Zbrodnia domowa

Zbrodnia domowa

Dodano: 
Aż 90 procent dzieciobójstw popełniają kobiety samotne, często chore psychicznie
Bieda osiągnęła już w Polsce takie rozmiary, że zdesperowane, nie mające środków do życia matki znacznie częściej niż kilka lat temu targają się na życie swoich dzieci - utrzymują politycy SLD i Unii Pracy.
Prawda jest inna. Najczęściej zabijają swe dzieci kobiety chore psychicznie, obawiające się utraty partnera życiowego, odwrócenia się rodziny.
Z badań Eugeniusza Bielickiego, opublikowanych przez Bydgoskie Towarzystwo Naukowe wynika, że tylko 10 proc. tych czynów popełniają matki z biednych, wielodzietnych rodzin, natomiast 90 proc. - samotne młode kobiety (w wieku 18-25 lat). Nagłośniona ostatnio w mediach sprawa Urszuli K. z Cetunia koło Koszalina, która prawdopodobnie zamordowała dwoje dwutygodniowych noworodków, należy do wyjątków: miała już dwanaścioro dzieci, których nie potrafiła utrzymać (wszystkie oddano do placówek opiekuńczo-wychowawczych).
Problem dzieciobójstw stał się ostatnio głośny, gdyż tylko w ciągu tygodnia w różnych miejscach Polski znaleziono siedmioro zabitych dzieci. W Pruszkowie Barbara G. uśmierciła dziewięcioletniego Marcina i siedmioletnią Anetę. We Wrotnowie na Mazurach znaleziono cztery uduszone noworodki. W Legnicy z kolei ciało dziecka odkryto w kontenerze na śmieci. - W Polsce prawdziwa liczba dzieciobójstw lub morderstw kilkunastotygodniowych dzieci jest o wiele wyższa, niż wynikałoby z policyjnych statystyk - mówi prof. Józef K. Gierowski, z Zakładu Patologii Społecznej Wydziału Psychiatrii Uniwersytetu Jagiellońskiego. W Niemczech wykrywa się 13-15 proc. takich czynów, specjaliści z Komendy Głównej Policji twierdzą zaś, że w naszym kraju połowę. Rzeczywistą liczbę dzieciobójstw trudno oszacować, gdyż kodeks karny za takie przestępstwo uznaje zamordowanie dziecka, które przeżyło nie więcej niż siedem dni.
Polskie dzieciobójczynie w większości decydują się na tak drastyczny czyn z powodu długiej depresji. Nierzadko po zabiciu dziecka próbują popełnić samobójstwo. Trzy tygodnie temu w Żaganiu 26-letnia kobieta najpierw udusiła swoją ośmiomiesięczną córeczkę, a potem się powiesiła. - Psychiatrzy znają zespół poporodowy, który prowadzi do takich czynów. Ale najczęściej motywem działania jest osobista sytuacja kobiety - mówi prof. Eleonora Zielińska z Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości. - Do dzieciobójstwa dochodzi, gdy kobieta znajduje się w trudnej sytuacji osobistej. Najczęściej jest to samotna matka obawiająca się agresji środowiska, wstydu. Atmosfera potępienia za nieślubne dziecko lub za oddanie go do adopcji powoduje, że sprawczynie ukrywają ciążę. Trudno w takim wypadku mówić o zbrodni z premedytacją - dodaje.
W styczniu tego roku Sąd Okręgowy w Łodzi skazał na osiem lat pozbawienia wolności 21-letnią Monikę C., która zamordowała swoją siedmiotygodniową córeczkę. Jak wykazało postępowanie sądowe, dzieckiem opiekowali się rodzice Moniki C., twierdziła ona jednak, że wypominali jej nieślubne potomstwo, a ojciec wręcz domagał się wyrzucenia dziecka z domu. Kazus Moniki C. jest typowy: większość matek zabijających swoje dzieci ma ok. 20 lat, a ponad 30 proc. kończy w tym czasie szkołę średnią. Niemal 60 proc. z nich stanowią pracownice fizyczne, często wywodzące się z patologicznych rodzin. Co piąta pozostaje na utrzymaniu rodziców, a tylko co dziesiąta jest mężatką (zwykle mającą już dzieci).
Policyjne statystyki dowodzą, że dzieciobójstw mamy w Polsce mniej niż w bogatych państwach Zachodu. Absurdalne są więc twierdzenia polityków lewicy, że to nędza popycha matki, które wychowują wiele dzieci, do tej zbrodni. Poza tym dzieciobójstw odnotowuje się obecnie ponad dwa razy mniej niż w połowie lat 90. Gdyby więc kierować się logiką lewicy, trzeba by uznać, że i obszary nędzy znacznie się ostatnio zmniejszyły.

Okładka tygodnika WPROST: 28/2000
Więcej możesz przeczytać w 28/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0