Z życia opozycji

Z życia opozycji

Świat nie widział takich cudów. Zaganiany kampanią Grzesiek Napieralski zaprosił dziennikarzy na „składanie życzeń z okazji Dnia Matki". Nie, nie pismakom te życzenia składał, ale własnej mamie. Przez Skype’a. I  tak dobrze. Mógł jej faks posłać.

Nie żebyśmy się szczególnie stęsknili, ale jakoś nie zauważyliśmy, by  Napieralskiego wspierał w tej kampanii Aleksander Kwaśniewski. Pewnie znów w rozjazdach i nie ma do tego głowy. A w każdym razie wystarczająco mocnej głowy.

Nic nam nie wiadomo o jakiejkolwiek kampanii wyborczej Andrzeja Olechowskiego. Wygląda na to, że to pierwszy na świecie kandydat, który postanowił zbojkotować wybory, w których bierze udział. Średnio co pół dnia słyszymy plotkę, że Olechowski w ogóle zrezygnuje z  tej zabawy obrażony na rodaków, którzy podchodzą do jego kandydatury mało entuzjastycznie. Zgadzamy się, że ta cała demokracja to jednak idiotyzm. Nie można by zrobić tak, że wygrywa najwyższy?

Ciekawą minę musi mieć przy tym wszystkim Paweł Piskorski. Matko, i co teraz? Cały plan z kandydowaniem Olechowskiego, z przejmowaniem SD, ze  sprzedażą kamienic, z graniem na nosie Platformie na nic?! Sorry, Paweł, ale akurat wszyscy cię uprzedzali, że Olechowskiemu nie będzie się chciało rano wstawać.

Polityka to jednak straszne uzależnienie. Każdy chce wrócić. Po Koniu, który umizgiwał się do Partii Miłości, przyszła pora na wykopalisko znacznie starsze i znacznie bardziej sfrustrowane. Jak nas poinformowali rozchichrani pisowcy, sondował ich ostatnio przez umyślnych – uwaga, uwaga – Krzysztof Król. Pamiętają państwo jeszcze to chodzące nieszczęście z KPN, ten wykwit polityki prorodzinnej Wodza Teścia? Sonda trafiła jednak na mur obojętności, więc Król się teraz mści i pluje na  Kaczora, jak się da i gdzie się da. To ma nawet w medycynie swoją nazwę. Syndrom Niesiołowskiego – zdaje się. Ale Krzysiek, nie martw się, nawet jak cię PO nie przygarnie, to zawsze możesz z Adamem Słomką pornolami pohandlować.

Nie napisaliśmy ani słowa o kampanii pana Ziętka. I już nie napiszemy.

Scenka z życia telewizji stendhalowskiej: Przed bramką w nowym gmachu na  Woronicza stoi mężczyzna koło czterdziestki i domaga się wpuszczenia do  środka. „Nie ma dla pana przepustki" – powtarza mu nieubłagany strażnik. „Niech pan sprawdzi jeszcze raz!". „Nie ma, niech pan przyjdzie jutro”. „Nie mogę, jestem nowym dyrektorem Jedynki i właśnie przyszedłem do  pracy”.


I to by było na tyle. Kiedy osiem lat temu przychodziliśmy do „Wprost", nie sądziliśmy, że nasza przygoda na jego łamach aż tak się przeciągnie, ale wiedzieliśmy, że kiedyś przyjdzie nam odejść. No i właśnie przychodzi. Kiedy przychodziliśmy, świeżo upieczonym premierem był Leszek Miller, a  Aleksander Kwaśniewski nie zdążył jeszcze poznać smaku szorstkiej z nim przyjaźni. Opisywaliśmy przez te lata Telewizję Białoruską oddział w  Warszawie i kolejne jej przeobrażenia, gościli na naszych łamach Mulat i  Koń, Zetafon i Biały Nos. Opisywaliśmy udo Hojarskiej i taśmy Beger, kiszone ogórki i akcję stawiania ciepłej wódki Gembarowskiemu. To  wreszcie u nas mogli Państwo pierwsi poczytać sobie o aferze Rywina. W  tym czasie obraziły się na nas i pogodziły z nami dziesiątki polityków. Jedni obiecywali nam rękoczyny, inni spotkania w sądzie, ale jakoś nikt z nich słowa nie dotrzymał. My sami zdążyliśmy się ożenić, choć – i tu zdradzimy pewną tajemnicę – nie z sobą. Mało tego, urodziło nam się czworo zupełnie nie wspólnych dzieci i nie jest prawdą, że wszystkie są podobne do Zalewskiego. Bo tylko niektóre. Dalece nie wszystkie żarty nam się udawały, ale jeden czy dwa były całkiem zabawne. Chcieliśmy je nawet Państwu przypomnieć, ale gdzieś się nam zapodziały. Nasz nieuleczalnie zły smak, beznadziejny gust i fatalne maniery spowodowały, że czasem skrzywdziliśmy niewinnych i obraziliśmy Czytelników. Szczerze przepraszamy! Mamy nadzieję, że udało nam się upuścić nieco powietrza z naszych bohaterów, z których wielu autentycznie polubiliśmy. Dziękujemy, że byli Państwo z nami. Jeśli mieli Państwo podczas lektury naszej rubryki choć nieco tej zabawy, która towarzyszyła nam, to bardzo nam miło. Wszystkim Państwu i  gościnnej redakcji życzymy powodzenia. I wesołych świąt (bo już nie  będzie okazji)!

Robert Mazurek i Igor Zalewski

Więcej możesz przeczytać w 23/2010 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Czytaj także

 0

Czytaj także