Pochwała nijakości

Pochwała nijakości

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Nijakość polskich polityków – od prezydenta po marszałka, premiera i tak dalej – jest dla demokracji raczej korzystna.
Spróbujmy zastanowić się na poważnie, dlaczego Jarosław Kaczyński ma  wciąż 20-30-procentowe społeczne poparcie. Nie przemawiają za tym żadne względy merytoryczne ani program, ani katolicyzm, ani patriotyzm – bo  wszystko to jest powierzchowne. Wśród popierających Kaczyńskiego jest też istotna grupa ludzi głośnych lub po prostu szaleńców, którzy słowa takie jak „Polska", „Jezus”, „historia” wykrzykują i powtarzają bez opamiętania. To tylko margines. Naprawdę ciekawa jest próba rekonstrukcji poglądów tych kilku milionów, którzy oszołomami nie są, a  w dodatku udzielają niewątpliwie niedemokratycznemu Kaczyńskiemu poparcia w demokratycznym kraju.

Żeby to wyjaśnić, trzeba zacząć od  drugiejstrony, czyli od tego, jaka jest norma czy typ politycznego przywódcy w demokratycznym kraju. Znakomitego przykładu dostarcza wywiad z Donaldem Tuskiem zamieszczony w poprzednim numerze „Wprost". Tusk jest takim samym mniej więcej przywódcą jak Angela Merkel, David Cameron, Nicolas Sarkozy, a także Barack Obama, już nie wspominając Berlusconiego. Wielu z nich ma jakieś wyraziste cechy, raczej ( jak Berlusconi) niekoniecznie godne zachwytu, ale w istocie są to mniej lub  bardziej zręczni menedżerowie wielkich przedsiębiorstw. Nawet jeżeli w  okresie wyborczym obywatele dostrzegają w kandydatach wyraziste cechy i  polityczny seksapil, który sprawia, że na nich głosują, potem wszystko to znika w zakamarkach wielkiej budowli przedsiębiorstwa, które nazywa się władza.

Wszyscy oni są, jak każdy niezły menedżer, zręcznymi graczami w ramach firmy, zwalczają skutecznie lub po prostu wyrzucają wewnętrzną opozycję, i to niekoniecznie w imię wzmocnienia swojej pozycji, ale często dla dobra firmy. Angela Merkel jest w tych działaniach znacznie bardziej stanowcza (by nie powiedzieć: brutalna) od  Donalda Tuska. Podobnie postępuje Sarkozy, Orban na Węgrzech i wielu innych. Jest to tym bardziej konieczne, że żadna z tych postaci nie jest naprawdę wybitna i – co więcej – lepiej, żeby nie była.

Może się to  wydawać dziwne tym wszystkim, którzy poszukują u przywódców politycznych charyzmy, wielkich planów czy imponujących sformułowań. Nie są to cechy potrzebne w demokracji i swoista nijakość jej przywódców jest dla niej korzystna. Tak więc nijakość polskich polityków (Tusk chociaż potrafi dobrze mówić, ale to wyjątek) – od prezydenta po marszałka, premiera i  tak dalej – jest raczej korzystna. Proszę zauważyć, jak kompletnie drugorzędni politycy zajmują najwyższe stanowiska w UE i nie jest to  wynikiem chytrych zamysłów Niemiec czy Francji, lecz wyraża ducha demokratycznych czasów.

Wszystkie te raczej drugorzędne postaci muszą mieć wszelako jedną zaletę: dobrze lub w miarę dobrze wykonywać zadanie polegające na kierowaniu przedsiębiorstwem władzy. Z tego są rozliczani i porażka Gordona Browna tym właśnie była spowodowana, że był kiepskim menedżerem.

Wielki Monteskiusz postulował, że w czasach demokracji oraz  rządów prawa powinno stopniowo dochodzić do „depersonalizacji władzy". Jemu chodziło naturalnie o monarchę, ale w naszych czasach dotyczy to  takich ludzi jak Piłsudski, de Gaulle czy pani Thatcher. Skoro rządzi prawo, potrzebni są wykonawcy, a nie przywódcy. A od wykonawców trzeba oczekiwać tylko skuteczności w realizowaniu zadań. Czy miałoby to  oznaczać, że rządzą nami i rządzić będą w coraz większym stopniu miernoty? Nie, bo wybitny menedżer nie może być miernotą. Czy to  oznacza, że rządzić nami będą ludzie bez wielkich wizji, planów, programów? Tak. I wszystko byłoby w zasadzie dobrze, gdyby nie jeden jedyny problem.

Mianowicie demokracja jest narażona na kryzysy wewnętrzne (gospodarcze i polityczne) oraz zewnętrzne – od wojen po  rywalizację handlową. W czasach kryzysu dobre zarządzanie nie wystarczy. I tu mamy do czynienia z kłopotem, z jakiego na razie nie widać wyjścia.

Na tym tle postać Jarosława Kaczyńskiego, daleka od miary Piłsudskiego czy de Gaulle’a, jawi się kilku milionom jego zwolenników jako uosobienie prawdziwego władcy i pana, który wydobędzie nas z egipskiej niewoli. Kaczyński jako premier pokazał już, że nie jest do niczego zdolny, ale część polskiego społeczeństwa nie przywykła jeszcze do  władzy demokratycznej jako władzy ludzi nijakich i marzy im się ten, kto poprowadzi, kto wskaże kierunek, a zarazem weźmie za mordę.

Więcej możesz przeczytać w 40/2010 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 2

Czytaj także