Gdzie jest Iwona?

Gdzie jest Iwona?

Uciekła czy została uprowadzona? Żyje czy ktoś ją zamordował? Od trzech tygodni cała Polska zastanawia się, co się stało z Iwoną Wieczorek.
Ta historia rozpaliła emocje Polaków. Główna bohaterka to śliczna 19-letnia dziewczyna. Po głupiej sprzeczce z przyjaciółmi wyszła sama z  nocnego klubu i ślad po niej zaginął. Jej matka wynajęła detektywa, sprowadziła jasnowidza i powtarza w mediach, że dorwie porywacza córki. Są także przyjaciele, którzy próbują zagłuszyć poczucie winy, gorączkowo przeczesując trójmiejskie ulice i nadmorskie wydmy.

I najważniejsze: akcja dramatu rozegrała się w miejscu, które zna niemal każdy Polak. To  główny deptak w Sopocie, kilkaset metrów od morza. Dlatego każdy może teraz podążać w wyobraźni śladami Iwony, mijając – tak jak ona – bary, sklepy, przecinając ścieżkę rowerową, zerkając na zarośla i  przyspieszając kroku w pobliżu opuszczonych domów, jakich sporo w  Jelitkowie. – W tej historii jest wszystko, co porusza ludzką wyobraźnię: młodość, uroda i nierozwiązana tajemnica – tłumaczy fenomen zainteresowania tą sprawą psycholog społeczny profesor Janusz Czapiński. 

Kłótnia o nic

Dramat rozegrał się w piątkową noc z 16 na 17 lipca. Iwona Wieczorek (164 cm wzrostu, długie jasne włosy i piwne oczy) bawiła się ze swoimi przyjaciółmi w sopockiej dyskotece Dream Club. Wszyscy pili alkohol i w  pewnym momencie się pokłócili. Dziś koledzy Iwony nie potrafią nawet powiedzieć, o co poszło. – O nic. Takie klasyczne od słowa do słowa i  awantura gotowa – mówi 17-letnia Adria, która mieszka w tym samym bloku co Iwona, tylko dwie klatki dalej.

Obrażona na kolegów Iwona około trzeciej nad ranem wyszła z klubu i samotnie ruszyła w kierunku plaży. Najwyraźniej zamierzała iść na piechotę do domu oddalonego od sopockiego deptaku o jakieś 4 kilometry. Reszta towarzystwa wsiadła do taksówki. Adria twierdzi, że kilka razy dzwoniła do Iwony. – Prosiła, żebym zostawiła jej klucze do  mieszkania w zwykłym miejscu, żeby mogła wejść. Ostatniego SMS-a wysłałam jej o 4.00. Dostałam powiadomienie, że już nie doszedł. Ale to  nic nie znaczy, bo Iwona mówiła, że wyczerpuje jej się bateria w komórce – opowiada dziewczyna.

O 4.12 kamera miejskiego monitoringu zarejestrowała, jak dziewczyna idzie nadmorskim deptakiem w  Gdańsku-Jelitkowie. Mija właśnie 63. wejście na plażę, do domu ma stąd jeszcze jakieś 20 minut marszem. Zaczynało się rozwidniać, więc na  czarno-białym filmie widać ją bardzo wyraźnie. Iwona, ubrana w krótką spódniczkę i jasną bluzkę, idzie na bosaka, trzymając w ręku szpilki.

Ale na filmie z monitoringu widać jeszcze coś: kilka metrów za Iwoną podąża mężczyzna. W kraciastej rozpiętej koszuli, z białym ręcznikiem przewieszonym niedbale przez ramię. Wygląda jak wczasowicz, który nad ranem postanowił popływać w morzu. Kamera rejestruje, że mężczyzna zerka na Iwonę, a potem jakby przyspiesza kroku. Co dalej, nie wiadomo, bo  oboje znikają z pola widzenia kamery. Ten czarno-biały zaśnieżony filmik z zapartym tchem obejrzeli najpierw widzowie TVN, a jego kopię wrzuconą na portal YouTube widziało ponad 100 tysięcy internautów.

Gdzie jest Iwona?

Najwcześniej, bo już o siódmej rano w sobotę, zniknięciem Iwony zaniepokoiła się jej przyjaciółka Kasia. Miały razem pójść na plażę na  mecz piłki nożnej, ale Iwona, zazwyczaj słowna i punktualna, nie  pojawiła się. – Zadzwoniłam do niej, miała wyłączoną komórkę. Obudziłam Adrię, a potem Pawła, chłopaka Iwony, jednak żadne z nich nie wiedziało, gdzie ona jest – opowiada Kasia.

Matka Iwony zaczęła się niepokoić dopiero po południu. Była przekonana, że córka nocuje u Adrii, więc gdy rano nie odbierała telefonu, pomyślała, że pewnie jeszcze śpi. – Około 16.00 do mojego zakładu fryzjerskiego przyszli koledzy Iwonki, pytając, czy wiem, gdzie ona jest. Nogi się pode mną ugięły. Obdzwoniliśmy wszystkich znajomych i krewnych, ale nigdzie jej nie było. Wieczorem, około 22.00 zgłosiłam zaginięcie córki na policji. Bo ani przez sekundę nie wierzyłam, że zagrała nam na nosie i uciekła. Zawsze miałyśmy dobry kontakt, rozmawiałyśmy kilka razy dziennie. Nie, Iwona nie uciekła –  opowiada matka Iwony.

Ten weekend był dla niej bardzo trudny. – Mijała godzina za godziną, czekałam na jakąkolwiek informację od policji, ale  telefon milczał – mówi. Matka jest wdzięczna kolegom córki. To oni wywiesili informację o zaginięciu Iwony na Naszej Klasie i podsunęli myśl, by wynająć detektywa Krzysztofa Rutkowskiego.Matka nie ma  pretensji do kolegów córki o to, że pozwolili jej pójść samotnie nadmorskim deptakiem. – Wiem, że jest im ciężko, bo wszyscy podszeptują, że zaginęła z ich winy. Ale nie nam to osądzać. Teraz dają z siebie wszystko, by ją odnaleźć.

Jak zmyć winę

Koledzy Iwony już w sobotę wydrukowali plakaty ze zdjęciem zaginionej i  numerem telefonu jej mamy. Rozwiesili je w Sopocie, Gdańsku, Gdyni i na Helu. Gdy padający przez kilka dni deszcz zniszczył plakaty, wyprodukowali nowe. Zmienili tylko numer telefonu, bo matka nie mogła znieść kolejnych informacji od ludzi, którzy rzekomo widzieli jej córkę. Dlatego telefony zaczął odbierać Paweł.

Przez ostatnie trzy tygodnie wiele razy przeczesali całe Trójmiasto. – Chodziliśmy od Jelitkowa do  Sopotu i pytaliśmy o Iwonę w barach i na kempingach. Sprawdzaliśmy filmy z kamer monitoringu w hotelach i klubach, wypytywaliśmy ochroniarzy, czy  czegoś nie wiedzieli. Odwiedziliśmy chyba każdą stację benzynową w  Trójmieście na wypadek, gdyby porywacz wywoził ją samochodem. Przeszukaliśmy wydmy, grzebaliśmy w krzakach, rozdaliśmy jej zdjęcia ratownikom WOPR. I nic – wspomina Adria.

Kiedy wezwany na pomoc znany jasnowidz Krzysztof Jackowski powiedział, że Iwona jest w Jastrzębiej Górze, jej koledzy natychmiast tam pojechali. Gdy Jackowski oświadczył, że dziewczyna szykuje się właśnie do wyjazdu na Rewal, poszli również tym tropem. – Jeszcze później była wersja, że jest przetrzymywana w  pobliżu domu, więc znowu przeszukaliśmy całą okolicę. Wchodziliśmy do  opuszczonych domków, altanek, a nawet bunkrów w okolicach Jelitkowa –  opowiada 17-latka.

Codziennie do poszukiwań dołączały kolejne osoby: koledzy z liceum w Gdańsku- -Żabiance, znajomi z Jelitkowa i Zaspy, a  nawet obcy ludzie. W sumie jakieś kilkaset osób. O sprawie napisały lokalne media, po nich ogólnopolskie i tak losami zaginionej Iwony zaczęli się emocjonować wszyscy.

– Trudno wytłumaczyć, dlaczego ten przypadek wzbudza aż takie emocje w całym kraju. Z pewnością zadziałał mechanizm współodczuwania z bliskimi dziewczyny, którzy poruszyli niebo i ziemię, by ją odnaleźć – tłumaczy Marta Cegłowska, socjolog z  Collegium Civitas.

Rozczarowanie

Co kilka dni zdarza się coś, co na nowo rozbudza zainteresowanie historią z Trójmiasta. Jak wtedy, gdy ratownicy PCK w alejce przy 63. wejściu na plażę (tym samym, gdzie po raz ostatni uchwyciła Iwonę kamera monitoringu) znaleźli biały ręcznik. Media natychmiast zaczęły spekulować, że może to ten sam, który tak niedbale niósł na ramieniu mężczyzna podążający za idącą samotnie dziewczyną. Ręcznik leżał w  rowie, ukryty pod krzewem, zbutwiały i brudny. Gdy analiza wykazała, że  są na nim ślady spermy, emocje sięgnęły zenitu. Na dodatek dwa dni później zatrzymano mężczyznę podobnego do tego z monitoringu, a gazety ogłosiły, że sprawa zostanie wkrótce wyjaśniona. Niestety, szybko się okazało, że zatrzymany w Gdańsku człowiek to bezdomny, który nie ma ze  sprawą nic wspólnego.

Napięcie ponownie wzrosło, gdy policja, zbesztana za opieszałość przez detektywa Rutkowskiego i prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego, wzięła się na serio do roboty. W ostatnim tygodniu mieszkańcy pasa wybrzeża od Sopotu do Brzeźna i wczasowicze oglądali sceny rodem z sensacyjnego filmu: kilkudziesięciu policjantów z psami tropiącymi szło wielką ławą, przeczesując brzeg morza. Nad plażą krążył helikopter z kamerą termowizyjną i motolotniarze.

Wyobraźnię Polaków rozpala też nagroda za informację o zaginionej Iwonie Wieczorek. –  Prezydent Sopotu obiecał 20 tysięcy złotych, a moje biuro da 25 tysięcy. Kolejne 10 tysięcy przyrzekli sopoccy przedsiębiorcy. W sumie to już 55 tysięcy – wylicza detektyw Krzysztof Rutkowski.

Czy żyje?

Sopot, Warszawa czy Kraków – wszędzie Polacy słyszeli o zaginionej i  zastanawiają się, co się z nią stało. – To historia, z którą wiele osób może się utożsamiać. Młoda, miła dziewczyna, która dobrze się uczyła i  nie kłóciła z mamą, znika bez śladu, wracając z imprezy. Wszyscy jesteśmy poruszeni, bo to samo mogło się zdarzyć każdej młodej dziewczynie. Więcej, mogło spotkać każdego z nas. Dlatego śledzimy sprawę i trzymamy kciuki za to, by Iwona się odnalazła – mówi socjolog Marta Cegłowska.

Detektyw Rutkowski tymczasem podbija napięcie i nie zważając na uczucia zrozpaczonej matki, mówi, że szanse na odnalezienie Iwony żywej są minimalne. – Powiem szczerze, szukamy ciała. Jeśli odnajdzie się cała i zdrowa, będzie to najprzyjemniejsza pomyłka w moim życiu – dodaje. Wtóruje mu jasnowidz Jackowski, mówiąc, że „sprawa jest niewyraźna".

– Ta historia już obrosła legendą. Zainteresowanie losami zaginionej kiedyś jednak wygaśnie. Chyba że pojawią się kolejni jasnowidze, księża czy inni egzorcyści, którzy będą je podsycać – mówi profesor Janusz Czapiński.

Okładka tygodnika WPROST: 33/2010
Więcej możesz przeczytać w 33/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 6
  • monika IP
    Jak na złość brakuje pierwszej strony z artykułu o Iwonie!!! ;/
    • januariess@yahoo.com IP
      zostala uprowadzona , w Polsce, sredniowiecz, bydlo , wyrzne, do korzen, przysiega, jesli natychmiast nie uwolnicie
      • jarek IP
        Dziewczyna wcale nie jest śliczna,farbowana blondyna z długim nochalem. A już kompletna bzdura: \"cała Polska zastanawia się...\",ludzie mają własne problemy.Poza tym codziennie ginie wiele osób i media nimi się nie interesują. Tą sprawą się podniecają, bo Rutkowski ciągle się produkuje i nagłaśnia tę sprawę.
        • cyna IP
          Tym co włóczą się nocami po melinach i co się z nimi dzieje mam w du-pie !!!
          • lLOLA30 IP
            to wydarzenie śledzę od początku jak tylko media alarmowały o zniknięciu Iwony.Mnie się wydaje,że mogła gdzieś odjechać do innego miasta, to dziwne że nikt jej nie widział a gdyby została zamordowana nie znaleziono by jej ciała.To wszystko owiane jest tajemnicą bo można myśleć na różne sposoby.Pozostaje mieć nadzieję że ona jednak żyje.