Dzieci bez granic

Dzieci bez granic

Piją, palą, szprycują się narkotykami i dopalaczami. W internecie surfują po stronach dla dorosłych, uprawiają wyuzdany seks. A do tego są mistrzami kamuflażu. Bo nastolatki doskonale wiedzą, jak przed rodzicami odgrywać niewinne aniołki.
Kasia ma 14 lat, jest uczennica jednego z toruńskich gimnazjów. Ma za sobą nie tylko pierwszy raz z chłopakiem, ale również udział w seksie zbiorowym. „Bawiła" się z kolegami ze szkoły w tzw. słoneczko: grę polegającą na tym, że nagie dziewczyny kładą się na podłodze, stykając się głowami, a chłopcy kolejno odbywają z nimi stosunek. Wygrywa ten, kto najdłużej zostanie na placu boju. Kasia, ukryta za internetowym nickiem, swoimi seksualnymi ekscesami chwali się na jednym z portali dla nastolatków, ale bezpośrednia rozmowa wyraźnie ją krępuje. O słoneczku usłyszała, kiedy na wiosnę media doniosły, że pięć dziewcząt z gimnazjum w Ostródzie zaszło w ciążę po takiej zabawie. – Gadaliśmy o tym i wpadliśmy na pomysł, żeby też spróbować – mówi Kasia.

Plany szybko wprowadzili w życie. – Poszliśmy po lekcjach do koleżanki, jej rodzice byli w pracy, rodzeństwo gdzieś wybyło. Było nas sześć osób, dwóch chłopaków, cztery dziewczyny. Zabezpieczyliśmy się. No i zrobiliśmy to. Dlaczego? – Bo to takie przeżycie, chciałam spróbować. Kto wie, czy będzie jeszcze taka okazja. I jeszcze jedno, chciałam trochę poczuć się dorosła – tłumaczy dziewczynka.

Jestem małą dziwką

Z badań publikowanych w ciągu ostatnich dwóch lat wynika, że średni wiek inicjacji seksualnej w Polsce to... 19 lat. Eksperci pracujący z młodzieżą nie mają jednak wątpliwości, że sondaże fałszują rzeczywistość. Socjolog z Uniwersytetu Zielonogórskiego profesor Jacek Kurzepa twierdzi, że co dziesiąty 15-latek ma za sobą pierwsze doświadczenia seksualne. Drastycznie przesunęła się tez granica tolerancji na wulgarność. – To, co dla współczesnych 30-40-latków jest nie do zaakceptowania, dla gimnazjalisty jest zupełnie normalne – mówi.

Gdy razem z grupą swoich studentów przeprowadzał rozmowy z nastolatkami, zwrócił uwagę, że żadne z pytań nie wywoływało u nich rumieńca zawstydzenia, a kwestie seksualne nie były tematem tabu. W swoje książce „Zagrożona niewinność" tak wspomina rozmowy z uczennicami: „Kapały seksem. Syczały jak małe żmijki". Chłopcy bez skrupułów wykorzystują takie zachowania koleżanek. Z badań profesora Kurzepy wynika, że co dziesiąty 15-latek przyznaje, że zarówno on, jak i jego rówieśnicy traktują seks jak sport.

Na wakacyjny telefon zaufania, pod którym dyżurują edukatorzy seksualni z grupy Ponton, dzwonią dziewczęta, które nie skończyły jeszcze 15 lat, ale pierwszy raz mają już za sobą. – Mówimy im, że są za młode na seks, a one odpowiadają, że współżyją ze swoimi chłopakami od dawna, ale teraz chciałyby się zabezpieczyć – mówi Aleksandra Józefowska z Pontonu. Podkreśla jednak, że seks grupowy i zabawy takie jak słoneczko nie są normą. – Sama zetknęłam się z takimi sytuacjami tylko dwa razy, gdy rozmawiałam z pedagogami z gimnazjów. Byli wstrząśnięci, że coś takiego zdarzyło się w ich szkołach.

Problem w tym, że to, o czym wiedzą szkolni pedagodzy, może być zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Na internetowych forach dla nastolatków dyskusja na temat słoneczka trwa bowiem w najlepsze. „Niedawno skończyłam gimnazjum i znam tą [pisownia oryginalna] grę, oraz osoby, które tak się bawią. Nieraz proponowano mi udział w czymś takim..." – pisze internautka o pseudonimie Sweet16Blond. Kasia z Torunia wie, że gdyby rodzice dowiedzieli się, iż brała udział w takiej zabawie, byliby zaszokowani. – Są bardzo wierzący, nie wybaczyliby mi.

Po chwili dziewczynka dodaje: – Może i jestem małą dziwką, co z tego?

Samochód rozjeżdża człowieka

Dużą część wiedzy o seksie nastolatki czerpią z internetu. Na popularnym młodzieżowym portalu Dojrzewamy.pl internautka Cullanka12 pyta o darmowe strony z pornografią. W ciągu godziny otrzymuje kilkanaście adresów. Z kolei 14-letni Michał zamieścił na portalu swoje roznegliżowane zdjęcia z pytaniem, czy jest atrakcyjny. I bez namysłu podał numer Gadu-Gadu osobie, która zamieściła taki anons: „Kto chce pogadać o seksie? Zapraszam dziewczynki i chłopców".

Fundacja KidProtect, która zajmuje się bezpieczeństwem w internecie, stworzyła listę rzeczy, które nastolatki robią w sieci. Na czołowych miejscach znalazło się: oferowanie usług seksualnych, szukanie drastycznych treści, publikacja i rozsyłanie intymnych zdjęć. I oczywiście nawiązywanie nowych znajomości. – Przy czym największym zagrożeniem nie jest już wcale podstępny pedofil. To już nie te czasy, więc kampania z Wojtkiem podszywającym się pod 12-latka jest nieaktualna – mówi Jakub Śpiewak, szef fundacji KidProtect. – Teraz nastolatki idą na całość. Same mówią, ile mają lat i co oferują. I to nie tylko dziewczynki. Ostatnio słyszałem o chłopcach, którzy za doładowanie postaci w jednej z gier wysyłali swoje filmiki pornograficzne gejom.

Nastolatki szukają też w internecie drastycznej przemocy. A potem przesyłają sobie linki z filmikami, na których można np. zobaczyć, jak samochód rozjeżdża człowieka. Z badań doktora Jacka Pyżalskiego z Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi wynika, że 13 proc. uczniów padło ofiarą agresji w sieci. A aż co czwarty przyznaje się, że sam był sprawcą takiej agresji.

W starciu z internetem rodzice są praktycznie bezradni. – Nawet jeżeli czasem próbują ograniczyć liczbę godzin spędzanych przez dzieci przy komputerze, one mają na to sposoby. Znam chłopaka, który nastawia sobie budzik w nocy i rozpoczyna nocne życie w sieci, gdy rodzice już śpią – mówi pedagog szkolny Joanna Szpanowska, która pracuje w prywatnym gimnazjum im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego w Warszawie oraz publicznej szkole przy ul. Koncertowej.

Skręty? To norma!

– Palenie, picie, masturbacja, seks, jaranie skrętów – 15-letni Piotrek z Gdańska wylicza rzeczy, które ukrywa przed rodzicami. – Jak się kryję? Po prostu dbam o to, żeby się nie dowiedzieli. Najbardziej zabolałyby ich skręty – śmieje się.

Dorosłych najbardziej przeraża wizja dilera krążącego pod szkołą i próbującego uzależnić ich pociechy od twardych narkotyków. Jeżeli szkoła zapewnia ich, że dilerów nie ma, czują się uspokojeni. Tymczasem dziś wśród nastolatków najmodniejsza jest marihuana. – Narkotyków nie bierzemy – zarzeka się 15-letnia Zuzanna, uczennica trzeciej klasy prestiżowego warszawskiego gimnazjum. A co z marihuaną? – A, chodzi o skręty? No, to jest norma – przyznaje. Pali się nie tylko na imprezach, ale właściwie codziennie, tak jak papierosy. Zioło zdobyć jest bardzo łatwo, najłatwiej w szkole, od kolegów, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto ma. A jak nie, to wystarczy zadzwonić do znajomego, który ma dostęp do towaru.

Policja coraz częściej zatrzymuje nieletnich, którzy mają przy sobie narkotyki. Tylko w ubiegłym roku było ich 3,5 tysiąca. Nastolatki najczęściej próbują tłumaczyć funkcjonariuszom, że przecież to tylko trawa. – My im tłumaczymy, ze to narkotyk i tyle – mówi Maciej Piotrowski, specjalista do spraw prewencji kryminalnej z komendy powiatowej w Piasecznie. Z jego obserwacji wynika, że nastolatki doskonale zdają sobie sprawę, że za posiadanie narkotyków mogą trafić przed sąd rodzinny albo nawet wylądować w poprawczaku. – Dlatego zachowują różne środki ostrożności. Ukrywają narkotyki w podeszwach butów, a dziewczęta w bieliźnie.

A rodzice? Zazwyczaj nie rozpoznają, że ich dziecko jest „najarane". Zresztą sprawdzają tylko, czy nie śmierdzi dymem papierosowym albo nie jest pijane, a miękkich narkotyków przecież nie wyczują.

Wymioty kontrolowane

14-letnia Kasia z Torunia twierdzi, że pije zwykle tylko na imprezach. Ale wielu jej rówieśników nie stroni od alkoholu także w ciągu tygodnia. – W poniedziałek pija, bo zaczyna się szkoła, w środę, bo to środek tygodnia, a w piątki odreagowują tydzień. Każda wymówka jest dobra – wylicza Maciej Piotrowski.

Najczęściej sięgają po piwo albo wódkę. Nie ma podziału na dziewczyny i chłopaków. Wszyscy grzeją równo. – Zdarza się, że ktoś po alkoholu zaśnie albo robi rzeczy, których potem się wstydzi. Ale jeśli wymiotujemy, to tak, żeby nie zabrudzić mieszkania. A jak ktoś się gorzej poczuje na ulicy, to wybieramy kulturalnie trawnik – opowiada gimnazjalistka Zuzanna.

– Na imprezach jedna trzecia znajomych zazwyczaj zalicza zgon, czyli gdzieś pada w kącie i nie bawi się dalej – dodaje Karolina, licealistka z Warszawy. Z czasów gimnazjalnych utkwiła jej w pamięci historia, która mogła się zakończyć tragicznie. Jeden z jej kolegów powiedział rodzicom, że idzie się uczyć do znajomego, ale wyszli większą grupą poszlajać się po knajpach. Chłopak przesadził z wódka, zemdlał i zaczął się dusić własnymi wymiocinami. Koledzy po długich naradach zadzwonili po pogotowie. Od sanitariuszy usłyszeli, ze gdyby zwlekali jeszcze 15 minut, chłopak mógł umrzeć. – Jego matka była w szoku. To taka normalna rodzina, bogata, bardzo wierząca, więc nie wiedziała, że ich syn pije. Dowiedziała się w dość drastycznych okolicznościach – opowiada Karolina.

– Rano po imprezie najczęściej nie pamięta się, co się działo. Wszyscy leżą pokotem na podłodze, w resztkach jedzenia i dziwnych płynów – dodaje jej koleżanka Małgorzata. – Wtedy się mówi, że to imprezy à la skins, od brytyjskiego serialu „Kumple" (ang. „Skins") opowiadającego o życiu nastolatków z Bristolu. Jedną z rozrywek bohaterów są imprezy, na których „wszyscy robią wszystko”.

Wiek inicjacji alkoholowej mocno się w ostatnich latach obniżył. – Teraz najczęściej zaczynają 12-latki – mówi Jolanta Terlikowska, kierownik działu ds. rodziny i młodzieży z Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Z danych PARPA wynika, że 90 proc. nastolatków przynajmniej raz w życiu piło alkohol. Ponad połowa 15-latków i trzy czwarte 17-latków robi to regularnie. Co roku policja zatrzymuje około 20 tys. nietrzeźwych nastolatków.

Po dopalaczu kolacja z mamą

Kolejna tajemnica nastolatków to tzw. dopalacze, legalnie sprzedawane środki o narkotycznym działaniu. Gdy fundacja Pedagogium i Mazowieckie Centrum Profilaktyki Uzależnień przebadały kilkanaście tysięcy gimnazjalistów z województw mazowieckiego, łódzkiego, podlaskiego i świętokrzyskiego, wyniki okazały się zatrważające. Tylko w ciągu roku odsetek uczniów, którzy przyznali się, że co najmniej raz stosowali dopalacze, wzrósł z 1,7 do ponad 6 proc. – Dopalacz ma to do siebie, że działa szybciej niż narkotyk, ale i krócej. – To oznacza, że dziecko zamyka się w pokoju, ma 7-8 minut totalnego odlotu, a potem jakby nigdy nic zasiada do kolacji z mamą i tatą – mówi autor badań, profesor socjologii Mariusz Jędrzejko.

– Nie ma żadnego stresu, że ktoś złapie, bo to legalne – opowiada Karolina. A jej koleżanka Małgorzata dodaje, że to lepsze niż trawa, bo nie wychodzi w testach moczu, które im od czasu do czasu funduje szkoła. – A za coś takiego można wylecieć, więc niektórzy wolą nie ryzykować i kupują dopalacze zamiast skrętów. Nastolatki na internetowych forach udzielają sobie nawzajem instrukcji, jak działają poszczególne preparaty. A potem wszyscy eksperymentują, biorąc kilka rzeczy naraz i mieszając je z alkoholem.

– Po dopalacze sięgają najczęściej dwie grupy młodych. Z jednej strony dzieci z tak zwanych dobrych domów, gdzie rodzice pracują i dobrze zarabiają. Z drugiej dzieci z nizin społecznych. I nie mam tu na myśli żadnej patologii. To nastolatki, których nie stać na buty za 400 zł, ale stać, żeby zabawić się tak jak lepiej sytuowany kolega – tłumaczy profesor Jędrzejko.

Pogubione szybkie dzieci

Zatrważające – zdaniem specjalistów – jest jednak nie to, że nastolatki sięgają po alkohol, narkotyki czy inne „rozrywki". Problemem jest to, że kompletnie nie mają w tym umiaru. Co więcej, na ryzykowne zachowania bardziej narażone są dziewczynki, które do perfekcji opanowały metody kamuflażu. – Gimnazjalistki opowiadały nam, że wychodzą z domu ubrane w długi sweter i bez makijażu, a na klatce schodowej wyjmują inny strój i robią sobie pełen make-up. Wszystko zaś zmywają przed pojawieniem się w domu – opowiada Katarzyna Stadnik, socjolog, współautorka książki „Anielice i diablice".

Często robią to pod presją rówieśników. – Jedna z dziewcząt opowiadała, że nie lubi nosić stringów, ale musi, bo gdyby ktoś zobaczył odbijający się na ubraniu ślad zwyczajnych majtek, to zostałaby wyśmiana. I to zarówno przez chłopców, jak i dziewczęta – mówi Stadnik. To samo dotyczy alkoholu, narkotyków i seksu.

Ale – podkreśla Katarzyna Stadnik – takie ryzykowne zachowania to również efekt coraz bardziej wygórowanych oczekiwań rodziców. – Dzieci żyją w stresie i najzwyczajniej w świecie próbują to jakoś odreagować. A przecież są w wieku, w którym człowiek ma największą skłonność do eksperymentowania – mówi Stadnik.

Prof. Mariusz Jędrzejko coraz częściej nie radzi sobie z terapią trafiających do niego nastolatków. Mimo to zastrzega: – Nigdy nie powiem, że te dzieci są złe. Są bardzo pogubione. To takie szybkie dzieci, które wszystkiego chcą spróbować, niewiele myślą o konsekwencjach.

Okładka tygodnika WPROST: 38/2010
Więcej możesz przeczytać w 38/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 11
  • Tantaloc IP
    a rzad sie wzial za dopalacze, he he he, i pewnie rodzice ktorzy nie potrafia wychowac swoich dzici przyklasna bo w koncy lepiej jak panstwo nawet w glupi sposob ale przejmuje od nich wychowanie ich dzieci. Lenie smierdzace i tyle.
    • bleble IP
      a jakieś zdjęcia, adresy?
      • zszokowana IP
        nie da sie tego opisać. szok i tyle ;(
        • bez-nazwy IP
          A pani dyrektor tych dziewcząt w szkole nie widzi nic w tym złego bo jak mówi-\'TAKI JEST TRYND ŚWIATOWY\"
          • oburzony IP
            a ja sie pytam: gdzie to sie dzialo i dlaczego nikt mnie nie zaprosil??