Silniejsza od Dody

Silniejsza od Dody

Była menedżerką Dody, dziś pracuje dla Edyty Górniak. Na Pudelku i Plotku pojawia się równie często, co jej podopieczne. Maja Sablewska to nowy gatunek w naszym show-biznesie: promuje gwiazdy i sama staje się gwiazdą. Jak to się robi?
Magdalena Żakowska: Jest pani pierwszą gwiazdą wśród menedżerów gwiazd.
Maja Sablewska: Nie.

To kto był pierwszy?
 Nikt. W Polsce nie ma jeszcze menedżerskich gwiazd.

Jeśli o popularności, statusie gwiazdy świadczy obecność w plotkarskich serwisach i kolorowej prasie, to pani nią jest.
Ja nie dbam o swoją popularność w tego rodzaju serwisach. Wbrew pozorom jestem skromną osobą, więc skończmy ten wątek i obie zostańmy przy swoim.

OK. To jak można stać się gwiazdą wśród menedżerów?
Według mojej definicji dobry menedżer jest obiektywny, lojalny i  szczery, czasem do bólu. Musi być opiekunem i organizatorem w życiu artysty.

W życiu zawodowym?
Nie tylko. Ja nie rozdzielam spraw zawodowych od spraw prywatnych tak wyraźnie jak inni menedżerowie. Jestem gotowa pomóc moim artystom w  każdej sytuacji.

Sekretarka, księgowa i psychoterapeutka w jednym?
I lekarz, bo czasem potrzebny jest defibrylator. Dziesięć lat temu, kiedy zaczynałam pracę w tym zawodzie, menedżer był sekretarką, wykonywał polecenia artysty. To na szczęście się zmieniło. Od kilku lat artyści zajmują się nie tylko nagrywaniem kolejnych płyt i koncertami, ale także budowaniem marki, brandu. A do tego pomoc sekretarki nie  wystarczy. Dziś w pracy menedżera najważniejsze są pomysł, plan i  konsekwencja. Kiedy zaczynam pracę z artystą, najpierw staram się go jak najlepiej poznać, potem szukam pomysłu. Ten etap może trwać jeden dzień, może kilka miesięcy. Do pomysłu dostosowuję plan działania i  przedstawiam go artyście.

Zna pełen plan działania?
Nie. Zna jego początek i cel, do którego dążymy. Resztę zostawiam dla  siebie. Artysta musi się skupić przede wszystkim na muzyce. Reszta jest w moich rękach. W dobie plotek, skandali, tabloidów stosuje się różne zabiegi marketingowe, dopasowane indywidualnie do każdego artysty. Ale  proszę nie pytać jakie, bo nie odpowiem. Nie zdradzę mojej recepty na  sukces.

Dlaczego rozstała się pani z Dodą?
Na pewno nie ze względu na emocjonalne wybuchy czy kłótnie.

Obowiązują dwie wersje. Pierwsza: Doda panią zwolniła, bo chciała zatrudnić na pani miejsce swojego przyrodniego brata.
Nie.

Druga: to pani odeszła, bo Doda nie mogła pogodzić się z tym, że  pracowała pani także dla Mariny Łuczenko.
Tak.

Dlaczego rozstała się pani z Dodą i wybrała kompletnie nieznaną Marinę?
Na początku nie wiedziałam, że będę musiała wybierać. Marina to  niezwykły talent, nie mogłam go ominąć. Śpiewa, komponuje, pisze teksty, ma bardzo wyrazistą osobowość i zadatki na karierę zagraniczną.

Kariera za granicą to dla pani ważny cel?
Tak. Chciałabym i będę robiła wszystko, żeby się udało.

Pani nowa podopieczna Edyta Górniak już próbowała kariery za granicą. Dwukrotnie.
Do trzech razy sztuka. Kiedy ją poznałam, była bardzo zrezygnowana. Rozwód, kariera w zawieszeniu, nieprzychylne media. Obserwowałam ją wcześniej i miałam poczucie, że nie dzieje się u niej dobrze. Zadzwoniłam do niej, bo wierzyłam, że mogę jej pomóc. Teraz nabrała wielkiego tempa.

W czym tkwi tajemnica tej odmiany?
Dieta, zdrowy tryb życia, joga i odpowiedni ludzie u jej boku.

Jakie warunki stawia pani swoim gwiazdom? Zero imprez, używek?
Jak każdy menedżer mam swoje warunki, ale ich nie zdradzę. To tajniki kontraktu. Ale jeżeli artysta mi zaufał i spodobał mu się mój system pracy, to proszę mi uwierzyć, że te warunki przyjmuje bez wahania.

Jak ta praca wygląda na co dzień?
Różnie. To nie jest praca od 9 do 17. W przypadku pracy z Edytą Górniak przez pierwsze dwa tygodnie spałam po trzy godziny na dobę.

I co pani robiła?!
Rozmawiałam z Edytą. Odbywałyśmy przyspieszony kurs poznawania siebie i  swoich oczekiwań. Albo, jak kto woli, organizowałyśmy biuro odzierania ze złudzeń.

O czym rozmawiałyście?
O wszystkim. Zapytałam ją na przykład o tę słynną historię z hymnem. Uważam, że zdecydowanie się na tego typu przedsięwzięcie z samego założenia było błędem.

Dlaczego?
Bo więcej było minusów niż plusów. Po pierwsze, o tym, czy takie wydarzenie jak mecz jest udane, decyduje jego wynik, a tego nie można przewidzieć. Po drugie, ludzie zgromadzeni na stadionie nie przyszli tam, by słuchać Edyty Górniak. Na stadionie gromadzą się przede wszystkim kibice, którzy stają na baczność i po prostu śpiewają hymn, każdy jak potrafi.

Ale chyba wszyscy, łącznie z Edytą Górniak, zgadzają się, że śpiewanie wyjątkowo jej wtedy nie poszło.
Oczywiście. Edyta ma zresztą dystans do tego epizodu. Na początku naszej współpracy zadzwonił do mnie dziennikarz tabloidu, który napisał prześmiewczy tekst o tym, że Edyta będzie znów śpiewała hymn, tym razem na Euro 2012. Poprosił mnie o jej komentarz. Zadzwoniłam do niej, zasugerowałam, by to zignorowała, a ona kompletnie mnie zaskoczyła. Powiedziała: „Przekaż mu, że to nieprawda, bo się jeszcze hymnu nie  nauczyłam".

Nie spodziewała się pani u niej poczucia humoru?
Nie spodziewałam się takiego dystansu do samej siebie. W każdym razie nie widziałam go wcześniej i nawet nie śniłam o tym, że może go mieć, a  to wiele ułatwia.

O co jeszcze ją pani zapytała?
O to, dlaczego tak piękna kobieta zasłania się strojami. Była w szoku, bo to było nasze pierwsze spotkanie. Ale przygotowując się do niego, przeanalizowałam 7 lat pracy z jej poprzednim menedżerem i pomyślałam sobie: „Cholera, tyle lat, a zero efektów". Niby było „Jak oni śpiewają", ale nie wyniknęło z tego nic konstruktywnego. Zastanawiałam się, z czego to wynika. Czy to Edycie czegośbrakuje, czy miała złego menedżera? Okazało się, że to drugie.

Jakie błędy popełnił Dariusz Krupa, jej były mąż i menedżer?
Przede wszystkim ograniczał Edytę. Blokował jej kontakty z mediami, chociaż wcale tego nie chciała. Przez 7 lat ich współpracy Edyta nie  doczekała się strony internetowej. Nagrała jedną średnią płytę i wydała jeden singiel. Mówiąc szczerze, słaby wynik. Jeśli Darek sobie nie  radził – a myślę, że wiedział, że sobie nie radzi – to powinien był zrezygnować i przekazać te obowiązki profesjonaliście. Edyta też nie  jest bez winy, bo na tamtym etapie nie powinna była powierzać swojej kariery osobie bez doświadczenia.

Zaprzyjaźniłyście się z Edytą Górniak?
Nie, po prostu się rozumiemy, mamy do siebie zaufanie i szanujemy nawzajem swoją pracę.

Przyjaźń z szefową jest higieniczna?
W przypadku mojej pracy ta relacja musi być bardzo bliska. Tak buduje się wzajemne zaufanie, które jest między menedżerem i artystą niezbędne.

Zajęłaby się pani karierą kogoś takiego jak Amy Winehouse?
Pewnie tak.

Nawet gdyby powiedziała: „Fajnie, ale odczep się od mojego życia prywatnego, picie i dragi to moja sprawa"?
 Mimo wszystko bym spróbowała, bo lubię trudne przypadki. Jestem zwolenniczką rewolucji, a nie ewolucji. Lubię pomagać artystom dojść do  stanu, w którym czują się z sobą tak dobrze i prawdziwie, że nie muszą przed sobą ani przed innymi niczego udawać.

Czy Edyta Górniak ma szansę na powrót w wielkim stylu?
Myślę, że to, co najlepsze, dopiero przed nią. Festiwal Top Trendy, na  którym Edyta obchodziła jubileusz 20-lecia pracy na scenie, to preludium jej możliwości i naszej współpracy. Dwa razy płakałam na koncertach. Za  pierwszym razem był to koncert Michaela Jacksona, za drugim – właśnie ten. Zresztą gdyby Jackson miał dobrego menedżera, nie skończyłby tak, jak skończył.

Ile osób pracuje na taką gwiazdę jak Doda czy Edyta Górniak?
Kilkanaście. Stylista, makijażystka, fryzjer, manikiurzystka, kosmetyczka, dietetyk, trener, prawnik, asystentka, muzycy, technicy, operatorzy, oświetleniowcy, kierowcy, tour menedżer.

Jak duży procent tego zespołu wymieniła pani u Edyty Górniak?
Niewielki. Ale rozmawiałam z każdym i na przykładach opowiedziałam, co  mi się w ich pracy nie podobało, wytłumaczyłam, w jakim kierunku chciałabym pójść. I zaznaczyłam, że jeśli uznam, że się nie rozumiemy, że nie widzę efektów, to będziemy musieli się rozstać. Na szczęście to  profesjonaliści i szybko dostosowali się do nowych warunków.

Ile miejsca w pani życiu zajmuje praca?
Większość. Praca to moja wielka pasja. Jest dla mnie na dziś najważniejsza.

Jest pani na każde zawołanie swojej gwiazdy?
Chcę być. Uważam, że profesjonalny menedżer chowa ambicję do kieszeni i  jest w stanie zapewnić artyście stuprocentową opiekę. Nieważne, czy samodzielnie, czy z pomocą kucharza, stylistki czy asystentki. Artysta musi czuć się bezpiecznie. Jeżeli o 4 nad ranem złamie nogę, to będę z  nim o 4.20 w szpitalu. Mam jeden numer telefonu przeznaczony wyłącznie dla moich artystów. Jeśli dzwoni – niezależnie od tego, o jakiej porze dnia czy nocy – to odbieram.

A jeśli o 4 nad ranem pani gwiazda zadzwoni i powie: „Mam chandrę i nie mam się z kim napić, przyjedź".
 Od początku współpracy staram się przyzwyczajać moich artystów do tego, żeby szanowali mój czas i doceniali moją pracę. Żeby nie mogli sobie pozwolić na taki telefon. On byłby zresztą nierealny, także dlatego że  ani ja, ani moi artyści nie pijemy alkoholu.

To jak się relaksujecie?
 Wolimy obejrzeć na DVD fajny koncert i napić się herbaty. Kieliszek wina do obiadu nie zaszkodzi, ale whisky czy wódka odpada. By być dyspozycyjna 24 godziny na dobę, muszę mieć zapewnioną dietę i pewną higienę pracy. Alkohol i używki odpadają. Gdybym paliła papierosy, miałabym pewnie kłopoty ze snem i z regeneracją. Jestem w tych sprawach radykalna.

Artyści mają trudne charaktery?
Oczywiście. Na tym też polega ich wyjątkowość.

Przyjmuje pani zasadę omijania rafy czy konfrontacji?
 Konfrontacji. Omijanie nie prowadzi do niczego dobrego, a ja nie mogę sobie pozwolić na to, żeby artysta poczuł, że nie potrafię sobie z czymś lub kimś poradzić. Nawet z nim samym. Artysta musi się czuć bezpiecznie.

Jakie cechy charakteru trzeba mieć, żeby poradzić sobie w konfrontacji z  takimi silnymi osobowościami jak Doda?
Trzeba być jeszcze silniejszym. Jestem zodiakalnym Baranem i muszę panią zapewnić, że moja siła nie zna granic.

A spełnia pani gwiazdorskie fanaberie?
Na przykład jakie?

Określony gatunek kwiatów w pokoju hotelowym, szczegółowe menu czy konkretna marka wody mineralnej podczas koncertu.
Oczywiście, że spełniam. Jeśli to sprawia, że artysta czuje się komfortowo, nie widzę w tym nic złego.

Nigdy nie powiedziała pani: „Stop, to już przegięcie"?
Nie.

A zdarza się, że artystka dzwoni do pani z pretensją, bo zobaczyła na  Pudelku złośliwy komentarz dotyczący na przykład tego, jak wygląda?
 Proszę moje artystki, żeby nie wchodziły na takie serwisy.

I wierzy pani, że nie wchodzą?!
Pewnie czasem wchodzą, ale oficjalnie nic o tym nie wiem (śmiech).

A pani wchodzi?
Oczywiście, to część moich obowiązków. Nie rozgraniczam mediów na  mniejsze czy większe,lepsze czy gorsze. Muszę często reagować, jeśli któreś z nich przekroczy granicę.

Dzwoni pani do redakcji?
Dzwonię, piszę, spotykam się z prawnikiem.

Marzyła pani o tej pracy od dzieciństwa?
Tak. Miałam 15 lat, kiedy na festiwalu w Opolu oglądałam artystów na  scenie i wiedziałam, że chcę kiedyś dla nich pracować. W wieku 17 lat kierowałam fanklubem Natalii Kukulskiej. Dwa lata później Natalia ściągnęła mnie z Sosnowca do Warszawy, opiekowałam się jej synkiem i  prowadziłam fankluby. A potem zauważyła mnie Katarzyna Kanclerz. Miałam wtedy 20 lat.

Kanclerz to pani pierwszy zawodowy autorytet?
 W Polsce owszem. Ale dużo wcześniej śledziłam rynek zagraniczny, głównie amerykański. Kiedy tylko ktoś z moich znajomych wyjeżdżał za granicę, prosiłam, by przywiózł mi gazety – od brukowców po eleganckie miesięczniki. Czytałam to wszystko i śledziłam, jak oni budują wizerunki swoich gwiazd. Moim autorytetem jest Larry Rudolph – menedżer m.in. Britney Spears, który z przerwami jest z nią od początku kariery...

...to chyba uczy się pani na jego błędach.
Myśli pani pewnie o tych momentach, kiedy nie byli razem. Ale uczę się na błędach każdego menedżera, którego szanuję. Wielkim talentem wśród menedżerów jest też Simon Cowell, juror „American Idol" i „The X Factor". Genialnie prowadzi swoich artystów.

A czego nauczyła się pani od Katarzyny Kanclerz?
Że co nas nie zabija, to nas wzmacnia, i że nie ma rzeczy niemożliwych. Jak nie możesz wejść drzwiami, szukaj okna. Kiedyś zadzwoniła do mnie o  4 nad ranem z informacją, że do 6.30 muszę zdobyć dla niej numer Adama Małysza. Nie miałam wtedy nawet komputera. Byłam zrozpaczona. Ale  zdobyłam ten numer na czas.

Ma pani na ramieniu wytatuowaną Marilyn Monroe...
 Nie tylko, mam kilka tatuaży. Marilyn Monroe uwielbiam. Jest dla mnie przykładem zmarnowanej ikony popkultury. Brakowało jej dobrego, oddanego menedżera.

Tatuaże to pani jedyne uzależnienie?
Tak, i walczę z nim, bo moje ciało zaczyna już przypominać brudnopis.

Magdalena Żakowska jest dziennikarką „Gazety Wyborczej"
Okładka tygodnika WPROST: 26/2010
Więcej możesz przeczytać w 26/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 4
  • olenka IP
    Majka,wracaj lepiej bawić cudze dzieci,bo menadżerka z Ciebie żadna.Najpierw robiłas anty-reklamę Edycie,a teraz Jej w tylek włazisz.Żałosne.
    • joanna.poczta@gmail.com IP
      Niesamowicie przyjemnie czyta mi się słowa tak świadomej siebie osoby. Aż serce rośnie. Niestety większość ludzi wciąż myli szczerość oraz szacunek wobec siebie i innych z arogancją, tupetem i brakiem wychowania. Zabawne - bo powinni się przejrzeć w lustrze mentalnym. Gorzki byłby to widok.. A co do zarzutów - przydałyby się jakieś popierające je argumenty - same zarzuty tylko źle świadczą o osobie, która je wypowiada - Pani \"znajoma\". A myślę, że gdyby przyjrzała się Pani dokładnie, już jest dużo pozytywów (żeby nie być gołosłowną - wymienię kilka z nich: dla racjonalnych - skupienie się Edyty Górniak na interpretacji i odejście od zakrywania się strojem - co dało efekt podkreślenia piękna z jednej strony, a z drugiej - nierozpraszanie strojem odbiorców, pokazanie dystansu Edyty do siebie - co wcześniej jakoś się nie udawało, a dla bystrych i ze słuchem: błysk w oku i mocniej palący się ogień pasji). Niestety widzę, że brak obiektywizmu króluje w Pani wypowiedzi. Przykre to bardzo. Jeszcze wiele kwestii można by tu poruszyć, ale myślę, że nie ma to sensu, kiedy z jednej strony leje się żal i jad. Co do różnych zachowań - żeby oceniać tak surowo, trzeba być naprawdę kryształowym, albo chociaż może pokornym trochę. A jeśli Pani nie wie wszystkiego..? A wie Pani..? Nie sądzę. Nikt nie wie. I nikt nie jest idealny, czyż nie? I na tym zakończmy.
      Pani Maju - gratuluję i dziękuję. Za całokształt.
      • acha30 IP
        Świetny wywiad! Tylko podziwiać wytrwałość, cierpliwość i hart ducha pani Sablewskiej. Ps.ja też płakałam na koncercie pani Edyty. Dorastałam na jej muzyce, mam nawet kasete magnetofonową \"dotyk\" pamiętam do dziś jak w kolejce po nią stałam! Było warto, jak dla mnie najlepszy jak narazie kobiecy album w Polsce.
        • znajoma IP
          Znam skrytykowanego przez p.Szablewską Darka Krupę, jak równiez Edytę Górniak.Po pierwsze p.Sablewska wykazała sie olbrzymią nieprofesjonalnością, bo jeszcze nic nie pokazała pozytywnego w pracy z Górniak, a krytykuje swojego poprzednika i podsumowuje 7 lat jego pracy.
          Jest to bardzo stronniczy osąd oparty na nieprawdziwej wersji zdarzeń przekazanych przez jej podopieczną.
          Zapomina przy tym,że Darek Krupa był przede wszystkim mężem Górniak.W czasie tych 7 lat doczekali sie syna Allana, który aktualnie ma 6 lat i był wychowywany głownie przez Krupę i jego rodzinę.Ponadto Krupa pojął za żonę Edytę Górniak, która miała bardzo zszarganą opinię i musiał odbudować jej wizerunek na nowo (słynne procesy z brukowcami, pobicie reportera,zdjęcia syna w kupie, jakie zamieściła Górniak na swojej stronie internetowej, łapanie szantażysty-podobno molestujacego Górniak w przeszłosci itp, itd.)Zważając na to,ze na rok przed pojawieniem sie p.Sablewskiej, p.Górniak zdradziła męza i zostawiła go z synem, oraz na wyjatkowo oporny stosunek Górniak do pracy , czasu na tworzenie zostało bardzo mało.Nie chce być złą wyrocznią, ale finał p.Sablewskiej bedzie taki sam jak wielu innych ludzi, którzy w jakims okresie zycia Górniak poświęcili siebie, byli calkowicie jej oddani, pomagali i zostali po prostu \"kopnięci w d...\", bo na horyzoncie pojawił sie ktoś nowy, naiwny, i ulegnie pseudo urokowi, kaprysnej pseudo gwiazdy.....
          Teraz, choćby jej piosenki byly na miarę światowych przebojów nie poruszą mnie i wielu innych ludzi, bo wiem,że jest złym, fałszywym człowiekiem, a prawdziwa gwiazda przemawia do ludzi sercem.