Wańka wstańka

Wańka wstańka

Był skończony w polityce już nieraz. Zawsze się podnosił. Właśnie minimalnie przegrał wybory prezydenckie. A przegrany Jarosław Kaczyński jeszcze bardziej chce wygrać.
Powiedział kiedyś, że zamierza pobić rekord kanclerza Niemiec Konrada Adenauera, który z czynnej polityki wycofał się dopiero trzy lata przed swymi 90. urodzinami.

– W przypadku Jarosława Kaczyńskiego sprawdza się powiedzenie: co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Jego obietnica, że  pozostanie w polityce aktywny do dziewięćdziesiątki, wydaje mi się bardzo realna – mówi Jan Parys, bliski współpracownik Kaczyńskiego w  minionych latach.

Moja partia, mój prezydent
Historię niezatapialnego Jarosława Kaczyńskiego można zacząć w latach 70., gdy jako brat opozycjonisty Lecha Kaczyńskiego zaczął zdobywać pierwsze szlify w KOR. Można też od roku 1988, gdy stał się współpracownikiem Lecha Wałęsy w stoczni. Ale najlepiej zacząć ją 4 czerwca 1989 r., gdy z poparciem szefa „Solidarności" został senatorem wolnej Polski.

Tuż po wyborach znalazł się w najbliższym otoczeniu Lecha Wałęsy, które decydowało o wyborze pierwszego niekomunistycznego rządu. – To do niego się dzwoniło, by dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja –  przyznaje Tadeusz Mazowiecki wyznaczony wtedy na premiera. W zamian za  forsowanie jego kandydatury Jarosław Kaczyński oczekiwał od  Mazowieckiego pełnego podporządkowania. Anegdota głosi, że Mazowiecki w  swoim gabinecie zastał telefon mający bezpośrednie połączenie z  gabinetem I sekretarza KC PZPR. Kaczyński zażądał przełączenia tej linii do siebie. Mazowiecki jej natychmiastowego odcięcia. Co więcej, zapowiedział, że nie zgadza się na nadkomisarza Kaczyńskiego.

Wałęsa postanowił, że Kaczyński zostanie redaktorem naczelnym „Tygodnika Solidarność". Pismem kierował wcześniej Mazowiecki. Kiedy został premierem, chciał sam wyznaczyć następcę.

Tygodnik pod rządami Jarosława Kaczyńskiego stał się kuźnią kadr i idei jego pierwszej partii –  Porozumienia Centrum. To na łamach tego pisma pojawiły się postulaty przyśpieszenia rozliczenia z historią, czyli odrzucenia grubej kreski Mazowieckiego, oraz hasło wyboru Lecha Wałęsy na prezydenta.

Kaczyński nie tylko pisał, ale też działał. Latem 1990 r. Mazowiecki chciał zorganizować kongres komitetów obywatelskich, które wiosną odniosły zwycięstwo w pierwszych wolnych wyborach samorządowych, by zyskać ich poparcie. Kaczyński zwołał identyczne spotkanie, tyle że dzień wcześniej, dzięki czemu działacze złożyli deklarację lojalności Lechowi Wałęsie. To wtedy posłanka Barbara Labuda płakała i krzyczała: „Co wyście zrobili!".

Tak zaczęła się „wojna na górze", czyli spór między Tadeuszem Mazowieckim a Lechem Wałęsą. Jej prawdziwym zwycięzcą był ten trzeci – Jarosław Kaczyński. Na bazie tego konfliktu stworzył partię Porozumienie Centrum, a jej pierwszym spektakularnym zwycięstwem był sukces Lecha Wałęsy w wyborach prezydenckich.

Druga osoba w państwie
Kaczyński został szefem kancelarii prezydenta Wałęsy. „Nader często wydawało mu się, że to on został wybrany na prezydenta, a nie Wałęsa. Kurtuazyjne przedstawianie go przez prezydenta jako ?mój zastępca? przyjmował niemal dosłownie" – piszą Joanna i Mateusz Wyrwichowie w  książce „Czarne i białe”.

Sam siebie nazywał „drugą osobą w państwie". I  spierał się z prezydentem o wszystko. O pryncypia, czyli rolę ministra Mieczysława Wachowskiego, i o drobiazgi, na przykład o spóźnienia. „W  Belwederze Wałęsa próbował prowadzić ze mną wojnę. Chciał, żebym przychodził do pracy przynajmniej na dziewiątą. Oczywiście nie  przychodziłem, ignorowałem jego prośby i telefony do mojej sekretarki” –  przyznaje w książce „Czas na zmiany”.

W 1991 r. jest wciąż głównodowodzącym w Belwederze. Po wyborach parlamentarnych odgrywa rolę koalicyjnego magika klecącego rząd siedmiu partii z Janem Olszewskiem na  czele. Ten wybór nie przypada Wałęsie do gustu, a do osobistych utarczek i rozpychania się Kaczyńskiego w Kancelarii Prezydenta dochodzą oskarżenia o niejasności finansowe w Fundacji Prasowej „Solidarności" i  spółce Telegraf powiązanych z PC. Wałęsa wyrzuca Kaczyńskiego z  kancelarii.

Wtedy zaczyna się ich wojna na śmierć i życie, która trwa do  dziś.

Teczki i kukły
Kaczyński dołącza do parlamentarnego rokoszu zorganizowanego przez rząd Jana Olszewskiego. W noc teczek z 4 na 5 czerwca 1992 r. woła z sejmowej mównicy: „To jest debatao Polsce. Musimy sobie wreszcie powiedzieć, że  żadne państwo nie może tolerować agentów w swoich strukturach". Tej nocy ujawniono listę rzekomych współpracowników bezpieki, wśród których był Lech Wałęsa. Prezydent odwołuje rząd Olszewskiego, a książka „Lewy czerwcowy”, opisująca te wydarzenia, staje się hitem kolportowanym przez Porozumienie Centrum na wiecach w całym kraju.

W styczniu 1993 r. Kaczyński organizuje marsz na Belweder, domagając się ustąpienia Wałęsy i dekomunizacji. Gdy woła: „Przychodzimy do człowieka, który jest sworzniem tego całego postkomunistycznego układu rządzącego Polską. Przychodzimy do człowieka, który miał być naszym prezydentem, a został prezydentem czerwonych", towarzyszący mu Jan Parys, minister obrony w  rządzie Olszewskiego, podpala kukłę Wałęsy. Po latach Kaczyński pyta zdziwiony: „Miałem rzucić się na kukłę i parząc się, gasić ogień?”.

To nie przypada wyborcom do gustu. W wyborach do parlamentu jesienią 1993 r. partia Kaczyńskiego nie przekracza progu wyborczego. Wydaje się, że  to polityczny koniec prezesa. – Przez pierwszy rok czy półtora było bardzo niedobrze. Spływały jakieś resztki pieniędzy, naprawdę groszowe kwoty na opłacenie mediów i niewielkie pensje dla dwóch lub trzech osób, w tym dla mnie – wspomina ten czas Ludwik Dorn w książce Piotra Zaremby „O jednym takim… Biografia Jarosława Kaczyńskiego".

„Jan Olszewski miał przynajmniej status byłego premiera. A Jarosław Kaczyński kim wtedy był?" – dodaje Dorn.

Siedem lat chudych i tłusta krowa
Mimo wszystko Kaczyński się nie poddaje. Żyjąc marzeniem wielkiego powrotu, próbujelansować swego brata na prezydenta w wyborach 1995 r. Bez skutku. Wbrew Wałęsie popiera wtedy Hannę Gronkiewicz-Waltz. Ciekawe, że w 2006 r., gdy wygrywa ona wybory na prezydenta Warszawy, Jarosław komentuje to lapidarnym: „Wraca stare!".

Kolejną szarżę przypuszcza w roku 1997, gdy po czterech latach rządów lewicy marsz po  władzę rozpoczyna prawica zjednoczona przez Mariana Krzaklewskiego. Kaczyński i jego PC współtworzy Akcję Wyborczą Solidarność, ale  Krzaklewski nie chce dać mu pierwszego miejsca na liście wyborczej.

– Musiał startować z ROP Jana Olszewskiego. By zapewnić mu odpowiednią liczbę głosów, organizowaliśmy grupy wsparcia. Ludzie brali zaświadczenia do głosowania i przyjeżdżali do Warszawy, by zagłosować na  Jarka. Sam tak zrobiłem – wspomina Marek Suski, partyjny kolega Kaczyńskiego od początku lat 90.

Kaczyński do Sejmu wszedł, ale pozostał na uboczu. – To był jego najgorszy politycznie okres. Nie zgadzał się z  rządami prawicy w wykonaniu Buzka i Krzaklewskiego, ale nie chciał ich otwarcie krytykować, bo to oznaczałoby mówienie jednym głosem z SLD. Pamiętam, że rozważał wtedy odejście z polityki i założenie kancelarii prawniczej. I może tak by się stało, gdyby nagle nie pojawiło się światełko w tunelu – opowiada Suski.

Tym światełkiem okazał się brat Lech, któremu premier Buzek po rozpadzie koalicji AWS-UW zaproponował stanowisko ministra sprawiedliwości. Był rok 2000. Rok wcześniej rozsypało się PC.

Lech Kaczyński, nim dał odpowiedź premierowi, naradził się z bratem. Ten zdecydował od razu. W nominacji Lecha dostrzegł niepowtarzalną szansę na zakończenie politycznej wegetacji trwającej całe siedem lat.

W Ministerstwie Sprawiedliwości pojawili się ludzie Kaczyńskich: Elżbieta Kruk, Przemysław Gosiewski, Zbigniew Ziobro. Jarosław w tym czasie organizował nową partię – Prawo i Sprawiedliwość.

– Pozostał w cieniu Leszka, bo to na jego popularności, 40-procentowym poparciu w sondażach, zbudował PiS. To była dobrze przemyślana strategia – ocenia Teresa Kamińska, minister ds. reform w rządzie Buzka.

Przemyślana i skuteczna – o czym świadczył wynik wyborów 2001 r.: PiS dostał 9,5 proc. i wprowadził do Sejmu 44 posłów.

Falowanie i spadanie
Jarosław kuł żelazo, póki gorące. Szybko odkrył, że sposobem na  odzyskanie wpływów w życiu publicznym jest wytykanie wad innym. Samoobronie raz po raz przypominał rolę SB w tworzeniu tej partii. LPR zarzucał populizm i awanturnictwo. SLD nazwał organizacją przestępczą, którą trzeba zdelegalizować. W ogniu komisji śledczych wykuł fundamentalną dla swej partii ideę walki z układem. W wyborach samorządowych skutecznie walczył o stanowisko prezydenta Warszawy dla  brata Lecha. Gdy w 2003 r. przejął po nim przywództwo w PiS, był już na  tyle silny, by wykonać kolejnykrok i w 2005 r. zdobyć w wyborach parlamentarnych władzę dla swej partii, a w wyborach prezydenckich fotel głowy państwa dla swego brata. Wreszcie został premierem.

Zdobywanie idzie mu jak po maśle, ale nie potrafi wytrwać w roli zwycięzcy. Wejście w koalicję z opluwanymi wcześniej Samoobroną i LPR podważyło jego wiarygodność. Podpisanie paktu stabilizacyjnego z tymi partiami jedynie w świetle kamer Telewizji Trwam przeczyło mitowi obrońcy demokracji i  wolności słowa. Dzielenie Polaków na tych, którzy stoją tam, gdzie PiS, albo tam, gdzie ZOMO, uczyniło z idei IV RP kadłubek Polski jedynie PiS-owskich Polaków.

Sztandarowa walka z korupcją skończyła się niechlubnymi sprawami doktora G., uwodzonej przez agenta CBA posłanki PO, potem była samobójcza śmierć Barbary Blidy. Politykę zagraniczną zdominowała narodowa klaustrofobia.

Zwycięski Jarosław Kaczyński okazał się mało atrakcyjnym wodzem. W 2007 r. przegrał wybory parlamentarne.

Najlepsze bramki przed nami
Przez kolejne trzy lata żył przygotowaniami do reelekcji Lecha Kaczyńskiego. Wszystko zmieniła katastrofa pod Smoleńskiem. Jarosław Kaczyński czuł się zobligowany do startuw wyborach w zastępstwie zmarłego brata. Nie wygrał, ale poparcie blisko 9 milionów wyborców to  trampolina, z której trudno nie skorzystać w zbliżających się wyborach samorządowych i parlamentarnych.

– Jarosław Kaczyński to zawodnik, który rozkręca się w trakcie trwania meczu. Na najlepsze bramki musimy jeszcze poczekać – mówi Marek Suski.

Doktor Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego uważa, że tym razem, tak jak w całej historii upadków i  wzlotów Jarosława Kaczyńskiego, siłą napędową będzie utożsamienie się z  głosem niezadowolonych. – W ostatnich wyborach potrafił wyartykułować niezadowolenie z rządów PO, wątpliwości w sprawie działania rządu po  katastrofie smoleńskiej i reakcji na powódź. Umiejętność Jarosława Kaczyńskiego podnoszenia się z różnych kryzysów i wychodzenia z nich umocnionym polega na stawianiu ważnych dla wyborców pytań – mówi Flis.

Kiedy zadaje pytania w imieniu wyborców, skupia społeczne poparcie niezadowolonych. Gdy próbuje na te pytania odpowiadać, zwykle ponosi porażkę. Ale zawsze wstaje.

Jarosław Kaczyński skończy 90 lat w roku 2039.
Okładka tygodnika WPROST: 29/2010
Więcej możesz przeczytać w 29/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 7
  • zatroskany IP
    Od czasów J.Piłsudzkiego nie mieliśmy w Polsce prawdziwego męża stanu.Od 1939r.wszyscy mądżejsi politycy polscy byli mordowani.Ostatnio pod Smoleńskiem.I co wy na to mądrale,wychowani na kłamstwie i obłudzie.Wy nawet nie wiecie co to jest Ojczyzna.Jeśli masz ochotę to zadaj odrobinę trudu i zapytaj prawdziwego Niemca co jest dla niego ojczyzną.Usłyszysz odp.Wielkie Niemcy.Ale jak ty możesz pytać jan nie znasz niemieckiego?!Nieuku jeden!!!!
    • bez-nazwy IP
      Trudno się pozbyć wrażenia, że dla rządu polskiego zbliżenie z obecnymi władzami rosyjskimi jest ważniejsze, niż ustalenie prawdy w jednej z największych tragedii narodowych\".\"Powstaje wrażenie, że władze rosyjskie nie są zainteresowane wyjaśnieniem wszystkich przyczyn katastrofy, zaś władze polskie powtarzają zapewnienia o \'pełnej otwartości\' strony rosyjskiej, niczego się od niej faktycznie nie domagając i tylko cierpliwie oczekują, aż z Moskwy nadejdą dawno obiecane im materiały\".Pod listem podpisali się dziennikarz i tłumacz Aleksander Bondariew, krytycy Kremla Władimir Bukowski, Andriej Iłłarionow i Wiktor Fajnberg oraz poetka i działaczka demokratyczna Natalia Gorbaniewska.
      • ex-czyt IP
        Najwybitniejszy polityk na polskiej scenie, więc nie dziwota, że jest przez karłów wszelakiej maści znienawidzony.
        • bez-nazwy IP
          Dla więcej niż połowy POlaków Pan Kaczyński jest nadzieją na wolną Ojczyznę.Już niedługo Pelo wykopyrtknie.
          • AH59 IP
            Jest to polityk z ktorym mozna sie nie zgadzac ale warto Go sluchac w przeciwienstwie do Jego oponentow.Jest jednym z niewielu wspoczesnych politykow ktory ma idee polityczna a nie belkot PR