Jeśli nie Ziobro, to kto?

Jeśli nie Ziobro, to kto?

Ma temperament i charakter. Popularność. Energię i potencjał. I szansę na nowe rozdanie w PiS. Numer dwa partii Jarosława Kaczyńskiego może być delfinem. Albo Brutusem.
Dla elektoratu centrowego i lewicowego: twarz rządów PiS, znienawidzona za sprawy doktora G., Barbary Blidy, aferę gruntową. Budząca większą niechęć niż Jarosław Kaczyński.

Dla prawicy: pomimo 40 lat wciąż młody i zdolny. Drugi wynik w kraju w ostatnich wyborach do PE, dwukrotne zwycięstwo wyborcze w Krakowie nad Janem Rokitą i Różą Thun.

W PiS numer dwa, wielokrotnie namaszczany na następcę Jarosława Kaczyńskiego, wrócił z Brukseli do krajowej polityki wywiadem w sierpniowej „Rzeczpospolitej": dał odpór liberałom i ugodowcom. Zasugerował, że PiS powinien zaostrzyć kurs.

To dopiero początek prawdziwego powrotu Zbigniewa Ziobry.

Temperament ministra

Od czerwca 2009 r., od kiedy dostał się do europarlamentu, nazwisko Zbigniewa Ziobry pojawia się w mediach głównie przy okazji spraw w sądach i prokuraturach. Powód: jako minister sprawiedliwości w rządzie PiS nie lubił się patyczkować. Ponosił go temperament. Potem miesiącami zeznawał w sądach i prokuraturach.

W ciągu ostatnich trzech lat prokuratury ścigały go już o: zniszczenie służbowego laptopa (prokuratura umorzyła sprawę w sierpniu), o udostępnienie akt tzw. afery paliwowej Jarosławowi Kaczyńskiemu (prokuratura umorzyła śledztwo w listopadzie 2009 r.), o ostrzeżenie Andrzeja Leppera o akcji CBA w resorcie rolnictwa (w sierpniu prokuratura uznała, że Lepper skłamał, oskarżając Ziobrę o przeciek, i postawiła mu zarzuty). Z każdej z tych spraw Zbigniew Ziobro wyszedł obronną ręką. Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk, prywatnie przyjaciel Ziobry: – Wyciągnięto przeciwko niemu armaty. Ale dał sobie radę, bo to były wykreowane sprawy. Nie miał nic na sumieniu.

Z czasów gdy były minister nie lubił się patyczkować, zostały jeszcze sprawy cywilne: w Krakowie wciąż toczy się sprawa, w której Grzegorz Schetyna pozwał Ziobrę, bo ten nazwał go człowiekiem od brudnych zadań.

Część zakończonych spraw cywilnych to sprawy spektakularnie przegrane. W najsłynniejszej sąd uznał, że Ziobro zniesławił dr. Mirosława Garlickiego, kardiochirurga ze szpitala MSWiA, słowami: „Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". Ziobro zapłacił 30 tys. zł i przeprosił lekarza w trzech stacjach telewizyjnych (to kosztowało go już ok. 300 tys. zł). Do tego dochodzą sprawy rozmydlone – w ostatnich latach procesy (nie doszły do skutku) wytaczali mu prezydent Krakowa Jacek Majchrowski i były poseł SLD Ryszard Zając. Z byłym premierem Leszkiem Millerem, któremu Ziobro sugerował zacieranie śladów na miejscu zabójstwa generała Papały, doszło do ugody.

Ale są także sprawy wygrane – jak ta z posłem SLD Ryszardem Kaliszem, który ma przeprosić Ziobrę za oskarżenie go o popełnienie przestępstwa – i sprawy, które Ziobro wszczyna sam – jak ta przeciwko tygodnikowi „Polityka" za artykuł o zbieraniu informacji kompromitujących polityków PO i SLD za rządów PiS.

Sporo tego. Kiedy „Gazeta Wyborcza" podsumowywała dokonania europosłów, skrytykowany za lenistwo Ziobro żachnął się: „Zbigniew Ziobro często musiał przebywać w kraju z uwagi na toczące się postępowania przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Pozostali posłowie nie musieli często składać zeznań przed sądami i prokuraturą, a czynności te obiektywnie utrudniają, a czasami wręcz uniemożliwiają udział w pracach Parlamentu Europejskiego” – napisał w sprostowaniu.

Tadeusz Cymański, europoseł PiS: – Nie wypłakiwał się w rękaw, ale czasem mówił wprost, że ma dość.

Na pograniczu autyzmu

W przedszkolu słucha opowieści o Heraklesie, w liceum zbiera zioła, na studiach gra na giełdzie, bo chce kupić bmw.

Dorasta w Krynicy, tam pracują rodzice lekarze. Ojciec Jerzy jest internistą, a matka Krystyna – stomatologiem (do dziś mieszka w Krynicy). Krystyna Ziobro uważana jest za kobietę ciepłą. Podobno jeszcze kilka lat temu woziła synowi do Krakowa pierożki.

Przedszkole to ochronka prowadzona przez siostry zakonne. Książka dzieciństwa – „Mity greckie" i opowieść o Heraklesie. Młodego Ziobrę kształtuje dziadek Ryszard – antykomunista, oficer Armii Krajowej, więzień PRL.

W liceum odmawia zapisania się do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej jako jedyny w klasie. W 1987 r. w liście do krakowskiej gazety domaga się, by zmienić nazwę ulicy Bieruta na Piłsudskiego. W czerwcu 1989 r. pomaga w kampanii wyborczej „Solidarności" – rozkleja plakaty. Poza tym interesuje się medycyną i ziołolecznictwem. Ma własną apteczkę z ziołami. Ostatecznie zamiast zdawać na medycynę, wybiera prawo.

Na studiach trochę szaleje. Chadza do lokalu Pod Papugami, bawi się i tańczy. Z alkoholem nie przesadza (podobno przesadził raz, gdy oblewał zdanie matury). Do dziś zadowala się ulubionym drinkiem: pięćdziesiątką wódki i sokiem z czarnej porzeczki. Za pieniądze pożyczone od dziadka gra na giełdzie. Ryzykuje. Pieniądze z banku do biura maklerskiego przenosi przez krakowski Rynek w kieszeni. Wygrywa. Chce kupić bmw, ale na giełdzie traci ponad 100 tys. zł. To, co zostaje, wystarcza na mieszkanie i na wyjazd na narty. Na studiach trenuje karate i kick-boxing, trzy razy w tygodniu chodzi do siłowni i biega wokół Błoń. Nawet dziś codziennie rano robi pompki. Oraz nie pali. Czy poseł, znany z dziecięcego rumieńca, jest twardzielem? Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk: – Twardziel? Myślę, że ma dużą odporność psychiczną.

– To jest człowiek zamknięty, na pograniczu autyzmu – uważa jeden z warszawskich działaczy PiS. – Buduje dystans. I nie ma to związku z polityką, bo gdyby sprzedawał bułki, byłby taki sam.

Na łamy ogólnopolskiej prasy trafia w 1999 r. Ma 29 lat. Jest prezesem stowarzyszenia Katon, które walczy o prawa ofiar przestępstw. Wykrywa, że jedna z krakowskich policjantek pisze pod pseudonimem do pisma „Zły" wydawanego przez żonę Jerzego Urbana. „Gazeta Wyborcza” opisuje go tak: młody, w dżinsach, doktorant prawa. Mówi prawniczym żargonem, waży słowa. Arkadiusz Mularczyk, poseł PiS, kolega ze studiów: – Karierę zrobił dzięki bezkompromisowości. „Nie” Urbana nienawidzi go od tej pory.

Ziobro z gębą

Następny raz pojawia się po dwóch latach – już jako doradca AWS-owskiego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego, a wkrótce wiceminister. Na stanowisko polecają go Zbigniew Wassermann i Kazimierz Ujazdowski. W tym samym 2001 r. wchodzi po raz pierwszy do Sejmu. Na falę, która zapewni mu popularność, wskakuje, kiedy wybucha afera Rywina. Trafia do komisji śledczej. Daje się poznać jako wynalazca najdłuższych pytań na świecie, w bogatej jak barokowa polifonia polszczyźnie. W maju 2004 r., w wyniku gier posłów SLD i Samoobrony, komisja ds. afery Rywina przyjmuje raport przygotowany przez Ziobrę. To najbardziej radykalna wersja afery: postuluje postawienie przed Trybunałem Stanu Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera.

W rządzie PiS w 2005 r. zostaje ministrem sprawiedliwości. Jego 20 miesięcy w urzędzie to głównie zapowiedzi: rozliczenie aferzystów, rozbicie „układów", otwarcie zawodów prawniczych.

Opozycja zarzuca mu upolitycznienie prokuratury, ataki na sądy, psucie prawa. Europoseł PiS Tadeusz Cymański: – Jest człowiekiem otwartym na argumenty, nawet jeśli się z kimś nie zgadza.

Arkadiusz Mularczyk: – Przyprawiono mu gębę. Ale to była, nie oszukujmy się, celowa robota dużej części establishmentu, który postanowił walczyć z Ziobrą.

W 2007 r. sejmowa komisja ds. służb nie zostawia na nim suchej nitki: zarzuca mu zbieranie haków na przeciwników politycznych, dziennikarzy i przedsiębiorców. To za jego czasów rozkwita obyczaj podsyłania zaprzyjaźnionym dziennikarzom informacji ze śledztw i materiałów operacyjnych.

Część spraw, które mają rozbić układy III RP, kończy się fiaskiem – jak sprawa Barbary Blidy, albo umorzeniem – jak sprawa nieprawidłowości w fundacji Jolanty Kwaśniewskiej. Nie udaje mu się doprowadzić ani do ekstradycji Edwarda Mazura z USA, ani do udokumentowania sprawy rzekomych szwajcarskich kont polityków lewicy. Mimo to resortowi pod rządami Ziobry udaje się zakończyć aktami oskarżenia parę głośnych spraw korupcyjnych: Henryka Stokłosy, korupcji w Ministerstwie Finansów i tzw. układu warszawskiego.

W 2009 r. trafia do Parlamentu Europejskiego. Deklaruje, że zajmie się na forum PE funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości, walką z przestępczością. Przez pierwsze miesiące jest najmniej aktywnym z posłów do PE. Znika. Nie zadaje pytań, nie składa deklaracji.

Tadeusz Cymański, europoseł PiS: – Może nie jest wybijający się, ale po pierwsze, jak i ja jest posłem nowym, a po drugie, w ostatnim był zaabsorbowany procesami w Polsce. Ambitnie zmaga się z nauką angielskiego. I jest zaangażowany w rozwiązywanie problemów w kraju. Przyszłość przed nim.

Po kilku miesiącach w Brukseli Ziobro jednak się ożywia. Dziś ma na koncie 33 wystąpienia na forum parlamentu, zabiera głos w sprawie wolności wyznania w Pakistanie, wydajności energetycznej budynków, liberalizacji rynku mleczarskiego czy wiz do USA. Małgorzata Mamejko, asystentka europosła: – Rozmowa? Oj, dopiero w październiku. Wcześniej poseł ma spotkanie za spotkaniem.

Ziobro nie zapomina o Polsce. Jest jednym z pierwszych polityków PiS, którzy ostro wypowiadają się w sprawie krzyża na Krakowskim Przedmieściu. – On, którego Lech raczej nie lubił – dziwi się polityk PiS, który pracował w Kancelarii Prezydenta.

Ziobro uderza z grubej rury: powołuje się na słowa Jana Pawła II o obronie krzyża. Potem się wycofuje, znów znika z mediów.

Czas na konkrety

Niewidoczność Ziobry jest pozorna. W PiS ma wciąż strategiczną pozycję, należy do ścisłego kierownictwa partii. To właśnie za zawieszeniem Elżbiety Jakubiak miała się kryć wewnątrzpartyjna grupa „ziobrystów". – Ona jest bardziej mityczna niż rzeczywista – uważa jeden z liberałów. – Jednak Zbyszek nie śpi w Brukseli. To pewne. Przecież stamtąd poszedł sygnał o nieprawomyślności Marka Migalskiego. Skąd prezes wiedział, że Migalski na prawo i lewo w Brukseli narzeka na sytuację w PiS? Sytuacja jest jasna: jeżeli przegramy teraz wybory do samorządów, na wiosennym kongresie partii dojdzie do zmiany we władzach. On już jest na to gotowy. O to idzie gra. Wypchnięcie liberałów zwiększy jego szanse na umocnienie własnej pozycji.

Inny liberał z PiS: – W PiS wszyscy są zgodni: dziś jedynym politykiem, który mógłby zastąpić prezesa, jest Zbyszek. Ma siłę, ma poparcie ojca Rydzyka i Radia Maryja. Ma posłuchanie u prezesa, pytanie, czy wynikające z jego walorów, czy z pragmatyzmu prezesa. Nie ma przypadków. Kiedy wygłaszał laudację po tym, jak Jarosław zgłosił swoją kandydaturę na prezydenta, ktoś go o to poprosił. Prezes.

Sam Ziobro, kiedy nazywa się go delfinem, ucina: – W PiS są lepsi ode mnie.

– On ma potencjał wyborczy, zgarnia mnóstwo głosów. Jest cierpliwy. Cierpliwie czeka na okazję, aby wykonać wielki skok – uważa działacz z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego. – Jaki skok? Zamiast delfinem może zostać Brutusem Jarosława.

Jeden z liberałów: – Jeśli zostanie numerem jeden, będzie wreszcie musiał się wypowiedzieć. O konkretach. Słyszał pan kiedyś, jakie Ziobro ma zdanie na temat in vitro? Albo gospodarki?

– Na czym polega fenomen Zbyszka Ziobry? To jest dobre pytanie – mówi Tadeusz Cymański. – On ma fenomenalny odbiór u ludzi. Za nim idzie legenda młodego rycerza, tego, który chciał, walczył, zmierzył się, gnojono go, podstawiano mu nogi. W kraju ludzie pytani o to, kto ma do nich przyjechać z PiS, mówią: – Jeśli nie Kaczyński, to Ziobro.

Okładka tygodnika WPROST: 39/2010
Więcej możesz przeczytać w 39/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0