Pisolew

Pisolew

Kto w ostatnich tygodniach najmocniej popierał Grzegorza Napieralskiego? Jarosław Kaczyński. Nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg.
Panie prezesie, przede wszystkim składamy najserdeczniejsze życzenia z  okazji urodzin – przywitali się z Jarosławem Kaczyńskim dwaj politycy SLD Marek Wikiński i Tomasz Kalita, którzy od paru minut czekali na  lidera PiS w jego sztabie w warszawskim Hotelu Europejskim. Był piątek wieczorem, ostatnie godziny przed ciszą poprzedzającą pierwszą turę wyborów prezydenckich.

– W imieniu Grzegorza Napieralskiego chcielibyśmy pana zaprosić na okrągły stół szefów partii parlamentarnych poświęcony służbie zdrowia – ciągnęli. – Dziękuję, panowie, dziękuję. Ale kiedy chcecie rozmawiać? Teraz? – Kaczyński zerknął na zegarek. Była 21.50. –  Nie, nie. W połowie przyszłego tygodnia – odpowiedział Wikiński. Wyciągnął telefon i wykręcił numer Waldemara Pawlaka, kolejnego kandydata do okrągłego stołu. Kaczyński na migi poprosił o słuchawkę i  osobiście zapewnił wicepremiera, że właśnie przyjął zaproszenie.
O godz. 22 w Europejskim pojawili się ministrowie Ewa Kopacz i Jacek Rostowski. Przyszli na debatę o służbie zdrowia, na którą Kaczyński wcześniej zaprosił kandydata Platformy. Szef PiS nawet do nich nie  wyszedł. Przywitali ich za to dwaj sztabowcy Sojuszu, którzy przy kamerach poinformowali o pomyśle Napieralskiego. Kandydat SLD do samego końca się wahał, czy do stołu, przy którym mieli zasiąść Donald Tusk, Kaczyński, Napieralski i Pawlak, w ogóle zapraszać Bronisława Komorowskiego. Ostatecznie marszałek zaproszenie dostał, ale cztery godziny po partyjnych liderach. – Chcieliśmy go pominąć, bo to tylko pomocnik, a my wolimy rozmawiać z szefem, czyli z Tuskiem. W ostatniej chwili jednak zmieniliśmy zdanie – ironizuje jeden z polityków SLD.

Grillowanie Komorowskiego

Całe to przedstawienie – przyjazd do Hotelu Europejskiego, zaskoczenie ministrów Donalda Tuska i wreszcie pomysł z pominięciem Komorowskiego –  sztabowcy Kaczyńskiego i Napieralskiego wyreżyserowali wspólnie. – Sama idea padła pewnie ze strony spin doktorów PiS. To ich stary numer. Wcześniej bezskutecznie namawiali nas do zwoływania okrągłego stołu w  sprawie mediów, szpitali, budżetu – twierdzi jeden z polityków SLD. Tym razem się udało, bo korzyści były po obu stronach. Napieralski, mimo że  odpadł w pierwszej turze, pokazał, że wciąż jest w grze. Kaczyński udowodnił z kolei, że kandydat Platformy nie chce rozmawiać o naprawie służby zdrowia, która według sondaży jest największym wyzwaniem stojącym przed politykami.

Ważne było też zaproszenie wysłane Tuskowi: miało uprzytomnić wyborcom, że Komorowski to malowany kandydat, którego prawdziwym mocodawcą jest premier. Dzielenie rywali na szefów i  pomocników politycy PiS i SLD już raz wspólnie ćwiczyli: podczas kampanii parlamentarnej w 2007 r., kiedy Jarosław Kaczyński i Aleksander Kwaśniewski unikali debaty z Tuskiem. Tego ostatniego prezes PiS nazwał wówczas pomocnikiem byłego prezydenta. Przedstawiciele obu sztabów byli wtedy w stałym kontakcie i wzajemnie się informowali o wszystkich posunięciach.

Dziś jest podobnie. Okrągły stół w sprawie służby zdrowia to tylko jeden z przykładów. Gdy kilka tygodni temu ważyły się losy Marka Belki walczącego o posadę szefa NBP, przekonał się o tym jeden z  lewicowych polityków współpracujących z Kwaśniewskim. Z  naszych informacji wynika, że były prezydent próbował wtedy dotrzeć do  Kaczyńskiego. Chodziło oczywiście o przekonanie prezesa PiS do poparcia Belki. – Dyskretnie ostrzegłem Napieralskiego, że Kwaśniewski za jego plecami próbuje spotkać się z Kaczyńskim. Wie pan, co mi na to  odpowiedział? „Wiem, wiem. Kaczor już się w tej sprawie odezwał" –  opowiada nasz rozmówca.

Kilka dni przed debatą na Uniwersytecie Warszawskim, na którą zaproszono wszystkich kandydatów, jeden ze  sztabowców Kaczyńskiego dzwonił do rzecznika SLD Tomasza Kality dwukrotnie. Za pierwszym razem chciał delikatnie wysondować, czy  Napieralski zamierza się tam pojawić. Na wstępie zaznaczył jednak, że w  przypadku Kaczyńskiego termin koliduje z zaplanowaną wizytą w Lublinie. – Mamy podobny kłopot. Grzegorz w tym czasie chciał być na Mazurach –  usłyszał od Kality. Do drugiej rozmowy doszło kilka godzin później. –  Podjęliśmy decyzję. Jarosław jedzie do Lublina – stwierdził polityk PiS. W efekcie także szef SLD został przy swoich planach i na uniwersytecie stawili się wszyscy kandydaci z wyjątkiem tej dwójki. Cel został osiągnięty: ocalono kalendarz spotkań, uniknięto starcia z niewygodnym Andrzejem Lepperem. Po rezygnacji Kaczyńskiego i Napieralskiego debaty nie transmitowała żadna z telewizji.

W to, że sztaby PiS i SLD są na  sztywnym łączu, nie wątpią politycy Platformy. W jej szeregach furorę robi historia opowiadana przez jednego ze współpracowników Komorowskiego, który razem z Markiem Wikińskim czekał w kulisach TVP podczas debaty kandydatów partii parlamentarnych. – Razem z Kaczyńskim mieliśmy zamiar zgrillować Komorowskiego – miał tam przyznać Wikiński zaskoczony przybyciem marszałka. Sztabowcy Komorowskiego są zresztą przekonani, że prezes PiS, nie zgadzając się na debatę jeden na jeden przed pierwszą turą, kierował się właśnie interesem Napieralskiego. –  Takie starcie spolaryzowałoby kampanię i osłabiłoby kandydata SLD. Kaczyński nie chciał do tego dopuścić – twierdzi nasz rozmówca w PO.

Na bezludnej wyspie z Oleksym

Nawet jeśli Kaczyński i Napieralski nie spotykają się osobiście, to  przecież nie ma najmniejszego problemu, by kontaktowali się przez swych ludzi. Jeden z głównych kanałów komunikacyjnych w tej kampanii stworzyli Adam Bielan i Marek Wikiński, którzy znają się jeszcze z samorządu studenckiego. Pierwszy był szefem postsolidarnościowego Niezależnego Zrzeszenia Studentów, a drugi – postkomunistycznego Zrzeszenia Studentów Polskich. Obaj należeli też do rady młodzieży przy prezydencie Lechu Wałęsie (stamtąd znają też Sławomira Nowaka). Niejedną wspólną biesiadę mają na swoim koncie poseł Bartosz Arłukowicz i grupa młodych PiS- -owców z Adamem Hofmanem i Mariuszem Kamińskim na czele.

Jest wreszcie sieć kontaktów utkana przy okazji koalicji w mediach publicznych. Tu centralną postacią jest Adam Lipiński, chętnie posyłany przez Kaczyńskiego na trudne polityczne rozmowy. Ten polityk, słynący z  negocjacyjnych talentów, w prywatnych rozmowach bardzo chwali sobie kontakty z samym Napieralskim. Bywając na Woronicza, z pewnością poznał też czołowy duet szarych eminencji SLD: Roberta Kwiatkowskiego i  Włodzimierza Czarzastego. Ostatnio prowadzeniem politycznych rozmów w  imieniu PiS pochwalił się w „Super Expressie" Marcin Dubieniecki, mąż Marty Kaczyńskiej. Tabloid opublikował ustawiony fotoreportaż z jego spotkania z… Józefem Oleksym. Były premier to zresztą ulubiony polityk SLD w szeregach PiS. Jarosław Kaczyński nazwał go ostatnio „lewicowym politykiem średniostarszego pokolenia", a poseł Zbigniew Girzyński kilka tygodni temu przyznał w wywiadzie dla „Gazety Pomorskiej", że gdyby miał wylądować na bezludnej wyspie, to chciałby na niej spotkać właśnie Oleksego. Na razie Girzyński i Oleksy nie wylądowali na bezludnej wyspie, ale na kawie w warszawskim hotelu Sheraton.

Skąd ta wspaniała chemia między politykami PiS i SLD? Commune periculum concordiam parit –  nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg. A od 2007 r. jest nim rządząca Platforma, w którą obie partie mogą razem uderzać bez wchodzenia sobie w  paradę. Jedna z prawej strony, a druga – z lewej. Mogą i robią to.

Każdy może z każdym A może koalicja PiS-SLD powstanie po wyborach parlamentarnych, a testowo wcześniej w wielu samorządach? W PiS co prawda wciąż obowiązuje nieformalny zakaz tworzenia koalicji z SLD, ale dzisiaj wydaje się ona o  wiele mniej nieprawdopodobna niż koalicja PiS z Samoobroną rok przed wyborami z 2005 r. Orędownikiem powyborczego układu PiS-SLD jest Paweł Poncyljusz, który sondował w tej sprawie szefa PiS. – To jeszcze nie  czas na koalicję z czerwonymi – odpowiedział mu Kaczyński, kładąc akcent na „jeszcze". Dziś w blokach startowych do współpracy z SLD czeka już nie tylko Poncyljusz, lecz także wielu innych polityków jego partii. Liczą, że rozgrzeszenie z postkomunizmu, którego Kaczyński tydzień temu udzielił Sojuszowi, lada moment doprowadzi do cofnięciakoalicyjnego zakazu. – Mam nadzieję, że te słowa wypowiedziane przez prezesa będą przełomem i że w części samorządów będą możliwe koalicje z SLD. Najwyższy czas, by zakopać podziały, przestać mówić o przeszłości i  zacząć patrzeć w przyszłość – mówi „Wprost" poseł PiS Mariusz Kamiński. – Bezustanne odwoływanie się do grzechów z przeszłości to droga donikąd. PiS nie jest partią trędowatych, można z nimi realnie współpracować –  zwierzają się niektórzy działacze SLD.

Na tym zbliżeniu wciąż bardziej zależy jednak politykom PiS. W sensie psychologicznym współpraca z SLD byłaby dla nich łatwiejsza niż koalicja z PO. Rowy między PiS a Sojuszem nie są przecież tak głębokie jak, dajmy na to, między Zbigniewem Ziobrą a Januszem Palikotem. Większe opory są na lewicy, choć i tam lody powoli zaczynają puszczać. Pokazuje to historyjka sprzed trzech tygodni, kiedy Aleksander Kwaśniewski zaprosił na nieoficjalne spotkanie w swojej fundacji grupkę młodych posłów wszystkich partii. Prym wiedli tam PiS-owcy. – Panie prezydencie, musi pan wiedzieć, że ja wszedłem do  polityki, by protestować przeciw pana polityce – zaczął prowokacyjnie Poncyljusz. – No widzi pan. Mam kolejny dobry uczynek na swoim sumieniu – zgasił go półżartem Kwaśniewski.

Czy w takim razie można postawić tezę, że SLD jest skazany na współpracę z PiS i że w przyszłości koalicja z Platformą jest wykluczona? Oczywiście, nie. Lider SLD jest pragmatyczny i odwrócenie sojuszu to dla niego żaden problem. Wszystko jest kwestią ceny. Z pewnością mogłaby nią być teka wicepremiera, która marzy się Napieralskiemu. Taką ofertę sformułował już nawet Janusz Palikot. Tyle że wywołała ona wściekłość Tuska, który dzień po pierwszej turze na posiedzeniu zarządu PO wykluczył wchodzenie w koalicję z SLD w  tej kadencji. Kazał też Nowakowi przeprowadzić dyscyplinującą rozmowę z  samym Palikotem. – Musimy dziś chuchać i dmuchać na PSL – tłumaczył. Stwierdził też, że prowadzenie jakichkolwiek rozmów z Napieralskim jest pozbawione sensu, bo lider SLD będzie licytować w nieskończoność, a i tak nikogo nie poprze. Kilkanaście godzin później jego słowa w Radiu Zet powtórzył Grzegorz Schetyna. – Nie będzie żadnego handlu – zapowiedział.

Prawdopodobnie zatem nie dojdzie do targów. W każdym razie nie teraz i  raczej nie po wyborach prezydenckich. Tym bardziej że Napieralski woli, by w ewentualną koalicję SLD wchodził dopiero po wyborach parlamentarnych. Ma nadzieję, że w ciągu kilkunastu miesięcy wzmocni partię, a wtedy będzie miał w tej grze mocniejsze karty. Licytacja oczywiście nastąpi. Ale o ile jest prostsza, gdy karty są silne. Do tego czasu lewica będzie grała raz z PiS, raz z Platformą.

I to jest największym sukcesem Napieralskiego. SLD jako najlepsza panna na wydaniu w okolicy? A jeszcze dwa miesiące temu wydawało się to nieprawdopodobne.
Okładka tygodnika WPROST: 27/2010
Więcej możesz przeczytać w 27/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 5
  • emjot IP
    śmieszne te dywagacje.raczej trzeba sobie zdać sprawę z tego że nikomu z tego grona nie zależy na Polsce,nikt nie zrobi niczego poza walką o władzę dla władzy.Polska to postaw czerwonego sukna za które ciągną wszyscy w swoją stronę,już platforma nam to pokazała,a teraz pis i sld.Nie czeka nas nic nowego,nic dobrego.
    • wąż jawny IP
      jeżely ktoś inteligenty wierzy kaczyńskiemu to zachodzą dwa przypadki,albo o tej inteligencji mówimy na wyrost,albo odchył od normy sięga poziomu wodza.
      • bez-nazwy IP
        czocbyście nie wiem jak ujadali na PiS i jak bardzo niekorzystnie pokazywali pana premiera Jarosława Kaczyńskiego - to Lisowi i tak nikt inteligentny nie uwierzy
        • PRAWDA o NIESIOloskim IP
          Oto wypowiedź Stefana Niesiołowskiego w TVN 24 z 29 lipca 2008 roku: \"Ten obrzydliwy, załgany hipokryta, ten obłudnik Napieralski. (…) Z tym zakłamanym hipokrytą nie mamy przyjemności rozmawiać na żaden temat. (…) Ja jestem przeciwnikiem w ogóle rozmów z tymi ludźmi. Dość tego, skończyło się. (…) Ja nie widzę sensu w ogóle rozmów z Napieralskim, ale o czym z człowiekiem, który jaki jest, myślę, że jak śpi to kłamie. Napieralski jak śpi to kłamie, więc rozmowa z nim jest stratą czasu. (…) kolejne kłamstwo polskiego Zappatero. Niech się zajmie małpami (…). Ja oczekuję, że Pan Napieralski może pójdzie do ogrodu zoologicznego, jakieś przemówienie do małp wygłosi. Życzę mu sukcesu. (…) Ja Polsce jeszcze raz mówię, z tym zakłamanym hipokrytą nie chcę rozmawiać. (…)\"
          • bez-nazwy IP
            Panie redaktorze, uważam że zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Po to ich wybraliśmy aby rozmawiali, a nie wzajemnie się obrażali. Stańczyka to mamy w osobie Palikota. A Tusk to kosztem osobistego wizerunku, wydeptuje Komorowskiemu vel Szczykunow, ścieżkę do prezydentury.Po dzisiejszym nie etycznym zachowaniu się Komorowskiego, na debecie swój głos oddam na Doktora Kaczyńskiego. Podczas konferencji w Brukseli wstydu nam nie przyniesie, po plecach klepać Go nie będą. Komorowski dzisiaj zachowywał się jak rajfura piękna Julka, największy nygus w rządzie. Nawijał nie na temat, nawet Olejnik nie mogła przywołać go do odpowiadania na temat, zasługi rządu PiSu przypisywał PO. Tak sobie myślę że Komorowski przed debatą, na odwagę zaliczył z Palikotem kilka \'małpek\', albo coś ma z globusem nie tak. Nie obchodzi mnie miarka zagłosuję na Jarka.