Rzeczpospolita dziennikarska

Rzeczpospolita dziennikarska

Dodano:   /  Zmieniono: 85
Stacja, która zatrudnia panią Lichocką, nie może z jej powodu stracić wiarygodności, bo nie może stracić czegoś, czego nie posiada.
W 1988 r. odwiedziła Warszawę gwiazda telewizji CNN, prezenterka i  dziennikarka Bobbie Battista. Piękna blondynka budziła entuzjazm, gdziekolwiek się pojawiła. Zadawano jej setki pytań, wśród nich padło takie: „Komu kibicujesz w USA, Republikanom czy Demokratom?". Bobbie rzuciła w stronę pytającego zdumione spojrzenie. „Gdybym ujawniła swoje preferencje polityczne, byłby to koniec mojej kariery dziennikarskiej" –  odrzekła. Mam wrażenie, że pani Joanny Lichockiej nie było wówczas na  świecie.

Klikam w internecie w link do zapisu ostatniej debaty prezydenckiej. Pierwsze pięć minut oglądam z opadniętymi z bezradności rękami. Byłem jednym z tych, którzy najgłośniej wrzeszczeli od początku, że rzetelna debata jest psim obowiązkiem kandydatów wobec narodu. Wściekałem się, kiedy unikali jeden drugiego, znikali i pojawiali się w  różnych miejscach, a potem mówili, że to wina przeciwnika. Teraz wiem, że debata udowodniła jedno: niektórzy dziennikarze nie dorośli, aby brać sprawy kraju w swoje ręce.


Korupcja polityczna polskich mediów jest bolesną tradycją. Dziennikarzami byli Rakowski i Urban, major ( jak się okazało) Górnicki (pisał Jaruzelskiemu przemówienia i został jego doradcą). Redaktorami naczelnymi tygodników i gazet – zanim sięgnęli po  polityczne zaszczyty – byli Aleksander Kwaśniewski, Dariusz Szymczycha (wcześniej pisał pracę magisterską na temat Perfectu, rozmawiał ze mną kilka razy, wszystko poszło na marne) oraz dzisiejszy europoseł Marek Siwiec.

Na świecie bywa ciut inaczej. Dziennikarz ma prawo mieć swoje poglądy, ale jeśli przekreśla to jego obiektywizm, jeśli manifestuje on swe preferencje, prowadząc program, i staje się otwartym zwolennikiem jednej ze stron sporu, jeśli jest wrogiem jednych, a sojusznikiem drugich, to jest skończony. Czytelnik czy widz nie wierzą już ani jednemu padającemu z ekranu słowu, choćby informowało o wybuchu na  stacji benzynowej. Medium pada, bo staje się stronnikiem. Tendencyjny dziennikarz jak Rush Limbaugh (radykalny konserwatysta) może zarabiać miliony na swoim atakowaniu Obamy, ale nigdy pracując na rzecz poważnej sieci informacyjnej. Oczywiście u nas stacja, która zatrudnia panią Lichocką, nie może z jej powodu stracić wiarygodności, bo nie może stracić czegoś, czego nie posiada.

Wiedząc o tym, najsłynniejszy dziennikarz polityczny w historii Walter Cronkite z telewizji CBS odrzucił w 1968 r. dyskretną propozycję Roberta Kennedy’ego, by  kandydować na fotel senatora stanu Nowy Jork (wypowiedziana z uśmiechem odpowiedź brzmiała: „Nie mogę, jestem zarejestrowany jako niezależny, no i mieszkam w Connecticut"). Kilka lat później ten sam Cronkite odrzucił inną ofertę – tym razem sztabu senatora George’a McGoverna, który sugerował mu ( jako „najbardziej wiarygodnemu człowiekowi w Ameryce") stanowisko wiceprezydenta USA. (Po latach Cronkite powie: „Gdyby propozycja była poważna, zgodziłbym się w sekundę, ale tylko po to, by  natychmiast zakończyć wojnę w Wietnamie"). Ale to Walter Cronkite.

U nas jego odpowiednikiem (uśmiech proszę) była Aleksandra Jakubowska, która czytała z kartki wiadomości – awansowała na stanowisko wiceministra z  ramienia SLD wkrótce po tym, jak wyszła ze studia telewizyjnego, gdyż nie mogła znieść faktu, że szefem Radiokomitetu został prawicowy działacz. Wiedząc o tym wszystkim, staram się dowiedzieć, kim jest Joanna Lichocka, bo naprawdę nie znam jej drogi medialnej. I czytam: kiedy Dariusz Szymczycha został szefem „Informacji" w Polsacie, redakcję newsroomu opuściła na znak protestu… właśnie Joanna Lichocka. Nie  spodobało się jej, że Szymczycha był wcześniej rzecznikiem kampanii prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego. Czyli kimś, kim sama się samozwańczo ustanowiła jakiś czas temu.

Debata prezydencka z założenia powinna być źródłem rzetelnej informacji o kandydatach. To nie może być lalka Barbie w rękach dziewczynki. Obowiązek debaty powinien zostać wpisany do ustawy wraz z kodeksem regulującym, jak taka debata musi wyglądać i jakie kryteria musi spełniać prowadzący. Oraz skąd go wziąć. Taką debatę prowadzić może wyłącznie dziennikarz zaprzysiężony, że nie zdradzi swoich pytań wcześniej nikomu. Że nie będą one tendencyjne i nie będą zawierały tezy. Dziennikarz słynący z wiarygodności i obiektywizmu – jak Walter Cronkite, Wolf Blitzer z CNN czy Brian Williams z NBC. Wiem, że to dziś brzmi jak brednie, kiedy Telewizja Polska jest tak partyjna jak kiedyś „Trybuna" Szymczychy. I kiedy reprezentująca ją dziennikarka wygłasza samodyskwalifikującą mowę, po której w dodatku jest sobą zachwycona, co świadczy o tym, że w jej przekonaniu jesteśmy idiotami, a w moim, że idiotą jest ktoś inny.

W USA pani Joanna nie  byłaby dziennikarką. Musiałaby żyć z czegoś innego. W Polsce może pracować nadal i kto wie, czy nie awansuje. Jakubowska została w pewnym momencie generalnym konserwatorem zabytków.
Więcej możesz przeczytać w 28/2010 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 85

Czytaj także