Honor jasnowidza

Honor jasnowidza

Krzysztof Jackowski nie ma najmniejszej wątpliwości: jest jasnowidzem. I to nie byle jakim lecz jednym z najlepszych na świecie. Wkrótce będzie walczył przed sądem z policją, która zanegowała jego niezwykły dar jasnowidzenia.
Jackowskiego, który kilkanaście dni temu zgłosił się, by pomóc rodzinie zaginionej Iwony Wieczorek z Sopotu, mocno uraziły słowa rzecznika Komendy Głównej Policji. Bo oto on się biedzi i trudzi, przeszukuje razem z matką 19-latki nadmorski teren, na którym ostatni raz kamera miejskiego monitoringu zarejestrowała dziewczynę, a tymczasem rzecznik policji Mariusz Sokołowski bezczelnie twierdzi, że to wszystko na nic. I  jeszcze mówi w telewizji, że „w sprawach, które zna, nigdy żaden jasnowidz, w tym pan Krzysztof Jackowski z Człuchowa, nie wniósł żadnych istotnych informacji".

– Jak tak można kłamać! – denerwuje się Jackowski. – Już mnie tak szkalowali poprzedni rzecznicy Komendy Głównej. Wtedy darowałem, ale teraz nie odpuszczę. To postanowione, wytoczę panu Sokołowskiemu proces o zniesławienie – zapowiada. – A na wszystkie przypadki, gdy moje wizje wykorzystywano, mam dowody – mówi. 

Dowód jasnowidzenia

I to cały stos dowodów. Bo od samego początku swojego jasnowidzenia Jackowski zawsze żądał od policji poświadczenia, gdy pomagał jej przy jakiejś sprawie. Tak jakby przeczuwał, że kiedyś będą mu potrzebne. W  swoim archiwum ma teraz kilkaset listów gratulacyjnych z całego kraju. A  na nich policyjne pieczęcie, państwowe godła, podpisy komendantów i  naczelników. Treść z grubsza ta sama: komenda policji taka a taka dziękuje za pomoc w śledztwie, gratuluje lub przynajmniej zaświadcza fakt współpracy. Papiery potwierdzają odnalezienie ponad sześciuset ciał, pięćdziesięciu żywych osób zaginionych i ustalenie przebiegu stu pięćdziesięciu zbrodni. Jednak na żadnym z dokumentów nie padają słowa „wizja", „jasnowidzenie” czy „paranormalny”.

– Rzeczywiście nie ma chyba w Polsce policjanta z dochodzeniówki, który w ostatnich kilkunastu latach nie miał do czynienia z panem Jackowskim – mówi „Wprost" śledczy z Gdańska. – Nikt się jednak pod nazwiskiem do tego nie przyzna. Bo to  przecież jakaś magia, czary-mary. Niepoważne i nie za bardzo potwierdzone – dodaje gdański policjant.

Krzysztof Jackowski twierdzi, że pierwsze wizje miał już na początku lat 90. – Wystarczyło, abym poczuł czyjś zapach z ubrania i nagle podczas oglądania telewizji albo czytania gazety pojawiała się mi w głowie nagła pewność, że wszystko widzę, wszystko wiem – opowiada. Pierwszy sukces to trafne odgadnięcie losu trzech biznesmenów, którzy pojechali do obwodu kaliningradzkiego i  przepadli jak kamień w wodę. – Ich krewni postanowili skorzystać z  pomocy wróżki, ale ona nic ciekawego nie powiedziała, więc w drodze powrotnej przyjechali do mnie, przywieźli zdjęcia mężczyzn, ich ubrania. I tak samo od razu przyszła wizja: las, zakopane ciała, jedno bez głowy. Wszystko się potem sprawdziło. Mężczyźni pokłócili się ze swoim kontrahentem z Rosji. Ten ich zabił i zakopał ciała w lesie – wspomina jasnowidz z Człuchowa.

Ale nie od razu porzucił swój wyuczony zawód tokarza i został zawodowym jasnowidzem. Przez kilka lat łączył obie profesje. – Bałem się. Nie tego, że nie będę miał z czego żyć, tylko tego całego jasnowidzenia. Bałem się, że może nie mam żadnego daru, że  może mi się tylko wydaje. Wiele lat minęło, zanim nabrałem pewności siebie. Zresztą do dziś tak mam, że każdą wizją się denerwuję. Czekam niecierpliwie na jej potwierdzenie. Żeby się już ten trup wreszcie znalazł. Panią to szokuje, ale dla mnie to codzienność. Bo jak jest potwierdzony trup, to ja mam dowód, że wciąż umiem przepowiadać.

Kariera

Po kilku latach działalności Krzysztof Jackowski ma już na koncie sporo rozwiązanych spraw. Ludzie z całego kraju szukają u niego pomocy w  odnalezieniu zaginionych dzieci, rodziców i małżonków. Kiedy jasnowidz ma wizję, zrozpaczeni krewni ściągają policję i przekonują, by ją sprawdziła. Policjanci, chcąc nie chcąc, przyjeżdżają. Na początku nie  wiedzą, jak mają Jackowskiego opisywać w dokumentach. Szybko uznają, że  najlepiej jako źródło operacyjne, bo po nich w aktach nie pozostaje żaden ślad. Jackowski równie szybko się uczy, by za każdym razem prosić o potwierdzenie, że policji pomagał. W 2000 roku znana dokumentalistka Maria Zmarz- -Koczanowicz kręci o nim film, w którym pojawia się informacja o pomocy, jakiej udzielał policji. W odpowiedzi Komenda Główna Policji wydaje specjalny raport: z pomocy jasnowidzów nie  korzysta i absolutnie nie wierzy, by mogli oni określić miejsce znajdowania się zwłok lub żywej osoby.

To wtedy Jackowski po raz pierwszy zarzeka się, że pozwie KGP do sądu. Zanim jednak zdąży spełnić swoją groźbę, zaprząta go co innego: japońska telewizja TV Asahi zaprasza go na turniej jasnowidzów z międzynarodową obsadą. Konkurencje są proste: na podstawie zdjęć i ubrań kilku zaproszonych z całego świata jasnowidzów ma powiedzieć, jak zakończyły się sprawy, których opisy dostarczyła uczestnikom konkursu japońska policja. Jackowski jest niemal bezbłędny. Wygrywa i dostaje tytuł najlepszego jasnowidza świata.

Nie pomaga mu to jednak w marcu 2002 roku w odnalezieniu zaginionego męża Danuty Hojarskiej, ówczesnej posłanki Samoobrony. Zwłoki Ryszarda Hojarskiego wyłowiono kilka miesięcy później z Wisły. Mimo to była posłanka jest jasnowidzem zachwycona i namawia go, by kandydował do  sejmiku województwa pomorskiego. Polityczna kariera nie wypala, ale  pojawia się nowe wyzwanie: redakcja tygodnika „Nie" przekonuje Jackowskiego, by rzucił na kolana Amerykanina Jamesa Randiego, który zadeklarował, że każdemu, kto udowodni, iż ma paranormalne umiejętności, zapłaci milion dolarów. Krzysztof Jackowski odmawia udziału w próbie, twierdząc, że Randi to zwykły oszust. Ale  odmawia – przyznaje dziś – z wielkim bólem serca. – Jakaż to byłaby okazja! Nie ten milion mnie ciągnął, tylko honor. Chciałem udowodnić, że  jestem jasnowidzem – zapewnia.

200 złotych za wizję

Jackowski stał się znany w całej Polsce, gdy w październiku 2003 r. Polsat zaczął emitować serial dokumentalny „Eksperyment jasnowidz". W  każdym odcinku serialu Jackowski odtwarzał okoliczności śmierci innej osoby. Oglądalność była niezła, ale serial zszedł z ekranów po jednym sezonie. Jego reżyserka Anna Janusz zapowiada jednak, że nowe odcinki są już gotowe i trwają rozmowy o emisji z Polsatem i TVN. A Jackowski robi karierę w mediach. Nie ma właściwie miesiąca, by nie napisała o nim jakaś gazeta albo nie pokazała któraś stacja telewizyjna. Wszędzie te  same historie: sukcesy człuchowskiego jasnowidza w rozwiązywaniu najtrudniejszych spraw dotyczących zabójstw i zaginięć.

To Jackowski, a  nie krzyżacki zamek, jest też największą atrakcją Człuchowa, miasteczka w województwie pomorskim. W dwupokojowym mieszkanku zarejestrował firmę świadczącą „usługi paranormalne". – Może i nie wszystkie jego wizje się sprawdzają, ale to nasz towar eksportowy, najlepsza wizytówka i reklama – przekonuje Ryszard Szybajło, burmistrz Człuchowa. – Dzięki panu Jackowskiemu jesteśmy znani na całym świecie – dodaje, choć zapewnia, że  sam nigdy z jego pomocy nie korzystał.

Ci, którzy korzystali, są mniej zachwyceni. – Skasował 200 zł, zastrzegł, że wizja może się nie spełnić i kazał zadzwonić za jakiś czas, bo może będzie wiedział więcej –  wspomina Piotr Wrzesiński, który w 2009 r. szukał u Jackowskiego informacji o zaginionym bracie. – Nic z tego, co powiedział, się nie  sprawdziło, a kiedy dzwoniłem, to nie odbierał telefonu, odrzucał rozmowy. Gdy po kilkudziesięciu próbach odebrał, zapowiedział, by więcej nie dzwonić, bo już nic nie powie.

Na forach internetowych pełno jest podobnych historii. Żona Krzysztofa Maciejewskiego, który zaginął w 2002 r., wspomina,że jasnowidz kazał jej przywieźć pantofel i sweter zaginionego. „Przez wąchanie miał te swoje wizje. Zapłaciliśmy 400 zł i  dostaliśmy list: >>Pan ten odjechał z dwoma mężczyznami w kierunku poza Warszawę przez Radzymin i Wyszków. Tam temu człowiekowi stała się krzywda. Jest to obszar leśny<<. Jackowski zaznaczył miejsca na mapie, wynajęliśmy pracowników leśnych. Szukali tydzień. I nic. Przysłał drugi list: >>Szanowna Pani, nie potrafię powiedzieć, gdzie jest ciało. Nie  każda moja wizja jest potwierdzeniem i mogę się mylić. Tak też bywa. Zabraniam upublicznienia mojej wizji w prasie oraz telewizji<<".

– Nie  wszystkie wizje się sprawdzają – przyznaje Jackowski. Zapewnia, że ma 80-proc. skuteczność. O pozostałych 20 proc. nie chce opowiadać. – Ile jest w tych wizjach prawdy? Trudno powiedzieć. Przecież zazwyczaj jak ktoś ginie czy jest mordowany, to trupa gdzieś w lesie, w jeziorze czy na śmietnisku chowają, a te jasnowidzenia Jackowskiego prawie zawsze tak wyglądają. To jak z horoskopami, które są pisane tak, by każdy coś dla  siebie w nich znalazł – śmieje się policjant z gdańskiej dochodzeniówki.

Okładka tygodnika WPROST: 35/2010
Więcej możesz przeczytać w 35/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 4
  • ... IP
    to że uczestniczył w czymś nie znaczy że coś wniósł; a policja na odczepnego wystawia takie listy, żeby rodziny ofiar czuły się trochę lepiej; prawda jest taka, że pan Krzysztof to zwykły naciągacz, żerujący na ludzkiej krzywdzie
    • http://przekreslone-marzenia.blog.onet.pl/ IP
      Mariusz Sokołowski powiedział prawdę, a że nie których prawda w oczy kole to już nie nasza wina.
      Panie Mariuszu Pan się nie martwi, prawda zwycięży. ;-)
      • Aga Kizinkiewicz IP
        To znaczy chodziło mi o to, że mamy XXI wiek, a ludzie chodzą, do jasnowidzów...
        Zrobiłam błąd, no nic ja tam wierzę w sprawiedliwość.
        Panie Mariuszu Pan się nie martwi, to pan wygra ten proces.
        Aga Kizinkiewicz
        • agapolice@onet.eu IP
          Boże kochony przecież my mamy XXI wiek, a ludzie chodzą do jasnowidzy...
          Rzecznik KGP młodszy inspektor dr Mariusz Sokołowski wygra ten proces!!!
          Aga Kizinkiewicz

          Czytaj także