W Pradze odsłonięto pomnik upamiętniający Ryszarda Siwca

W Pradze odsłonięto pomnik upamiętniający Ryszarda Siwca

Obelisk upamiętniający Ryszarda Siwca i jego protest przeciw wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji w 1968 roku odsłonięto w Pradze w piątek, w przeddzień 42. rocznicy stłumienia "praskiej wiosny" przez siły byłego bloku wschodniego. Na uroczystości byli obecnie przedstawiciele władz Polski i Czech.
Pomnik z czarnego marmuru w kształcie bryły z wyraźnym pęknięciem u szczytu, opatrzony nazwiskiem Polaka i napisem w trzech językach - czeskim, polskim i angielskim - stanął przed wejściem do Instytutu Badania Reżimów Totalitarnych (USTR, czeskim odpowiednikiem Instytutu Pamięci Narodowej), mieszczącym się przy ulicy noszącej imię Ryszarda Siwca. Autorem rzeźby jest warszawski artysta Marek Moderau, zwycięzca konkursu na pomnik nagrobny ofiar katastrofy w Smoleńsku z 10 kwietnia 2010 roku na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

- Niech ten obelisk przypomina wielkość człowieka, człowieka, który stał się symbolem wolności - powiedział na ceremonii wicemarszałek Senatu Zbigniew Romaszewski. Gospodarz uroczystości, nowy dyrektor USTR Daniel Herman podkreślił, że Siwiec, który w trakcie obchodzonych w Warszawie w 1968 roku centralnych dożynek dokonał aktu samospalenia, był "żywą pochodnią prawdy".

Oprócz Romaszewskiego i Hermana krótkie przemówienia wraz z podziękowaniami wygłosili wicepremier Czech i szef czeskiego MSW Radek John, wicemarszałek Sejmu RP Marek Kuchciński, ambasador Polski w Pradze Jan Pastwa, sekretarz generalny Rady Ochrony Walk i Męczeństwa Andrzej Kunert, a także reprezentanci władz czeskiej stolicy. Przybył też twórca filmu dokumentalnego o Ryszardzie Siwcu, reżyser Maciej Drygas. Wicemarszałek Romaszewski zauważył, że postać Siwca należałoby bardziej spopularyzować. Jego zdaniem praski pomnik upamiętnia szlachetność człowieka, który potrafił zapłacić najwyższą cenę, by powiedzieć "nie" inwazji na Czechosłowację, przemocy i brutalności komunizmu.

Romaszewski uznał Siwca za symbol budzenia się społeczeństwa, które z czasem doprowadziło do upadku totalitaryzmu. "Trudno było dojść rzeczywistej prawdy, rzeczywistej wagi tego zdarzenia, niemniej był to już okres, kiedy się rodził sprzeciw wobec komunizmu, kiedy się rodziła ludzka solidarność. Trzeba było jeszcze paru lat, ażeby te kontakty nabrały impetu, ażeby doszło do obalenia tego nieludzkiego systemu totalitarnego" - powiedział PAP.

Od czwartku Ryszarda Siwca i jego heroizm przypominają czeskie media, nazywając go "polskim Janem Palachem". Nazwisko Polaka w gazetach, radiu i telewizji przedstawiane jest jako pozytywny aspekt relacji polsko-czeskich w konfrontacji z wkroczeniem Ludowego Wojska Polskiego do Czechosłowacji w sierpniu 1968 roku. Instytut Polski w Pradze zorganizował pokaz filmu dokumentalnego Drygasa pt. "Usłyszcie mój krzyk" i spotkanie z autorem biografii Siwca, czeskim historykiem Petrem Blażkiem.

Według szefa Instytutu Badania Zbrodni Reżimów Totalitarnych Daniela Hermana postać Siwca staje się w Czechach coraz bardziej znana. W rozmowie z PAP zwrócił uwagę, że przypominają go odsłonięty właśnie pomnik czy nazwana blisko przed dwoma laty jego imieniem ulica na praskim Żiżkovie. - Świadczy to o tym, że Siwiec odzyskuje szacunek, na jaki zasłużył. To jedna z białych plam naszej historii, którą w ostatnim czasie opisano i wypełniono - zauważył dyrektor USTR.

- Oczywiście po tym jego bohaterskim czynie zarówno ze strony polskiej służby bezpieczeństwa, jak i - szczególnie w okresie tzw. normalizacji po 1968 roku - ze strony czechosłowackiej służby bezpieczeństwa doszło do próby sprawienia, aby się ludzie o tym masowo nie dowiedzieli, co - niestety - dość skutecznie się udało. Ale niewątpliwie po roku 1989, po uzyskaniu dostępu do różnych informacji, dotychczas utajnionych, jego osoba staje się coraz bardziej znana - dodał Herman.

Ryszard Siwiec 8 września 1968 roku podczas Centralnych Dożynek na Stadionie X-lecia w obecności przywódców partii, dyplomatów i 100-tysięcznej widowni oblał się rozpuszczalnikiem i podpalił krzycząc: "Protestuję!". Dramatyczny akt sprzeciwu wobec totalitarnej władzy zaczerpnął od mnichów buddyjskich, protestujących w podobny sposób w Wietnamie. Przed samospaleniem rozrzucił na stadionie ulotki z apelem protestacyjnym. Zmarł kilka dni później z powodu oparzeń ponad 85 proc. ciała.

Jego protest przez długie lata pozostawał nieznany. W 1969 roku jedynie w Radiu Wolna Europa pojawiła się informacja o jego czynie. Za swój protest na Stadionie X-lecia pośmiertnie otrzymał odznaczenia prezydentów Czech, Polski i Słowacji.

Czytaj także

 1
  • e IP
    czyżby ze wstydu brakuje tu komentarzy Polaków