Zaczarowany empik

Zaczarowany empik

Jeśli empik przejmie internetową księgarnię merlin.pl, to na naszym rynku powstanie nowy, potężny sklep internetowy, który będzie mógł dyktować warunki wydawcom oraz czytelnikom. Czy grozi nam książkowy oligopol?
Gdyby J.K. Rowling, autorka serii książek o przygodach Harry’ego Pottera, rozpoczęła swoją karierę w Polsce, a nie w Wielkiej Brytanii, to zamiast majątku liczonego w setkach milionów funtów uzbierałoby się może kilka. To jeden z absurdów polskiego rynku wydawniczego, gdzie na  bestsellerach najlepiej zarabiają nie autorzy czy wydawcy, ale handlowcy – a właściwie największy z nich. Kupując książkę w Empiku, największej sieci księgarni w Polsce, nawet 55 proc. jej ceny wrzucasz do kieszeni tego dystrybutora. Pozostałe 45 proc. trafia do wydawcy i autora, ale  tylko teoretycznie, bo Empik płaci swoim kontrahentom dopiero po pół roku.

Już dziś pozycja największej księgarskiej firmy w Polsce (150  salonów) oraz właściciela drugiej co do wielkości księgarni internetowej Empik.com (ok. 85 mln zł przychodów rocznie) pozwala spółce dyktować warunki na rynku. Dlatego informacja, że Empik.com przejmie też swego największego konkurenta w internecie – księgarnię Merlin – zaniepokoiła wydawców i księgarzy. – W przyszłości może nam zagrozić książkowy oligopol, w którym jedna firma będzie dyktowała warunki handlowcom, wydawcom i czytelnikom – ocenia Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki zrzeszającej księgarnie, wydawców i hurtownie książek.

Ogień i woda

Pewne jest, że transakcja zmieni obraz handlu internetowego w Polsce. Merlin z Empikiem natychmiast trafią do czołówki polskich sklepów internetowych. Osiągając 180-200 mln zł przychodów rocznie, przeskoczą takie firmy jak notowana na giełdzie Oponeo.pl, wielobranżowy sklep Agito.pl, a także internetowy biznes firmy Komputronik. Także pod  względem zysków nowa megaksięgarnia uplasuje się w czołówce – tuż za  gigantami, jak Allegro czy Onet.

Ostatnie słowo w tej transakcji będzie należało do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który po wakacjach wypowie się, czy w wyniku przejęcia Merlina przez Empik konkurencja nie  zostanie ograniczona na tyle, aby rynek zdominował jeden podmiot. – Już dawno zbadaliśmy ewentualną transakcję od strony udziałów rynkowych i  naszym zdaniem nie zagraża ona zbyt wielką koncentracją. Pozycja Empiku jest daleka od progu 40 proc. wartości rynku – powiedział cytowany przez gazetę „Parkiet" Maciej Dyjas, przewodniczący rady nadzorczej EM&F i  prezes Eastbridge, głównego udziałowcy Empik Media and Fashion.

Jeśli liczyć udziały obu firm w wartym ponad 6 mld zł rynku handlu internetowego w Polsce, to sięgają one zaledwie 3 proc. Co innego jednak, kiedy spojrzy się na rynek księgarski. Według danych branżowego serwisu wydawniczego Biblioteka Analiz rynek książki w Polsce jest wart około 2,8 mld zł. Sprzedaż książek w Empiku to ok. 400 mln zł, a w  Merlinie – ok. 40 mln zł (dane EM&F). Oznacza to, że po połączeniu obie firmy miałyby 15-, 16-procentowy udział w rynku. To wciąż daleko do  koncentracji powyżej 40 proc., przeciw czemu mógłby zaprotestować UOKiK. Dlatego Empik wierzy, że zgodę otrzyma. To jednak wcale nie jest takie pewne. – Wiele zależy od tego,jak UOKiK zdefiniuje rynek, na którym działa Empik. Jeśli w kalkulacji pominie podręczniki, którymi Empik nie  handluje, to połączone firmy mogą mieć nawet połowę udziałów w handlu książkami – mówi Piotr Dobrołęcki z Biblioteki Analiz.

Do czasu sfinalizowania transakcji zarząd grupy EM&F nie wypowiada się o  przyszłych losach połączonych marek. Obie firmy są jak ogień i woda. Uruchomiony przez grupę zapaleńców w 1999 r. Merlin jest firmą, która dokonała rewolucji w internecie. W grudniu 2009 r. liczba towarów zamówionych w sklepie Merlin. pl przekroczyła 3 mln. Magia Merlina przestała działać w 2006 r. – wówczas zaczął ponosić straty wynoszące nawet 10 mln zł rocznie. W ubiegłym roku przy 101 mln zł przychodów Merlin.pl odnotował stratę w wysokości 660 tys. zł. To inaczej niż  właściciel Empiku, który pieniądze potrafi zarabiać jak mało kto. W 2009  r. przychody spółki Empik wyniosły ponad miliard zł, zaś zysk – ponad 80  mln zł.

– Empik mający słabe opinie wśród internautów kupi renomę najstarszej i największej e-księgarni w Polsce. Klienci Merlina zyskają możliwość odbioru zamówionych produktów w stacjonarnych księgarniach Empiku. To dla nas wyzwanie – mówi Anetta Wilczyńska, właścicielka księgarni internetowej Gandalf (trzecia pod względem wielkości na rynku, zrealizowała już 1,5 mln zamówień). – Obie księgarnie nie należą do najtańszych, nie sądzę, by  zechciały jeszcze podnieść ceny. Internauci, dysponując porównywarkami cenowymi, na pewno potrafiliby znaleźć bardziej korzystną ofertę –  dodaje.

Bestseller tylko z Empikiem

Przejęciem Merlina przez Empik najmniej zachwyceni są wydawcy, już dziś skazani na współpracę z potentatem. – Bestseller bez Empiku? To  niemożliwe. Nawet najlepsze książkowe hity, żeby dobrze się sprzedały, muszą się znaleźć na półkach tej sieci – mówi Marek Korczak, dyrektor handlowy oficyny Czarna Owca, wydawcy m.in. trzech kryminałów Stiega Larssona, które sprzedały się w nakładzie 400 tys. egzemplarzy.

Wtóruje mu Mariusz Rutowicz z zarządu firmy Matras (właściciel 100 księgarni): –  Kilku wydawców mających w ręku potencjalne hity opierało się przed współpracą z Empikiem, a jednak prędzej czy później, widząc, że sprzedaż nie idzie tak dobrze, jak myśleli, decydowali się na wejście do tej sieci – mówi.

W ubiegłym roku konkurencję dla Empiku chciała zbudować grupa Kolporter, największy dystrybutor prasy w Polsce. Ale stworzona przez nią sieć księgarni „empikopodobnych" nie zdołała się utrzymać na  rynku i dziś ostatnie lokale w centrach handlowych przejmowane są przez nowych najemców. – W Polsce działa ok. 2,5 tys. księgarni, z których największe obroty notują Empik i Matras. Przejęcie przez lidera największego sklepu internetowego pogorszy sytuację na i tak mało konkurencyjnym rynku handlowców – ocenia Piotr Dobrołęcki z Biblioteki Analiz. Jego zdaniem już dziś niektórzy mniejsi wydawcy nie są w stanie spełnić wyśrubowanych warunków handlowych Empiku. To oznacza, że jakaś część publikacji nie ma szans pojawić się na polskim rynku, bo nie będzie się opłacało ich drukować. Dla rynku księgarskiego Empik stał się tym, czym hipermarkety dla branży spożywczej. Jako właściciel sieci nowoczesnych księgarń w dobrych lokalizacjach przyciąga rzesze klientów, ale też stawia twarde warunki. Oprócz wysokich, sięgających 55 proc. ceny detalicznej rabatów Empik zastrzega sobie prawo do zapłaty dopiero po pół roku od sprzedaży książek. Sieć właściwie pozbyła się ryzyka związanego z handlem książkami, przenosząc je na autorów i wydawców, bo to oni muszą zabrać z magazynu niesprzedany nakład i płacić za akcje promocyjne swoich wydawnictw. Przy wielkich premierach i potencjalnych hitach Empik chce wyłączności i  prawa do prowadzenia przedsprzedaży.

Niechęć do dzielenia się zyskiem z  Empikiem skłania niektóre firmy do budowania alternatywnych miejsc dystrybucji książek. Firma Oleksiejuk, duża hurtownia, a zarazem wydawca, jest dostawcą książek do hipermarketów. Za jej pośrednictwem ostatni hit Dana Browna „Zaginiony symbol" był sprzedawany nawet w sieci Biedronka. Sieć własnych księgarni rozwija wydawnictwo Świat Książki, które swoją potęgę zbudowało na sprzedaży wysyłkowej.

Na miarę Amazona?

Tradycyjna sprzedaż książek na półkach to biznes schyłkowy. Świadczy o  tym choćby to, że ostatnio w Warszawie upadło pięć firm handlujących książkami, problemy przeżywa kilka spółek pod dawną marką Dom Książki, a  Ministerstwo Skarbu Państwa od wielu miesięcy nie może znaleźć nabywcy dla wydawnictwa Wiedza Powszechna oraz Składnicy Księgarskiej. Na  świecie książki coraz rzadziej sprzedają się w formie papierowej i coraz częściej dystrybuowane są w formie plików: e-booków do czytania na  komputerze czy specjalnych czytnikach i audioboków do słuchania. W  ubiegłym tygodniu amerykański Amazon poinformował, że więcej książek sprzedaje w formie elektronicznej niż drukowanej. Na każde sto książek w  oprawie przypadają 143 e-booki.

W Polsce rynek e-booków dopiero wystartował. Wydawnictwo Złote Myśli już dwa lata temu odnotowało 2 mln zł przychodu ze sprzedaży e-booków. Czytelnię elektronicznych książek naukowych uruchomiło Wydawnictwo Naukowe PWN (ibuk.pl), a Kolporter wypuścił w ubiegłym roku własny czytnik e-książek eClicto. W kwietniu Empik przejął większościowy pakiet udziałów w spółce Virtualo.pl specjalizującej się w sprzedaży e-booków, ale w jego serwisie wciąż brakuje oferty sprzedaży cyfrowej muzyki, książek i filmów. Tym trendem nie zainteresował się też Merlin. Na przydomek „polski Amazon" w jego pozytywnym znaczeniu połączone firmy zasłużą dopiero wówczas, kiedy siła finansowa Empiku i magia Merlina zostaną użyte do przygotowania oferty godnej amerykańskiego pierwowzoru.

Okładka tygodnika WPROST: 31/2010
Więcej możesz przeczytać w 31/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • fofo IP
    Nie żal mi konkurencji czyli księgarni Matras bo są niesolidni i nie płacą zobowiązań na setki tysięcy. Może potężny Empik skasuje pseudo poważne sieci takie jak Matras.
    • raz.putin IP
      po prostu nie będzie dobrej księgarni internetowej, będzie empik, już kilka razy potrafił pokazać co w tej dziedzinie potrafi, ale to ich problem nie mój, jest wiele dobrych księgarni internetowych mniejszych, ale często tańszych i z lepszym wyborem ksiązek

      Czytaj także