Paweł Deresz: nikt mnie nie zawiadomił o odsłonięciu tablicy

Paweł Deresz: nikt mnie nie zawiadomił o odsłonięciu tablicy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zdaniem Pawła Deresza, męża zmarłej w katastrofie smoleńskiej Jolanty Szymanek-Deresz tablica, która zawisła na fasadzie Pałacu Prezydenckiego, to tylko przejściowe rozwiązanie. - To doraźny sposób na załatwienie poważnego problemu. Problemu, z którym nie potrafił sobie poradzić ani kościół, ani państwo – podkreślił Deresz. Zaznaczył, że "nikt z Kancelarii Prezydenta nie pofatygował się, by podnieść słuchawkę i zawiadomić go o dzisiejszych wydarzeniach". - Jest mi przykro - podkreśla mąż tragicznie zmarłej posłanki SLD.
Mąż zmarłej posłanki lewicy uważa, że pamięć o ofiarach tragedii smoleńskiej powinna zostać upamiętniona pomnikiem. Jednak jego zdaniem miejsce na taki monument z pewnością nie znajduje się przed pałacem prezydenckim. - W Warszawie jest pewnie wiele miejsc, w których taki postument może stanąć. Pewnie prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz jest w stanie takie wskazać. To jednak nie powinno być miejsce przed Pałacem, bo to nie jest cmentarz – ocenił Deresz.

Deresz stwierdził również, że kwestią miejsca dla pomnika ofiar tragedii smoleńskiej oraz krzyża, który stoi przed pałacem prezydenckim powinni się zająć kościół, prezydent oraz władze miasta. To właśnie te osoby – zdaniem Deresza – muszą opanować chaos, który oplótł tę sprawę.

Zdaniem męża zmarłej posłanki Lewicy trudno przewidzieć, co teraz się będzie działo. - Chaos jest za duży - ocenił.

Z kolei mecenas Rafał Rogalski, który w śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej reprezentuje prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, a także jest pełnomocnikiem m.in. Beaty Gosiewskiej i Katarzyny Putry, uznał, że tablica to "niefortunna decyzja zarówno w odniesieniu do formy, jak i treści uczczenia wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r., a także biorąc pod uwagę przede wszystkim brak jakichkolwiek uzgodnień z moimi mocodawcami" - podkreślił.

Mec. Rogalski powiedział, że rodziny, które on reprezentuje, "wyrażają duże zaskoczenie informacjami o odsłonięciu tablicy, które docierają do nich z mediów". - Trzeba pamiętać, że co najmniej od kilkunastu dni bardzo poważnie są rozważane różne projekty upamiętnienia ofiar: obelisk, krzyż i wiele innych - tłumaczył. Jak mówił, decyzja została podjęta w ukryciu. - Jak się okazało, tutaj dyskrecjonalnie została podjęta decyzja w tym przedmiocie - podkreślił. - I forma, i treść zostały narzucone rodzinom. Rozumiem, że mamy różne gusta i o nich się nie rozmawia, ale taka jednostronna decyzja nie była właściwa - zaznaczył. Jego zdaniem, w tej sprawie powinien być zorganizowany konkurs.

Rogalski podkreślił, że słowa szefa Kancelarii Prezydenta Jacka Michałowskiego o tym, że stało się tak, bo nie chciano dopuścić do "kolejnych gorszących scen", "nie są wystarczającym usprawiedliwieniem". - Potrafię się wczuć w ten argument, ale nie przekonuje mnie on, bo można było przeprowadzić jakąś dyskusję. Tym bardziej, że według niektórych medialnych doniesień była jakaś dyskusja z częścią rodzin, podobno z rodzinami ofiar związanych z SLD. Jeśli to prawda, to tym bardziej jest to niepokojące, że z jednymi środowiskami się rozmawia, a z innymi nie. Oznaczałoby to po prostu, że mamy do czynienia z dyskryminacją - zaznaczył.

Tablica pamiątkowa zawisła dziś na fasadzie pałacu prezydenckiego ok. godz. 11 - wkrótce po ogłoszeniu konserwatora zabytków, że wyraża zgodę na takie działanie.

TVN24, BG, arb, PAP