Łysy sarmata

Łysy sarmata

O Czesławie Bieleckim można powiedzieć dużo: że jest szalonym wizjonerem, eleganckim salonowcem i nieobliczalnym raptusem. I że zupełnie nie pasuje do PiS. W tym tkwi jego siła.
"Gdyby mnie pani spytała, czy Tusk jest lepszym premierem, niż był jego poprzednik, to odpowiedziałbym zdecydowanie: tak". „Tusk jest względnie dobrym premierem, gdy Kaczyński okazał się bezwzględnie złym". „Mamy wybór między denerwującym, narzucającym się i obsesyjnym rządem Jarosława Kaczyńskiego, a przyjaznym, choć nieskutecznym rządem Tuska”. „Rząd Jarosława Kaczyńskiego sam stworzył układ, który okazał się niewydolny”. „Mam wrażenie, że prezydent Lech Kaczyński nie lubi pracować z ludźmi i pozyskiwać ich sympatii” – to cytaty z wywiadu, którego Czesław Bielecki, dziś kandydat PiS na prezydenta Warszawy, w  2008 r. udzielił „Rzeczpospolitej”.Prezes zna wszystkie historie

Współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego są zszokowani. – Jak prezes mógł udzielić mu poparcia? – z niedowierzaniem kiwa głową jeden z partyjnych jastrzębi. Bielecki rzeczywiście pasuje dziś do PiS jak pięść do oka. I  nie chodzi tylko o jego wywiad dla „Rzeczpospolitej". Zgrzytów jest znacznie więcej. Po pierwsze, jego kandydaturę prezesowi PiS podsunęła prof. Jadwiga Staniszkis, która dziś twardo punktuje Kaczyńskiego. Po  drugie, od czasu wyborów prezydenckich w partii trwa przeczołgiwanie liberałów: Marek Migalski został usunięty z PiS-owskiej delegacji do  Parlamentu Europejskiego, Elżbieta Jakubiak – zawieszona, Joanna Kluzik-Rostkowska i Paweł Poncyljusz – zmarginalizowani. Ten ostatni sam chciał kandydować na prezydenta Warszawy, ale został odstrzelony za  swoje centrowe odchylenie. Jak w takim razie wytłumaczyć poparcie dla  Bieleckiego, który nie dość, że ma opinię politycznego ojca Poncyljusza (umożliwił mu wejście do polityki, przyjmującego do swojej partii Ruch Stu), to jeszcze jest od niego bardziej liberalny?

A wytłumaczyć to tym trudniej, że wszyscy politycy PiS, z którymi rozmawialiśmy, przyznają, iż Jarosław Kaczyński ma do Bieleckiego zadawniony uraz. Nikt nie wie, o  co dokładnie chodzi, ale wszyscy twierdzą, że sprawa jest poważna, bo  prezes PiS jeszcze do niedawna reagował na nazwisko warszawskiego architekta alergicznie.

Wersji jest kilka. Pierwsza taka, że Bielecki krytykował prezydenturę Lecha Kaczyńskiego w Warszawie. Druga – że był założycielem Ruchu Stu, dawnej kuźni kadr PO. Z ugrupowania wywodzą się m.in. Andrzej Olechowski, Paweł Graś, Aleksander Grad i Krzysztof Piesiewicz. Trzecia – że kiedy powstawał AWS, Bielecki należał do  koalicji, która zablokowała wejście Jarosława Kaczyńskiego do jego władz. Choć ta jest najbardziej niespójna. – Pamiętam, że opowiadał się przeciw Kaczyńskiemu – twierdzi były poseł AWS Andrzej Anusz. – To  nieprawda. Zarówno Bielecki, jak i ja byliśmy wtedy za Jarosławem, ale  nasze głosy i tak nie dawały większości. Czesław miał zresztą dobre relacje z Jarosławem Kaczyńskim – wspomina inny były AWS-owiec Kazimierz Ujazdowski.

Nie jest natomiast kwestią żadnych hipotez wybuchowy temperament Bieleckiego. – Pamiętam, że byłem kiedyś w „Śniadaniu Radia Zet" razem z nim i Zbigniewem Siemiątkowskim, który mówi trochę gwarowo i niedokładnie wymawia końcówki czasowników – wspomina Andrzej Celiński. – W przerwie reklamowej Bielecki strasznie się na niego wydarł: „Niech pan się nauczy mówić po polsku!". Brzmiało to bardzo niegrzecznie –  dodaje Celiński.

O Bieleckim takich opowieści krąży sporo. Według jednej z nich kiedyś wyrzucił ze swojego biura namolnego interesanta, łapiąc go  za klapy marynarki i dając mu w twarz. Jarosław Kaczyński zna wszystkie historie o porywczości Bieleckiego. Zresztą zna je z autopsji. Swego czasu architekt miał podobno nawrzeszczeć na samego Kaczyńskiego.

Sarmata w apaszce

Czesław Bielecki nie pasuje do PiS jeszcze z jednego powodu. Partia Jarosława Kaczyńskiego to dziś dla wielu synonim obciachu i  zaściankowości, a Bielecki to lew warszawskich salonów. Jest współwłaścicielem znanej pracowni architektonicznej, która w portfolio ma m.in. Pekao, Zamek Królewski czy TVP ( jej nowa siedziba zwana jest ze względu na wątpliwą urodę „Gargamelem Bieleckiego"). Nosi dobrze skrojone garnitury, a na rautach rzadko pokazuje się bez apaszki pod  szyją. Jego życiową partnerką jest scenarzystka telenowel, w tym m.in. „Klanu" i „M jak miłość”, choć także filmów fabularnych („Och Karol”), Ilona Łepkowska. W lipcu kolorowa prasa ekscytowała się, że para wzięła ślub. „Miłość przepowiedziała im wróżka” – można było przeczytać w  „Życiu na Gorąco”. Historia związku świetnie się sprzedała, bo nowożeńcy zamieszkali w Bartoszówce, posiadłości zaprojektowanej przez Bieleckiego. Portal Weranda.pl uznał, że Bartoszówka to jedna z  najpiękniejszych polskich posiadłości. Dom robi wrażenie: jest w nim orientalna sypialnia, efektowna amfilada, rustykalny taras z kominkiem i  ogród otoczony ziemnymi wałami.

Bielecki słynie z kontrowersyjnych pomysłów. Najgłośniejszy to budowa Muzeum Pamięci Komunizmu w  katakumbach Pałacu Kultury. Miałaby się w nim znaleźć trybuna honorowa dla wodzów proletariatu oraz wielka obcięta głowa Stalina leżąca na  podłodze. Najnowszą ideą Bieleckiego jest budowa ascetycznego pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej przed kościołem Wniebowzięcia NMP, tuż obok Pałacu Prezydenckiego.

– To wizjoner – mówi poseł PiS Paweł Poncyljusz. – Ma sarmackie podejście do życia. To duża osobowość i jeszcze większy temperament. Lojalność wobec partii z pewnością nie jest jego jedenastym przykazaniem, ale dzięki temu będzie mógł zdobyć szerszy elektorat. Gdyby kiedyś powstał PO-PiS, byłby murowanym kandydatem na ministra –  dodaje europoseł Ryszard Czarnecki.

Cukrowe stygmaty Gabrysia

Bielecki jest warszawiakiem. Z dumą zaznacza, że pochodzi z żydowskiej rodziny. W miesięczniku „Europa" wspominał niedawno, jak poszedł do  urzędu dzielnicy poprosić o zmianę narodowości: z polskiej na żydowską. Polityczną inicjację przeszedł w marcu 1968 r., kiedy jako student architektury Politechniki Warszawskiej brał udział w okupacji budynku uczelni. W efekcie trafił na trzy miesiące do aresztu na Rakowieckiej. Celę dzielił z bratem Andrzeja Celińskiego, dzisiejszego posła. – Brat opowiadał, że dobrze się z nim siedziało. Wspominał go jako ciekawego człowieka – mówi Celiński.

W opozycji Bielecki był znany jako Łysy, Sławek lub Maciej Poleski. Poleski to pseudonim, pod którym pisał w  paryskiej „Kulturze". – Jego teksty były tak ciekawe, że wielu polityków lewicy lubiło się przechwalać, iż je czytało, choć niektórzy na oczy ich nie widzieli. Ja czytałem je z dużą ciekawością, choć rzadko się z nimi zgadzałem – mówi Tadeusz Iwiński, poseł SLD. W latach 80. Bielecki zajmował się nie tylko publicystyką, ale także organizowaniem akcji dezinformacyjnych. Kiedyś rozesłał do działaczy PZPR fałszywe dyplomy od  gen. Jaruzelskiego z podziękowaniem za kolaborację z reżimem komunistycznym. Wpadł wiosną 1985 r. Walcząc o status więźnia politycznego, przeprowadził jedenastomiesięczną głodówkę, podczas której schudł 35 kg (dokarmiano go siłą). Jako jedyny nie zrezygnował z  protestu nawet na prośbę prymasa.

To paradoks, ale Bielecki mógł już kiedyś być prezydentem Warszawy. W 1990 r. dostał propozycję od  delegacji Komitetu Obywatelskiego, którego był członkiem. Wystarczyło się zgodzić, bo wtedy prezydenta wybierała rada miasta, a komitet miał w  niej większość. Ostatecznie się nie zdecydował, mówiąc, że ma zobowiązania wobec swojej pracowni.

Pięć lat później Bielecki założył Ruch Stu, z którym później wstąpił do AWS i wszedł do Sejmu. Bielecki reprezentował w Akcji skrzydło umiarkowane, a w klubie parlamentarnym miał opinię posła tyle inteligentnego, ile ekscentrycznego. – Pamiętam, że Marian Krzaklewski, który próbował kiedyś kwestionować jego pozycję, usłyszał od niego: „Marian, daj spokój. Będziesz widelcem wygrzebywał nasz kawałek kupy?" – opowiada jeden z byłych posłów AWS. Najbardziej znana historia z jego udziałem dotyczyła jednak pierwszej sejmowej awantury o cukrownie. Dzień później jej główny uczestnik Gabriel Janowski pokazywał posłom Akcji obtarcia na nadgarstkach, efekt przepychanek ze Strażą Marszałkowską. Współczuli mu wszyscy poza jednym Bieleckim, który Janowskiemu rzucił krótko: „Gabryś, mnie nie biorą twoje cukrowe stygmaty".

Posłowie PiS żartują już, że może większym sukcesem niż pokonanie Hanny Gronkiewicz-Waltz byłoby dla Bieleckiego nieskłócenie się w czasie kampanii z Jarosławem Kaczyńskim. Z drugiej strony, jak mówią, Bielecki ma potężne ego, a Kaczyński, czyniąc go  kandydatem na prezydenta, bardzo to ego połechtał.

Okładka tygodnika WPROST: 40/2010
Więcej możesz przeczytać w 40/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Realista IP
    Mnie interesują jego kwalifikacje jako włodarza W-wy. Co potrafi, pokazał już wcześniej, za rządów AWS, jako zarozumiały szef komisji spraw zagranicznych w Sejmie. Co do stolicy, to chciał np. wysadzić Pałac Kultury (co za bzdura), a potem zaprojektował i nadzorował budowę siedziby TVP- koszmarny pałac w stylu gargamelowskim, budowany drogo i bardzo długo. Czy Radiu Maryja nie przeszkadza jego żydowskie pochodzenie, do którego (i słusznie) przyznaje się. Do Sarmatów więc mu raczej daleko. Co na to szef PiS, który mizdrzy się do o. Rydzyka?

    Czytaj także