Terminator

Terminator

– Dawna działalność opozycyjna nie ma już żadnego znaczenia. Dużo ważniejsza walka trwa teraz – powtarza znajomym Antoni Macierewicz.
Tak, to była zbrodnia. Co do tego nie ma wątpliwości – oświadczył kilka godzin po objęciu funkcji przewodniczącego powołanego przez PiS zespołu do spraw smoleńskiej katastrofy. Od kilku dni dziennikarze nie odstępują go na krok. Jest w swoim żywiole. – Antek zawsze był ambitny i lubił skupiać na sobie uwagę. To stwierdzenie o zbrodni pokazuje, że nadal jest w stanie powiedzieć wszystko, by znaleźć się w centrum zainteresowania – uważa Andrzej Celiński, który przyjaźnił się z nim w  latach 70.

Ostatni raz takie wzięcie u dziennikarzy Macierewicz miał w  2006 r. po wypowiedzi na temat byłych ministrów spraw zagranicznych. –  Część z tych osób to są byli członkowie PZPR. Większość spośród nich w  przeszłości była agentami sowieckich służb specjalnych. Nie wszyscy, ale  kilku – stwierdził na antenie TV Trwam, jedynej telewizji, w której regularnie występuje. Nie schodził wtedy z czołówek gazet przez kilka dni. Z wypowiedzianych słów, co prawda, próbował się wycofać, tłumacząc, że użył „skrótu myślowego", ale ciągu na bramkę nie stracił ani na  moment. Jak pisze Piotr Zaremba w swojej książce „O jednym takim… Biografia Jarosława Kaczyńskiego”, nawet po dywaniku u premiera chciał iść przed kamery. – Antoni, skorzystaj lepiej z tylnego wyjścia – musiał go stopować były premier. Dziś Macierewicz jest tak samo naładowany. –  Działalność zespołu to najważniejsza praca w naszym życiu – deklaruje.

Żadnej fascynacji nie było

– Nikt nie powiedział mi o związkach ojca z podziemiem antykomunistycznym. Dotarłem do tego sam jako dorosły człowiek– wspomina w jednym z wywiadów Macierewicz. Jego ojciec, żołnierz AK, przed wojną sympatyzował ze Stronnictwem Narodowym. Zginął zaraz po niej. Został zamordowany w niejasnych okolicznościach, najprawdopodobniej przez UB w  1949 r. Antoni miał wtedy zaledwie rok.

Młody Macierewicz przeszedł polityczny chrzest w wieku 17 lat, gdy odmówił podpisania się pod apelem potępiającym list biskupów polskich do biskupów niemieckich „Wybaczamy i  prosimy o wybaczenie". Został wyrzucony z warszawskiego Liceum im. Frycza Modrzewskiego i trafił do kuźni opozycyjnych karier – Liceum im. Tadeusza Reytana, przy którym działała jedna z najstarszych drużyn harcerskich „Czarna Jedynka”.

Czas na prawdziwą politykę przyszedł zaraz po liceum, gdy poszedł na studia historyczne na Uniwersyt Warszawski. Choć dziś trudno w to uwierzyć, Macierewicz podobno był wtedy fanem kubańskiego rewolucjonisty Ernesta Che Guevary. Tak przynajmniej twierdzą jego znajomi z tamtego okresu ( jeden z nich mówi nawet, że w  pokoju nad jego łóżkiem wisiał portret Che). – Antek był wtedy inny, nieco lewicujący. Nawet pracę magisterską napisał o Che Guevarze. Dostał za nią nagrodę Fidela Castro – wspomina w rozmowie z „Wprost" wicemarszałek Senatu Zbigniew Romaszewski, działacz antykomunistycznej opozycji.

Jeszcze więcej szczegółów na temat młodzieńczych inspiracji Macierewicza można znaleźć we wspomnieniu Adama Michnika w „Polityce Polskiej" z 1990 r.: „Był entuzjastą MIR-u, skrajnie lewackiej organizacji chilijskiej, która atakowała Salvadora Allendez lewa. Był też wielbicielem Che Guevary. Pamiętam również jego zachwyty nad akcją terrorystyczną Czarnego Września podczas olimpiady w Monachium w 1972 roku. Pamiętam też jego akcję zbierania podpisów przeciwko wizycie Nixona w Polsce – dlatego że to łajdak, który napada na Wietnam”.

Sam Macierewicz przekonuje dziś, że to wszystko nieprawda. – Żadnej fascynacji Che Guevarą czy lewicową ideologią nigdy nie było. Na  studiach zajmowałem się jedynie analizą form walki zbrojnej, a więc partyzantką także. Wcześniej interesowała mnie historia PPS Frakcji Rewolucyjnej – mówi. I prostuje: – Tytuł mojej pracy magisterskiej brzmiał: „Hierarchia władzy a struktura własności ziemskiej w  Tawantinsuyu w pierwszej połowie XVI w.". Dostałem za nią piątkę i  dyplom z wyróżnieniem, ale na pewno nie nagrodę Fidela Castro. Tak samo nigdy nie zbierałem podpisów w sprawie wizyty Nixona, choć rzeczywiście znałem ludzi, którzy to robili – denerwuje się Macierewicz.

Nie szło się z nim dogadać

W studenckich latach Macierewiczowi nie można było odmówić dwóch rzeczy: zaangażowania i odwagi. Po raz pierwszy trafił do aresztu za udział w  manifestacjach na uniwersytecie w marcu 1968 r. Zaraz potem założył klub dyskusyjny „Gromada Włóczęgów", w którym działali m.in. Ludwik Dorn, Janusz Kijowski, Piotr Naimski, Wojciech Onyszkiewicz i Bronisław Komorowski. Ojciec tego ostatniego był zresztą zachwycony znajomością syna z Macierewiczem, która zaczęła się od wspólnego aresztowania. „Antek, zwolniony jako doświadczony dzwonił do rodziców. Wszędzie dostawał straszny ochrzan. Zadzwonił też do mojego Ojca. W słuchawce usłyszał: – Aresztowali Bronka? Świetnie. No, nareszcie, coś zaczynacie robić” – wspomina w  wywiadzie rzece „Prawą stroną” dzisiejszy prezydent elekt. Macierewicz po  raz pierwszy ujawnił też wtedy talenty przywódcze – do „Gromady” ściągały dziesiątki uczestników Marca ’68. Cały czas był w centrum wydarzeń: zbierał podpisy pod protestem przeciwko poprawkom do  konstytucji wprowadzającym kierowniczą rolę PZPR oraz sojusz z ZSRR, pomagał protestującym w Radomiu i Ursusie, wreszcie razem z Jackiem Kuroniem zakładał Komitet Obrony Robotników.

Wtedy chyba po raz pierwszy dała o sobie znać jego nieufność. „Nie szło się z Antkiem dogadać, bo  podejrzenia przesłaniały mu jasność widzenia. Wszędzie dostrzegał frakcje i spiskujące koterie. Oczywiście przeciw niemu" – pisał w  książce „Gwiezdny czas” Jacek Kuroń. Jego KOR-owscy przeciwnicy nadali mu wtedy nawet pseudonim: Makabresku. Rzeczywiście, do dziś potrafi być nieobliczalny. Szczególnie wtedy, kiedy wpatruje się w rozmówcę i z pełną powagą wtrąca swoją ulubioną frazę: „To bardzo ciekawe, co pan mówi”. Mało kto jest w stanie się zorientować, ile w tym autentycznego uznania, a ile chęci zdeprymowania dyskutanta.

Choć trzeba przyznać, że w  Komitecie nie brakowało też ludzi, których dziwaczny styl Macierewicza przyciągał. – Przyznaję, Antek mnie fascynował. Był ciekawy. Przyciągały mnie jego wyważone, katolickie poglądy – wspomina w rozmowie z „Wprost" inny współpracownik KOR Antoni Mężydło, dziś poseł PO. – Bardzo odpowiadał mi też jego „Głos”. Poza tym był profesjonalistą. Pamiętam, że wpadliśmy kiedyś razem w milicyjną obławę. Był przygotowany. Jeszcze w suce wyjął tabliczkę czekolady i dał mi połowę – opowiada.

Nastąpił odjazd

Powstanie „Głosu", o którym wspomina Mężydło, to ważny moment, być może najważniejszy w całej politycznej biografii Macierewicza. „Głos” miał być czasopismem całego KOR-u. Ideę rozsadził jednak konflikt, do którego doszło podczas robienia pierwszego numeru: Macierewicz odmówił publikacji artykułu Michnika rozróżniającego bardziej liberalny nurt PZPR od partyjnego betonu. Po scysji Michnik i Kuroń z „Głosu” odeszli, a Macierewicz w nim został (wciąż jest naczelnym rachitycznej kontynuacji tego tytułu). Główna teza tego artykułu do dziś stanowi dla  niego dowód, że „laicka lewica” od początku grała na ułożenie się z  PZPR-owskimi liberałami. Wtedy może jeszcze intuicyjnie, ale w połowie lat 80. już całkiem świadomie. „O czymś w więzieniach z SB rozmawiano i coś na trzy lata przed Okrągłym Stołem ustalano. (...) Do zrobienia swojego „interesu" komuniści potrzebowali właśnie tej grupy, która jawiła się wtedy jako elita opozycyjna, a jeszcze lepiej – jako solidarnościowa” –  tak w książce „Lewy czerwcowy” Piotra Semki i Jacka Kurskiego tłumaczył po latach cały ten proces.

Po odcięciu się od dawnych kolegów z KOR Macierewicz zaczął skręcać w prawo. Według relacji Kuronia z „Gwiezdnego czasu" związał się nawet z antysemicką grupą Prawdziwych Polaków. Ten dryf ciekawie opisał później Jarosław Kaczyński. – W pewnym momencie jego kariery życiowej coś się zacięło, nastąpił jakiś odjazd. Być może doprowadziła do tego jego wojna ze środowiskiem lewicowym, odbierana przez niego bardziej emocjonalnie niż racjonalnie – tłumaczył już w  latach 90. Mówiąc o odjeździe, mógł mieć na myśli karkołomną figurę, którą Macierewiczowski „Głos” zaproponował w połowie lat 80.: trójprzymierze „Solidarności”, Kościoła i wojska.

Fajka, broda, teczka

Kolejny zwrot w życiu Macierewicza nastąpił po upadku komunizmu. Mimo że  od początku był przeciwnikiem polityki „grubej kreski" Tadeusza Mazowieckiego, to w odniesieniu do samego siebie ukuł podobną koncepcję, która brzmiała mniej więcej tak: po 1989 r. opozycyjna działalność traci znaczenie, liczy się tylko tu i teraz. – Gdy mówię mu, że szanuję go za to, co robił w podziemiu, zawsze mi odpowiada: „Słuchaj, to już nie ma  żadnego znaczenia, prawdziwa walka trwa dziś, ona jest dużo ważniejsza” – relacjonuje swoje rozmowy Macierewiczem Mężydło.

Choć trzeba przyznać, że pierwsze kroki Macierewicza w nowej Polsce były raczej nieśmiałe. – W  ZChN reprezentował łagodne, liberalne skrzydło – wspomina jego były partyjny kolega Stefan Niesiołowski, dziś w PO. – Niewiele brakowało, a  przyciągnąłby do ZChN Komorowskiego. Proponował mu nawet udział w radzie naczelnej – dodaje były poseł Zjednoczenia Marian Piłka.

Ten dzisiejszy Macierewicz – twardy i bezwzględny – tak naprawdę rodzi się 4 czerwca 1992 r., kiedy jako szef MSW wkracza do Sejmu. Długa broda, modna dwurzędowa marynarka, fajka i teczka, w której niesie dwie listy agentów SB sporządzone na podstawie archiwów MSW. Na pierwszej są nazwiska 64 członków rządu i parlamentarzystów, na drugiej figurują tylko prezydent Lech Wałęsa i marszałek Sejmu Wiesław Chrzanowski. Kiedy siedzący w  sejmowej loży Wałęsa słyszy, jak z trybuny pada jego nazwisko, parska śmiechem i zaczyna bić brawo.

Obowiązek sporządzenia list teoretycznie nakładała na Macierewicza uchwała lustracyjna zgłoszona przez Janusza Korwin-Mikkego. Według niektórych tylko teoretycznie. – Moim zdaniem to sam Macierewicz po  cichu namawiał do przygotowania tej uchwały – twierdzi były poseł Artur Zawisza. Noc teczek kończy się obaleniem rządu Jana Olszewskiego i  wyrzuceniem Macierewicza z ZChN kierowanego wówczas przez Chrzanowskiego (później sąd lustracyjny oczyścił go z zarzutów współpracy z organami bezpieczeństwa).

Żyd, mason, lewak

Po odejściu ze Zjednoczenia Macierewicz rozpoczyna rajd po prawicowych partiach. Od Akcji Polskiej, przez Ruch Odbudowy Polski, Ruch Katolicko-Narodowy, Ligę Polskich Rodzin aż po Ruch Patriotyczny, któremu dziś przewodzi (do PiS nie należy). Na dobre grzęźnie w  niedorzecznych dyskusjach, które prowokują jego prawicowi konkurenci. Zarzut numer jeden to lewackie ciągoty. Che Guevara, MIR i Czarny Wrzesień ciągną się za nim całe lata 90. Fascynacje trockizmem z  młodości niektórzy wypominają mu jeszcze teraz. Konserwatywni posłowie PiS w rodzaju Stanisława Pięty nawet dziś spoglądają na Macierewicza nieufnie. – Na byłych trockistów zawsze trzeba uważać – przestrzegają się wzajemnie w prywatnych rozmowach.

Grzech numer dwa to rzekome związki z masonerią, których miałoby dowodzić pokrewieństwo Macierewicza z Janem Winczakiewiczem, emigracyjnym poetą zaangażowanymw ruch wolnomularski. - Winczakiewicz rzeczywiście jest moim wujem, którego bardzo kocham, ale mój stosunek do masonerii jest negatywny – tłumaczy w  rozmowie z „Wprost" Macierewicz. Od początku lat 90. za Macierewiczem wlokło się coś jeszcze: spekulacje o jego żydowskich korzeniach. W końcu zamieścił nawet w internecie informacje pochodzące ze swojej metryki chrztu. – Zrobiłem to, bo uważam, że obywatele mają prawo wiedzieć takie rzeczy o politykach. Tak samo gdybym miał żydowskie czy niemieckie korzenie, to po prostu bym o tym głośno powiedział – tłumaczy dziś.

Efekt był mizerny. Sugestie w sprawie pochodzenia wróciły, gdy tylko Macierewicz trafił do LPR. W 2002 r. ciężkie armaty wytoczył przeciw niemu Zygmunt Wrzodak, szef „Solidarności" z Ursusa, który skompilował wszystkie dotychczasowe oskarżenia: lewackie znajomości z KOR, żerowanie na robotnikach i właśnie żydowskie korzenie. Macierewicz w odpowiedzi opublikował sążnisty artykuł. „Przez całe polityczne życie szła w ślad za mną potwarz i oszczerstwo – esbecka metoda zwalczania działalności niepodległościowej. W 1968 r. rozpuszczono plotkę o moim jakoby żydowskim pochodzeniu. Po roku 1993 powrócił wątek żydowski. W Chicago i  innych zamieszkanych przez Polonię miastach USA rozpowszechniano ulotki o moim rzekomo żydowskim pochodzeniu stwierdzające, że ochrzciłem się dopiero w czasie internowania w 1982 r. Na tle tych doświadczeń kłamstwa sygnowane przez Zygmunta Wrzodaka nie robią już na mnie wrażenia” –  odpierał atak. Chyba skutecznie, bo nigdy nie stracił sympatii o. Tadeusza Rydzka. To uznanie od zawsze było zresztą obustronne. Macierewicz to w końcu jedyny polski polityk, który zaczął swoje sejmowe wystąpienie od apostrofy: „Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Ojcze Dyrektorze!”.

W swojej politycznej biografii Macierewicz toczył też boje znacznie bardziej przyziemne. W jednym z nich udało mu się nawet utrącić samego Radosława Sikorskiego, który w 1997 r. miał kandydować do Sejmu z  pierwszego miejsca na bydgoskiej liście ROP. Ostatecznie wylądował na  „dwójce", bo lokalny działacz ruchu Jerzy Szczotka, którego Sikorski pogardliwie nazywał „ślusarzem rencistą”, w ostatniej chwili schował się w ubikacji urzędu wojewódzkiego i podmienił listy. Macierewicz, który był wówczas pełnomocnikiem wyborczym ROP, przymknął na to oko.

Swoją walkę Macierewicz od czterech lat kontynuuje u boku Jarosława Kaczyńskiego, który w 2006 r. wyciągnął go z prawicowych odmętów i  powierzył zadanie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. – Te  służby był w stanie zlikwidować tylko człowiek niezwykle zdeterminowany. Takim człowiekiem był i jest Antoni Macierewicz – uzasadniał potem swoją nominację ówczesny premier. Zapewne z tych samych powodów został dziś szefem zespołu do spraw katastrofy. Mało tego, po czterech latach luźniejszej współpracy z PiS zamierza nawet wstąpić do partii. –  Rzeczywiście, nie wykluczam tego. Po 10 kwietnia ta partia znalazła się w dramatycznej sytuacji, chcę jej pomóc – zapowiada w rozmowie z  „Wprost".

Ciekawe tylko, czy po wszystkim Jarosław Kaczyński znów nie  każe mu szukać tylnych drzwi.

Okładka tygodnika WPROST: 31/2010
Więcej możesz przeczytać w 31/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 10
  • wsp IP
    Wielki, wielki, wielki.
    • balon 73 IP
      chory na mannie przesladowcza biedny czlowiek nikt i nic nie jest mu w stanie pomuc - tylko w Bogu nadzieja.
      • krzy0k IP
        biedaczysko, takie n i c, że nawet do samolotu go nie wzieli, ale dostał swoje pięć minut i jak zwykle się w y g ł u p i /podobno pojechał skamleć do ameryki hi hi hi /
        • czarny IP
          a może go do pieca na trzy zdrowaśki jak Anielke
          • PiS IP
            Macierewicz ośmiesza wszystkie pozytywne inicjatywy poprzez spapranie wszystkiego czego się trąci. Dają go do ważnych spraw bo najgłośniej krzyczy. Wszystko zepsuł co mu powierzono, idiota.

            Czytaj także