Czas atomu

Czas atomu

Świat pozbył się wątpliwości – elektrownie atomowe to najpewniejsze źródło energii i klucz do niezależności energetycznej.
Nikt się chyba nie pomylił w sposób bardziej spektakularny niż Tadeusz Syryjczyk, kiedy w 1990 r. jako ówczesny minister przemysłu powiedział, że elektrownia jądrowa Żarnowiec jest inwestycją zbędną dla polskiego systemu energetycznego przez najbliższe 10-20 lat. Poza tym nie ma  pewności – twierdził – że energetyka jądrowa w ogóle jeszcze będzie potrzebna.

Choć połowa Polaków nie jest tego świadoma, w sąsiedztwie Polski roi się od siłowni jądrowych, bo nasi bezpośredni sąsiedzi (z wyjątkiem Białorusi) je mają. Niemcy – 17, Czechy – sześć, Słowacja –  cztery, Ukraina – 15, Litwa – jedną. 

Świat przekonał się, że mimo najlepszych chęci ani węgiel, ani źródła odnawialne nie będą w stanie w  przyszłości zaspokoić rosnących apetytów na energię. To dlatego Niemcy wycofały się z decyzji z 2000 r. o rezygnacji z energii atomowej. Ostatni reaktor miał zakończyć pracę w roku 2021, niemiecki rząd jednak zmienił plany. Zamiast zamykać atomówki, woli je zaprząc do pracy na  rzecz energii odnawialnej – podatek z elektrowni jądrowych będzie finansować rozwój elektrowni wodnych i wiatrowych. Z decyzji o  zamknięciu w 2013 r. jedynej elektrowni atomowej wycofała się też Holandia, która już planuje budowę kolejnych reaktorów. Podobne plany mają Szwecja (dziesięć planowanych reaktorów) i Finlandia (cztery).

Na świecie pracuje 436 reaktorów, które łącznie wytwarzają zaledwie 14 proc. globalnej energii. W Unii Europejskiej elektrownie atomowe produkują niewiele więcej, bo tylko 15 proc. energii. Na tym tle szczególnie wyróżnia się Francja, gdzie 59 reaktorów zaspokaja ponad 77 proc. krajowego zapotrzebowania na prąd. Według danych Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w budowie jest 45 reaktorów, z czego 22 powstają w Europie.

– W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że wrócimy do tego tematu – mówi Henryk Doering, wójt gminy Krokowa w woj. pomorskim. To właśnie w niej leży Jezioro Żarnowieckie. Doering, mając 28 lat, pracował na budowie elektrowni atomowej i świetnie pamięta strach oraz protesty – zwłaszcza po awarii w  Czarnobylu, które w 1990 r. doprowadziły do zaprzestania budowy jedynej polskiej elektrowni jądrowej w Żarnowcu.

Stopień zaawansowania budowy elektrowni oceniano wówczas na 36 proc., a jej zaplecza – na 85 proc. Na  niemal 100 hektarach powstało 630 obiektów, które potem zrujnowano. Jeden z gotowych reaktorów (o zupełnie innej konstrukcji niż  czarnobylski) za symboliczną cenę kupiła Finlandia, gdzie bezawaryjnie pracuje do dziś. Drugi pojechał na Węgry. Pozostałe dwa oddano na złom. Prognozując wzrost temperatury w Jeziorze Żarnowieckim o 10°C po  uruchomieniu elektrowni, pozwolono odłowić drapieżne gatunki ryb, a w  ich miejsce wpuszczono roślinożernego amura, co zmieniło ekosystem i  doprowadziło do degradacji jeziora. Ówczesne obawy przed energetyką jądrową najlepiej obrazuje nazwa „Żarnobyl" – jak w dowcipach nazywano budowę atomówki. Najładniejszą – jeśli nie najcenniejszą – pamiątką po  siłowni w Żarnowcu jest zastawa stołowa z logo elektrowni, którą wyprodukowały Zakłady Porcelany Stołowej „Lubiana”.

Niespełna 20 lat po  nieudanej analizie energetycznej Syryjczyka, pod koniec 2008 r., premier Tusk oświadczył, że czeka nas budowa co najmniej dwóch elektrowni atomowych o mocy 3000 MW. Wydamy na nie 10 mld euro, a na dwóch elektrowniach pewnie się nie skończy (bo to najczystszy i najtańszy sposób uzyskiwania energii). Siłownie będzie budowała Polska Grupa Energetyczna, która chce mieć 51 proc. udziałów w konsorcjum z  wyłonionym w przetargu zagranicznym partnerem (Francja, Finlandia, Korea Południowa, Japonia, USA lub Czechy). PGE ma czas do końca roku, by się zastanowić nad lokalizacją elektrowni atomowej, której budowa ma się zakończyć w 2022 r. Prace powinny ruszyć w 2014 r. Przez co najmniej pięć, siedem lat dadzą zatrudnienie nawet 15 tys. osób.

Jan Kozłowski, marszałek województwa pomorskiego, pierwszy wysłał do premiera Tuska list z prośbą o „zajęcie pozytywnego stanowiska" w  sprawie budowy jednej z planowanych elektrowni w jego województwie. Wójt Krokowej, koło której położony jest Żarnowiec, jest zdania, że co najmniej 80 proc., a może nawet 90 proc. mieszkańców gminy nie ma nic przeciwko temu pomysłowi.

– Jeśli człowiek non stop słucha, że jest kłopot w dogadaniu się z Putinem w sprawie gazu, że węgiel się w Polsce kończy, jak przygląda się rosnącym rachunkom za prąd i coraz bardziej obawia o miejsce pracy, to łatwiej zmienia zdanie – tłumaczy powody pozytywnego nastawienia mieszkańców gminy Henryk Doering. Mieszkańcy okolic Żarnowca zrozumieli jeszcze jedno: Kopań koło Koszalina – trzecia w kolejności lokalizacja – znajduje się zaledwie 120 km w linii prostej od nich. Skutki ewentualnej katastrofy odczują i ci z Kopania, i oni, ale korzyści w postaci infrastruktury, miejsc pracy i znaczącej wielkości podatków wpływających do budżetu gminy – tylko mieszkańcy jednej z tych gmin.

Co prawda awaria w Czarnobylu podkopała zaufanie do  energetyki jądrowej w Europie, ale nie na długo. Zaledwie po dziesięciu latach od katastrofy podwoiła się liczba zwolenników energii atomowej w  Szwecji. Dziś 60 proc. Szwedów popiera rozwój energetyki jądrowej. Również niemal trzy czwarte Francuzów opowiada się za utrzymaniem siłowni jądrowych. Polacy też stopniowo łagodzą stanowisko. Państwowa Agencja Atomistyki, która od 20 lat zamawia badania na temat stosunku Polaków do energii jądrowej, zauważyła, że już 61 proc. Polaków jest skłonnych zaakceptować budowę elektrowni atomowej. To rekord. Przeciwnicy energetyki jądrowej najczęściej obawiali się powtórki z  Czarnobyla i tłumaczyli ankieterom, że nie mają wystarczających informacji o zagrożeniach i korzyściach.

– Obserwujemy narastające przyzwolenie na budowę elektrowni, ale raczej bez entuzjazmu – mówi Piotr Jaracz, dyrektor Departamentu Nauki, Szkolenia i Informacji Społecznej Państwowej Agencji Atomistyki. Jego zdaniem Polacy coraz lepiej rozumieją potrzebę budowy nowych źródeł energii i ich zróżnicowania. Argumenty ekologów (wysokie koszty budowy, które sprawiają, że za mało pieniędzy przeznacza się na rozwój energetyki odnawialnej, i problem składowania odpadów) się nie  zmieniają, ale widmo powtórki z Czarnobyla w publicznej dyskusji pojawia się coraz rzadziej.

– I słusznie, bo taka katastrofa nie ma prawa się powtórzyć – przekonuje dr Andrzej Strupczewski, ekspert z Instytutu Energii Atomowej w Świerku, wiceprezes Stowarzyszenia Ekologów na rzecz Energii Nuklearnej.

24 lata po awarii trudno sobie wyobrazić, że  przeżyjemy coś gorszego niż palący się otwartym ogniem rdzeń reaktora, który wyrzuca radioaktywny dym kilka kilometrów w górę. Feralny reaktor (typ RBMK) był zaprojektowany tak, by można było z niego wyjmować paliwo w dowolnym momencie, a najlepiej po trzech, czterech tygodniach od  włożenia, kiedy to pod wpływem zachodzących reakcji rozszczepialny uran 238 zamienia się w pluton 239, który można wykorzystać do produkcji bomby. Opracowując tę konstrukcję, uwzględniono potrzeby wojska, ale  takie rozwiązanie sprawiło, że podczas awarii moc reaktora w sposób niekontrolowany rosła, zamiast spadać. W Rosji działają jeszcze trzy reaktory o takiej samej konstrukcji, ale pozostałe reaktory na świecie wyłączają się w czasie awarii, a ich moc automatycznie spada. Polacy coraz bardziej zdają sobie sprawę z tego, że nasza gospodarka jest oparta na węglu, którego zapasy szacuje się na zaledwie 30 lat, i że już dziś posiłkujemy się jego importem. Coraz kosztowniejsze są też opłaty za emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Eksperci nie ukrywają, że rozwój energetyki jądrowej ograniczy problem emisji gazów i będzie pierwszym krokiem do energetycznego uniezależnienia się od Rosji, która co roku funduje Europie, w tym Polsce, spektakl grozy pt. „odcinamy gaz".

Paliwem do elektrowni atomowych jest ruda uranu, którą wydobywa się w  ponad 20 krajach. Zasoby Rosji oblicza się na zaledwie 4 proc. światowych złóż. Polskie złoża uranu niestety zostały dawno wyeksploatowane przez ZSRR. Co prawda światowe zasoby uranu wystarczą tylko na 65 lat, ale z wypalonego paliwa można odzyskać aż 96 proc. uranu, który ponownie nadaje się do użycia. Naukowcy jednak już dziś pracują nad wykorzystaniem w reaktorach jądrowych innego pierwiastka –  toru. A ten w skorupie ziemskiej występuje sześć razy częściej niż uran.

Okładka tygodnika WPROST: 46/2010
Więcej możesz przeczytać w 46/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • Redaktor1966   IP
    3. O BEZPIECZNEJ, EKOLOGICZNEJ, TANIEJ ENERGETYCE NUKLEARNEJ...
    http://www.wolnyswiat.pl/forum/viewtopic.php?t=183&postdays=0&postorder=asc&start=30
    • Jerzy Rasała ( jerzyra@wp.pl)   IP
      Szanowna Pani Redaktor! Niech weżmie Pani prase polska, w tym GW i\"Życie W-wy, z  czasu przełomu 1989-1990. Ile tam było argumentów autorytetów (Syryjczyk był o wiele póżniej), że tylko węgiel,na którym Polska stoi, jest tani i zdrowy. Ilu szanowanych i odznaczanych do dzis redaktorów, sumien narodu, wybitnych znawców, a tak naprawde agitatorów politycznych i ideologicznych przykonywało ciemny naród... I ten oczywiscie to kupił. I wydalismy miliardy ,zeby zniszczyc w Żarnowcu to, na co juz wczesniej wydano miliardy...
      Polska tak samowówczas jak i dzis była otoczona krajami korzystającymi z energetyki jadrowej. Tylko to wstydliwie przemilczano. Cieszy ,ze Pani podjęła ten temat. Mądra Francja. A Polska , jak zwykle durna, bo teraz ani energetyki atomowej , ani odnawialnej. Kopalnie węgla w większości zlikwidowalismy, albo oddzielilismy od elektrowni przez co obie sa deficytowe.. I to wszystko załatwilismy sobie sami. Nie zrobili nam tego na złość , ani Ruscy, ani Niemcy , ani Żydzi, ani cyklisci. Polacy nie potrzebują wrogów. Wykonczą sie sami. Wystarczy popatrzec na Kaczyńskiego i jego PiS. Wszystko robi dla Narodu, a ten sie nie poznał.