W cieniu chińskiego smoka

W cieniu chińskiego smoka

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wystarczy spojrzeć na ekonomiczne wskaźniki, by stwierdzić, że premier Tusk dobrze wybrał cel swej ostatniej podróży. Indie ze wzrostem przekraczającym 8 procent są tuż za Chinami. Inna sprawa, że w przypadku Indii owa statystyka równie dużo mówi, co ukrywa.
Przed tygodniem samolot polskiego premiera wylądował na lotnisku w Bangalore, trzecim co do wielkości mieście Indii. Szef rządu znalazł się w miejscu, które na całym świecie jest symbolem sukcesu. W Bangalore zadomowiły się międzynarodowe koncerny, tworząc olbrzymie centrum usług i rozwoju nowych technologii. IBM, Intel, AMD, Oracle czy Philips sprawiły, że miasto rozwija się błyskawicznie.

Czyli zupełnie inaczej niż rozwijały się w ostatnim czasie polsko-indyjskie stosunki. Te wyglądają mizernie. Wartość handlu z Indiami stanowi tylko ok. 0,34 proc. całych obrotów handlu zagranicznego Polski, w dodatku więcej u nich kupujemy, niż im sprzedajemy. Indyjscy inwestorzy z wyjątkiem kilku dużych firm dotąd omijali nasz kraj szerokim łukiem. W 2008 roku (ostatnie dostępne dane) indyjskie firmy zainwestowały u nas zaledwie 8 mln euro. To 82 razy mniej niż firmy francuskie i 195 razy mniej niż inwestorzy z Niemiec. A co najważniejsze, to także ok. 16 razy mniej niż firmy z sąsiadujących z Indiami równie szybko rozwijających się Chin.

Premier jest dobrej myśli. – Polska jest traktowana poważnie – podkreślał Donald Tusk. O ile jednak warto podjąć starania, by gospodarcze relacje z Indiami nabrały rumieńców, o tyle nie powinniśmy mieć złudzeń. Mówiąc najprościej, Indie, przy wszystkich swoich sukcesach, to nie Chiny. 

Więcej możesz przeczytać w 38/2010 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także