Bulterier wraca

Bulterier wraca

Jarosław Kaczyński ma dla Jacka Kurskiego nowe zadanie. Zanim jednak partyjny bulterier znów pokaże kły, musi w ramach tresury dostać od prezesa lekcję posłuszeństwa.
W PiS zaczęły się rozliczenia. Dostaje się nie tylko liberałom krytykującym radykalizm Kaczyńskiego. Prezes przytarł nosa także wiernemu przybocznemu – Jackowi Kurskiemu. Najpierw zmienił statut partii tak, by eurodeputowany nie mógł być szefem regionu (a dotyczyło to wyłącznie Kurskiego), po czym w ogóle rozwiązał partyjne struktury na Pomorzu, gdzie Kurski od lat pełnił funkcję lidera.

– Ta decyzja zabolała Jacka, myślę, że robi dobrą minę do złej gry – twierdzi partyjny kolega z ław europarlamentu Ryszard Czarnecki.

– Jacek nie powinien się czuć zagrożony. Rozwiązanie struktur na Pomorzu nie ma żadnego wpływu na jego pozycję w partii. Jest ważnym i cenionym przez kierownictwo posłem – zapewnia z kolei wiceprezes PiS Beata Szydło.

O co więc chodzi? Czy Kurski powinien się obawiać o swoją pozycję w PiS, czy nie?

– Chodzi o lekcję pokory. Prezes chce sprawdzić Kurskiego, chce zobaczyć, czy skarcony nie zmieni frontu. W końcu zmieniał partie już parę razy w życiu. A nasza jest w wyjątkowo trudnej sytuacji – mówi ważny polityk PiS.

To fakt. Kurski zmieniał partie sześciokrotnie. A PiS jest w dołku, w jakim nie było od początku swego istnienia. Cztery klęski wyborcze od 2007 roku i wizja dwóch kolejnych w nadchodzących wyborach samorządowych i parlamentarnych jest całkowicie realna. Kurski tymczasem to specjalista od kampanii wyborczych. Może być przydatny, pod warunkiem że będzie lojalny wobec partii. W jej szeregach powtarza się dziś powiedzenie pani Dulskiej: „Na to mamy cztery ściany i sufit, by brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział". Marek Migalski i Elżbieta Jakubiak o tej zasadzie nie pamiętali albo świadomie ją zignorowali. Oboje szybko za to zapłacili.

Nocna zmiana panów K

Całkiem niedawno Jacek Kurski powiedział w jednym z wywiadów: – Wszyscy, którzy mówią, że ktoś chce podnieść rękę na Jarosława Kaczyńskiego, muszą wiedzieć, że Jacek Kurski mu tę rękę obetnie. – To mało subtelny żart językowy, siepaczem nie jestem, choć oczywiście jest w tej metaforze ziarno prawdy – mówi dziś Kurski. I o takie przywiązanie Jarosławowi Kaczyńskiemu chodzi. Tacy żołnierze są mu dziś potrzebni. Tyle że Kurski w swej nadgorliwości popełnił ostatnio błąd. Podczas obchodów 30. rocznicy Porozumień Sierpniowych podsunął prezesowi ściągę z ripostą na wystąpienie Henryki Krzywonos. Rzecz sfotografowały tabloidy. Wyszło na to, że Kurski próbuje dyktować Kaczyńskiemu, co ten ma powiedzieć. Kaczyński rady Kurskiego zignorował, powiedział swoje, a następnego dnia rozwiązał struktury partyjne na Pomorzu. – Prezes postanowił trzymać Kurskiego na krótkiej smyczy. Pokazać mu, że jak będzie próbował kąsać, to poszczuje go Andrzejem Jaworskim – mówi jeden z polityków PiS.

Andrzej Jaworski to poseł z Pomorza. Do Sejmu trafił rok temu w miejsce Tadeusza Cymańskiego, który został eurodeputowanym. Poza tym Jaworski to były asystent Kurskiego z czasów samorządowych, dzisiaj rywalizujący z nim w regionie. To szef Stoczni Gdańskiej w czasach rządu PiS, człowiek, który stał tuż za Jarosławem Kaczyńskim na wiecu, na którym padły słynne słowa o tych, co stoją tam, gdzie PiS, i opozycji stojącej tam, gdzie stało ZOMO. Kurski ma czuć oddech Jaworskiego na plecach. Ma wiedzieć, że w partii nie ma ludzi niezastąpionych.

Na korzyść Kurskiego w rywalizacji z Jaworskim przemawia stopień zażyłości z Jarosławem Kaczyńskim. Kurski poznał Kaczyńskiego w 1988 roku podczas strajków w stoczni. 22-letni wówczas Jacek przedarł się przez kordon ZOMO i został wciągnięty za bramę przez stoczniowców. W plecaku miał wielki transparent z napisem „Solidarność" własnoręcznie zszyty z 12 prześcieradeł. Miał też na swoim koncie kilka lat podziemnej działalności: organizację milczących apeli w gdańskim liceum będących wyrazem poparcia dla opozycji, kręcenie korbą powielacza z Piotrem Semką, roznoszenie ulotek.

W 1988 roku, siedząc w stoczni przez pięć dni i nocy, słuchał wykładów Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Opowiadali o tym, o jaką Polskę walczą, gdzie jest jej miejsce w ścierających się interesach Europy, Rosji, USA. Od razu podchwycił melodię Kaczyńskich i stał się ich wiernym uczniem. W 1992 roku, gdy w noc teczek obalany był rząd Jana Olszewskiego, a Jarosław Kaczyński wołał z sejmowej trybuny: „Żadne państwo nie może tolerować agentów w swoich strukturach!", Kurski stanął po ich stronie. Atmosferę zamachu stanu opisał w książce „Lewy czerwcowy”, a potem nakręcił jeszcze na jej podstawie film „Nocna zmiana”. Pierwszy pokaz w TVP obejrzało 6 milionów widzów. Wielu z nich uwierzyło w wykreowaną przez Kurskiego teorię antypatriotycznego i antylustracyjnego spisku i w 1995 roku nie zagłosowało na Lecha Wałęsę w wyborach prezydenckich.

Kurski wykorzystał „Nocną zmianę" jako wyborczą broń także w 2005 roku. Przekazał prawa do emisji Tadeuszowi Rydzykowi. Telewizja Trwam pokazywała film na okrągło. W ten sposób film zapracował na podwójne wyborcze zwycięstwo braci Kaczyńskich.

Wyborcza tresura

Wybory prezydenckie 1995 roku nie były jednak pierwszymi, przy których pracował Jacek Kurski. W partyjną politykę rzucił się w 1993 roku, gdy przygotował kampanię wyborczą dla Porozumienia Centrum. Wykorzystując wykradzione z telewizji taśmy, na których widać, jak Jan Lityński z Unii Demokratycznej dwukrotnie wrzuca głos do sejmowej urny, poprawił notowania PC aż jedenastokrotnie: z początkowych 0,4 do 4,5 proc. Tyle że próg wyborczy wynosił wtedy 5 proc. PC wypadło z parlamentu. Chwilę później Kurski wypadł z PC. Z partii Kaczyńskiego trafił do Ruchu Odbudowy Polski Jana Olszewskiego. Kampania, którą przygotował dla tej partii w 1997 roku, może być wzorem czarnego PR. Wykorzystał w niej zakonnicę przekonującą na wyborczych plakatach, że AWS to liberałowie walczący z Kościołem. Tyle że zakonnica nie udzieliła zgody na wykorzystanie jej wizerunku i po wyborach Kurski musiał ją przeprosić. Na Pomorzu zdobył jedną piątą wszystkich głosów. Ale cóż z tego, skoro ROP, tak jak wcześniej PC, nie przekroczył w skali kraju progu wyborczego.

Kurski pomaszerował dalej. Rozstał się z ROP i przeszedł do ZChN, które współtworzyło rządzącą koalicję AWS. Od razu zrobił nowej partii kampanię wyborów samorządowych 1998 roku i tym razem wygrał. Dzięki zaklejaniu swoimi plakatami reklam wyborczych konkurencji wywalczył dla siebie posadę wicemarszałka województwa.

Wybory parlamentarne 2001 zmiotły jednak AWS ze sceny politycznej. AWS zatonęła, prawicowcy znaleźli łajbę ratunkową w postaci PiS. Kaczyńscy byli gotowi przyjąć Kurskiego do nowej partii, ale zastrzegli, że nie wystawią go w zbliżających się wyborach samorządowych. Kurski wykonał więc zaskakującą woltę: zaoferował swe usługi Romanowi Giertychowi. LPR przyjęła go z otwartymi ramionami. Zrobiła nawet z niego kandydata na prezydenta Gdańska.

Kurski wydrukował plakaty ze zdjęciem pokazującym jego rywala z PiS tuż po wizycie w agencji towarzyskiej. Ostatecznie nie został prezydentem Gdańska, ale wiceprzewodniczącym sejmiku wojewódzkiego. I to nie byle jakim wiceprzewodniczącym. Rządzącej w regionie koalicji PO-PiS do podejmowania decyzji brakowało właśnie głosów LPR. Dla Giertycha przygotował jeszcze jedną zwycięską kampanię. Dzięki ostrej melodii na narodową nutę w pierwszych wyborach do europarlamentu w 2004 roku LPR wprowadziła do Strasburga aż 10 eursceptyków z Giertychem seniorem na czele.

Jednak nadszedł czas następnej wolty. Przed wyborami 2005 roku bracia Kaczyńscy widzieli już dla Kurskiego miejsce w PiS. Porzucił więc Giertycha. W wyborach 2005 roku PiS dzięki propagandzie pustoszejącej lodówki zdobywa rząd. W dużej części dzięki odpalonej przez Kurskiego historii dziadka z Wehrmachtu fotel prezydencki zdobywa Lech Kaczyński. Dla siebie dopiero co upieczony PiS-owiec zdobywa upragniony mandat poselski.

Brat Jacka, Jarosław Kurski, zastępca Adama Michnika w „Gazecie Wyborczej", mówi, że „Jacek to mister trzy procent”, bo każda partia, w której kampanię się angażuje, na starcie zyskuje trzy procent sondażowego poparcia. A dziś dla PiS każdy procent jest na wagę złota. – Trzy procent, kiedy siadam do klawiatury. A jak dostaję wolną rękę, to partia wygrywa. W ostatniej kampanii dopuszczono mnie tylko przez dwa dni przed drugą debatą Kaczyński – Komorowski i od razu był efekt – dodaje skromnie sam Jacek Kurski.

Brat bratu wilkiem

Wyborczy sukces 2005 roku przyniósł Kurskiemu przydomek „bulterier". Pies morderca. I jak na bulteriera przystało, Jacek Kurski na dziadku z Wehrmachtu nie poprzestał. W 2006 roku, gdy polska scena polityczna żyła przygotowaniami do wyborów samorządowych, Jacek Kurski w programie Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać” pokazał „Gazetę Wyborczą” i powiedział, że opublikowana w niej reklama firmy J&S importującej paliwa to „finansowanie przez układ zmasowanej propagandy przeciwko PiS". Innymi słowy – zasugerował, że wielki biznes finansuje krytyczną wobec rządu PiS „Wyborczą”. Wydawca gazety, Agora, wniósł pozew przeciwko Kurskiemu o zniesławienie i ochronę dóbr osobistych.

Z podobnym pozwem wystąpiła miesiąc później Platforma Obywatelska, bo Kurski stwierdził, tym razem w TVN, że prezydencką kampanię Donalda Tuska sfinansowało PZU, odsprzedając mu miejsce na swoich billboardach za 3 proc. wartości. Dwa lata później prawomocny wyrok sądu kazał Kurskiemu przeprosić Tuska za oskarżenia w sprawie tzw. afery billboardowej, bo żadnej afery nie było. Również proces z „Gazetą Wyborczą" poseł przegrał. Chcąc zachować swoje terenowe BMW, musiał je wykupić od komornika, który zajął samochód na poczet opłat za ogłoszenia przepraszające Agorę. Kurski wyłożył 90 tys. zł. Wszystkich wówczas ciekawiło, jak się to odbije na rodzinnych relacjach Jacka Kurskiego z bratem Jarosławem.

– O procesie nie rozmawiamy. To w naszych stosunkach temat tabu. Podobnie jak polityka – mówi Jacek Kurski. Bracia przez lata nie utrzymywali z sobą kontaktów. Poróżniła ich polityczna wojna na górze. Jarek opowiedział się za Tadeuszem Mazowieckim, Jacek – za Jarosławem Kaczyńskim, będącym początkowo prawą ręką prezydenta Lecha Wałęsy. Odbudowywanej z trudem relacji starają się nie niszczyć publicznymi wystąpieniami przeciwko sobie. Nawet gdy w 2005 roku „Gazeta Wyborcza" opisała aferę z leśniczówką, którą Jacek Kurski jeszcze jako samorządowiec najpierw wydzierżawił, potem wyremontował, a w końcu za psie pieniądze kupił, konflikt nie przeniósł się na rodzinny grunt. Razem wystąpili tylko raz. Kiedy zmarł Jacek Kaczmarski, napisali wspólny tekst podpisany „Bracia Jacek i Jarosław Kurscy”. Obaj bowiem chętnie śpiewają piosenki Kaczmarskiego, akompaniując sobie na gitarze.

Kura z gorącą głową

Medialną sławę przyniosły Kurskiemu także jego wybryki samochodowe. A to podłączył się do konwoju CBA eskortującego przestępców i na światłach awaryjnych gnał z Gdańska do Warszawy, a to przekroczył prędkość, jadąc na otwarcie nowego biura poselskiego i parkując na skrzyżowaniu. Nie mówiąc o tym, że jako samorządowiec urządził sobie rajd służbowym samochodem do... Włoch na wakacje.

Dziś kłopoty drogowe pomaga mu rozwiązywać antyradar. Ilekroć zaczyna alarmująco piszczeć w jego aucie, Kurski zdejmuje nogę z gazu. W polityce takiego antyradaru jednak nie ma. Wciąż mocnym słowem potrafi przekroczyć wszelkie normy. – I na to liczy prezes w zbliżających się kampaniach wyborczych – twierdzi partyjny kolega Kurskiego. – Kura, bo tak go między sobą nazywamy, to nasz PiS-owski Palikot. Ma dziobać, kąsać, węszyć, szczuć. Byle skutecznie.

Znająca Kurskiego od lat gdańszczanka Joanna Senyszyn, sama słynąca z ciętego języka, mówi: – Jacek w europarlamencie nie wykorzystuje swojego temperamentu. Myślę, że bardzo mu brakuje tego ciągłego wbijania komuś szpili.

Sam Kurski nie ukrywa, że jest zainteresowany głównie polską polityką: – Myślę, że mam jeszcze szansę odegrać w niej poważną rolę. Jeśli PiS wygra wybory, będę jak zawsze do dyspozycji prezesa.

Tyle oficjalnie. Nieoficjalnie wiadomo, że marzy o funkcji w rządzie, i to najchętniej w randze wicepremiera. Za swój największy polityczny sukces uznaje to, że nie zwariował, choć od lat jest na pierwszej linii. Matka Jacka Kurskiego, była senator PiS Anna Kurska, mówi o synu krótko: – Jacek wkroczył w wiek męski i mam nadzieję, że nie będzie to dla niego wiek klęski.

Okładka tygodnika WPROST: 38/2010
Więcej możesz przeczytać w 38/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Maciej Gach IP
    Witam serdecznie

    W Tekście pojawił się błąd, mianowicie jest napisane, że Ruch Odbudowy Polski, \"nie przekroczył w skali kraju progu wyborczego\".

    Niestety nie jest to prawda. Zdobył 5,56% poparcia i wprowadził do Sejmu 6 posłów: Dariusza Grabowskiego, Jarosława Kaczyńskiego, Jana Olszewskiego, Antoniego Macierewicza, Adama Wędrychowicza i Wojciecha Włodarczyka.

    Pozdrawiam
    Maciej Gach (27 lat, magister Politologii Uniwersytetu Gdańskiego)

    Czytaj także