Piłkarze łatają dziury budżetowe

Piłkarze łatają dziury budżetowe

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wzmogły się ostatnio ruchy kadrowe w polskiej I lidze piłkarskiej. Tylko sprzedając piłkarzy, kluby mogą dalej działać. To m.in. rezultat stanu naszej gospodarki.
Powoli sytuacja zaczyna przypominać tę z początku lat 90., kiedy gospodarka uginała się pod trudami transformacji ustrojowej. W ślad za zmniejszeniem dochodu narodowego nastąpiła wtedy m.in. drastyczna redukcja wydatków na sport, co sprawiło, że sukcesy naszych sportowców na arenie międzynarodowej stały się rzadkością. Potem gospodarka się rozpędziła i pojawiły coraz lepsze wyniki: medale lekkoatletów, Gollob, Małysz, piłkarze...
Obecnie mamy do czynienia z recesją, która może przerodzić się w kryzys gospodarczy. Efekt tych trudności nastąpi w sporcie z paroletnim opóźnieniem, ale już widać pierwsze skutki, choćby w lidze hokejowej kłopoty przeżywają tak zasłużone kluby, jak Podhale Nowy Targ i KTH Krynica, a Polonia Bytom oddaje mecze walkowerem; pieniędzy zabrakło też na działalność koszykarzy Azotów Tarnów.
Sponsorzy robią się bowiem za krótcy. Z podobnym zjawiskiem mamy do czynienia już także w piłce nożnej, choć akurat z tej dyscypliny sponsorzy wycofują się zawsze na końcu. Znane są problemy koreańskiego koncernu Daewoo, pod którego auspicjami grała do niedawna Legia Warszawa. Właściciel Górnika Zabrze Stanisław Płoskoń sprzedał ostatnio większościowy pakiet udziałów w klubie pośrednikowi, którego biura pod wskazanym adresem nie udało się odnaleźć...
Ratunkiem dla klubów jest wyprzedaż zawodników. Największe obroty mieli ostatnio szefowie Polonii Warszawa Janusz Romanowski i Pogoni Szczecin Turek Sabri Bekdas. Wygląda na to, że ten pierwszy zawsze traktował piłkarzy jak towar, na którym należy zarobić, a tytuł mistrza Polski, jaki przytrafił się Polonii w 2000 r., był tylko efektem ubocznym tej strategii handlowej. Tylko w tym roku Romanowski sprzedał 10 piłkarzy, w tym tak znanych, jak Emmanuel Olisadebe, Tomasz Wieszczycki, Litwin Robertas Poskus czy Tomasz Kiełbowicz. W ubiegłym tygodniu w kierunku beniaminka tureckiej ekstraklasy Diyarbakirsporu udali się Jacek Dąbrowski i Tomasz Moskal. Mają uchronić Diyarbakirspor przed spadkiem do II ligi, tak jak Dariusz Dźwigała, który znalazł się tam przed nimi.
Bekdas zainwestował w sekcję piłkarską Pogoni, kalkulując, że dostanie od władz miejskich Szczecina należące do klubu grunty i postawi na nich centrum handlowe. Ponieważ rajcy nie przystali na taką kooperację, Turek i tak otworzył centrum handlowe, tyle że teraz kupczy piłkarzami, którzy już nie są mu do niczego potrzebni. W minionym tygodniu oddał Dariusza Gęsiora do Amiki Wronki, a Paweł Drumlak ma trafić do Wisły Kraków.
Legia, też w ostatnim tygodniu, wypożyczyła do duńskiego AGF Aarhus Macieja Łykowskiego i Tomasza Mazurkiewicza (w niedzielę strzelił już pierwszą bramkę w lidze duńskiej). Z kolei w poniedziałek wyjechali do Turcji wiślacy Olgierd Moskalewicz i Artur Sarnat, aby konkurować z Dąbrowskim i Moskalem na testach w Diyarbakirsporze.
To już może wyglądać dziwnie. Można jeszcze zrozumieć, że działacze Wisły chcą pozbyć się Moskalewicza, który publicznie, w "Gazecie Krakowskiej", nazwał ich dyletantami, za co ukarano go grzywną w wysokości 20 tys. $. Ale Sarnat? Przecież jest podstawowym bramkarzem drużyny, bo Maciej Szczęsny wciąż nie gra z powodu kontuzji. Krakowski klub kupił wprawdzie niedawno Słowaka Ivana Trabalika, lecz z powodów regulaminowych nie będzie on mógł grać w barwach Wisły w meczach Pucharu UEFA. "Meczach" - to pewnie za dużo powiedziane, bo krakowianom w Pucharze zostało prawdopodobnie już tylko jedno spotkanie - rewanż u siebie z Interem Mediolan. I na tym raczej zakończy się przygoda Wisły w pucharach europejskich w tym sezonie. Wygląda na to, że działacze już się z tym pogodzili i teraz martwią się bardziej o dopływ gotówki na bieżące wypłaty.
W świetle tych rozpaczliwych nieco prób załatania dziur budżetowych w klubach zaskakująco brzmi informacja, że najwięcej punktów w tym sezonie naszej I ligi zdobyła dotychczas Odra Wodzisław, która w rankingu wielkości budżetów klubowych zajmuje dopiero 13. miejsce na 16 drużyn.
Ireneusz Pawlik
 0

Czytaj także