Życie po telewizji

Życie po telewizji

Jedni nie chcą wracać do przeszłości. inni lata w telewizji wspominają z sentymentem. Dawni gwiazdorzy telewizyjni. Często wciąż bardziej popularni od tych dzisiejszych.
"Nie rób tego sam, zrób to z nami" – zachęcają plakaty reklamujące sieć hipermarketów budowlanych Castorama. Na nich Adam Słodowy – telewizyjny gwiazdor, który karierę zakończył przeszło ćwierć wieku temu. To był pomysł dyrektora generalnego tej sieci Claude’a Acquarta, który odnalazł Słodowego pod koniec lat 90. i przekonał, by został twarzą Castoramy. Acquart miał w ręku sondaż przeprowadzony wśród 300 osób. Na pytanie, kim jest Adam Słodowy, tylko jeden mężczyzna nie znał odpowiedzi. Okazało się, że był Rosjaninem.

– Słodowy wciąż jest rozpoznawalny. Nadal jest w Polsce gwiazdą. Wielu młodych nie oglądało nigdy w  telewizji jego słynnego Wczoraj i dziś: Krystyna Loska, Bogumiła Wander, Bogusław Kaczyński, Adam Słodowy programu „Zrób to sam", ale i tak doskonale wiedzą, kim jest – uważa medioznawca Krystyna Doktorowicz z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Rzeczywiście, nic się od lat nie zmienia. Męża praktycznie codziennie ktoś rozpoznaje na ulicy i prosi o autograf – przyznaje żona telewizyjnego majsterkowicza Bożena Słodowy. Podobnie jest z innymi dawnymi gwiazdami szklanego ekranu. Choć zniknęły z niego wiele lat temu, zdobyta wtedy popularność wciąż do nich wraca. – Nasz rynek telewizyjnych gwiazd był niewielki, dopiero od niedawna mamy do  czynienia z zalewem celebrytów. Dlatego widzowie wciąż świetnie pamiętają twarze sprzed kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu lat. Gwiazdorzy z  tamtych czasów naprawdę rządzili masową wyobraźnią. Przecież w  najlepszych latach kariery Edyty Wojtczak setkom dziewczynek nadawano imię Edyta, a Jan Suzin przez 40 lat wyznaczał kanony męskiej elegancji – tłumaczy Krystyna Doktorowicz. 

Wieczne więzy

Pewnie właśnie dlatego dawnym gwiazdom tak trudno zerwać z telewizyjną przeszłością. Choćby i chciały. – Nie ma tygodnia, bym nie wystąpił w  którejś stacji, nie udzielił komentarza albo żeby nie pokazano jakiegoś koncertu, który prowadziłem – mówi 68-letni dziś Bogusław Kaczyński, który sam siebie nazywa „telewizyjnym zwierzakiem".

Ten popularyzator opery i operetki niczym idole rockowi doczekał się nawet swoich fan clubów. A jego kwieciste zapowiedzi zyskały już miano kultowych. To  dzięki nim tak zapadł w pamięć widzom, że nawet kiedy zakończył stałą pracę w TVP, zarówno publiczne, jak i prywatne stacje wciąż chcą go u  siebie gościć. Cztery lata temu zasiadał nawet w jury show „Supertalent" nadawanego przez telewizyjną Dwójkę. Dopiero ciężki udar mózgu, który przeszedł trzy lata temu, ograniczył jego telewizyjną aktywność.– Rzeczywiście muszę trochę bardziej na siebie uważać – przyznaje dziś. –  Więc nie występuję już tak często jak kiedyś, ale jeśli ktoś kiedyś pracował w telewizji, ma ją do końca życia we krwi i nie można się od  tego zupełnie uwolnić – mówi.

Podobnie jest z innymi znanymi twarzami. –  Co chwila dostaję telefony, sypią się zaproszenia z przeróżnych stacji telewizyjnych, gazet – opowiada była spikerka Bogumiła Wander. – Choć w  telewizji nie pracuję już od ponad siedmiu lat, to wciąż tam bywam i  czasami mam wrażenie, że wcale nie odeszłam – śmieje się.

Telewizyjnej pępowiny nie udało się też przeciąć Krystynie Czubównie, byłej gwieździe„Panoramy". Wprawdzie nie wróciła do TVP (w 2007 roku poważnie starała się o nią Dwójka, jednak zrezygnowała, bo właścicielka najpiękniejszego głosu w Polsce, jak niegdyś o niej mówiono, chciała nadal występować w reklamach), ale kilka miesięcy temu wystartowała w  muzycznym show Polsatu „Tylko nas dwoje". Sukcesu nie odniosła – zajęła dziewiąte, czyli przedostatnie miejsce.

Monika Luft, niegdyś twarz porannego programu „Kawa czy herbata", choć zerwała kontakty z TVP w  niezbyt przyjemnych okolicznościach, kilkakrotnie podejmowała próby powrotu do telewizji. W 2005 roku zaczęła pracę w prywatnej Tele 5, a  dwa lata później prowadziła festiwal Top Trendy dla Polsatu. Próbowała też powrotu do samej TVP, jednak ukazały się tylko dwa odcinki jej programu „Czas gwiazd", a potem zniknęła z anteny.

Wielu osobom kariera w telewizji otworzyła drogę do sporych pieniędzy w innych branżach. Adamowi Słodowemu pod względem finansowym wiedzie się teraz lepiej, niż  kiedy pracował w TVP. Monika Luft na bazie kontaktów zdobytych podczas pracy na wizji otworzyła własną firmę PR. Krystyna Czubówna jest wręcz rozrywana – jej charakterystyczny niski głos można usłyszeć w reklamach, filmach, słuchowiskach. Jako konferansjerka prowadzi też m.in. imprezy firmowe. Ofert ma tyle, że musiała wynająć sobie menedżera.

Ucieczka przez ladę

Jednak Kaczyński, Luft i Czubówna to wyjątki. Inne byłe gwiazdy przekonują stanowczo, że nie mają już parcia na szkło. – Wolałbym nie  wracać do czasów, kiedy goniony w sklepowej hali przez tłum wielbicieli musiałem się ratować ucieczką przez ladę rzeźnika. Popularność bywała męcząca – wspomina dawna gwiazda „Koła fortuny" Wojciech Pijanowski. Romansu z telewizją do końca jednak nie zerwał – kilka miesięcy temu dołączył do redakcji „Wideoteki dorosłego człowieka". W programie jeździ fiatem i przeprowadza wywiady ze znanymi artystami. – To czysta zabawa, wożę starych znajomych i na luzie z nimi rozmawiam – kwituje. Czeka też na odpowiedź z kilku stacji, którym zaproponował autorskie programy.

Telewizyjni gwiazdorzy podważają istnienie „telewizyjnej jednostki chorobowej", czyli uzależnienia od emocji towarzyszących występom na  wizji. – To legenda. Nie ma czegośtakiego – śmieje się znany z programu „Sensacje XX wieku" Bogusław Wołoszański. – Moje życie poza telewizją jest jak najbardziej udane – zapewnia i opowiada o książkach historycznych, które ma teraz czas pisać, i o wielkich rekonstrukcjach historycznych, które reżyseruje. Najbliższa już 1 września na  Westerplatte.

– Telewizja publiczna, z której odszedłem w 2005 r., coraz bardziej się psuła. Jeszcze w 1999 r. na wyprodukowanie 50-minutowego filmu o Westerplatte miałem 300 tys. zł, co wystarczało na  11 dni zdjęciowych, aktorów, pirotechników. Kilka lat później za te same pieniądze mogłem kręcić co najwyżej trzy dni. Miałem serdecznie dosyć takiej sytuacji – przekonuje Wołoszański.

W słynne nieuleczalne przywiązanie do telewizji nie wierzy też Bożena Słodowy. – Mój mąż z  telewizją rozstawał się w niemiłych okolicznościach, tuż po wprowadzeniu stanu wojennego. Nie chciał mieć nic wspólnego z tym, co się tam wtedy działo. Proszę mi wierzyć, nasze życie po telewizji jest znacznie przyjemniejsze niż to z czasów kariery medialnej – zapewnia. Dziś broni dziennikarzom dostępu do męża, bo Adam Słodowy ma już 87 lat i musi się oszczędzać.

Tai-chi, podróże, książki

Większość gwiazd rozstanie z masową widownią podsumowuje w ten sam sposób: „Nagle zobaczyłem, że istnieje życie poza telewizją". Monika Luft na swojej stronie internetowej pisze o tym innym świecie: „Jest zupełnie inny: pełen skupienia, a jednocześnie absolutnej wolności. To  świat pisania". Po swoim odejściu z TVP Luft opublikowała powieść „Śmiech iguany", w której wszyscy doszukiwali się analogii do postaci z  Woronicza. Po dwóch latach wydała kolejną książkę„ System argentyński”. Ostatnio ćwiczy intensywnie chińską sztukę walki i medytacji tai-chi. Zdobyła już nawet kilka medali w zawodach z tej dyscypliny.

Bogumiła Wander twierdzi, że dzięki temu, iż sama odeszła z telewizji, ma z jej czasów tylko miłe wspomnienia. – Nie czekałam, aż ktoś mnie zwolni, odbierze mi resztki programów. Sama dojrzałam do tej decyzji i  zrezygnowałam. To było podczas rejsu statkiem z mężem w 2002 roku. Morze, gwiazdy, spokój i tak wewnętrznie poczułam: to już koniec, tam nie ma dla mnie już miejsca – wspomina prezenterka z tzw. starej gwardii spikerów TVP, którzy pracę na Woronicza rozpoczęli jeszcze w latach 60. Po telewizji Wander skupiła się na rodzinie. Jest żoną przy mężu –  znanym żeglarzu Krzysztofie Baranowskim – wybudowała dom i twierdzi, że  za dawną pracą w ogóle nie tęskni. – Jedyny minus obecnego życia to  pieniądze. Kiedyś zarabialiśmy w telewizji znacznie mniej niż obecne gwiazdy. Za wielogodzinne dyżury płacono nam tylko po 200 złotych i od tych pensji były odciągane składki na emerytury. Więc moja nie jest zbyt wysoka. Za to mam czas na to, by cieszyć się życiem – zapewnia.

Również Dorota Warakomska żyje pełną piersią. Była dziennikarka „Panoramy" i „Wiadomości" 4 lata temu odeszła z telewizji po 15 latach pracy. Skończyła studia podyplomowe z psychologii społecznej i  psychologii zwierząt, zwiedziła USA i Azję oraz podszkoliła swoje fotograficzne umiejętności u samego Tomasza Tomaszewskiego, pierwszego Polaka, który robił zdjęcia dla „National Geographic". Warakomska ma na  koncie dwie wystawy fotograficzne, teraz kończy książkę o Stanach Zjednoczonych.

Niedawno jej nazwisko znów pojawiło się w mediach, kiedy prezydent Bronisław Komorowski zaproponował jej pracę rzecznika w swojej kancelarii. Warakomska odmówiła, bo nie zamierza zrywać z  dziennikarstwem. Ta wiadomość zelektryzowała jednak pracowników gmachu przy Woronicza. Większość spodziewa się, że Warakomska szykuje się do  powrotu do TVP. – Nie mam zwyczaju komentować plotek – mówi sama zainteresowana. Dodaje jednak, że nigdy nie powiedziała, że zrywa z  telewizją na zawsze. – Czy za nią tęsknię? Zdarza się, że tak –  przyznaje. Czasem brakuje jej adrenaliny, tempa pracy, poczucia, że  uczestniczy w doniosłym wydarzeniu. Ale w takim momencie zaraz przywołuje temniej przyjemne wspomnienia. – Olbrzymi stres, pracę w  szalonym pędzie od świtu do nocy i zakusy polityków, by kontrolować największe medium w Polsce.

Z kolei Bogusław Wołoszański do telewizji, a  szczególnie TVP, nabrał takiej niechęci, że nawet jej nie ogląda. –  Wielokrotnie pro-ponowano mi pracę w różnych stacjach. Jed-nak ja ten rozdział w życiu już zamknąłem – mówi.

Krystyna Loska, choć na Woronicza przepracowała ponad 30 lat, nie próbowała na siłę utrzymywać kontaktu ze  szklanym ekranem. Zaczęła częściej występować na estradzie. Wciąż jest zapraszana na koncerty, prowadzi festiwale i imprezy plenerowe. – Ale  niezbyt często decyduję się na takie propozycje. Jeśli już, to na Śląsku, bo jestem z nim związana. Okazało się, że bez telewizji można żyć – mówi prezenterka, której starannie ułożoną blond fryzurę masowo kopiowały niegdyś Polki. Choć zniknęła z ekranu 16 lat temu, nie ma  dnia, by ktoś jej – podobnie jak Adama Słodowego – nie zaczepił na  ulicy. – Zmieniło się przez te lata tyle, że kiedyś rozdawałam autografy. Teraz są telefony komórkowe i dlatego ludzie nie proszą mnie już o autograf, ale właśnie o pozwolenie na zdjęcie z komórki – śmieje się Loska.

Zawsze gwiazdy

Część niegdysiejszych gwiazd ukrywa się przed światem. Irena Dziedzic, autorka kultowego „Tele-Echa", od czasu wybuchu afery z jej domniemaną współpracą z SB przestała nawet pisać swój dosyć ostry blog. – Czasem się spotykamy na imprezach dawnych spikerek. Irena ma ogromne poczucie krzywdy. I nie chce w ogóle wracać do życia publicznego. Czeka teraz na  wyrok w procesie autolustracyjnym – opowiada Bogumiła Wander.

Jeszcze trudniej jest odnaleźć Aleksandrę Jakubowską, kiedyś prowadzącą „Dziennik telewizyjny". – Nie mam pojęcia, co się u niej dzieje –  zarzeka się były premier Leszek Miller. – Chyba zaszyła się w domu i  zmieniła niedawno numer telefonu – Józef Oleksy też nie ma z Jakubowską żadnego kontaktu. Podobnie jak inni byli czołowi politycy lewicy i dawni koledzy z Woronicza. Bo choć dziś Jakubowska najsilniej kojarzona jest z  karierą polityczną zakończoną aferą Rywina, wcześniej znana była właśnie z telewizji. Trafiła do niej w 1987 roku. Dziś – jak się dowiedzieliśmy – niegdysiejsza „lwica lewicy" zajmuje się pisaniem książki. Podobno ma  to być powieść sentymentalno-miłosna rozliczająca się z przeszłością Jakubowskiej, także tą telewizyjną.

Okładka tygodnika WPROST: 36/2010
Więcej możesz przeczytać w 36/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0