Stan – porzucony prezydent

Stan – porzucony prezydent

To był szok. 20 lat temu człowiek znikąd wylądował w polsce z czarną teczką i pokonał tadeusza mazowieckiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Dziś zbiera grzyby w Kanadzie i wciąż jest przekonany, że wtedy został prezydentem.
Stana Tymińskiego próbuję odnaleźć poprzez jego dawnych zwolenników. Pomagają, ale za nic w świecie nie chcą się afiszować tą znajomością. Za  ich pośrednictwem Tymiński poleca mi lekturę swego najnowszego manifestu „Święte psy 2". To kontynuacja jego książki sprzed 20 lat o tym samym tytule. Wtedy był to wyborczy hit.

„20 lat od daty wybrania mnie, przez większość Polaków, na Prezydenta Polski" – od tej wymownej inwokacji zaczynają się „Święte psy 2”. Tymiński nigdy nie pogodził się z tym, że  Polacy tak szybko otrzeźwieli po chwilowym szaleństwie – dali mu zaskakujące zwycięstwo nad Tadeuszem Mazowieckim, ale w drugiej turze wyborów murem stanęli za Lechem Wałęsą.

„Dostałem wystarczająco dużo głosów, aby wygrać wybory. Jednak wynik został zmanipulowany przez Wojskowe Służby Informacyjne /WSI/ na korzyść Lecha Wałęsy – przedstawia Tymiński swoją spiskową teorię w „Świętych psach 2". „Mała grupa ludzi w  jednostce wojskowej w Warszawie, u zbiegu ulic Łopuszańskiej i Żwirki i  Wigury, przez całą noc wypełniała karty wyborcze. Rano, w cywilnych ubraniach, rozwieziono je samochodami do urn w dużych miastach wojewódzkich”.

Jego zdaniem w spisku tym brał udział Waszyngton i Watykan, Żydzi, Unia Demokratyczna i „Gazeta Wyborcza". 

Nagi tors z wężami

Jesień 1990 r. Pamiętam, że odwiedzałam znajomego na oddziale kardiologicznym warszawskiego szpitala. Wszyscy pacjenci – i ci po  zawale, i ci z dopiero co rozpoznaną chorobą wieńcową – zaczytywali się w zielonej książeczce Stana Tymińskiego, ozdobionej szlachecką szabelką. Wszyscy też chwalili, że książkę łatwo się czyta – Tymiński postawił wydawnictwu jeden warunek: musi być wydrukowana dużą czcionką, bo  inaczej treść nie trafi do prostych ludzi.

Kto nie miał własnego egzemplarza „Świętych psów", ten zbierał podpisy od pacjentów i  odwiedzających rodzin. Trzeba było zebrać dwadzieścia podpisów popierających autora książki jako kandydata na prezydenta, by w zamian otrzymać egzemplarz „Świętych psów”. Dzięki tej metodzie Tymiński szybko zdobył 100 tys. podpisów koniecznych do zarejestrowania się w Państwowej Komisji Wyborczej.

Tymiński kaleką polszczyzną do znudzenia powtarzał swój wyborczy slogan: „Hasłem naszym zgoda będzie i ojczyzna nasza". Ważnym elementem kampanii były opowieści o peruwiańskich dokonaniach Stana. Można było zobaczyć jego zdjęcia z nagim torsem oplecionym wężami. Polacy słyszeli o milionowej fortunie: peruwiańskiej telewizji kablowej, stacji benzynowej, restauracji, własnej wytwórni alkoholu. Po  Polsce jeździł z żoną – inkaską pięknością Graciellą.

W „Świętych psach" i publicznych wystąpieniach Tymiński przekonywał, że jako prezydent położy kres krwiopijczej polityce Leszka Balcerowicza. „Uruchomi mechanizmy, które pomogą ludziom umierającym z głodu”. Doprowadzi kraj do rozkwitu jak za króla Jana Kazimierza. Da odpór „dążeniom międzynarodowych sił do stworzenia z Polski enklawy białych murzynów Europy”. By to osiągnąć, chciał „obudzić polską krew i zawarte w niej dobre geny, w których nosimy tysiącletnią tradycję walk o  niepodległość”. Przekonywał, że „mieć broń jądrową, to znaczy znaleźć się w klubie państw, którym się zazdrości”. Wystarczy „głowica jądrowa wielkości megatony” – przekonywał.

Teczka wiecznie żywa

Do polskiej rzeczywistości wyborczej Tymiński wniósł też coś, czego młoda demokracja jeszcze nie znała – haki. Przechowywał je w słynnej czarnej teczce, która miała być pełna bardzo ważnych dokumentów obciążających głównego kontrkandydata – Lecha Wałęsę, dokumentów SB. Tak obciążających i tak ważnych, że Tymiński przykuwał się do teczki kajdankami.

Po latach okazało, że czarną teczkę i jej zawartość wymyślił współpracownik Tymińskiego Eugeniusz Szymala. Prawda wyszła na jaw w  2008 r., gdy skonfliktowany już wówczas z Tymińskim Szymala próbował sprzedać zawartość czarnej teczki mediom za 150 tys. zł. Dopiero wtedy Tymiński przyznał, że w teczce przechowywał głównie „nieudolnie podrobione dokumenty opatrzone pieczątką z kartofla". Twierdził, że miał trzy autentyczne kopie raportów potwierdzających wypłacanie Wałęsie pieniędzy przez SB. „Ich wiarygodność potwierdził grafolog z Toronto” –  zapewniał Tymiński.

Stan do dziś kompletuje czarną teczkę na Wałęsę. Niezwykle ucieszyła go publikacja Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" z 2008 r. Chciał wypłacić autorom 10 tys. dol. nagrody, ale nie skorzystali z jego hojności.

– Ma na moim punkcie obsesję – uważa Lech Wałęsa. Przyznaje, że co kilka miesięcy dostaje list od Tymińskiego. – Wchodzi na moją stronę internetową i przesyła mi swoje rewelacje. Odpisuję mu i na pewien czas mam spokój.

Wejście Tymińskiego do drugiej tury wyborów prezydenckich wywołało szok. To, że pokonał Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego niekomunistycznego premiera po 1989 r., było trudne do  wyobrażenia.

Przed drugą turą wyborów w grudniu 1990 r. Adam Michnik był jedną z osób najgłośniej nawołujących do opamiętania się i niegłosowania na Tymińskiego. „Wszystko to przypomina koszmarny sen. Za ten sen czuję się odpowiedzialny osobiście – pisał redaktor naczelny „Gazety Wyborczej" – Stan Tymiński wydawał mi się początkowo postacią kompletnie niepoważną, rodzajem maniaka z silnymi odchyleniami od normy, który wygadywał rzeczy tak żenująco głupie, że aż niewarte bliższej uwagi. Okazuje się wszakże, że prymitywny szarlatan udający cudotwórcę potrafi pociągnąć za sobą miliony”.

Sukces Tymińskiego i możliwość jego wygranej w drugiej turze budziły w dużej części społeczeństwa prawdziwy lęk. Tak duży, że momentami graniczył z paranoją. TVP nadała nieprawdziwy – jak się później okazało w sądzie – materiał o tym, że Tymiński bił żonę. Doszło nawet do tego, że telewizja wstrzymała program pokazujący kolor oczu obu głównych kandydatów. Okazało się, że Tymiński ma oczy niebieskie, a Wałęsa brązowe, więc porwany patriotycznym uniesieniem naród mógłby ulec czarowi słowiańskiego spojrzenia Stana.

Kazimierz Wojnowski, jeden ze zwolenników Tymińskiego, uznał, że popularna w  czasie kampanii wyborczej książka „Święte psy" to szansa na złoty interes. Wykupił cały pozostały nakład, licząc na zyski. Kiedy Tymiński przegrał w drugiej turze z Wałęsą, bestseller stał się z dnia na dzień bezwartościową makulaturą. Cały zapas został przerobiony na papier toaletowy.

Zachowane do dziś egzemplarze można kupić w internecie nawet za 1,50 zł.

Nawet psy nie szczekają

Kiepski koniec dzieła nie zraził jednak Stana Tymińskiego. W „Świętych psach 2", które są rodzajem odezwy do rodaków, powraca do wydarzeń sprzed 20 lat: „9 grudnia 1990 roku, nocą, po ogłoszeniu wyniku 75 do 25 procent na korzyść Lecha Wałęsy, w Polsce zapanowała cisza, jak po  wielkiej bitwie. W okolicy mego rodzinnego domu, w Komorowie pod  Warszawą , gdzie ludzie mają dużo psów, nie było słychać żadnego szczekania. Zapadła ciemna noc, bez żadnych odgłosów. Czytałem opisy takiej ciszy po bitwach / Grunwald/”.

Tymiński nie pogodził się z myślą, że to on jest przegranym tej bitwy. Przecież był tak atrakcyjnym kandydatem. Polskim ucieleśnieniem amerykańskiego snu o milionerze z  pucybuta.

Jako pięciolatek nosił cegły na budowie i zbierał butelki, które sprzedawał potem w skupie. Jako uczeń warszawskiego technikum elektrycznego dorabiał, reperując sąsiadom telewizory. A w wolnych chwilach wysyłał w świat alfabetem Morse’a apele o pomoc. Jeden z nich znalazł odzew w postaci zaproszenia do Szwecji. Tymiński wyjechał, ożenił się z Finką. Wyemigrowali do Kanady. Tam założył firmę komputerową, która działa do dziś. Tymiński zatrudnia w  niej głównie Polaków. Do dziś mieszka też w Kanadzie, choć już nie z  Finką, ale z trzecią żoną.

Bo po 10 latach robienia komputerowych interesów wyjechał do Peru na wakacje, które odmieniły jego życie. Dokładnie wtedy, gdy w Polsce nastał stan wojenny, Stan Tymiński zamieszkał w dżungli, oczyszczał swą duszę halucynogennym wywarem z lian i poznał piękną Graciellę, która została jego drugą żoną i kandydatką na  pierwszą damę w polskich wyborach w 1990 r.

W Peru prowadził liczne interesy. Większość po latach zostawił żonie, z którą się rozstał. Zachował tylko restaurację. Z nim została trójka dzieci z małżeństwa z  Graciellą. Wychowywał je sam w Kanadzie.

W Polsce słuch o Tymińskim zaginął ostatecznie w połowie lat 90. W 1993 r. znikła założona przez niego Partia X – po tym jak Państwowa Komisja Wyborcza oskarżyła ją o  fałszowanie podpisów pod listami wyborczymi. W 1995 r. Tymińskiemu nie  udało się zebrać 100 tys. podpisów, by ponownie wystartować w wyborach prezydenckich.

Reaktywacja w internecie

Niespodziewany powrót nastąpił w 2005 r. Gdy Aleksander Kwaśniewski nie  mógł już się ubiegać reelekcję i w Pałacu Prezydenckim szykowało się nowe rozdanie. Tymiński wylądował na Okęciu i od razu ustawił się w blokach startowych.

Na spotkania z dziennikarzami wybierał restauracje serwujące typowe polskie potrawy. Próbował płacić dolarami, których grube zwitki nosił demonstracyjnie w kieszeniach. Wciąż próbował kreować się na milionera. Opowiadał o budowanym w Kanadzie domu, o  sadzonym własnoręcznie lesie. O miłości do natury – zapowiadał nawet, że  jeśli wygra wybory, zamieszka w prezydenckim bungalowie, który wybuduje w którymś ze stołecznych parków.

U jego boku stała teraz Chinka Mulan. Poznał ją w internetowym biurze matrymonialnym. Wpłacił dziesięć dolarów i otrzymał pół miliona ofert z kandydatkami na żonę, w tym 350 tys. z  Chin. Mulan jest młodsza od Stana o 20 lat. Przez pół roku romansowali w  sieci. W końcu wzięli ślub i Tymiński przywiózł Mulan do Kanady, jednocześnie adoptując jej córkę.

W wyborach 2005 r. jako kandydat Ogólnopolskiego Komitetu Obywatelskiego OKO zdobył 0,16 proc. głosów, zajął dziewiąte miejsce wśród 12 kandydatów.

Od tej pory przyjeżdża do  Polski sporadycznie. Częściej przysyła nad Wisłę żonę –  głównie na kursy polskiej kuchni. W tym roku Mulan ukończyła kurs pieczenia polskiego chleba i w Acton, nieopodal Toronto, jest teraz mistrzynią polskich wypieków. – Tymiński chętnie zbiera grzyby w  posadzonym przez siebie lesie. W tym roku zebrał ich blisko tonę – mówi nam jeden z jego znajomych.

Na polską politykę obraził się definitywnie. A przede wszystkim na polskich wyborców. „Zawsze moja osoba przypomni wam o waszym tchórzostwie. Na długo przed wyborami 1990 roku przeczuwałem, że tacy jesteście. Dlatego książka, którą napisałem dla  was, aby wam pomóc w czasie zmiany ustroju, nosi tytuł ?Święte psy?. Pies nabroi i udaje świętego. Udaje, że nic złego nie zrobił" – pisze w  drugiej części „Świętych psów”, które opublikował na swojej stronie internetowej www.rzeczpospolita.com.

Z okazji 20-lecia pierwszych wyborów prezydenckich składa ważną deklarację: „Co do mnie, to proszę nie oczekiwać, że w przyszłości wrócę do polityki w Polsce. A to dlatego, że nie mogę prowadzić tchórzy do boju. Polacy nie popierają walecznie swoich liderów".

Mówi o sobie: „Porzucony Prezydent Rzeczpospolitej".

Okładka tygodnika WPROST: 46/2010
Więcej możesz przeczytać w 46/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 8
  • Zagloba IP
    A co na to Tymiński:

    http://www.feedbooks.com/userbook/18167/wi-te-psy
    • malgorzata IP
      Środowiska żydokomuny niszczyły go w 1990 roku i będą niszczyć pamięć o nim z tej przyczyny, że pokazał 50 milionom Polaków słabość żydokomuny, pokazał że można z nią walczyć skutecznie nawet w pojedynkę i wygrać. Wiedzą dobrze, że Tymiński to SYMBOL nie siły Polaków, ale SYMBOL SŁABOŚCI ŻYDOKOMUNY. Wiedzą dobrze co stałoby się, gdyby tak 100 - 1000 Polaków podjęło zorganizowaną walkę z nimi śladem Tymińskiego. Dlatego będą pluć na niego tak długo jak na Jezusa, chyba że wcześniej Polacy pogonią to złodziejskie towarzystwo.
      • Henryk Kreuz IP
        Na samym początku brzydka nieprawda droga Olu (Pawlicka).
        \"Stana Tymińskiego próbuję odnaleźć poprzez jego dawnych zwolenników. Pomagają, ale za nic w świecie nie chcą się afiszować tą znajomością.\"

        Odnalazłaś mnie poprzez wspólną rodzinę. Nie chciałaś dowiedzieć się co myślę na temat tamtych wyborów i Stanisława Tymińskiego, gdybyś chciała i zapewniła, że zostanie moje zdanie wydrukowane to uzyskałabyś je. Ale Ty nie chciałaś się tego dowiedzieć, Ty chciałaś wypytać się o Tymińskiego i jego rodzinę dlatego odesłałem Cię bezpośrednio do niego, a On nie zechciał z Tobą w ogóle rozmawiać.
        Gdybyś zapytała mnie o zdanie uzyskałabyś to co myślę na ten temat. I tak:
        W 1990 roku i krótko po nim, kiedy była największa szansa pokrzyżowania planów układowi okrągłego stołu (to jest przekazania władzy rodzinom stalinowców żydowskiego pochodzenia), przy którym zasiedli po jednej jak i drugiej stronie \"sami swoi\"(nie licząc paru pożytecznych idiotów), na hasła rzucane przez \"michnikow i najsztubów\" spora cześć okazała się tchórzami, znaleźli się i tacy co aktywnie zaczęli podgryzać.
        Co do Pana Tymińskiego, to będzie miał u mnie szacunek do mojego końca za jedno. Właśnie za postawę w 1990 roku, kiedy ratował honor Polski i Polaków jako jedyny z 50 milionów Polaków aktywnie wystąpił przeciwko temu układowi i jako jedyny realnie mu zagroził.
        To nie tylko wielki patriotyzm Stanisława Tymińskiego, ale i siła jego człowieczeństwa.
        A trzeba wiedzieć, że działo się to w czasie kiedy wielu uważało, są nawet tacy co dalej uważają, że patriotyzm mierzy się głębokością zanurzenia w obcej dupie.
        Pozdrawiam serdecznie
        Henryk Kreuz
        • elza IP
          Bardzo mozliwe ,ze ma racje ,po ostatnich wyborach prezydenckich, gdy dostalam sfalszowana kartke bez pieczatek wierze mu.
          • taakiwal IP
            Aj tam, aj tam... bredzi po halucynogennych grzybkach?