłasza swój start w wyborach prezydenckich. – To najpoważniejszy błąd w jego życiu – komentował na  gorąco prof. Tomasz Nałęcz. Kilka minut wcześniej widział niewyraźną minę szefa SLD tłumaczącego swoją decyzję. Napieralski wyglądał, jakby nie był w stanie przekonać nawet siebie. – Powiedziałem „tak". Uważam, że polityka musi być inna – mówił niepewnym głosem. – Nie zrobi więcej niż cztery procent. Dzień po wyborach go powieziemy – zacierał ręce jeden z partyjnych przeciwników szefa SLD.
W jego sukces powątpiewali nawet życzliwi. Napieralski nie jest przecież ani wielkim mówcą, ani charyzmatycznym liderem. Okazało się, że wszystkie braki potrafi nadrabiać pracowitością. Jego sztabowcy wyliczyli, że podczas tej kampanii rozmawiał ze stu tysiącami wyborców, przejechał 20 tysięcy kilometrów, wypił prawie 200 puszek Red Bulla i zużył kilka butelek kropli Visine przeciw zaczerwienieniu oczu.
Akcja rozdawania jabłek pod  fabrykami o piątej rano, którą wszyscy komentowali, nie była dla  Napieralskiego niczym szczególnym. Pobudki o 3-4 rano kandydat SLD miał w tej kampanii kilka razy w tygodniu. Kiedy wybierał sięz wizytą do  Torunia, zażyczył sobie pierwszego spotkania… o siódmej rano. A jechał na nie z Warszawy.
Styl jego kampanii budził jednak mieszane uczucia. –  Mocno tabloidowy, facebookowy, youtube’owy – uszczypliwie podsumował go  w wywiadzie dla „Wprost" Aleksander Kwaśniewski. Jednym z hitów kampanii Napieralskiego miał być teledysk nagrany przez dwie blondynki, które znany politolog porównał do… małp. Z programem było już gorzej: poza hasłem zmiany pokoleniowej i ogólnikową deklaracją programową trudno wymienić coś jeszcze.
W porównaniu z bezbarwnym Bronisławem Komorowskim i wygaszonym Jarosławem Kaczyńskim Napieralski nie wypadał jednak najgorzej. Tym bardziej że mógł liczyć na życzliwość TVP (wedługraportu Fundacji Batorego to kandydat SLD był tam najczęściej prezentowany pozytywnie) i polityków PiS, z którymi po cichu współpracuje. Adam Bielan ocenił nawet, że telewizyjną debatę wygrał nie Jarosław Kaczyński, ale właśnie Napieralski.

Wicepremier Napieralski?
Dziś już nikt nie mówi, że start Napieralskiego był błędem, nie  proponuje zmiany lidera SLD. Teraz to raczej Napieralski mógłby rozliczać tych, którzy nie pomogli mu w kampanii. Ale na razie musi to  odłożyć. Teraz ma znacznie twardszy orzech do zgryzienia: kogo poprzeć 4 lipca?
– Jeśli Grzegorz Napieralski nie wejdzie do drugiej tury, to  skreślę obu kandydatów. Żaden z nich mi nie odpowiada – mówił „Wprost" polityk SLD Jerzy Wenderlich w piątek przed wyborami. – Nie mam pojęcia, na kogo zagłosuję. Jarosława Kaczyńskiego cenię za charyzmę, a jego wizję szanuję. Tyle że fundamentalnie się z nią nie zgadzam. Poglądów Bronisława Komorowskiego nie znam za to wcale – dodaje poseł Lewicy Bartosz Arłukowicz.
Te wypowiedzi to rzecz jasna podbijanie ceny, jaką Platforma będzie musiała zapłacić za głosy wyborców Napieralskiego. Wybór, przed którym stoi lider SLD, jest bowiem prosty: albo Komorowski, albo nikt. Poparcie Kaczyńskiego jest dla jego elektoratu nie do  przełknięcia. Dowodzi tego sondaż zamówiony przez Sojusz, według którego aż 75 proc. wyborców SLD chce postawić na Bronisława Komorowskiego. Nie  oznacza to jednak, że Napieralski poprze kandydata PO za czapkę śliwek. Wręcz przeciwnie, rachunek wystawiony przez szefa SLD ma być słony.
Jak bardzo? – Lewicowy elektorat zrozumie poparcie Komorowskiego tylko, gdyby rząd zaczął realizować postulaty lewicy. A zagwarantować to może jedynie wejście SLD do koalicji. Choćby i przed wyborami – mówi „Wprost" Piotr Guział, były szef młodzieżówki Sojuszu, dziś kojarzony z zapleczem Grzegorza Napieralskiego. Taki scenariusz – poparcie w zamian za wspólny rząd – jest dziś w otoczeniu szefa SLD jednym z najgorętszych tematów.
– Grzegorz myśli o tece wicepremiera i chciałby stworzyć nowy resort: nauki i nowych technologii – twierdzi jeden z rozmówców „Wprost". To, że  wizja wejścia do rządu jest kusząca, przyznaje też sam Napieralski. –  Celem każdej partii jest realizacja programu, a to jest możliwe tylko w  rządzie. Na temat udziału w nim będziemy się zastanawiać po wyborach prezydenckich. Ta perspektywa może być bliższa niż dalsza – przyznaje w  rozmowie z „Wprost” Napieralski. Z naszych ustaleń wynika, że szef SLD zamierza w tej sprawie sondować liderów Platformy.

Z getta na salony
Podobnego targu lewica już raz dobiła z PO: podczas wyborów prezydenta Warszawy w 2006 r. Wygrała je wówczas Hanna Gronkiewicz-Waltz. W dużej mierze dzięki temu, że przed drugą turą poparli ją Aleksander Kwaśniewski i Marek Borowski. Obaj politycy stali się akuszerami samorządowej koalicji PO i Lewicy.
Choć powtórzenie wariantu warszawskiego wydaje się mało prawdopodobne, to nie jest niemożliwe. Bo  o ile do niedawna wyglądało na to, że koalicja PO-PSL będzie trwać, o  tyle dziś atmosfera się zagęściła. Pokazał to wybór Marka Belki na szefa NBP przeprowadzony bez oglądania się na ludowców. Współpracownicy Napieralskiego przekonują, że kreślony przez nich gambit byłby dla  Platformy opłacalny. Koszt – wymiana PSL na SLD – jest niewielki, a zysk ogromny: zwycięstwo Komorowskiego i przygotowanie gruntu pod budowę większości po przyszłorocznych wyborach. Coraz słabsi ludowcy mogą jej nie zagwarantować. Poza tym rozstanie z Platformą może być na rękę także i Pawlakowi, który za pasem ma wybory samorządowe i może szukać ucieczki do przodu. Kto jak kto, ale akurat on zrywanie koalicji pod koniec kadencji ma przećwiczone.
Poparcie Komorowskiego za tekę wicepremiera byłoby jednak opłacalne przede wszystkim dla Napieralskiego. Jego zwolennicy twierdzą, że jest on dziś na etapie Donalda Tuska sprzed 2007 r. – Wybory prezydenckie pokazały, że może już boksować w tej samej wadze co Tusk, Komorowski i Kaczyński. Jedyne, czego mu brakuje, to  ważna funkcja państwowa w politycznej biografii – mówi jeden z nich. Porównanie z Tuskiem sprzed trzech lat jest na wyrost, ale co do braku doświadczenia pełna zgoda. Napieralski to typowy działacz aparatu (były asystent posła, radny i sekretarz organizacji partyjnej). By stać się politykiem pełnowymiarowym, potrzeba mu zadań, dzięki którym mógłby urosnąć i nabrać majestatu. Teka wicepremiera nadawałaby się do tego idealnie.
W SLD nie brakuje i takich, którzy przekonują, że wchodzenie do rządu rok przed wyborami to polityczne samobójstwo. Teoretycznie mają rację, ale nie biorą pod uwagę tego, że SLD jest w wyjątkowej sytuacji. Ta partia rządziła przez prawie pół okresu III RP, a od pięciu lat nie  była u władzy. Wyborcy z pewnością wybaczyliby jej więc zamianę opozycyjnego getta na koalicyjne salony. A działacze? – Oczami wyobraźni widzę spotkania aktywu, podczas których dyskutowana jest propozycja wejścia do rządu. Nikt by nie oponował. Przecież to setki stanowisk. Już widzę krople potu na skroniach i nerwowe zerkanie po sobie, kto co  bierze – puszcza wodze fantazji jeden z polityków Sojuszu.

Audiencje z czapką w dłoniach
Rząd z Platformą to scenariusz optymistyczny. Napieralski wie, że  rozsadzenie koalicji może być dla Platformy ceną zbyt wygórowaną. Przecież Komorowski i bez tego ma za sobą część lewicy, tę skupioną wokół byłego prezydenta. 14 czerwca, Piknik Olimpijski w warszawskim parku Kępa Potocka. Na imprezie oprócz marszałka Sejmu bawiło się kilku polityków lewicy, którym przewodził Aleksander Kwaśniewski. Komorowski czuł się w ich towarzystwie nie gorzej niż wśród kolegów z Platformy. Z  imprezy została nawet pamiątka: wspólne zdjęcie, na którym Wojciech Olejniczak przyjacielsko obejmuje się z kandydatem PO.
Trudno się więc dziwić, że Komorowski otrzymał poparcie Włodzimierza Cimoszewicza jeszcze przed pierwszą turą. Głosy Kwaśniewskiego, Olejniczaka i  Ryszarda Kalisza ma dostać zaraz po niej. I to bez żadnych targów. –  Powodów do głosowania na Komorowskiego nie brakuje. Zarówno charakterologicznych, jak i programowych – tłumaczy w rozmowie z  „Wprost" Wojciech Olejniczak. Czy w tej sytuacji politycy Platformy w  ogóle usiądą do stołu z Napieralskim?
Mimo wszystko wygląda na to, że  tak. – Bardzo bym chciał, żeby Grzegorz Napieralski poparł Bronisława Komorowskiego w drugiej turze – zapowiedział już nawet jeden z liderów PO Grzegorz Schetyna. Na tych rozmowach zależy i Napieralskiemu. Nawet jeśli nie wywalczy teki wicepremiera w tej kadencji, to może przecież postawić Platformie swoje warunki. Chociażby takie jak wspólne przeforsowanie SLD-owskiej ustawy o in vitro czy bardziej neutralnego ideologicznie Narodowego Programu Budowy Przedszkoli, jednej z niewielu konkretnych obietnic wyborczych. Stawką może być też utrzymanie wpływów w mediach publicznych. No i przede wszystkim – wynegocjowanie wstępnych warunków koalicji, która mogłaby powstać już po wyborach. – Chodzi o  wypracowanie zdolności koalicyjnej. I to partnerskiej, a nie wasalnej czy satelickiej – tłumaczy w rozmowie z „Wprost" były premier Józef Oleksy.
Dzięki temu Napieralski mógłby też zerwać z siebie łatkę cichego zausznika PiS. To, jak bardzo Napieralskiemu ciąży kolaborowanie z  partią Kaczyńskiego w telewizji, pokazała wyborcza debata przed pierwszą turą. Komorowski łatwo zniweczył w niej apel szefa SLD skierowany do  przeciwników IV RP. – Przecież pan ma układ sojuszniczy z Jarosławem Kaczyńskim w mediach publicznych i to jest nieszczęście – skwitował wezwanie Napieralskiego kandydat PO.
Pęknięcie lewicy na część prezydencką, jawnie sympatyzującą z Platformą, i skupioną wokół Napieralskiego, skrycie współpracującą z PiS, paradoksalnie przysłużyło się szefowi SLD podczas tej kampanii. – Na lewicy bardzo długo pokutowało przekonanie, że każdego lidera trzeba stworzyć, namaścić i że potem będzie można nim sterować. A tu niespodzianka. Młody facet wsiadł w samochód i sam na wszystko zapracował – mówi „Wprost" Włodzimierz Czarzasty, jeden z doradców szefa Sojuszu. Aluzja jest czytelna: Napieralski odciął pępowinę, która łączyła go z Kwaśniewskim i resztą lewicowego establishmentu. – Nie było żadnego odcięcia pępowiny, bo na zapleczu Grześka przecież roi się od starych towarzyszy w rodzaju Millera, Oleksego, Kwiatkowskiego czy właśnie Czarzastego – kontruje jeden z przedstawicieli wewnątrzpartyjnej opozycji. Nie do końca ma  rację. Napieralski rzeczywiście jest podatny na podszepty otoczenia, ale  na pewno nie chodzi do starych towarzyszy po instrukcje z czapką w  dłoniach. Takie audiencje, owszem, odbywał, ale u Kwaśniewskiego i  jeszcze przed startem w wyborach. Po tym, jak były prezydent nie znalazł czasu na udział w jego kampanii, raczej już nie wróci do tej praktyki.

Wskrzesić lewicę
 Czy Napieralski poprze Komorowskiego, czy postanowi zachować równy dystans do obu kandydatów? – Decyzję można spokojnie pozostawić sumieniom wyborców. Tym bardziej że elektorat nie działa jak wojsko, które wykonuje rozkazy swojego dowódcy – twierdzi w rozmowie z „Wprost" były premier Leszek Miller. To, czy Napieralski go posłucha, będzie tak naprawdę zależeć od oferty Platformy.
W tle tej rozgrywki pojawia się jeszcze jedno pytanie. Czy Napieralski będzie umiał przekuć wzrost swoich notowań w coś więcej? Na przykład w dobry wynik lewicy w  zbliżających się wyborach samorządowych czy parlamentarnych.
Nie ma  wątpliwości co do tego, że kampania Napieralskiego mogła co najwyżej ściągnąć lewicę z katafalku. By ją wskrzesić, szef SLD musiałby twórczo przerobić przesłanie płynące z jego ulubionej książki „Co z tym Kansas?". Thomas Frank przekonuje w niej, że czasy, w których głosy najsłabszych zdobywało się hasłami ekonomicznymi, dawno minęły. W SLD na  razie nie widać jednak pomysłów na nowy przekaz. Potrzeba zmiany pokoleniowej w polityce i zbliżenie do Platformy to sztuczki dobre na  początek. Ale na kolejne kampanie mogą nie wystarczyć.
Okładka tygodnika WPROST: 26/2010
Więcej możesz przeczytać w 26/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 4
  • pedersdorfer@wp.pl Andrzej,Ż IP
    TO nie były wybory tylko konkurs PIĘKNOŚCI. Większość Obywateli ,a szczególnie kobiety co mają kurzy móżdżek ,kierowały się takimi bodźcami np: czy jest przystojny ,jakie ma oczy,czy jest wysoki,jakie ma włosy,jak się ubiera,czy ma seksapil i inne głupoty.Nie patrzono czy dany polityk ma pojęcie o polityce,co zrobił dotychczas dla POLSKI,czy jest samodzielny w podejmowaniu decyzji ,czy jest marionetką lobby przemysłowego ,grup nacisku,czy jest karierowiczem,kto za nim stoi,komu się wysługuję.Przystojność tu nie ma nic do rzeczy musi kochać swój kraj ,Tradycję znać polską historię ,mieć ogólne przygotowanie ze wszystkich dziedzin Życia .Jeżeli nasze Polki które głosowały na TOW:NAPIERALSKIEGO głosowały na niego bo jest seksowny i przystojny to Fakt jest mężczyzna przystojnym ,TO POWINNY ZGŁOSIĆ SIĘ DO AGENCJI TOWARZYSKIEJ,a nie iść głosować na Prezydenta.Ogólnie Polacy mają krótką pamięć to SLD i AWS ,UW=PO wprowadziły nas do UE na NIEKORZYSTNYCH WARUNKACH,okrojonych limitach produkcyjnych ,SLD,do NATO z Kwaśniewskim jako mięso ARMATNIE.Jak można glosować na TOW:Komorowskiego komu on służy i czyje wykonuje dyrektywy, rząd Tuska zadłużył Polskę na 110-miliardów dolarów,parę dni temu otrzymał 1-miliard ERO pożyczki z Międzynarodowego funduszu walutowego trzeci raz z kolei .Głosujcie na PO to będziecie widzieć emeryturę w wieku 70-lat ,a młodzi pracę na gębę bez żadnych umów.platforma to partia byłych dygnitarzy z PZPR,SB,Opozycji solidarnościowej kontrolowanej przez SB,z kanciastego Stołu i grubej kreski,pilnuje interesu BOGATYCH i Obcych KONCERNÓW ,otwórzcie oczy Otumanieni Polacy. Z tej stawki to jedynie Kawczyński się nadaje i jemu zależy na dobru polski , by prace dobrze płatną mieli w kraju.
    • oko IP
      Koalicje nie tylko wyborcze.
      POżądana partia II tury \"w zgodzie i miłości\"

      www.youtube.com/watch?v=o-nzEBqxkWA&feature=related
      www.youtube.com/watch?v=5uNGEtrtIP4&feature=related


      www.youtube.com/watch?v=aggDGlusAEY&feature=related
      www.youtube.com/watch?v=SOj9B6ciCRM&feature=related
      • anna b. IP
        Wprost podpowiada Napieralskiemu?
        Inna sprawa - czy to jest zgodne z prawem w UE, że reprezentant całego europarlamentu - Jerzy Buzek popiera jednego kandydata w polskich wyborach?
        • altsens IP
          Że chce wspólnego rządu z PO, to pierwsze słyszę choć wypowiedzi słuchałemn wielu a dziennikarze jak zwykle wpychają swój KIT (chciałobysie)