Koniec świata, koniec „Złotopolskich”

Koniec świata, koniec „Złotopolskich”

Koniec świata, koniec „Złotopolskich” Rosół, schabowy i „złotopolscy” w telewizyjnej dwójce – tak przez ostatnie 13 lat wyglądały niedzielne obiady w kilku milionach domów. Ale cotygodniowy rytuał wkrótce się zmieni: do końca roku druga po „Klanie” najdłużej wyświetlana polska telenowela zniknie z ekranów.
Zaczęło się tak: do scenarzysty Jana Purzyckiego przyszli dwaj producenci – Tadeusz Lampka i nieżyjący już Marian Terlecki. – Musisz wziąć udział w konkursie TVP na telenowelę. Masz niecałe dwa miesiące –  zakomunikowali. Purzycki odmówił. – Za mało czasu. Nie dam rady –  odparł. Wtedy oni położyli na stole 10 tys. zł. – Cóż..., potrzebowałem pieniędzy – śmieje się Purzycki. Producenci wyszli, pieniądze zostały, a  scenarzysta spojrzał za okno, na sąsiednią wieś Złotopolice. Reszta ułożyła się sama. Bliźniacy, konflikt, wieś i miasto, czyli opowieść o  miłości i nienawiści dwóch spokrewnionych z sobą rodów: Złotopolskich mieszkających w podwarszawskich Złotopolicach i Gabrielów, mieszkańców stolicy. A skłócone filmowe bliźnięta to Dionizy Złotopolski i Eleonora Gabriel. „Złotopolscy" w konkursie zajęli drugie miejsce, za serialem „Klan”. Mimo to szefowie Dwójki uznali, że telenowela dostanie szansę. Jej charakter wpisywał się w pomysł na program, który chciał być przyjazny i familijny. Pilotażowy odcinek „Złotopolskich” wyemitowano 23 czerwca 1997 r.. Serial wszedł na ekrany w styczniu 1998 r. – To był strzał w dziesiątkę. „Złotopolscy” odpowiedzieli na ogromne w tamtym czasie zapotrzebowanie na seriale typu soap opera, pokazujące przekrój społeczeństwa, a w tym wypadku również zderzenie wsi i miasta – tłumaczy socjolog kultury, doktor Urszula Jarecka.

Małysz wygrywa
Szczyt popularności telenoweli przypadł na zimę 2001 r. W niedzielę 14 stycznia serial w TVP 2 obejrzało ponad 8 mln widzów, czyli 65 proc. wszystkich siedzących wówczas przed telewizorami!

Bo w pierwszych latach emisji „Złotopolscy" nie mieli (poza nadawanym w Jedynce „Klanem”) żadnej serialowej konkurencji. Część wiernej widowni stracili dopiero na  rzecz… Adama Małysza. Na początku XXI wieku Polskę ogarnęła małyszomania, a większość konkursów skoków narciarskich odbywała się w  porze niedzielnego obiadu i była transmitowana przez telewizyjną Jedynkę. – Małysz dosłownie na nas naskakiwał – mówi dziś Jan Purzycki. – Ale to nie sukcesy naszego skoczka, lecz nagła śmierć aktora Henryka Machalicy w 2003 r. spowodowała odejście wielu fanów „Złotopolskich”. Nie udało się już potem stworzyć drugiej postaci na miarę Dionizego Złotopolskiego, głowy rodu Złotopolskich – dodaje.

Mimo to w kolejnych latach niedzielny serial przyciągał co najmniej pięciomilionową widownię. Jest też jedną z zaledwie pięciu telenowel (obok „Klanu", „Samego Życia”, „Plebanii” i „Na Wspólnej”), której udało się przekroczyć liczbę tysiąca odcinków!

Znawcy mediów nie mają jednak złudzeń: dobre czasy już nie wrócą. Spadająca oglądalność serialu, która w tej chwili wynosi niecałe 3 mln widzów, zmusiła dyrektora TVP 2 do  decyzji o zdjęciu „Złotopolskich" z anteny. Ostatni, 1121 odcinek zaplanowano na 26 grudnia. – Niewątpliwie kończy się jakaś epoka, ale  liczby są nieubłagane – mówi szef Dwójki Rafał Rastawicki. – Uznanie i  sympatia widzów nie przenoszą się na oglądalność. I tak jak widzowie Polsatu musieli pożegnać „Rodzinę zastępczą”, tak widzowie Dwójki rozstaną się ze „Złotopolskimi” – dodaje.

– Ta decyzja oznacza, że  telewizja nie chce już familijnych seriali, takich, które całą rodziną ogląda się przy niedzielnym obiedzie. A może to sami Polacy nie chcą już razem oglądać telewizji? – zastanawia się pierwszy reżyser serialu Janusz Zaorski.

Serial umrze z listonoszem
„Złotopolscy" są jedną z pięciu polskich telenowel, którym udało się przekroczyć liczbę tysiąca odcinków się czasów. –  Inne jest społeczeństwo, inaczej z sobą rozmawiamy. Kończy się epoka uładzonych, dobrych bohaterów, którzy myli uszy i chodzili na wybory. Kończy się czas seriali, jak je nazywam, misiouszatkowych, poczciwych i  trochę nudnych – mówi.

– A który polski serial jest lepszy? Jeśli „Złotopolscy" są nudni, to życie jest nudne! – ripostuje Alina Janowska, 87-letnia aktorka, która w serialu gra Eleonorę Gabriel.

Socjolog Urszula Jarecka podkreśla jednak, że współczesny widz nie chce już oglądać „zwykłego życia". – Spójrzmy na Zachód. Teraz na topie są seriale specjalistyczne, jak choćby „Chirurdzy”, gdzie oprócz codziennego życia oglądamy też świat określonej grupy zawodowej. Decyzja o końcu telenoweli jest słuszna. Wyczerpał się już potencjał dramaturgiczny serialu. Po co na nowo skłócać bohaterów? To byłoby niemądre – dodaje.

Bo serial zakończy się rodzinnym pojednaniem. Po  długiej nieobecności wróci Marcysia Złotopolska, żona Waldka (miała problemy ze wzrokiem i leczyła się za granicą) i to właśnie dzięki niej w domu skończy się wojna o wnuki. Jesienią widzowie obejrzą też pogrzeb jednej z najbardziej lubianych i rozpoznawanych postaci serialu, listonosza Józefa Garlińskiego. Jak zdradzają producenci, zostanie on pięknie pożegnany przez mieszkańców Złotopolic, w których oprócz znanych postaci wcielą się także członkowie serialowej ekipy. Będzie to hołd dla  zmarłego na początku roku Jerzego Turka, który grał w serialu listonosza.

Czy to definitywny koniec „Złotopolskich?" Alina Janowska słyszała „na mieście” ploteczki, że serial będzie kontynuowany. – Powiem jak Mark Twain: pogłoski o mojej śmierci są przedwczesne – dodaje Jan Purzycki. Ojciec serialu podkreśla, że przed wiernymi widzami jest jeszcze pasjonująca jesień i wybitne wręcz odcinki wyreżyserowane przez Radosława Piwowarskiego: – To od widzów zależy, czy przekonamy szefów Dwójki, że warto kontynuować serial. Wierzę, że się uda.
Okładka tygodnika WPROST: 37/2010
Więcej możesz przeczytać w 37/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także