Mąż Marty i jego lista - wywiad z Marcinem Dubienieckim

Mąż Marty i jego lista - wywiad z Marcinem Dubienieckim

fot. Forum
Jestem skromną, prywatną osobą, która po prostu zna trochę ludzi – mówi Marcin Dubieniecki w wywiadzie dla „Wprost”. Mąż Marty Kaczyńskiej opowiada m.in. o swoim zaangażowaniu w kampanię prezydencką prezesa PiS, znajomości z politykami z lewicy i prawicy, oraz rozmowach z tragicznie zmarłym prezydentem i jego bratem o polityce.
Pan rozmawiał z Adamem Bielanem jak kolega z kolegą?
Tak.

A jak pan rozmawia z politykami lewicy?
Zależy z którymi.

A ilu pan ich zna?
Wielu.

Wiesław Kaczmarek?
Kaczmarek jest moim znajomym.

Józef Oleksy, Leszek Miller, Jerzy Urban, z którym podobno popijał pan wódeczkę?
Mój dziadek, jeszcze będąc w Komitecie Centralnym, był w dobrych relacjach z Józefem Oleksym, wiec my się znamy prywatnie. Nie przypominam sobie wódki z Urbanem.

A z innymi tez prywatnie?
Ja zazwyczaj staram się rozmawiać prywatnie, nie jestem osobą publiczną. Większość tych, z którymi rozmawiam, albo jest już poza polityką, albo w niewielkim stopniu, w niej uczestniczy.

Ma pan bardzo rozległe znajomości jak na 30-latka i prywatną osobę jednocześnie.

To się zaczęło, kiedy miałem 13 lat, od kampanii SdRP. Potem jeździłem z ojcem do Sejmu. Potem był 1995 rok i kampania Aleksandra Kwaśniewskiego, w której czynnie uczestniczyłem, wywieszając plakaty. Potem kampania do Sejmu w 1997 r. W 2002 r. zdecydowałem się wystartować do samorządu na radnego w Kwidzynie z listy SLD. Z siódmego miejsca, wiec bez powodzenia. Mnie zawsze polityka fascynowała.

Co fascynującego pan widzi w polityce?
Możliwość wpływania na rzeczywistość. Żeby tak iść, zapchać miejsce w Sejmie i być maszynką do głosowania – tego nie mógłbym znieść. Mam wielu serdecznych przyjaciół, bardzo bym chciał, żeby wrócili do polityki i poszli pod szyldem PiS, bo byli związani z Lechem Kaczyńskim. Wierzę, że wtedy PiS by się wzmocniło. Każda partia musi być tak przygotowana, jakby jutro miała objąć rząd. PiS stracił wielu fachowców po tragedii smoleńskiej, przynajmniej 1/3 rządu zginęła.

Pan ma notesik z nazwiskami osób, które na sygnał byłyby gotowe pomóc?
Myślę, że gdybym wymienił tę listę, to byłoby bardzo duże poruszenie polityczne.

Bo nie są to anonimowi ludzie?
Ich ujawnienie dzisiaj spowodowałoby zamieszanie na scenie politycznej. Okazałoby się, kto jest lojalny, a kto nie.

Cały wywiad w poniedziałkowym wydaniu tygodnika "Wprost"

Czytaj także

Czytaj także