Przeminęło z dymem

Przeminęło z dymem

Dokładnie za tydzień, 15 listopada, skończy się w Polsce era nieskrępowanego palenia, a zacznie czas tytoniowej prohibicji. Palacze jednak nie poddają się i już zaczynają tworzyć ruch oporu.
W legendarnej warszawskiej restauracji Czytelnik przy Wiejskiej od progu wita klientów kartka: „Od 15 listopada obowiązuje bezwzględny zakaz palenia". Na dole mniejszym drukiem dopisek „Na podstawie Ustawy z dnia 8 kwietnia 2010 r. o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych”.

– To koniec obiadu, kawy i ciastka na  deser przy papierosie. Lokal ma 123 mkw. i zgodnie z nowym prawem musiałabym w nim wydzielić specjalną strefę dla palaczy. A na to nie ma  tutaj miejsca i za dużo by to kosztowało. Palenia zatem nie będzie –  wzdycha Anna Drożdż, właścicielka Czytelnika. – Staramy się delikatnie uprzedzać stałych klientów o zmianach. Tadeusz Konwicki na przykład przyjął to z wielkim zrozumieniem i tylko westchnął: no cóż, papierosa wypalę po obiedzie na spacerze. 

Totalny zakaz palenia

Przygotowywana przez długie cztery lata ustawa antynikotynowa spowoduje rewolucję. Pod groźbą mandatu, który może wynieść nawet 500 zł, nie  będzie można zapalić w taksówce, dyskotece, pubie ani restauracji, no, chyba że będą tam specjalne sale dla palaczy, odizolowane od reszty lokalu. Dymu nie będzie we wspólnej szatni i korytarzu do toalety, na  plaży, nawet w parku. I oczywiście w szpitalu, szkole czy służbowym samochodzie. – Coś ważnego w dziejach ludzkości się kończy. I to nie  tylko w Polsce. W Stanach Zjednoczonych na czele z Kalifornią od kilku lat palacze są traktowani jak trędowaci. W Europie jedno państwo za  drugim wprowadza coraz bardziej restrykcyjne przepisy – mówi antropolog prof. Wojciech Burszta. On sam pali od ponad 30 lat.

„Szykuje się kompletny zakaz palenia, prohibicja jak ta alkoholowa z lat 30. w USA" –  grzmią palacze i już tworzą ruch oporu. Jego twarzą jest m.in. poetka i  satyryk Maria Czubaszek, która publicznie zapowiada, że teraz wypala 3 paczki dziennie i nikt jej nie zabroni palić dalej. Filozof religii i  eseista prof. Zbigniew Mikołejko ostrzega, że palacze stają się ofiarą nadmiernego – jak mówi – „higienizmu”. Nawet minister zdrowia Ewa Kopacz przyznaje, że uwielbia palić i uważa, iż nowe prawo będzie łamało osobistą wolność palaczy. – Bo palenie to coś więcej niż tylko wyciągnięcie papierosa, podpalenie go i wdychanie dymu. To cały zbiór społecznych i prywatnych doświadczeń, sposób na szybki odpoczynek, skupienie się, wyciszenie albo odwrotnie: zabawę, socjalizację –  tłumaczy prof. Burszta. – Chwileczkę, zaraz będziemy kontynuować rozmowę, tylko zapalę, łatwiej mi się wtedy myśli – dodaje.

Sporty, belwedery, mazury

Papierosy, znane w Polsce już w XIX w., upowszechniły się dopiero w  latach 20. wieku XX. W Warszawie powstał wtedy Polski Monopol Tytoniowy, który przejął produkcję, import i sprzedaż tytoniu. 95 proc. produktów stanowiły tanie marki: Wisła, Sport, Damskie i Klub. Pozostałe 5 proc. to były eleganckie perfumowane papierosy: Nil, Egipskie, Specjalne, Gabinetowe i Triumf. Największa gwiazda przedwojennego kabaretu Hanka Ordonówna uwielbiała Egipskie. Paliła je, używając długiej rogowej fifki i wzorem wielu zachodnich aktorek wydmuchiwała dym wysoko, ponad głowy innych. Za jej przykładem (a także za przykładem filmowych amantów, Eugeniusza Bodo i Adolfa Dymszy) po papierosy sięgało coraz więcej Polaków.

W latach 40. i 50. palili już wszyscy: robotnicy i  inteligencja, artyści i politycy, lekarze i rolnicy. Studenci najchętniej sięgali po Ekstra Mocne i udawali, że to francuskie Gauloises’y. Kobiety wybierały delikatniejsze marki: Caro, Carmen. Ale  prawdziwym fenomenem były Sporty. – Papierosy dla mas, niespecjalnie dobre, ale powszechnie uwielbiane – wspomina prof. Burszta. Sporty były ulubioną marką Władysława Gomułki, który miał zwyczaj dzielenia jednego papierosa na trzy, nawet cztery kawałki, które później osadzał w  szklanej fifce. Lubił je również Gustaw Holoubek. Jego garderobiany z  warszawskiego Teatru Dramatycznego Józef Sobota wspominał, że kiedy w  czasie tournée po USA aktorowi skończyły się papierosy przywiezione z  Polski, kupował Marlboro i wymieniał całą paczkę za jednego Sporta.

Ówczesny wiek inicjacji papierosowej może dziś szokować. – Miałem chyba z 7, no, może 8 lat, gdy pod wpływem starszego rodzeństwa zacząłem palić – wspomina historyk Jan Żaryn i zapewnia, że to nie była wcale patologia. – Tak się wtedy paliło. Pamiętam, że w bramach i na podwórkach popalałem Domino albo Puławskie. Potem jako nastolatek chodziłem do liceum im. Narcyzy Żmichowskiej, które w Warszawie w latach 70. uchodziło za dość awangardowe.Tam nawet wolno było legalnie palić na  terenie szkoły.

Przykład dawali artyści. Tak jak kino amerykańskie miało Humphreya Bogarta i Ritę Hayworth – aktorów niemal zawsze pokazywanych w  oparach dymu – tak w polskich filmach z papierosami pojawiali się Andrzej Łapicki oraz Zbyszek Cybulski. Rekordy popularności biło radiowe pełne absurdalnego humoru słuchowisko „Dym z papierosa" napisane przez Marię Czubaszek i nadawane w Programie Trzecim Polskiego Radia. –  Kultura czasów PRL była pełna pozytywnych informacji o papierosach –  tłumaczy prof. Żaryn.

Pani pali, pan pali

W oparach papierosowego dymu działała też solidarnościowa opozycja. Patrząc na zdjęcia z obrad okrągłego stołu, można odnieść wrażenie, że  palili wszyscy ojcowie założyciele III RP: Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń i Adam Michnik. Z kolei Bronisław Geremek i  Janusz Onyszkiewicz pykali fajkę. „Było siwo od dymu" – wspominał później Leszek Miller, jeden z niewielu niepalących uczestników obrad. „Przy samym okrągłym stole się nie paliło, jednak wystarczyło wyjść do jednej z sąsiednich sal, by całkowicie przesiąknąć dymem”.

Kiedy Jacka Kuronia zabierano do więzienia lub internowano, żona wciskała mu do kieszeni paczkę papierosów. – Papieros był symbolem pewnej wolności, wyzwolenia, swobody. Brody, swetry i papierosy składały się na ikonę działacza solidarnościowego podziemia. Buntownik palił papierosy – wspomina profesor Zbigniew Mikołejko.

Stan wojenny był dla  palaczy straszliwym dramatem. Papierosy, i to kiepskiej jakości, można było kupić tylko na kartki, maksymalnie 10 paczek miesięcznie. – Wtedy nawet pojawiły się piosenki o papierosach – dodaje Mikołejko i nuci na  melodię popularnej niegdyś piosenki „Złoty pierścionek": – Złoty pięćdziesiąt, złoty pięćdziesiąt na sporty, gdybym miał więcej, kupiłbym sobie giewonty. Cztery pięćdziesiąt, cztery pięćdziesiąt niewiele, gdybym miał więcej, kupiłbym sobie wawele...

Twardziel z camelem

Kiedy w latach 90. Zachód czytał zatrważające statystyki dotyczące zgubnych skutków palenia, Polacy wchodzili w fazę zachwytu nad Camelami, Marlboro i Westami. W reklamie Westów zagrał w 1996 r. sam Bogusław Linda. Wyglądało to tak: twardziel wchodzi do obskurnego pokoju, radio gra przedwojenny szlagier, a w szklance z piwem pływa karaluch. Mężczyzna kładzie nogi na stół, wyławia delikatnie robaka i zapala papierosa. Nie przejmuje się okrzykiem sprzątaczki: „Proszę pana, tu się nie pali!". – No i jak tu nie zapalić po takiej reklamie? – wzdycha profesor Burszta.

Wprawdzie śladem Stanów Zjednoczonych i Europy także polskie Ministerstwo Zdrowia zaczęło walkę z tytoniowym nałogiem, ale szybko przekonało się, że żadne apele i akcje nie odniosą skutku, gdy palą największe autorytety. Na swoim najsłynniejszym zdjęciu, zrobionym po  pierwszej udanej transplantacji serca prof. Zbigniew Religa został uchwycony z papierosem w ustach. Jacek Kuroń palił nawet na sali szpitalnej, na którą trafił, bo miał problemy z sercem. Dobry przykład chciał za to dać rodakom Lech Wałęsa. Jeszcze na początku lat 90. był miłośnikiem mentolowych, ale postanowił zerwać z nałogiem. Próbował kilka razy, podobno ostatecznie udało mu się w połowie dekady.

Jest fun, jest dekadencja

Prof. Jan Żaryn rzucił palenie w 1993 r. – To był wynik zarówno rosnącej świadomości, jak szkodliwy i bezsensowny jest ten nałóg, jak i nacisku prawno-kulturowego niepalącego otoczenia, żeby nie palić w towarzystwie – opowiada.

Palaczy jest w Polsce coraz mniej: w latach 70. paliło blisko 15 mln osób, dziś już niecałe 9. Coraz mniej sprzedaje się papierosów: 10 lat temu było to 73 mld sztuk rocznie, w tym roku według szacunków będzie to niewiele ponad 50 mld.

Zmiany widać nawet w kinie. –  Nie ma zakazu pokazywania papierosów – przekonuje Jacek Bromski, reżyser i prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich. – Mniej jest scen z  papierosami, bo ludzie mniej palą, a kino odwzorowuje przecież rzeczywistość. Jak jest potrzeba, by postać paliła, to pali.

– Nie bardzo chce mi się w takie tłumaczenie wierzyć – śmieje się profesor Burszta. – Filmowcy liczą na widownię młodzieżową, na licea, gimnazja. By jej nie stracić, ograniczają papierosy w fabule. Mnie nawet wykasowano papierosa ze zdjęcia na stronie internetowej SWPS, gdzie uczę. Ale to, że jesteśmy mniejszością, takim coraz bardziej ekskluzywnym klubem, jest tak naprawdę zaletą.

– To dzięki papierosom zżyłam się z Wisławą Szymborską – przyznaje dziennikarka Katarzyna Kolenda-Zaleska. – Byłyśmy razem w podróży po Sycylii w towarzystwie trzech niepalących panów. Siłą rzeczy wychodziłyśmy we dwie na zewnątrz. Piękna pogoda, esspresso w jednym ręku, papieros w drugim i tak się poznawałyśmy. Ten papieros był nicią, która w jakiś sposób nas połączyła.

– Dziś palenie znowu oznacza bycie nonkonformistą – analizuje profesor Burszta. – Gdy wejdzie w życie nowa ustawa, palić dalej będą wytrwali, którzy będą mieli siłę, by marznąć na śniegu, moknąć na  deszczu. A więc pokażą, że to coś więcej niż tylko nałóg.

Stylista Tomasz Jacyków idzie jeszcze dalej: – Dziś palenie to dekadencja. Wszyscy wiedzą, że jest zabójcze. Ale o to właśnie chodzi. Mnie żadne prawo nie skłoni do niepalenia. Jest fun, bo sami się unicestwiamy.

I dlatego do rangi symbolu urosło już pożegnanie zgotowane aktorce Elżbiecie Czyżewskiej przez jej przyjaciół. Ikona lat 60. zmarła w  czerwcu na raka przełyku. Paliła aż do śmierci. Aktor Andrzej Strzelecki wrzucił jej do grobu paczkę papierosów.

Okładka tygodnika WPROST: 46/2010
Więcej możesz przeczytać w 46/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • Ted IP
    to problem ma teatr Ateneum na Powiślu ze swoim patronem
    • .jerzyra@wp.pl IP
      Kochane autorki!
      Piosenka cytowana przez Wasnie jest produktem stanu wojennego, powstała w latach 60-tych, wraz ze \"Złotym Pierścionkiem\" spiewanym przez Sławe Przybylska. Słowa brzmiały:
      \"Złoty pięćdziesiąt,złoty pięćdziesiat na \"Sporty\", Gdybym miał wiecej kupiłbym sobie \"Giewonty\",
      Ale Giewonty kosztuja cztery sześćdziesiąt,
      A ja mam tylko na \"Sporty\" złoty pięćdziesiąt...\"
      Te \"Sporty były pakowane w dziesiątkach. Żołnierzowi przstugiwała taka paczka dziennie. Gomułka je palił w lufce szklanej łamiąc na połowę. (Gdybyście Panie widziały kiedys \"Sporta\" to wiedziałybyscie,że był za krótki , by go dzielic na 3, a co dopiero na 4 częsci. Połówka \"Sporta\",zapalona bez lufki,juz za trzecim sztachem parzyła w łokieć, nie mówiąc o palcach. W stanie wojennym papierosy nie były na kartki, a na wage . Niepocięte, długości do 20 cm tyle ,ze porozklejane, sprzedawane były na wagę.Wtedy kolejki przed kioskami liczyły setki metrów. Piszcie zatem tylko to co wiecie na pewno, bo przez takie niedoróbki warsztatowe podwazacie wiarygodnośc niezłego skądinąd tekstu. Z wyrazami szacunku stary redaktor i palacz Jerzy Rasała