Wścieklizna polityczna

Wścieklizna polityczna

Po ludzku wybaczam zarzut, który mi pan stawia, że kierowałem się politycznym wyrachowaniem – mówi Tomaszowi Machale poseł PiS Joachim Brudziński.
Tomasz Machała: Dlaczego w kampanii wyborczej występy w mediach zawiesili politycy PiS, którzy zawsze wypowiadali się najostrzej?

Joachim Brudziński: To jeden z wielu mitów. Bardzo bym prosił, żeby wskazać, na czym ta ostrość czy agresja mojej aktywności medialnej miała polegać?

Najogólniej mówiąc – dobitniej niż inni wyraża pan swoje przekonania.

Taki mam styl. Natomiast uważam się za człowieka wyjątkowo łagodnego serca i te wszystkie przyprawiane mi gęby, że jestem „platformożercą" i  oszalałem z nienawiści, są absolutnie nieprawdziwe. W Platformie jest wiele osób, które cenię i szanuję.

Dlaczego nie chce pan potwierdzić rzeczy oczywistej? PiS w kampanii schowało posłów mających ostry wizerunek.

To jest pana teza.

To nieprawdziwa teza?

Oczywiście, że nieprawdziwa. Zapewniam, że potrafię mówić łagodniej od  Joasi Kluzik-Rostkowskiej, Eli Jakubiak czy Pawła Poncyljusza. 

Serio?

Serio, (śmiech) serio. Gdybym chciał udzielać wywiadów, tobym to robił. Wynikało to wyłączenie z tego, że byłem bardzo zajęty.

I jakoś tak ochota do gadania przeszła także Zbigniewowi Ziobro, Jackowi Kurskiemu, Michałowi Kamińskiemu, Markowi Suskiemu?

Naprawdę nie jest tak, że w PiS jest jakiś beton w postaci starego zakonu PC – ludzi odmóżdżonych, pełnych agresji, nienawiści do  otaczającego świata, i są synogarlice w postaci Joasi Kluzikowej czy Eli Jakubiakowej, znienawidzoneprzez tych oszalałych z nienawiści PC-towców. No i są „ziobryści", którzy się nienawidzą z kolei ze „spin doktorami”. I jeszcze są jacyś „muzealnicy”. Sprawia się wrażenie, że ta partia funkcjonuje tylko w oparciu o wzajemne ataki, wzajemne agresje i raz jedna grupa uzyskuje przewagę, a potem druga. To bardzo nieprawdziwy obraz partii.

Znów pan mówi. I powiedział pan, że ciało prezydenta leżało w Smoleńsku w błocie w ruskiej trumnie. Jacek Kurski stwierdził, że odreagowuje pan trzy miesiące cenzury.

Poprosiłem Jacka Kurskiego, żeby był uprzejmy nie zajmować się moimi emocjami. Ja nie wnikam w emocje Jacka Kurskiego. Wiem, że nim te emocje teraz targają, ma być licytowany jego samochód.

On powiedział, że była cenzura, a wy mieliście zakneblowane usta. A  teraz ten plaster możecie już zdjąć.

Nikt mi ust nie kneblował. Nie wiem, czy Jacek miał poczucie, że jemu ktoś knebluje. To, co powiedziałem o ruskiej trumnie, było prawdą.

Powiedział pan to w emocjach czy na chłodno?

Nie jestem odmóżdżonym, nieemocjonalnym cyborgiem. Ilekroć wracam do 10 kwietnia, to oczywiście emocje się pojawiają.

Jak mógł pan przez trzy miesiące kampanii głęboko to przeżywać i nie powiedzieć ani słowa?

A powiedzieć tak wiele słów po wyborach. Nigdy pamięć o tym, co tam się wydarzyło, nas nie opuściła. Nigdy. Czy  pan sobie wyobraża, że trwają pogrzeby, a my wtedy wytaczamy te armaty?

Mówię o milczeniu przez trzy miesiące. I o gwałtownym powrocie do tematu.

Wybaczam panu ten zarzut, naprawdę mówię to bez żadnej ironii, po ludzku wybaczam zarzut, który mi pan stawia, że kierowałem się politycznym wyrachowaniem.

Co takiego się zdarzyło, że w poniedziałek Jarosław Kaczyński zażądał przeprosin, we wtorek pan powiedział o „ruskiej trumnie", a w środę znów Jarosław Kaczyński powiedział o „zbrodniczej polityce rządu”?

Skończyła się kampania wyborcza, a można odnieść wrażenie, że dla rządzących wygodniej byłoby, żeby temat katastrofy smoleńskiej jak najszybciej zniknął z przestrzeni publicznej. Żeby nie próbować dojść do  rzetelnej prawdy. To nie był zwykły wypadek. Dochodzenie jest na razie bardzo nieskuteczne.

I nie widział pan tego już w czerwcu?

W czerwcu każdy tego typu głos byłby odebrany jako element kampanii wyborczej.

Bo byłby nim.

Odwrócę pytanie – chciałby pan, żebyśmy w kampanii używali tych argumentów? Chciałby pan takiej kampanii?

Nie chcę, żeby katastrofa ani w kampanii, ani po kampanii była grą polityczną.

Już powiedziałem: wybaczam panu ten zarzut, że sądzi pan, iż byłbym emocjonalnie zdolny do tego, żeby tragedią prezydenta, tragedią Krzysztofa Putry, którego mi tak po ludzku bardzo brakuje, tragedią Przemka Gosiewskiego, Aleksandry Natalli-Świat, Grażyny Gęsickiej grać na potrzeby politycznego uzysku. Po prostu nie byłbym w stanie.

Gdyby Jarosław Kaczyński był dziś prezydentem, to też wróciłby do tego w  ten sposób? W kampanii mówił, że chce wielkiego planu budowy Polski.

A dlaczego pan uważa, że to się wyklucza?

Jarosław Kaczyński mówi, że gdyby nie było osobnych wyjazdów do Katynia, może nie byłoby tragedii. Prostą konsekwencją tego są słowa, że Tusk ma  krew na rękach.

Nie graliśmy w kampanii tą tragedią. I co najważniejsze, nie przeszło to  przez myśl Jarosławowi Kaczyńskiemu.

A teraz przechodzi to przez myśl?

A dlaczego uważa pan, że my tym gramy?

A dlaczego Jarosław Kaczyński teraz, a nie dwa miesiące temu, żąda przeprosin od wszystkich, którzy obrażali jego brata? Od kogo oczekuje dziś przeprosin?

Pan uważa, że nie ma za co przepraszać?

Uważam, że było wiele obraźliwych wypowiedzi, ale z obu stron.

Z obu? Spróbujmy to zważyć: dorzynanie watah, patroszenie Jarosława Kaczyńskiego...

Dziadek z Wehrmachtu.

A czy Jacek Kurski nie miał racji? Z tego, co wiem, mówił prawdę.

Kto powinien przepraszać?

Wszyscy, którzy nie mają czystego sumienia.

W jaki sposób?

Normalnie, po ludzku.

Przecież to historia polityczna.

Nie sądzę. Tolerowanie przez szefostwo PO tego, co wygaduje Janusz Palikot, jest najlepszym dowodem, że Platforma uznała, iż jeśli uda się przywrócić poziom dyskursu sprzed 10 kwietnia, to będzie jej to służyło.

Czy bez przeprosin możliwa jest współpraca Jarosława Kaczyńskiego z  Bronisławem Komorowskim?

W kwestiach technicznych oczywiście tak. Nie będziemy bojkotować posiedzeń Sejmu. Jarosław Kaczyński wykluczył jakąkolwiek ściślejszą współpracę polityczną.

Będzie więc wojna.

Nie chcę żadnej wojny. Ani o krzyż, ani o Smoleńsk. Miałem naiwną nadzieję, że nie wrócimy do poziomu dyskursu sprzed 10 kwietnia.

Ale wróciliśmy. Bo jaki to jest poziom dyskusji, jeśli rzecznik pana klubu porównuje przeniesienie krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego do  PRL-owskiej wojny z krzyżem.

Z dużym zdziwieniem przyjąłem, że jedną z pierwszych decyzji Bronisława Komorowskiego było przeniesienie krzyża. Nie chcę grać szczerymi intencjami tych, którzy krzyż stawiali. Uważam za niedopuszczalne, abysymbol krzyża był wykorzystywany, czy to przez polityków PO, czy PiS.

Czy PiS złoży wniosek o powołanie komisji śledczej?

Wierzę, być może naiwnie, że uda się tę tragedię wyjaśnić. Że zrobi to  polska prokuratura, bo w dobrą wolę Rosjan nie za bardzo chce mi się wierzyć.

Bo zależy im na tym, żeby ukryć prawdę?

Słyszałem, trzeba to sprawdzić, że największe katastrofy lotnicze w  Rosji zawsze kończyły się orzeczeniem takim samym: winy pilota. Przy okazji wielkich tragedii, ataków terrorystycznych widać, że w Rosji jest dosyć specyficzne podejście do standardu życia ludzkiego i do procedur. Wiele śledztw w Rosji dotyczących tajemniczych zgonów, np. niezależnych dziennikarzy, nie zostało do końca wyjaśnionych. Z tego wynikają nasze obawy o prawidłowy tok tego śledztwa.

Dlaczego uważacie, że gdyby w kwietniu była do Katynia jedna, wspólna delegacja, to nie doszłoby do katastrofy?

Mam bardzo szczegółowe kalendarium tej sprawy. 27 stycznia Kancelaria Prezydenta powiadomiła Rosjan i polski MSZ, że prezydent Kaczyński weźmie udział w obchodach 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. 3 lutego do  akcji włączył się premier Putin, zapraszając na te uroczystości Donalda Tuska. Po raz pierwszy od 20 lat strona rosyjska postanowiła zorganizować własne obchody. 8 lutego minister Sikorski publicznie radził Lechowi Kaczyńskiemu, aby nie jechał do Katynia. Mam wątpliwości, czy rząd na potrzeby walki z ówczesnym prezydentem naiwnie nie dał się wmanewrować Rosji w wewnętrzną rozgrywkę. Czy Rosja nie wykorzystała walki premiera i Platformy z urzędującym prezydentem, żeby tę sprawę rozgrywać. Gdyby nie ten poziom „wścieklizny politycznej", z którą mieliśmy do czynienia przed 10 kwietnia, to do tej tragedii by nie doszło.

Jest 10 kwietnia, samolot rozbił się o 8.41. Dlaczego nie chcieliście lecieć na miejsce z Donaldem Tuskiem?

My o godzinie 11 wiedzieliśmy już, że mamy samolot, była decyzja, że  lecimy. Wtedy premier dopiero przygotowywał się do posiedzenia rządu.

O której premier zadzwonił z zaproszeniem?

My już wtedy mieliśmy wszystkie sprawy załatwione, czekaliśmy na odlot. Można przypuszczać, że decyzja premiera Tuska o wylocie została podjęta wtedy, gdy kanałami dyplomatycznymi zorientowali się, że trwają nasze przygotowania do wylotu.

Wylądowaliście w Rosji dwie godziny przed premierem, ale dojechaliście na miejsce później.

Tempo naszej jazdy było bardzo spowalniane. To tragikomicznie wyglądało już w samym Smoleńsku, bo podjechaliśmy pod bramę lotniska i nas zawrócono.

Wjechaliście po kilkunastu minutach oczekiwania.

W końcu nas wpuścili. Teraz czytam relacje osób towarzyszących Donaldowi Tuskowi, że było pytanie, czy premier Kaczyński życzy sobie kondolencji.

Czy przyjmie kondolencje.

Była okazja, by to zrobić, kiedy przyjechaliśmy. Czy sądzi pan, że  premier Kaczyński nie przyjąłby wyciągniętej ręki Donalda Tuska wtedy? Ale nie było tam premiera. On w tym czasie był pod namiotem razem z  Władimirem Putinem.

A kondolencje od Władimira Putina?

Gdy zbieraliśmy się do wyjazdu, padła propozycja, że pan premier Putin łaskawie prosi pana Kaczyńskiego do namiotu, bo zechce mu złożyć kondolencje. Wyglądało to trochę tak: „Imperator Wszechrusi wzywa łaskawie do swojego namiotu, przed swoje oblicze". Z tego, że Jarosław Kaczyński tam nie poszedł, byłem wtedy i jestem dziś bardzo dumny. Zachował się jak mąż stanu.

Co zobaczyliście na miejscu katastrofy?

Pan Donald Tusk w moich oczach szacunku nigdy mieć nie będzie. Właśnie za to, że poszedł pod namiot na suche, świetnie przygotowane miejsce, pod namiotem wspólnie z premierem Putinem wyrażał swoją rozpacz i żal, a kilkadziesiąt metrów dalej na folii, na noszach leżały ciała prezydenta Rzeczypospolitej, wicemarszałka Sejmu i ostatniego prezydenta na uchodźstwie, w błocie, bo tak to należy powiedzieć.

Minister sprawiedliwości powiedział, że nie rozumie pan procedur. Te  ciała jego zdaniem nie mogły być przeniesione.

Przecież były przenoszone, bo to nie było miejsce, w którym je  znaleziono. Nie winię za to Rosjan, u nich, jak to mówią, „ludzi mnogo". Zresztą wielu Rosjan, któr ych wtedy spotkaliśmy, było wobec nas bardzo uprzejmych. Nigdy nie zapomnę ich wzruszenia i autentycznego współczucia, jakie nam okazywali. Jesteśmy im za to wdzięczni. Ale kiedy Donald Tusk mówił tak wzruszająco o empatii i współczuciu, nie zdobył się na to, żeby zwrócić uwagę, że jest coś niestosownego w tym, jak ciało prezydenta jest traktowane.

Czego pan oczekiwał?

Czy to jest jakieś wariactwo, że mam pretensję, iż premier nie zadbał o  to, by nad ciałem polskiego prezydenta został rozpostarty namiot? Czymś idiotycznym czy naiwnym jest oczekiwanie, że wraz z delegacją rządową pojawi się czterech żołnierzy kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego, którzy zaciągnęliby wartę przy ciele?

Dzisiaj tłumaczą się, że to wynikało z konieczności przestrzegania procedur i obowiązującego rosyjskiego prawa.

Nie sądzę, aby przeniesienie z błota w suche miejsce, okrycie ciała biało-czerwoną flagą i zaciągnięcie warty było złamaniem jakichkolwiek procedur. Dlatego trzeba o tym mówić i będziemy o tym mówić.

Okładka tygodnika WPROST: 30/2010
Więcej możesz przeczytać w 30/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 46
  • eto ja ninoczka IP
    prawdziwa wscieklizna i to nawet nie polityczna wscieklizna baby ktora ma problemy z chlopem,jesli ma chlopa,wogole to kempa ktora wytyka sekule ze jest wybrany zeby bronic po,a ona to co? kaczor specjalnie wybral do komisji babe z bazaru bo takie slownictwo kempy
    to tylko na bazarze lub w maglu! kempa nie ma za grosz kultury,juz nie mowiac o wyksztalceniu,mowi ze jest prawnikiem,kto jej dal dyplom!!!!
    • Damian IP
      \"PiSOSZOŁOMY\" - JAK NIEMIECCY NACJONALIŚCI
      Tylko tak można określić Jarosława K i tą jego
      najbliższą klakę: (Brudziński, Ziobro, Maciarewicz,
      Kempa, Szczypińska).
      Podjudzanie społeczeństwa, do wzajemnej nienawiści,
      przypomina szaleństwo nacjonalistów niemieckich,
      w latach 30-tych. Wtedy, nie zlikwidowano w zarodku
      hitleryzmu i było to tragedią dla setek milionów ludzi.
      Czy nie czas pomyśleć o likwidacji kaczyzmu,
      póki nie jest za późno?
      • Mariola IP
        WICHRZYCIELSTWO z ZACIEKŁĄ PODŁOŚCIĄ
        Maciarewicz, zawsze był \"psychicznie skrzywiony\".
        Ma za sobą pobyty w psychiatrycznych
        szpitalach, miał \"żółte papiery\".
        Jako zawodowy wichrzyciel i pieniacz, jest doskonałym
        okazem, do PiSowskiej polityki wojny z \"resztą Polski\".
        Wypadek samolotu, to obecnie jedyna pożywka
        tej partii, do podjudzania otumanionych ludzi, różnymi
        spiskowymi historyjkami, jakiegoś \"zbrodniczego\"
        wątku. Maciarewicz, podjudzony przez prezesa, będzie
        dosłownie szalał, we wściekliźnie pomówień.
        • bez-nazwy IP
          zwolennicy PO to ludzie z dużych miast i wyższym wykształceniem,tak czytałem
          • ,palomar IP
            Co wy chcecie od Brudzinskiego .
            Przeciez to niewinna istotka sierotka Marysia , prawdomownosc z niego bucha na kilometry ,lagodniutki ,czy te oczy moga klamac -alez nie ,serce by wylozyl i Niesiolowskiemu oddal ,wszystkich kocha ,wybacza kazdemu nawet Palikotowi ,chodzaca dobroc a wy sie go czepiacie , dajcie mu spokoj niech oddycha.